Kiedyś

Byłem jak trawa z tych najzieleńszych

co to dłużej niż inne wystają w słońcu

bez przełknięcia liczyłem krople deszczu

przemoczony do suchej nitki biegałem za tęczą

 

nie było aż tak głośnych zegarów

- jeden na godzinę przejeżdżał samochód

butelki z mlekiem salutowały pieszym uczestnikom ruchu

 

świt imał się przeróżnych zajęć

a to wypróżniał kubły na śmieci

a to podnosił ciężkie żaluzje spożywczaka

 

dzień się nie kończył ani nie zaczynał

psi ogon zawsze sterczał przed oczami

 

kiedyś byłem jak trawa z tych najzieleńszych

przydeptany dźwigałem kark by zdążyć na lekcję

niekończącego się zdziwienia.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • jesień2018 3 miesiące temu
    To o mnie. Piękne. I ach, jak boleśnie prawdziwe.
  • D4wid 3 miesiące temu
    Mam wrażenie jakby każda strofa była o czym innym.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania