Już dziewiąta, panie i panowie!

Pan Waldemar miał siedemdziesiąt dwa lata i należał do tej grupy ludzi, którzy mają wyborowe maniery: nigdy, przenigdy nie spóźniał się na umówione spotkania, zawsze delikatnie całował dłonie nowopoznawanych kobiet i od niepamiętnych czasów nie zdarzyło się, żeby miał brudne buty, które zawsze dokładnie pastował.

Drugą rzeczą, o której należy powiedzieć w naszym krótkim opowiadaniu jest to, że dokładnie za dwa tygodnie we wtorek, o dziewiątej rano, Pan Waldemar miał umrzeć.

Z tego powodu cieszył się nie tylko on sam, lecz cieszyły się także jego trzy córki oraz dwaj młodsi od nich o kilka lat synowie. Cieszono się z wielu powodów. Sam Pan Waldemar był bardzo zadowolony, ponieważ ludzie zwykle umierają w najmniej spodziewanych momentach swojego życia, często bardzo cierpiąc. On, jak gdyby będąc człowiekiem szczęśliwie wyróżnionym przez Los, mógł umrzeć w swoim własnym domu na wygodnym łóżku, otoczony bliskimi, którzy go kochali - pośród ich czułości i opieki. Jeśli zaś chodzi o członków rodziny Pana Waldemara, to ci także się cieszyli, ponieważ już we wtorek będą mogli zacząć przeprowadzać pewne zmiany, o których od długiego czasu, przy różnych okazjach, dyskutowano. Można więc spokojnie powiedzieć, że zadowoleni byli wszyscy: nikt nie miał do nikogo o nic pretensji i rodzina złączyła się ze sobą, nie kłócąc się i nie narzekając, co rzadko się jej, szczerze mówiąc, zdarzało.

Książki, których Pan Waldemar nazbierał w życiu kilka tysięcy, leżały spakowane w wielkich tekturowych pudłach. Część domowych mebli została już wywieziona, z okien zdjęto zasłony, posprzątano dokładnie mieszkanie i o całej sprawie zawiadomiono dalszą rodzinę, która zaczęła się już przygotowywać do stypy. Jeden z sąsiadów przyszedł nawet, żeby się upewnić, ale Pan Waldemar tylko na niego spojrzał niezwykle poważnym wzrokiem i kiwnął głową na znak, że rzeczywiście i nieodwołalnie za dwa tygodnie umrze. Sąsiad uśmiechnął się na te słowa i powiedział, że jest zadowolony, że to nie plotka, ponieważ mógłby się wtedy narazić na niepotrzebne koszty. Później wyszedł, nie wdając się już dłużej w niepotrzebne dyskusje, gdyż nie należał do ludzi gadatliwych. Zamówiono też karawan, który miał nadjechać około pół godziny przed dziewiątą, żeby zabrać ciało Pana Waldemara na podmiejski cmentarz, gdzie grabarz wykopał już głęboki dół, w którym miały spocząć zwłoki.

Dobroduszna rodzina pozwoliła wybrać Panu Waldemarowi trumnę, w której miał spędzić resztę wieczności.

Nasz bohater należał do ludzi skromnych i wybierając najtańszą trumnę, jaka znajdowała się akurat w sklepie, bardzo rozzłościł swoje trzy córki, które natychmiast go zakrzyczały i dokonały wyboru za niego. Z tą decyzją, tak samo jak z tym, że dokładnie za dwa tygodnie miał umrzeć, Pan Waldemar pogodził się równie chętnie i z taką samą radością. Trumna była zrobiona z czarnego, lakierowanego, błyszczącego drewna i gdy Pan Waldemar w nią zastukał, wydała z siebie wspaniały, głęboki dźwięk. Nie jakiś tam głuchy i nic nie znaczący, jaki wydają z siebie najtańsze trumny, zbijane z surowych desek. Nie! Dźwięk, który wydała z siebie trumna Pana Waldemara znamionował, że wieczność będzie dla niego przestronnym, wygodnym i przytulnym miejscem. Słysząc ten dźwięk, Pan Waldemar uśmiechnął się do siebie w duchu, zrobiło mu się ciepło na sercu, i z miłością pomyślał o swoich córkach, które postanowiły kupić droższy, a nie tańszy model. Trumna została przywieziona pod dom, wniesiona po schodach przez dwóch synów i postawiona w korytarzu na zewnątrz pokoju, w którym Pan Waldemar miał skonać. Z momentem przywiezienia trumny wszystko było gotowe i pozostało już tylko oczekiwanie, które w tym wypadku nie było przecież byle jakie, bo chodziło o najważniejsze oczekiwanie w życiu!

Chcąc nie chcąc, czas mijał i wtorek najpierw zbliżał się powoli jak gdyby w ogóle nie chciał nadejść, a później pojawił się tak nagle, że zaskoczył wszystkich niczym wizyta niespodziewanych gości. Najbardziej zdumiony był oczywiście Pan Waldemar, który za nic nie mógł uwierzyć, że to już dziś. A jednak to właśnie tego dnia był wtorek i nic nie można było na to poradzić. Jedna z trzech córek poradziła ojcu, żeby położył się na kilkanaście minut przed, zamknął oczy i zaczął liczyć czarne baranki, czym sprawi, że ani się obejrzy i już będzie po wszystkim. Na ten znakomity pomysł twarz Pana Waldemara rozpogodziła się i nabrał pewności, że dziarskim krokiem przekroczy próg śmierci. Zupełnie też opuścił go lekki strach, który towarzyszył mu przez ostatnie półtora tygodnia.

Pół godziny przed dziewiątą przyjechał umówiony karawan, z którego wysiadło dwóch rosłych mężczyzn i ci najpierw zapalili po papierosie, dokładnie rozglądając się po okolicy, a później zaczęli głośno pukać do dużych drzwi wejściowych. Zostali wpuszczeni do środka, weszli na piętro, gdzie od ponad tygodnia czekała już czarna trumna, i dołączyli do licznego grona sąsiadów oraz bliższej i dalszej rodziny Pana Waldemara, po czym zapytali czy to tego starca - leżącego na łóżku z zamkniętymi oczami - mają "sprzątnąć".

- Jeszcze dosłownie pięć minut tatusiu i będzie po wszystkim - radośnie zapewniła Pana Waldemara jedna z córek.

Wiedząc, czego się od niego oczekuje i że patrzy na niego taki tłum ludzi, Pan Waldemar czuł się odrobinę skrępowany, ale postanowił sobie, że się zaweźmie i za pięć minut na pewno, na sto procent umrze.

Gdy leniwa wskazówka dotarła w końcu na miejsce i zegar zaczął śpiewnie oznajmiać wszystkim zgromadzonym, że właśnie wybiła godzina dziewiąta, jedna z córek podeszła do Pana Waldemara i ze zmieszaniem spostrzegła, że ten nadal żyje.

- Tatusiu, czy nie czas już, żebyś umarł? - zapytała zdziwiona.

Pan Waldemar podniósł się na łóżku i nerwowo przygładził siwe włosy, które mu jeszcze pozostały. Później wyciągnął okulary, które na wszelki wypadek kazał sobie schować do kieszeni garnituru, gdyby w zaświatach też było coś do czytania, i je założył. Spojrzał na zgromadzony wokół łóżka i stojący w drzwiach tłum, który był przez jakiś czas był rozmyty, jak gdyby cała sytuacja była jedynie dziwacznym snem, ale później obraz się wyostrzył i trzeba było uznać obecność wszystkich tych ludzi za twardy, niezbity fakt.

- Już dziewiąta, panie i panowie, a ja wciąż nie mogę umrzeć! Wiecie przecież, że jestem człowiekiem o nieskazitelnych manierach i nigdy nie ośmieliłbym się nikogo oszukiwać. Już dziewiąta, panie i panowie, a ja nie potrafię umrzeć i nie wiem, co mam z tym fantem zrobić! Panie i panowie, właśnie do mnie dotarło, że to się chyba nie da tak na zawołanie…

Pan Waldemar nie został jednak zrozumiany.

Zgromadzeni ludzie zaczęli parskać ze zdenerwowania, a jeden z kierowców karawany krzyknął, że takie żarty są „co najmniej nie na miejscu”. Ktoś inny, stojący w tłumie, powiedział, że Pan Waldemar to wariat, żartowniś i dupek, a może nawet jakiś stary pedał, bo istnieją przecież granice, w których można sobie dowcipkować i granice dobrego smaku!

 

01.04.2009

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Margerita tydzień temu
    pięć ładnie to tak czekać na śmierć ojca panie Wldemarze niech pan żyje im na złość sto lat
  • Wrotycz tydzień temu
    A to już było:) Pod nickiem Stefana.
    Zapamiętałam od pierwszego zdania, więc dobre!
  • franekzawór tydzień temu
    Była przeróbka na 'sztukę' ;)
  • Wrotycz tydzień temu
    FZ - nie wymagaj ode mnie zapamiętywania subtelności formy:)
  • franekzawór tydzień temu
    Wrotycz, tak, tu spamiętać wszystkie te teksty, to...
  • Wrotycz tydzień temu
    Nawet przeczytać wszystkich się nie da, Opowi ma niesamowity wysp tekstów.
    A czas nie jest z rozciągliwej gumy.
  • Freya tydzień temu
    "który był przez jakiś czas był rozmyty, jak gdyby" – to drugie; był – chyba nadliczbowe... Bardzo dobry tekst, bo jarzący teges w każdym razie dla mnie. Kiedyś miałem taką dziwną możliwość żeby sobie sprawić trumnę aby była eksponatem przyszłościowym w chałupie (transakcja wiązana), ale odpuściłem tę perwersyjność – nie mam zamiaru wstawać z grobu :) Pzdr
  • Canulas tydzień temu
    Już czytałem, choć jakby płynniejsze teraz.
  • fanthomas wczoraj o 17:56
    O takie coś tylko w nieco innej konwencji by się nadawalo do antologii. Stefan/Franek jakby co czekamy
  • franekzawór wczoraj o 17:59
    Jakiej antologii, Fanthomas? Bierzcie ten tekst, gdzie chcecie!! To już staroć!!
  • fanthomas wczoraj o 18:03
    franekzawór do antologii którą reklamuje od kilku dni
  • Nuncjusz wczoraj o 18:04
    franekzawór na forum
  • franekzawór wczoraj o 18:06
    Nuncjusz, Fanthomas Ja do niedzieli nie dam rady nic napisać, może przeróbcie to. Zobaczę, o co chodzi, ale do niedzieli mam zajęcie i od poniedziałku albo wtorku znowu. Teksty możecie brać, gdzie checie!! Dla mnie to nigdy problem!!
  • fanthomas wczoraj o 18:09
    franekzawór spokojnie czas jest do końca kwietnia, tylko podaj jakiś kontakt do siebie
  • franekzawór wczoraj o 18:13
    Fanthomas, odezwę się jeszcze tu albo na forum, tylko że jest taki problem, że ja nie potrafię nic napisać na jakiś zadany temat, mogę spróbować, ale u mnie to działa tak jakbym miał chwilowy epizod manii przed pisaniem, nigdy nie udało mi się napisać jeszcze nic na zadany temat. Przeczytam, czego potrzebujecie, i jeszcze się tu ewentualnie odezwe, Antologię chętnie kupię jeśli będzie można!!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania