Kiedyś zaświeci Słońce cz.5 ost.

15.04.2015 r

 

Moje relacje z Łukaszem przeszły na wyższy poziom. To już nie był tylko kolega, czy szef, lecz mój chłopak. Jak to cudownie brzmi... Łukasz moim chłopakiem... Ehhh...

Leżeliśmy na kanapie przed telewizorem. Korzystając z faktu, że dzieciaki spały, mogliśmy pozwolić sobie na trochę bliskości... Łukasz włożył rękę pod moją bluzkę i delikatnie masował mnie po piersiach. To bardzo odprężające uczucie... Zauważyłam, że nagle jakby bardziej się skupił i dokładnie mnie dotykał.

- Karolcia, byłaś ostatnio na jakimś usg. piersi, czy czymś w tym stylu? - zapytał zaniepokojony.

- W zeszłym roku byłam, a co? Coś nie tak?

- Masz tu coś twardego. – Przycisnął mocniej. - Wcześniej tego nie czułem. Nie wiem, może mi się wydaje, ale zrób sobie badania, ok? Tak na wszelki wypadek.

- Myślisz, że to może być jakiś guzek?

- Mam nadzieję, że nie, ale lepiej to sprawdzić.

 

18.04.2015 r

 

Siedziałam na poczekalni w kolejce na badania. Łukasz trzymał mnie mocno za rękę. Ciągle powtarzał, żebym się nie denerwowała, bo może tylko mu się wydawało, może nie miał racji i wszystko jest w porządku. Ja jednak nie potrafiłam usiedzieć spokojnie. Bardzo się bałam. Gdyby nie Łukasz pewnie bym zwariowała.

Lekarz był bardzo miły. Zrobił mi badanie. Dostałam karteczkę z wynikami. Już dobrze wiedziałam, co w niej było.

Wyszłam z gabinetu. Tuż za drzwiami czekał Łukasz. Spojrzałam mu w oczy. Po policzku spłynęła mi łza. Mój chłopak wziął mnie za rękę i poszliśmy w ustronne miejsce, gdzie nikogo nie było. Wręczyłam mu kartkę. Otworzył i oczami prześledził tekst. Słowo, którego nie dało się nie zauważyć: „guz”. Mocno mnie przytulił, szepcząc do ucha, że na pewno mi to wytną i będzie dobrze. Odniosłam jednak wrażenie, że on sam nie do końca w to wierzy.

 

09.06.2015 r

 

Za mną ponad miesiąc wędrowania od lekarza do lekarza, z gabinetu do gabinetu. Okazało się, że mam raka z przerzutami.

Rankiem miałam operację usunięcia piersi. Coś, czego przez całe życie chciałam uniknąć, stało się faktem.

Obudziłam się w sali pooperacyjnej. Szybko zasnęłam z powrotem. Ponownie obudziłam się już w moim szpitalnym pokoju. Łukasz siedział obok i głaskał mnie po dłoni. Wyglądał na bardzo zmartwionego.

- Jak się czujesz kochanie? - szepnął z radością, gdy zobaczył moje otwarte oczy.

- Jest ok. – Zaczęłam się wiercić, czując krępujący moje ruchy bandaż.

- Nie powinnaś się jeszcze ruszać. Musisz leżeć.

Spojrzałam pod kołdrę. Przeraził mnie widok, który zobaczyłam. Bandaż leżał prosto na moim ciele. Nie miałam piersi. Zabrali mi moją kobiecość, moją pewność siebie. Byłam płaska jak deska. Łzy spłynęły mi po policzkach.

- Ciii... Już dobrze. Nie płacz... Spokojnie... - Łukasz próbował mnie uspokoić.

- Jak mam nie płakać? Zobacz, jak ja wyglądam. – Odkryłam kołdrę, pokazując mu bandaże. - Ja nie mam nic. Nie mam piersi. Były takie idealne... Łukasz...

- Mój chłopak mocno mnie przytulił.

- I co teraz? Jak ty będziesz mnie taką kochał? Mówiłeś, że je uwielbiasz... A teraz co? - dukałam.

- Hej, Karolcia... - Objął dłońmi moją twarz. - Posłuchaj mnie bardzo uważnie... Owszem uwielbiałem twoje piersi, ale pokochałem ciebie. Pokochałem cię za twój uśmiech, za to, jak na mnie patrzysz, kiedy myślisz, że tego nie widzę, za twoje dobre serce, za ciepło i miłość, jakie od ciebie bije. Byłaś, jesteś i będziesz dla mnie najpiękniejszą dziewczyną na świecie. Nie ważne, czy masz piersi, czy nie. Ubóstwiam twoje ciało, ale kocham twoje serce. Tylko ono się dla mnie liczy. Reszta to dodatek. Kocham cię i nic tego nie zmieni. Rozumiesz? - mówił wolno, patrząc mi głęboko w zapłakane oczy.

- Też cię kocham – szepnęłam trochę radośniej.

 

10.09.2015 r

 

Lekarze nie dawali mi już szans. To była kwestia czasu... Łukasz siedział przy moim łóżku non stop. Nie chciał zostawić mnie samej. Bał się, że gdy wróci, już mnie nie będzie. Ściskał mocno moje dłonie, powtarzając jak mantrę, że wszystko będzie dobrze. Słońce świeciło wysoko, a my, zamiast cieszyć się ciepłym dniem, baliśmy się, że każdy mój oddech będzie tym ostatnim.

- Mogę cię o coś prosić? - szepnęłam.

- No, pewnie, Kochanie.

- Nie musisz tego robić, jeśli nie chcesz, ale proszę, zaopiekuj się Michałem. Nie chcę, żeby został sam. On za dużo już przeszedł.

- Zajmę się nim, obiecuję. Będzie bezpieczny.

- Przy tobie na pewno – uśmiechnęłam się.

- Jak to się dziej, że na świecie jest tyle ludzi przywiązanych do łóżka, do aparatury, którzy pragną umrzeć, a ty masz całe życie przed sobą i leżysz tutaj?

- Może nie jestem ci pisana. Może kiedyś spotkasz kobietę, którą pokochasz tak samo, jak mnie, a może jeszcze mocniej.

- Nie chcę innej. Chcę ciebie.

- Jak jakąś znajdziesz, nie odtrącaj jej tylko dlatego, że będziesz myślał o mnie. Takie ciacho nie może się zmarnować.

- Przemyślę to – stwierdził od niechcenia.

- A pamiętasz, jak się poznaliśmy?

- Podałem ci piłkę, tak?

- Owszem. – Kiwnęłam głową. - I wiesz co? Wykopanie tej piłki na twoje podwórko było najlepszym przypadkiem, jaki mnie spotkał.

Miałam to szczęście, że moje łóżko znajdowało się tuż koło okna. Tego wieczoru podziwialiśmy zachód słońca. Gwiazda powoli chowała się za horyzontem, który przysłonięty był kilkoma pojedynczymi drzewami. Lubiłam patrzeć na taki widok.

- Czuję, że to mój ostatni zachód słońca – szepnęłam.

Byłam już na skraju wytrzymałości i sił. Moje oczy coraz częściej się zamykały. Słabłam z każdą minutą.

- Nie mów tak. Jeszcze nie raz będziemy siedzieć i go podziwiać. – Miał łzy w oczach.

- Dobrze wiesz, że tak nie będzie.

- Nie możesz mnie zostawić. Co ja bez ciebie zrobię?

- Pamiętaj, że po każdej burzy kiedyś wychodzi słońce.

- A jeśli to ty jesteś moim słońcem i gaśniesz na moich oczach?

- Ja nigdy nie zgasnę... Zawsze będę świecić dla ciebie... O tutaj. – Wskazałam na jego serce. - Wiesz... Jakbym miała wybierać, w jaki sposób mam umrzeć, to właśnie tak... Z tobą u boku.

- Kocham cię, Karolinko – szepnął.

Uśmiechnął się przez łzy. Z trudem otwierałam oczy po każdym mrugnięciu. Wiedziałam, że to koniec. Czułam to w kościach. Przytulił mnie. Pocałował. Ostatni raz poczułam jego słodki smak. Ostatni raz zamknęłam oczy. Zmarłam z uśmiechem i miłością na ustach.

 

xx.yy.zzzz

 

Unoszę się nad ziemią. Widzę wszystko z wysoka. Moje ciało jest w połowie przeźroczyste. Nic nie czuję. Nic mnie nie boli. Sama nie wiem, jak znalazłam się nad swoim mieszkaniem. Chyba minęło już dużo czasu od mojej śmierci. Zobaczyłam Łukasza, Michała i Amelkę. Michał wyprzystojniał, Amelka wypiękniała, a Łukasz... No cóż... W dalszym ciągu był najprzystojniejszym mężczyzną na świecie. Siedzieli przy stoliku i grali w jakąś grę planszową. Po chwili dołączyła do nich kobieta. Usiadła obok Łukasza i pocałowała go w policzek. Mowa miłość? To dobrze. Niech im się wiedzie. Mam tylko nadzieję, że jest warta jego miłości i cała czwórka będzie szczęśliwa.

 

Może ta moja historia nie była tak smutna, jak mi się wydawało? Może czasami trzeba przejść przez ciemną burzę, żeby później móc zobaczyć i docenić jasne słońce?...

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Bogumił 5 miesięcy temu
    Hm, pamiętnik pisany zza grobu. Tego się chyba można było najmniej spodziewać. I to smutne zakończenie w finale.
  • Nysia 5 miesięcy temu
    Dzięki za komentarz.
  • Antoni Grycuk 5 miesięcy temu
    To, że piszesz dynamicznie, to fakt. Drugi, że jest mało błędów formalnych. Ale niestety po całości stwierdzam, że to nie jest literatura dla mnie. Nie mówię, że jest zła, poza drobnymi miejscami. Ale dla mnie zbyt przesłodzona, taka cukierkowa.
    Tym niemniej potwierdzam, że warsztat masz dobry, tylko mi to przypomina brazylijskie seriale.
    Ale na plus to, co zauważył Bogumił, że to pamiętnik zza grobu. Bo na początku spodziewałem się jednak albo happy-endu, albo czegoś w stylu: jaka ja jestem nieszczęśliwa.

    Pora na błędy:
    poszliśmy w ustronne miejsce, gdzie nikogo nie było.
    Jeśli miejsce było ustronne, to raczej oczywiste, że tam nikogo nie było, więc to masło maślane.

    Obudziłam się w sali pooperacyjnej. Szybko zasnęłam z powrotem. Ponownie obudziłam się już w moim szpitalnym pokoju. Łukasz siedział obok i głaskał mnie po dłoni. Wyglądał na bardzo zmartwionego.
    Po pierwsze brakuje mi jakiegoś "mięsa" między pierwszym a trzecim zdaniem. Wymyśl coś, co przykuje uwagę. Bo to, co napisałaś to oczywistości. Po drugie ostatnie zdanie pasowałoby do sytuacji, gdy czytelnik nie wie, co się dzieje. A tu jest jasno powiedziane, że to rak i mówienie, że ktoś wyglądał na zmartwionego, to takie trochę tłumaczenie oczywistego.

    - Mój chłopak mocno mnie przytulił.
    Zapisałaś to jako dialog, a to opis.

    Także tyle.

    Pozdrawiam.
  • Nysia 5 miesięcy temu
    Dzięki.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania