Kaftany bezpieczeństwa.

Ludzkie twarze zakrwawione

upadają kolejno na ziemie

ciało się nie słucha.

Całe poranione.

Martwa krew buzuje we mnie.

 

Czuje się dziwnie.

To dzieło stworzeniem Boga?

Palcem niech tylko kiwnie

i zaraz zniknie cała trwoga!

 

Bezlitośni ludzie

w kaftanach bezpieczeństwa

cicho uczestniczą w tym brudzie

nie przyznając się do oszczerstwa.

 

Ja się boję.

Obchodzi to ich czasem?

Na granicy śmierci stoję

ze sztucznym na twarzy grymasem.

 

Dosyć już milczenia

uwolnijmy się z tego więzienia,

które się nazywa

(pseudo) Matka Ziemia.

 

Polityczna zamieć

na świecie się kreuje

nie dajmy się obezwładnić

sztuczności która nas szantażuje.

 

Ja tego za grosz nie kupuje

własną ścieżkę do pokoju buduję,

a to co fałszywe stanie mi na drodze,

świetlistą jak gwiazdy poezją dyskryminuje.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania