Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Kiedyś ci wystarczę - 05| Pożądanie zadowoli się byle kim

Ostatni dzień przed wyjazdem w dalszą podróż. Zwlokłem się rano z łóżka, czując burczenie w brzuchu. Widocznie szybko strawiłem pizzę i musiałem szybko coś zjeść. Bardziej jednak potrzebowałem kawy, bo w nocy na zmianę śniły mi się Grace, Valentina, Sofía i Ashley. Cholery można było dostać z tymi babami. Wykańczały mnie psychicznie, wszystkie naraz, aż ciężko było mi powiedzieć, którą z nich najbardziej miałem na sumieniu. Pozostawała też Alexia, ale to była moja mała siostrzyczka. Wiedziałem, że czegokolwiek bym nie zrobił, ona zawsze mi wybaczy, więc nią nie musiałem się szczególnie przejmować. Za to zimny dreszcz przebiegał mi po kręgosłupie na myśl, że od teraz będzie nam towarzyszyła nie tylko Valentina, ale też jej przyjaciółka. Samą Valentinę potrafiłem jeszcze znieść, ale Sofía już mnie irytowała, mimo że nawet z nią nie rozmawiałem.

Przez myśl przemknął mi cień nadziei, że może Valentina zrezygnuje z promowania filmu i zostanie w Los Angeles razem z przyjaciółką, by razem wyzywać się od suk i podrywać facetów, czy co tam robiły w wolnym czasie. Sofía nie wyglądała na dziewczynę wierną jednemu facetowi, o Valentinie wolałem się nie wypowiadać.

Ubrałem się i zszedłem na śniadanie, którego nagle jakoś mi się odechciało. Wszyscy chyba jeszcze spali, a nie chciało mi się chodzić i ich budzić, wobec tego nalałem sobie czarnej kawy do filiżanki i wyszedłem z nią na taras, choć lekko kropiło. Dzień zapowiadał się na pochmurny i chłodny, ale powietrze było wilgotne, przez co kwiaty mocno pachniały, więc mimo wszystko usiadłem na krzesełku. Dobrze, że było pod dachem. Popijałem powoli kawę, słuchając bębnienia kropel deszczu o dach i szyby. Ponownie zalewała mnie fala wspomnień. Odpychałem je od siebie, ale wracały. Zawsze wracały.

 

W końcu odważyłem się zaprosić Ashley na randkę. Byłem tak zdenerwowany, że ręce mi się trzęsły, w dodatku się pociły. Non stop wycierałem je o spodnie, ale to nic nie dawało. W końcu wykrztusiłem z siebie to pytanie, a ona tak po prostu uśmiechnęła się i skinęła głową. Jakby w ogóle nie musiała się nad tym zastanawiać.

Nie sądziłem, że zaraz po randce czeka mnie seks. Uważałem, że to za wcześnie. Chciałem najpierw lepiej się poznać, zwłaszcza, że jeszcze nigdy nie uprawiałem seksu, dlatego chciałem, by coś znaczył. Chciałem zaczekać. Chciałem…

Ale to wszystko straciło znaczenie, kiedy zobaczyłem Ashley w obcisłej sukience. Gdy odprowadzałem ją do domu, otarła się o mnie niczym kotka. Najpierw myślałem, że to był przypadek; dopiero później zrozumiałem, że zrobiła to celowo. Przez chwilę się ze mną drażniła, podczas gdy ja usiłowałem przywrócić moje spodnie do stanu normalności. Walczyłem sam ze sobą. Chciałem być porządnym chłopakiem, jedynie pocałować ją na dobranoc i pójść sobie. Uległem jednak pokusie, gdy jej pomalowany na czerwono paznokieć przesunął się z mojej ręki na spodnie. Zacząłem ciężko oddychać, a wtedy Ashley pocałowała mnie mocno, nie pozostawiając już żadnych wątpliwości.

Obserwowałem, jak zdejmuje z siebie sukienkę i nie mogłem się nadziwić, ile mam szczęścia. Trochę się stresowałem, ale pocieszałem się myślą, że skoro oboje tego chcemy, to na pewno wszystko pójdzie dobrze. I poszło. Na koniec pocałowałem Ashley mocno, słuchałem bicia jej serca i cieszyłem się, że to właśnie z nią straciłem dziewictwo.

- O czym myślisz, misiu?

- O nas – odparłem, przekręcając się na bok, by na nią spojrzeć. – Jesteś… jesteś cudowna, wiesz?

Uśmiechnęła się wtedy szeroko i wtuliła w moje ramiona. Niczego więcej nie było mi trzeba.

 

Prychnąłem cicho, nie chcąc dłużej myśleć o naszym pierwszym razie. Byłem wtedy głupim dzieciakiem. Miałem do tego prawo. Zacząłem spotykać się z Ashley w drugiej liceum. Wtedy byłem jeszcze niewinny, ufny i dobry.

Miałem teraz wrażenie, że ten Liam nigdy nie istniał.

Na pewno przestał istnieć, gdy Ashley mnie zostawiła.

Nagle usłyszałem za sobą kroki. Spodziewałem się, że to Valentina albo po prostu ktoś chciał wyjść na taras. Na pewno nie spodziewałem się Sofii.

Usiadła powoli na krzesełku naprzeciwko mojego, rozchylając nogi. Mimowolnie zerknąłem w dół. Miała na sobie sukienkę tak krótką, że widziałem jej majtki. Zapewne było to celowe.

- Mogę? – spytała nagle wysokim głosem. Przeniosłem spojrzenie na jej twarz. Zimna, wyrachowana. Włosy związała w wysoki kucyk, a usta pomalowała wściekle czerwoną szminką. Wskazywała na moją kawę.

- Wiesz, kawa jest w stołówce – powiedziałem, nie chcąc się niczym z nią dzielić. – Na pewno starczy i dla ciebie.

- A może ja chcę się napić akurat twojej. – Nie spuszczała ze mnie wzroku. Nie widziałem sensu kłócenia się z nią, dlatego wychyliłem się i podałem jej filiżankę. Patrzyłem, jak zamacza w kawie swoje czerwone usta. Pociągnęła łyk i oblizała je. Dalej miała rozchylone nogi. Zacząłem się zastanawiać, co jej chodziło po głowie.

Pochyliła się i oddała mi filiżankę, w której prawie nic nie zostało.

- Gorzka – stwierdziła.

- Lubię gorzką. – Przeniosłem wzrok z powrotem na krajobraz.

- Wiesz, co mnie zastanawia?

- Co? – Niezbyt mnie to ciekawiło, ale skoro już tu przylazła, niech sobie pogada.

- Dlaczego takie ciacho jak ty nie ma dziewczyny?

Myślałem, że się przesłyszałem, więc spojrzałem na nią pytająco, ale chyba jednak pytała na serio.

- A co, chcesz zająć to zaszczytne miejsce? – Uśmiechnąłem się złośliwie, dopijając resztki kawy. – Muszę cię rozczarować. Poprzeczka jest dość wysoka.

- Mam gdzieś poprzeczki. – Gwałtownie wstała i podeszła do mnie. Zanim zdążyłem zareagować, wytrąciła mi z ręki filiżankę. Upadła z głośnym brzękiem na kafelki. Sofía usiadła na mnie okrakiem, przeciągając długimi paznokciami po mojej szyi. Zdumiony, zachłysnąłem się jej perfumami i zastanawiałem się, co ona, do cholery, wyprawia. – Za to wiesz, co lubię?

- Co?

- Penisy – powiedziała tak poważnie, że o mało co się nie roześmiałem. Chciałem coś jej odpowiedzieć, ale nie zdążyłem, bo wpiła się we mnie czerwonymi ustami. Cholera, tego się nie spodziewałem. Nawet jej nie znałem, ale i tak wydawała mi się niesympatyczna. Niezależnie ode mnie moje ciało zaczęło reagować na jej bliskość. Oddałem pocałunek, po czym nagle uświadomiłem sobie, że w każdej chwili ktoś może tu wyjść. Mogą być to chłopaki albo, co gorsza, Valentina – i znowu będę miał opinię gnoja, który myśli tylko o zaliczaniu kolejnych dup.

Cholera, jakim cudem w ciągu tych kilku dni stałem się Finnem?

- Przestań. – Odepchnąłem od siebie Sofíę. Stanęła na równe nogi, posyłając mi oburzone spojrzenie. Wstałem z fotela, ocierając gwałtownie usta, by pozbyć się z nich tej czerwieni. Zerknąłem na rozbitą filiżankę. – Ja na pewno nie będę za to płacił – zwróciłem się do niej. Już chciałem wejść z powrotem do hotelu, kiedy złapała mnie za ramię, wpijając w skórę swoje pazury.

- Nikt… - Dyszała ciężko, oblizując wargi. – Mnie nikt nie odrzuca.

- A jednak – stwierdziłem sucho, wyszarpując się z jej uścisku.

- Poczekaj! – warknęła.

- Bo co? – Odwróciłem się i już prawie znalazłem się przy wejściu, gdy powiedziała:

- Bo inaczej powiem Valentinie, że się do mnie dobierałeś.

Zamarłem. Odwróciłem się powoli i wbiłem w Sofíę ostre spojrzenie.

- Co? – warknąłem, czując rosnący poziom wściekłości.

Sofía wyglądała na zadowoloną z siebie. Uśmiechnęła się zjadliwie i powiedziała głosem pełnym słodyczy:

- Powiem jej, że się do mnie dobierałeś, choć mówiłam ci, żebyś tego nie robił. Po tej akcji z Grace na pewno szybko mi uwierzy.

- Powiedziała ci o Grace?

- Mówi mi o wszystkim.

Pieprzona plotkara. To zaczynało mi się coraz mniej podobać.

- Po co miałabyś to robić? – spytałem spokojnie, choć w środku aż się we mnie gotowało.

- Ponieważ… - Zrobiła krok w moją stronę, potem następny. – Podobasz mi się i chcę cię poczuć w sobie… - Znalazła się tuż przy mnie, a mnie aż zaschło w ustach. – I wiem, że też tego chcesz, tylko że jakieś moralne sprawy ci przeszkadzają. Więc… - Zbliżyła się tak, że nasze usta dzieliły milimetry. – Jeśli nie chcesz, by Valentina oraz twoi koledzy znowu wzięli cię za dupka… i w dodatku… może nawet gwałciciela? – dodała niewinnym szeptem, a ja mimowolnie zacisnąłem dłoń w pięść. Nigdy nie skrzywdziłbym kobiety, ale ten szantaż to było już za wiele. -…to lepiej bierz się do roboty.

- Nie uwierzą ci – powiedziałem cicho, z wysiłkiem, bo jej bliskość mnie rozpraszała. Choć chciałem ją rozszarpać, ciało rządziło się własnymi prawami. – Nie jestem taki.

- Czyżby? Ludzie się zmieniają. Zresztą, wszyscy się przekonali, co zrobiłeś Grace. Myślę, że twoi koledzy nie chcieliby mieć w zespole takiego kogoś… - Jej ręka znalazła się na moim kroczu. Lekko je ścisnęła. Syknąłem i próbowałem ją odepchnąć, ale kontynuowała: - Mogę pójść do mediów. Mogę szybko rozpierdolić ci karierę, rozumiesz? Tego chcesz?

- A ty właśnie tego chcesz? – odparowałem. – Seksu z szantażu? Świadomości, że robiłbym to tylko po to, byś milczała?

- Nie obchodzą mnie powody, dla których byś to robił. Ważne, że robiłbyś. Oboje bylibyśmy zadowoleni. – Uśmiechnęła się promiennie. Cholerna diablica.

Odepchnąłem ją, by po chwili przycisnąć ją mocno do ściany budynku.

- Jesteś cholerną zołzą, wiesz? – warknąłem jej prosto w twarz, unieruchamiając jej ręce. – Nie mam zamiaru być twoją laleczką do zabawy. Pieprz się.

- O tak, będę się pieprzyć – potwierdziła, wysuwając język i oblizując wargi. – Z tobą. Bo wiesz… chyba jesteś świadomy, że nie trzeba wiele, by na zawsze zepsuć ci opinię w mediach?

Kurwa, oczywiście, że byłem świadomy. Dlatego nienawidziłem wszystkich artykułów, które pojawiały się w Internecie. Nienawidziłem świadomości, że byłem obserwowany i że najmniejsze głupstwo mogło się obrócić przeciwko mnie. Cholerna zołza dobrze to wiedziała. Wystarczyłoby, by rzuciła jakąś plotkę. Łatka przyczepiłaby się do mnie już na zawsze. Straciłbym swój zespół i już nie mógłbym robić tego, co kocham.

Puściłem ją, jakby mnie oparzyła. Wpatrywała się we mnie z zadowoleniem, jakby wiedziała, że już wygrała.

Nie zamierzałem jej jednak tego ułatwiać.

- Pierdolę to. Nie dotknę cię. Możesz robić, co chcesz. I tak nikt ci nie uwierzy. Jesteś szurnięta – powiedziałem, bardzo licząc, że w moim głosie nie słychać wahania.

Sofía roześmiała się perliście.

- W porządku. Przekonamy się – dodała. – Jeszcze będziesz mnie błagał, bym się dla ciebie rozebrała.

- Po moim trupie – wysyczałem przez zaciśnięte zęby, ale zacząłem się obawiać, że ona może mieć rację. Łatwo mogła mnie zniszczyć, mnie i moją karierę. Brzydziłem się sobą, że w ogóle o tym myślałem, ale, do cholery, tak właściwie seks był niewielką ceną za jej milczenie. Nie chciałem jednak przystawać na ten szantaż, bo mogła wymyślić coś gorszego. Musiałem znaleźć sposób, by się z tego wyplątać.

Zostawiłem ją i w końcu wszedłem do środka, czując, że zaczyna mnie boleć głowa. Kurwa. A wyszedłem tylko na kawę.

 

 

Ciężko było mi udawać przy śniadaniu, że nic się nie stało. Żołądek związał mi się w supeł i nie mogłem niczego przełknąć, zwłaszcza kiedy widziałem Sofíę i jej cholerne obłudne spojrzenia, pełne niewinności. Pieprzona szantażystka przebrała się do śniadania w dżinsy i bluzkę bez dekoltu. Tak jakby nigdy nie miała na sobie tej sukienki, w której na mnie wskoczyła. Pewnie wmówiła Valentinie, że wstała dopiero na śniadanie. Kurwa. Ale się wpakowałem.

Dopiero teraz zobaczyłem, że tak naprawdę Valentina w porównaniu z Sofíą to prawdziwy anioł. Owszem, momentami była pyskata i irytowała mnie, ale teraz, gdy poznałem możliwości jej przyjaciółki, patrzyłem na nią inaczej. Sofía nawet głos miała pełen obrzydliwej fałszywości, a Valentina była roześmiana, gadała z chłopakami, ubrana w luźną sukienkę i rozpinany sweterek. Włosy miała jeszcze wilgotne po prysznicu, a w uszach mieniły się srebrne kolczyki. Wyglądała uroczo i niewinnie. Nie mogłem pojąć, dlaczego postanowiła się zaprzyjaźnić akurat z Sofíą. Owszem, były kuzynkami i tego nie mogłem zmienić, ale dlaczego, dlaczego do cholery, musiały się aż tak przyjaźnić?

- Coś taki cichy dzisiaj? – Jackson szturchnął mnie w bok.

- Nie wyspałem się.

- Grace dzwoniła?

- Nie. Pewnie nie zadzwoni. To i tak był głupi pomysł.

- Nie taki głupi. Nasz zespół powoli zamienia się w kobiecy salon kosmetyczny. – Jackson uśmiechnął się kpiąco.

- Nie strasz, kurwa.

- Takie są realia.

Dalej padało, więc wszyscy zaczęli się namyślać, jak spędzić dzień. Wyłączyłem się z konwersacji. Chciałem jedynie zakopać się w łóżku i pomyśleć, jak mogę obejść szantaż Sofii. Skierowałem się do pokoju, mówiąc jedynie Jacksonowi, że boli mnie głowa i muszę pobyć sam.

Ledwo położyłem się do łóżka, zadzwoniła moja komórka. Zerknąłem na ekran, przekonany, że to Alexia chciała wypytać mnie o Finna, ale numer był nieznany. Odruchowo pomyślałem o Grace. Wcisnąłem zieloną słuchawkę.

- Halo.

- Cześć. Tu Grace. – Głos miała chłodny i oficjalny.

- A jednak zadzwoniłaś – powiedziałem, starając się brzmieć, jakbym się cieszył.

- Tak. Sama jestem zaskoczona.

- To znaczy, że przyjmujesz moją propozycję?

- Przemyślałam, co mówiłeś i… chyba tak, przyjmuję. Przynajmniej na próbę. Wzięłam urlop w pracy, miałam zaległe dni, więc jestem wolna na jakieś trzy tygodnie. Później wrócę do siebie.

- Nie ma sprawy. Cieszę się – zapewniłem ją, starając się nie myśleć o tym, że nagle mam na głowie kolejną kobietę.

- Co nie znaczy, że ci wybaczyłam – dodała.

- Jasne, wiem.

- Kiedy wyjeżdżacie?

- Dziś w nocy albo jutro rano. Nie wiem dokładnie. Muszę pogadać z naszym kierowcą.

- To wyślij mi adres i godzinę. Jesteś pewien, że mogę z wami jechać?

- Pewnie. Chłopaki nie mają nic przeciwko.

- Ok. – Grace na chwilę umilkła. Pewnie czuła się dziwnie, zgadzając się na moją propozycję. W sumie to i mnie było dziwnie – zaproponowałem jej to pod wpływem chwili, nie sądziłem, że się zgodzi. No, to nieźle się urządziłem. Najpierw wywalam dziewczynę z pokoju, a potem zabieram ją ze sobą dalej w trasę. Ja to mam gest. – To do zobaczenia jutro.

- Pa.

Wysłałem jej adres hotelu i obiecałem, że upewnię się co do godziny odjazdu, po czym zadzwoniłem do Jacksona.

- Gdzie jesteś?

- Jeszcze w pokoju, a co?

- To poczekaj, nie wychodź, bo mam sprawę.

Rozłączyłem się i minutę później byłem już u Jacksona.

- Nie wiedzieć czemu, Grace się zgodziła. Musimy załatwić sprawę z busem. Już nam było tam ciasno, a teraz w dodatku doszła Valentina i Grace. Czas na zmianę pojazdu. Pogadasz z Xavierem?

- Nie ma sprawy. – Jackson skinął głową. – Ale umyka ci jeden fakt.

- Jaki?

- Że doszły nie tylko Valentina i Grace. Sofía też.

- Co? – warknąłem, przymykając oczy i przyciskając palce do skroni. – Nie, kurwa, nie mówisz poważnie.

- To było do przewidzenia, patrząc, jak są zżyte z Valentiną. Niezbyt mi się to podoba, ale cóż… - Wzruszył bezradnie ramionami.

- Jackson, kurwa, jakim cudem do zespołu składającego się do tej pory z samych facetów, wkroczyły nagle trzy kobity, które pewnie będą chciały tylko sprzątać i rozstawiać nas po kątach? Nie po to latami się staraliśmy, by zbudować ten zespół, żeby go nam teraz rozpieprzyły jakieś baby.

- Sam tu jedną dołączyłeś.

- A Valentina trzecią! Nawet nas nie zapytała! – warknąłem.

- Nie musiała. Zamachała włosami przed twarzą Finna i nagle sprawa była załatwiona.

- Zajebiście. A on mózgu to nie ma?

- Przecież znasz Finna. Zgodziłby się nawet na zabranie goryla, jeśli by mu to pomogło przelecieć Valentinę.

- Co? – Aż dostałem skurczu żołądka na samą myśl o kutasie Finna choćby zbliżającym się do Valentiny. – Myślałem, że teraz zajął się Sofíą. Tak się wczoraj ślinił na jej widok, że prawie mu pociekło.

- Jest fajna, ale wiesz…

- Co?

- To nie Valentina.

Oczywiście, kurwa, że nie. Ten dzień stawał się coraz gorszy.

- On powinien iść na jakąś terapię dla uzależnionych od seksu – mruknąłem, podnosząc się z łóżka i kierując się do wyjścia.

- Nie warto. Jeszcze by przeruchał prowadzącą. – Jackson też wstał. – Na pewno nie pójdziesz z nami? Idziemy do kina.

- Na pewno. Bawcie się dobrze.

- Jak chcesz.

Otworzyłem drzwi, by wyjść z pokoju i prawie zderzyłem się z Valentiną.

- Ubierz się – powiedziała, zerkając na mój strój. – Na zewnątrz jest raczej chłodno.

- Nie idę z wami.

- Nie?

- Nie. Miłej zabawy – powiedziałem i wyminąłem ją, zanim zdążyła coś powiedzieć. Wróciłem do siebie, mijając po drodze Sofíę i Zacka. Dziewczyna posłała mi zjadliwy uśmiech, co postanowiłem zignorować. Zastanawiałem się, czy wykorzysta dzisiejszy dzień beze mnie, by powiedzieć Valentinie to, co planowała. Nagle zacząłem się zastanawiać, czy jednak z nimi iść, ale uznałem, że to bez sensu. Gdyby od razu wypaplała im swoje kłamstwa, z góry straciłaby swoją szansę na szantaż. Właściwie to mógłbym się na niego zgodzić, gdybym miał pewność, że chodziłoby wyłącznie o jeden stosunek. Wtedy szybko byłoby po sprawie. A tak… Sofía pewnie chciała mnie wykorzystywać, kiedy tylko jej się zachce. Pewnie byłbym jej ogierem na zawołanie. Chryste, w życiu się nie spodziewałem czegoś takiego.

Wróciłem do pokoju, zamknąłem drzwi i padłem na łóżko. Słuchając bębnienia deszczu o szyby, zastanawiałem się, co mam zrobić. Próbowałem ochłonąć i pomyśleć logicznie.

Mógłbym nie zrobić nic, ale to była najgorsza opcja. Sofía pewnie wkrótce wkurzyłaby się i szybko zrealizowała swoje groźby.

Mógłbym przystać na jej propozycję, zachować się jak kompletny dupek, mieć seks i milczenie. To chyba odpadało. Nie byłem taki.

Mógłbym ją przechytrzyć i zawczasu powiedzieć wszystkim o naszym spotkaniu i jej szantażu. Kto by mi uwierzył? Na pewno nie Valentina. I na pewno nie Finn. Być może miałbym po swojej stronie tylko Zacka i Jacksona, ale nie oni byli tu najważniejsi. Najważniejsze było to, by nie dowiedział się o tym James ani media. Wtedy byłbym już skończony. Nawet gdyby powiedzieli, że to kłamstwo, jaki mielibyśmy na to dowód? Sofía pewnie zrobiłaby minę niewinnej i bezbronnej kobiety, napastowanej przez popularnego faceta. Nie mogła oskarżyć mnie o gwałt, bo do tego potrzebowałaby cielesnych dowodów – chociażby mojej spermy, której na pewno nie zamierzałem jej dostarczać. Ok, więc gwałt odpada… ale czy to oznaczało, że nie mogła mi zagrozić? Nadal, kurwa, mogła. Mogła jedynie puścić plotkę, że Liam Miller to zboczeniec, który napastuje bezbronne kobiety. Nie daj Boże, jeszcze Grace mogłaby coś do tego dorzucić. Tak naprawdę kompletnie jej nie znałem, nie wiedziałem, jaki ma charakter. Gdyby zgadałaby się z Sofíą, miałbym już totalnie przejebane. Nigdy nie zdołałbym się oczyścić z zarzutów, już na zawsze pozostałbym z przyklejoną łatką, nawet, jeśli nie byłoby na to dowodów. Ludziom wystarczała jedna plotka, nawet niepotwierdzona. Nie mogłem ryzykować, ale nie mogłem też zgodzić się na szantaż.

Musiałem za wszelką cenę pozbyć się Sofii.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Elorence 3 miesiące temu
    Co tu się... Już wyprowadzono mnie z równowagi. Nienawidzę Sofi. Nienawidzę takich tępych idiotek. Zamiast mózgu mają pustkę...

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania