Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Kiepskie karty, złe wybory dróg – część VII

VII – Samotne świty zawsze kojarzą się z raną

 

To było na drugi dzień. Ana zrobiła jajecznicę na boczku i nie zważając na leniwe sprzeciwy Burta, odsłoniła kotarę. Słoneczne światło rozpanoszyło się po pomieszczeniu, uwypuklając dekoracyjne bezguście i odbierając hotelowi ostatnią możliwą gwiazdkę. W miejscu takim jak to nawet przewoźnik zwłok nie chciałby zostawić na noc powierzonego towaru.

Wciąż było strasznie gorąco. Tak, że obłażące kuchenne szafki robactwo wolało ginąć pod plastikową packą, niż zmusić czarne nóżki do ucieczki. Przynajmniej takie wnioski wysnuł Polip, choć sam przed sobą przyznawał, że ćwierć-przytomność oraz paniczny lęk spowodowany zaginięciem Thelmy nieco miksuje mu bańkę.

Plastikowe krzesełko zajęczało, widelec oskrobał dno miski. Posiłek był tak wielki, że logiczniej chyba byłoby zmierzyć go wzorem na powierzchnię, ale Burt jedynie po nim beknął. Polip znał zasadę pełnego brzucha, choć jeszcze pamiętał miesiące, kiedy chleb smarował jedynie marzeniami. Przed podjęciem każdej ważnej decyzji, faceta trzeba nakarmić. Głodny król nie wybuduje dla królowej nawet stajni.

Ana wiedziała to również i gdyby nie piętnastocentymetrowy pająk-skurwiel, który jej chodził po karku z wdzięczności, by ją uściskał.

— Ze wszystkich ludzi, których nie lubię, ciebie nie lubię najmniej — rzucił w końcu gigant zmęczonym głosem, z którego można było wywnioskować, że jest już niemal całkowicie urobiony.

— Rokujące — odparł motocyklista, chcąc jak najszybciej podzielić uśmiech ulgi przez zieleń oczu dziewczyny. Nic z tego. Była zajęta zabawą ze swym pupilem, którego straszyła, ochuchując dymem z papierosa. Polipczuk uważał się za właściciela całkiem niemałych jaj, ale prędzej wybrałby amputację stopy niż podobne igraszki z takim czymś. Nie, że bał się pająków, ale nie, że się nie bał. Do dzisiaj nie miał wyrobionego stosunku do tych "istot" jednak ten ośmionogi skurwiel zasługiwał na każdą z ośmiu liter, w określającym go słowie. Od "es", przez "er", do "el".

— Żeby była jasność. Nie wierzę ci we wszystko. Nie do końca. Pojedziemy na ten zapiździały cmentarz. Rozejrzymy się. Znaczy, ty się rozejrzysz. Potem, z duchem, bez ducha, jeden chuj. Każdy idzie w swoją własną stronę.

Znów rzut oka na Anę i znowu nic. Prawie dawała całusa temu czemuś. Pozostało utkwić spojrzenie w trollu.

— Kiedy możemy jechać?

— Ja już zjadłem.

 

VII – Gdziekolwiek jesteś – bądź tam

 

Pod koniec torturowania chłystek trochę zwariował, co było dowodem spartolenia roboty. Wiwat jednak nie płakał. Rozumiał, że jeśli po latach jazdy nagle przestajesz bawić się w rodeo, byk cię strąci po kilku pierwszych sekundach. A on pojeździł na tym byku kilka godzin. Pojeździł naprawdę dobrze.

Tortury to ciężka praca – segment fizyczny – więc potrzebował ciągle nowych bodźców. Nie zatykał więc knypowi niczym gęby, ładując się jego krzykami. A kiedy i to przestawało wystarczać, przerywał i robił kilka naprawdę ciężkich kroków na werandę, gdzie upewniał się, że Rose Chamberlein z Miho wciąż nie żyje. Potem przegrany, zniszczony, spalony, zdenerwowany, z sercem w przełyku wracał. A jak już wrócił, działał.

Działał dobrze.

Pod koniec Honda, bo taką ksywę nie wiedzieć czemu nosił gość, zaczął gadać od rzeczy. Śpiewać, śmiać się, bełkotać w dwóch językach jednocześnie. I kiedy Wiwat miał pewność, że wie już wszystko, czego dowiedzieć się mógł, odebrał mu nożem życie. Już bez dalszego pastwienia czy zbędnej nadgorliwości. Po prostu faceta wyłączył, wtłaczając mu ostrze pod brodę w jedno z tych miękkich miejsc, jakich w ludziach jest pełno. Umrzeć czy zabić to sztuka porównywalna z prowadzeniem wozu w automacie. Tylko z tym całym życiem, tak... nie bardzo.

Po akcji ruszył na górę, jednak przyuważył się w lustrze na półpiętrze i zmienił kolejność działań. Już w łazience, przy całym cholernym morzu letniej wody i dwóch ogromnych ręcznikach, dokonał odpowiednich korekt w swym nieszczęśliwym wyglądzie. Nie do końca miał pewność, jak to wyszło, bo starał się unikać oskarżycielskiego wzroku płynącego z drugiej strony lustra. Ciche szepty: "Zjebałeś". "Spierdoliłeś to", wzmagały i tak już niemałe drżenia dłoni. Dziś było źle. Lub nigdy nie było dobrze.

Nie układał pożegnań i nie planował swych następnych kroków, więc wszedł do babci Grety bez pukania. Zastał ją siedzącą na brzegu łóżka ze wzrokiem utkwionym w drzwiach. Wszędzie wokół pootwierane listy. Wszędzie wokół porozrzucane zdjęcia. Dwa florety Pustki i Samotności. Kotka spała.

Rzucił zdawkowe "wyjeżdżam", a i to ledwie, ledwie. Ktoś mu podpieprzył głos. Ktoś mu podmienił serce. Ktoś w nim wymienił wszystkie komponenty definiujące prawdziwego mężczyznę. Rose Chamberlein z Miho leżała wciąż na werandzie.

Nie miał nic.

Staruszka coś zaczęła opowiadać, ale Wiwat był tak bardzo pogrążony we własnych oskarżeniach, że jego mózg przeobrażał płynące słowa w jednostajny szum. Wyściskał więc tylko babcię, przepraszając za zaistniały bałagan i zostawiając na odchodne tak grubą pajdę banknotów, że ledwie pomieściła ją w dłoniach. Następnie na ołowianych nogach powlókł się do kuchni, gdzie stłumił swój wewnętrzny pożar jedną trzecią Jim-Beama, wypitego duszkiem wprost z butelki. Potem bez słowa wyszedł, zapakował Rose na miejsce obok kierowcy, przypiął ciało pasami i odjechał. Alkohol wystudzał furię kosztem strat w reakcji, co było dealem uczciwym i zrozumiałym. Miał zamiar udać się do bardzo strasznego miejsca, lecz absolutnie nie czuł względem tego miejsca żadnego lęku. W tej chwili strach wyobrażał sobie jedynie w przypadkowej możliwości złapania z własnym sobą niechcianego kontaktu wzrokowego.

"Będę unikał luster" — powiedział.

"Mogę przymrużyć oczy" — pomyślał.

"Będę jechał na czuja" — zrobił.

Horyzont, niczym dogasający papieros, osiadał słońcem. Zrobiło się dużo ciemniej i ociupinkę chłodniej, gdy muldy i nierówności ustąpiły miejsca lokalnej, żwirowej drodze. Wtedy przyspieszył, starając się spoglądać na Rose jak najrzadziej.

Ze dwa razy coś mu wpadło do oka, a w zasadzie, do obu oczu naraz. Co dziwne, bo okna w wozie były pozamykane. No, ale coś wpaść musiało, bo jeśli nie wpadło, to co? Co się stało? Nie. Coś się musiało uchować i mu wpaść.

— Powinnaś teraz otworzyć oczy, Rose — rzucił, wycierając wilgoć w skórzany rękaw. — Obudzić się! Powiedzieć, że Kanati musi trup.

Mając mniej niż pół baku, sucho w ustach i całun bezgwiezdnej nocy nad dachem wozu, wjechał między pierwsze zabudowania. Tekturowe miasteczko niczym przygotowane naprędce pod kulminacyjną scenę filmu przywitało go tandetą wykonania. Dosłownie jakby budżet dawno temu się skończył, taśmy powyciągano z kamer, a je same schowano w rekwizytorni. Zostały tylko smutne makiety i garstka zagubionych manekinów, którym zapomniano powiedzieć, że mogą już iść do domów. Jedynie głębia nocy zdawała się prawdziwa. Ta z kolei przywitała go ciszą głęboką i sprzyjającą.

Nie mając nawet pierwszej litery planu, zatrzymał samochód pod barem.

 

VIII – Gdziekolwiek jesteś – bądź tam

 

Jeszcze nie było południa, gdy podjechali pod cmentarną bramę. Alex, Ana i Tur. Wysiedli. Trzasnęli drzwiami. Samochód już dogorywał, więc każde z nich miało w dupie, że głośno trzaśnięte drzwi płoszą z grobów okoliczne ptaki. Polip podszedł do wielkiej furtki, owiniętej taką warstwą łańcuchów, że gdyby to była czyjaś szyja, to ten ktoś może i by się udusił, ale na pewno nie zaziębił. Szczelnie i na okrętkę. Zbyt szczelnie. Zbyt na okretkę.

Przesadzał już płot w połowie, gdy z bocznych drzwi budynku, na który nikt z nich nie zwrócił wcześniej uwagi – ktoś wyszedł. Słowa nie były potrzebne, bo zaskoczona facjata tykowatego jegomościa wyrażała wszystko, co konieczne, by żetony powędrowały prosto na środek stołu.

Zaczęło się. Thelma była już blisko.

 

VIII – Gdziekolwiek jesteś – bądź tam

 

Nim zakapior wystawił drugą stopę z auta, ochroniarz był już w pół drogi. Ciemno nad nimi, ale i pomiędzy niezbyt jasno. Na pewno niesprzyjająco.

— Nie mam dziś melodii, żeby sobie z tobą mierzyć długość fiutów. Muszę wejść do środka. Wpuść mnie albo po kogoś idź!

Czas już powyrywał z kalendarza masę kartek od momentu, w którym przyszło im rozmawiać, ale oczy tego szykownie ubranego olbrzyma nie zyskały nic na przychylności. Wciąż tęczały ropiejącym blaskiem śmierci gwiazd. Wciąż zdradzały zamiłowanie do czynienia krzywdy i galop w pochopności do przemocy. A wszystko to opakowane w dwurzędowy garnitur, lakierowane buty powyżej kostki i lisi ogon gustownie spiętych włosów. Kraina kontrastu z księstwa tysiąca wykluczających się nawzajem barw. Następna z pojebanych nocy.

— Nie wejdziesz. Znam się na ludziach. Oczy są oknami ludzkiej duszy.

— Zaraz ci zrobię w tych oknach przeciągi. Idź po kogoś. Przyprowadziłem Rose.

Groźba nie miała mocy sprawczej i Wiwat dobrze to wiedział. Widząc jednak skonfundowanie w tym trzystufuntowym spaślunie, dodał, że "w samochodzie". Tamten spojrzał, wyrażając zdumienie słowem, jakie jest najczęstszym synonimem dla przecinka.

— Ano, o kurwa — zgodził się motocyklista. — Możesz po kogoś pójść?

I tamten po kogoś poszedł.

***

Drzwi otworzyła kobieta, w typie: "ał, ał, ał, wyglądaj tak dalej, maleńka". Wiwat był w żałobie kilka godzin, ale pewnych instynktów się nie wyzbył. Spojrzał więc tam, gdzie spoglądał zazwyczaj.

— Oczy mam tutaj.

— Nie szkodzi. Podjąłem świadomą decyzję.

Nie odpowiedziała, choć jej spojrzenie wyrażało więcej niż kawał tłustego zdania. Odwróciła się plecami i (tak jak za pierwszą ich wizytą) ruszyła w kompletny mrok, rozświetlając drogę okruchem małej świecy.

Doprowadziła go do okrągłego stolika, przy którym pośród świec i oby, kurwa mać, wina, siedziało trzech fajansiarsko wyglądających typów. Jeden blady anemik o czarnych włosach do pasa, jeden gruby łysielec i jeden combo. Czyli grubas z włosami do pasa. Już po pierwszym, przelotnym spojrzeniu Wiwat wysnuł wniosek, że ktokolwiek rysuje komiksy, w których występują takie cuda, powinien mieć komisyjnie odebrany ołówek i również komisyjnie, wepchnięty w dupę po gumkę.

— Słuchaj, kociaku — zaczął — chyba mnie z nimi nie...

Jej świeca zgasła. Został "poniekąd" sam.

— Fajna, zadnia część osobowości, co?

Spojrzał. Tren ulatniał się z wnętrza anemika. Tego, co pił, oby, kurwa mać, wino.

— Fajny drink — odparł. — Mają wersję hetero?

— Mają, ale nie smakowałby ci.

Łysy grubas w sumie nie wiadomo do kogo rzucił, coś w stylu: "Wybieraj kobietę z klasą, bo pizdę ma każda". Motocyklista przez wzgląd na świeże strupy, ale i bez siły na coś więcej, odparł po prostu, żeby łysielec stulił cholerny ryj. Potem do rozmowy włączył się combo-grubas, czyli grubas z włosami.

— Opowiadamy tu sobie różne historie. Tak dla rozładowania napięcia i zabicia czasu. Stanley na przykład opowiedział ciekawą anegdotę o pewnym plemieniu, które kiedyś na tych ziemiach mieszkało.

— Tak mało mnie to obchodzi, że prawie zemdlałem.

Chwila ciszy.

— Czyli, że co? Nie opowiesz?

Wiwat przyjrzał się wpatrzonym w niego twarzom. Cholernego płomienia świecy ciągle nie było widać na horyzoncie.

— Opowiedz coś — poprosił anemik, popijając oby, kurwa mać, wino. — Opowiedz.

Spojrzał. Trzeci zachęcał upiornie, wznosząc krzaczaste brwi, co było przynajmniej bardzo niepokojące. Motocyklista gestem dłoni poprosił wszystkich o ciszę.

— Ok. To będzie historia z czasów, kiedy jeszcze byłem w wojsku. A więc pamiętam, że: bla, bla, bla, nostalgiczna opowieść, a teraz wypierdalać! Może być?

Posmutnieli.

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 12

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Ritha 2 miesiące temu
    Pierwsza!
  • Ritha 2 miesiące temu
    :>> uff, az sie spocilam, tera tak, ja sobie czytne, ale komcia zostawie z komputerka, bo z komoreczki jest mi niewygodnie, ooo, tak uczynię :)
  • Canulas 2 miesiące temu
    Ritha, ja pierdzielę. To już sajko lekkie ;)
    Ale miłe sajko.
  • Ritha 2 miesiące temu
    Hahaha :D
    Nie, nie odpowiadam na komcia, smieje sie z tekstu, w sensie z humoru, nie że gupi.
    Ehh, licze ze sie nie pogubisz.
    Rano bydzie szczegolowiej, jest super! Wiwat jest jeszcze bardziej super niz dawniej! Rose nadal kaput, to niepokojace, ale lubie Ane, bo smazy jajecznice.

    Oj tam, sajko.
    No moze troche. Ino ino ciut. Ociupinkę.
    :P
  • Canulas 2 miesiące temu
    Ritha, ok, to czekam na rano. Wiwat przechodzi pewne przeobrażenia, ale pewne rzeczy nadal w nim tkwią. ;)
  • Karawan 2 miesiące temu
    Spojrzał więc tam, gdzie spoglądał zazwyczaj.
    — Oczy mam tutaj.
    — Nie szkodzi. Podjąłem świadomą decyzję.
    Za porno wtręta pięć się pęta ;)
  • Canulas 2 miesiące temu
    Haha ha, piękny, Kurde, komentarz :))
  • rubio 2 miesiące temu
    Bardzo mnie ujął np. motyw ośmiu liter w słowie "skurwiel".
    Powiem tak - te pińcet zdań, metafor przeniesień przyrównań, do wycytowania, to Ci tu wycytują, więc co ja tam się będę. Umiesz, umiesz takie pisanie w ch.
    I powiem tak - se wszedłem jakoś nie myśląc o tym, że będzie fabuła, i się zorientowawszy, że fabuła, nie odszedłem, a szedłem dalej i doszedłem do końca. Tak że, sprawnie, wciągająco, etc.
    Może jedno małe "nie" powiem - weź te przecinki tam ogarnij, bo miejscami (głównie na początku mi się rzucało, w, hmm, chyba uszy, bo ja na wyczucie, na słuch) trochę jak gdyby tak wziąć garść przecinków i sypnąć.
    I na koniec powiem tak - że 5, chociaż nie wiem, po co to mówię, bo Tobie już dawno pewnie przestało zależeć na ocenach, a przynajmniej powinno przestać, bo trudno nie znać swojej wartości, mając taką.
    pzdr
  • Canulas 2 miesiące temu
    Szkopuł taki, że ja jestem przecinkowy Debiliusz Cezar. Dzięki Ci śliczne. Robię, co mogę, czyli najczęściej spię, jem albo gram.
    No ale ze taka treść i Ty. Ho-ho.
  • rubio 2 miesiące temu
    No, specyficzny stan mentalny ostatnio; same mi się żonglują przestrzenie w głowie.
    Ja z przecinkami robię tak, że wyobraź sobie, że to mówisz, i gdy mówisz - gdzie zrobisz pauzę?; taki protip, co do którego nie mam pojęcia, czy działa, ale się podzielę. ;]
  • Canulas 2 miesiące temu
    rubio, znam protip, ale to takie trochę bieganie po lesie. Niby zielono, sporo grzybów, fajny nastrój, ale... Chuj, zwrócę uwagę na to. W sensie, tą pauzę oddechową.
  • Blanka 2 miesiące temu
    "...robactwo wolało ginąć pod plastikową packą, niż zmusić czarne nóżki do ucieczki. "- automatycznie pomyślałam o żuczkach coś je na plecki-pach- przemajgał:):):):)
    "Głodny król nie wybuduje dla królowej nawet stajni."- :D Boooszzze jak ja się cieszę, że się Canulas zabrał za pisanie tegoż to!:)
    -Spierdoliłeś to"- dorób znaczek jak kcesz.
    "Ktoś mu podmienił serce. Ktoś w nim wymienił wszystkie komponenty definiujące prawdziwego mężczyznę. Rose Chamberlein z Miho leżała wciąż na werandzie."- Ty wiesz, że to naprawdę jest fajne, kiedy czytasz sobie, śmichy-chichy, rogal na ryjku i nagle bach! Igrasz sobie na emocjach czytelnika, igrasz.
    "Ze dwa razy coś mu wpadło do oka, a w zasadzie, do obu oczu naraz. Co dziwne, bo okna w wozie były pozamykane. No, ale coś wpaść musiało, bo jeśli nie wpadło, to co? Co się stało? Nie. Coś się musiało uchować i mu wpaść."- o, albo tutaj. Nie żebym zapomniała, że wolę tego tam drugiego, ale naprawdę bardzo fajnie nam tutaj Wiwata malujesz.
    "Zaczęło się. Thelma była już blisko."- Taaaaaakkkk!!!
    "— Nie wejdziesz. Znam się na ludziach. Oczy są oknami ludzkiej duszy.

    — Zaraz ci zrobię w tych oknach przeciągi. "- :D w ogóle dużo w tej smutnej części humoru- wiem jak to brzmi:) Dużo w niej Canulasa w Canulasie. A to dobrze, to bardzo dobrze.
    "— Oczy mam tutaj.

    — Nie szkodzi. Podjąłem świadomą decyzję."- :D:D:D
    "— Fajna, zadnia część osobowości, co?

    Spojrzał. Tren ulatniał się z wnętrza anemika. Tego, co pił, oby, kurwa mać, wino.

    — Fajny drink — odparł. — Mają wersję hetero?"- :D:D:D
    Bardzo udana część. To jest właśnie tekst charakterystyczny dla Ciebie i takie wydania Canulasowych tekstów ja lubię najbardziej. No wiesz, teoretycznie można by jeszcze tutaj napisać pół metra ochów, achów tudzież innych przydatnych rzeczy, ale z racji tego, że to i tak chyba najdłuższy komentarz jak napisałam, napiszę tylko (masło maślane) że wyczekuję jeszcze bardziej niż poprzednio na cd.
    Bardzo mi się podobało.
    Ciao;)
  • Canulas 2 miesiące temu
    Woow, ale długi komentarz. Taki, no, ponad Blankowy trochę.

    Zadnia cześć, to od zada. Taki słowny myk ;)
    Super, że tak Ci podeszło i dziękuję za kopnięcie w dupsko. Odcisk Twojego wysłużonego chodaka był w dużej mierze katalizatorem.
    Pozdrówka.
  • Blanka 2 miesiące temu
    Canulas "Zadnia cześć, to od zada. Taki słowny myk ;)"- yyy, zrozumiałam:)
  • Canulas 2 miesiące temu
    Blanka, no taka eskalacja prostactwa. Wtłaczam takie rzeczy w usta postaci z opek, żeby ukryć własne chamstwo.
  • Blanka 2 miesiące temu
    Canulas, tzn zrozumiałam wcześniej, czytając tekst:) nie wiem dlaczego mi tłumaczysz:D
  • Canulas 2 miesiące temu
    Blanka, taaa, bo mnie się wydawało, że nie. No ok, to pojaśnione
  • Blanka 2 miesiące temu
    Canulas meehhh, wracam do dwu-zdaniowych komentarzy:)
    Oki, to co? Następna tuż tuż?:)
    Weny!
  • Canulas 2 miesiące temu
    Blanka, tak. Tera chyba z tym pójdzie hitem. Tak mnie się wydaje.
  • Ritha 2 miesiące temu
    Powróciłam.
    Oki, najpierw tech-aid:
    „Potem, przegrany, zniszczony, spalony, zdenerwowany, z sercem w przełyku wracał”- tu chyba pierwszy przecinek out (chyba!)
    Ciche szepty: "Zjebałeś". Spierdoliłeś to", wzmagały – obczaj cudzysłowy, cosik jest nie tak
    „gdy muldy i nierówności” – nierówności*

    Tera reszta :)
    „Słoneczne światło rozpanoszyło się po pomieszczeniu, uwypuklając dekoracyjne bezguście i odbierając hotelowi ostatnią możliwą gwiazdkę” – to bardzo ładne
    „Polip znał zasadę pełnego brzucha, choć jeszcze pamiętał miesiące, kiedy chleb smarował jedynie marzeniami” – i to
    „— Ze wszystkich ludzi, których nie lubię, ciebie nie lubię najmniej” – to jest cudne, chyba sobie zapożyczę do stosowania na co dzień
    „chcąc jak najszybciej podzielić uśmiech ulgi przez zieleń oczu dziewczyny” – i to

    „Była zajęta zabawą ze swym pupilem, którego straszyła, ochuchując dymem z papierosa. Polipczuk uważał się za właściciela całkiem niemałych jaj, ale prędzej wybrałby amputację stopy niż podobne igraszki z takim czymś. Nie, że bał się pająków, ale nie, że się nie bał. Do dzisiaj nie miał wyrobionego stosunku do tych "istot" jednak ten ośmionogi skurwiel zasługiwał na każdą z ośmiu liter, w określającym go słowie. Od "es", przez "er", do "el"” :DDD To całe jest urocze :D

    „Nie zatykał więc knypowi niczym gęby, ładując się jego krzykami. A kiedy i to przestawało wystarczać, przerywał i robił kilka naprawdę ciężkich kroków na werandę, gdzie upewniał się, że Rose Chamberlein z Miho wciąż nie żyje. Potem, przegrany, zniszczony, spalony, zdenerwowany, z sercem w przełyku wracał. A jak już wrócił, działał.
    Działał dobrze” – całe cudne. Wiwacik taaaki zapracowany :(

    „w jedno z tych miękkich miejsc, jakich w ludziach jest pełno” – to jest też spoczi detal, zatrzymał mnie

    „Rzucił zdawkowe "wyjeżdżam", a i to ledwie, ledwie. Ktoś mu podpieprzył głos. Ktoś mu podmienił serce. Ktoś w nim wymienił wszystkie komponenty definiujące prawdziwego mężczyznę. Rose Chamberlein z Miho leżała wciąż na werandzie.
    Nie miał nic” – i to ładne, dużo kopiowania, a to i tak z grubsza
    „Alkohol wystudzał furię kosztem strat w reakcji, co było dealem uczciwym i zrozumiałym” – i to
    „W tej chwili strach wyobrażał sobie jedynie w przypadkowej możliwości złapania z własnym sobą niechcianego kontaktu wzrokowego” – i to

    Tam wcześniej był opis Wiwacika jaki jest wspaniały i jak ładnie się zachował wobec starszej pani, ale sobie darowałam kopiowanie.

    „Horyzont, niczym dogasający papieros, osiadał słońcem” – i to, tyle papierosowych porównań robiłam, a na tak obrazowe nie wpadłam nigdy
    „Polip podszedł do wielkiej furtki, owiniętej taką warstwą łańcuchów, że gdyby to była czyjaś szyja, to ten ktoś może i by się udusił, ale na pewno nie zaziębił. Szczelnie i na okrętkę. Zbyt szczelnie. Zbyt na okrętkę” – ehh, to też muszę, no muszę no

    Opis miasteczka, opis gościa co wyszedł „na przywitanie” Wiwata, wszystko jest cacane.
    „Kraina kontrastu z księstwa tysiąca wykluczających się nawzajem barw. Następna z pojebanych nocy” :D

    „— Oczy mam tutaj.
    — Nie szkodzi. Podjąłem świadomą decyzję” :DDDDD

    Ps. Bardzo brzydko ze strony Wiwacika gapić się na obce cycki w żałobie, ale należy mu się w tym całym smutku ciut otuchy, choć dla oców, więc jest mu wybaczone.

    „przy którym pośród świec i oby, kurwa mać, wina” + „Tego, co pił, oby, kurwa mać, wino”– hahaha, okej
    „Jeden blady anemik o czarnych włosach do pasa, jeden gruby łysielec i jeden combo” xDDD (z naciskiem na końcówkę, pięknie)

    „— Fajny drink — odparł. — Mają wersję hetero?” xDDD

    O Boże, można się popłakać, jak to jest możliwe, że tyyyle czasu tego nie pisałeś?

    „— Ok. To będzie historia z czasów, kiedy jeszcze byłem w wojsku. A więc pamiętam, że: bla, bla, bla, nostalgiczna opowieść, a teraz wypierdalać! Może być?
    Posmutnieli” xDDD
    Tak, Wiwacik jest idealny <3

    Dobrze, nie będę przeprowadzać zbędnych analiz, część jest świetna, naszprycowana smaczkami, zwrotami jakie lubię i humorem, opisy cudne, bohaterowie jak zawsze.
    Będę wyczekiwać kolejnej :)
  • Ritha 2 miesiące temu
    A, i to: "Kraina kontrastu z księstwa tysiąca wykluczających się nawzajem barw. Następna z pojebanych nocy” wydało mi się zabawne przez grę słów, ale to może być mój jakiś zaburzony odbiór. Może nie miało być zabawne. Ale było.
  • Canulas 2 miesiące temu
    Ritha, dziękuję. Noo, pisało się spoko. Potrzebowałem kontrastu, spojrzenia, pomysłu, zajawka, chęci. Potrzebowałem pragnienia, by wiedzieć co jest dalej.
    Głupoty ogarnę w domu. Zrobię to na pniu czyli dziś.
    Jak widzisz, czekałaś długo, ale za to część Wiwatem stoi.
    Pięknie dziękuję za cudny, wesoły koment.
  • Ritha 2 miesiące temu
    Si, zadowolonam, Wiwacika było za wszystkie czasy :)
    Gites, fajnie.
  • Canulas 2 miesiące temu
    Ritha, jak to przed zejściem ze sceny ;)
  • Ritha 2 miesiące temu
    Cooo? Umarnie Wiwacik? ;.;
  • Canulas 2 miesiące temu
    Ritha, haha. Wiesz, że nie wiesz nic. Ja zresztą też. Jak ktoś go zabije - to umrze.
    Dam jestem ciekaw.
  • Canulas 2 miesiące temu
    "Sam"
  • Ritha 2 miesiące temu
    A to on nie jest nieśmiertelny? To zmienia postać rzeczy...
    Oby nie wpadł pod pociung, bo bedzie tatar wiwaci :(
    No nic, co napisiasz, bydzie trza przeczytać. Babcia Gretta pomodli się za Wiwata ina pewno nic mu nie będzie.
  • Canulas 2 miesiące temu
    Ritha, hahaha. Tak patrzę z boku i się zastanawiam czy nie za dużo gram "kliszą". Na pewno trochę popełniam pod tym kątem błąd.
  • Ritha 2 miesiące temu
    Kliszą? Nie rozumim.
  • Canulas 2 miesiące temu
    Ritha, kliszuję postaci. Potem napisze, o co mnie biega.
  • Ritha 2 miesiące temu
    Oki.
  • Canulas 2 miesiące temu
    Ritha, ale tak gwoli ścisłości: Sam bar, rozumiem, kojarzysz :))
  • Ritha 2 miesiące temu
    Zaraz, zaraz, zaraz... To jakiś test-zagadka? Pytanie za 100 punktów? W sensie - że ten bar już był u Ciebie?
  • Ritha 2 miesiące temu
    Stoop, zaraz, muszę pomyslec, nie lubie czegoś nie wiedzieć, nie lubie podchwytliwych pytań.
  • Ritha 2 miesiące temu
    taaak. Z Wilczego!
  • Ritha 2 miesiące temu
    O jacie. Jakbyś nie zapytał to bym tego nie połączyła... taki znafca ze mła :(
  • Canulas 2 miesiące temu
    noo, świece, ochroniarz, który ją znał. Miss Ritho, naprawdę :)
  • Ritha 2 miesiące temu
    No oczywiście. O, proszę:
    "Przejęła ich wysoka, szczupła damulka w wielkich okularach i kaszmirowym, niemal białym swetrze. Niosła przed sobą świecę, a jej nieprzychylne, acz wyuzdane spojrzenie, przywodziło na myśl kogoś, kto mógłby obciągać za odnowienie bibliotecznej karty"

    Phi!
  • Ritha 2 miesiące temu
    Ostatni raz tak mnie tak zdenerwowała bab na fizyce mówić: "jak można umieć matme, a fizyki nie? Siadaj, jeden"

    Zagadki z rana w poniedziałek. PHI! Takich barów mogło być wiecej. PHI!
    xD
  • Ritha 2 miesiące temu
    baba* mówiąc*
  • Canulas 2 miesiące temu
    Oczy - wiście
  • Ritha 2 miesiące temu
    Ja Cie znajdę zagadkę. Będziesz widział.
  • Ritha 2 miesiące temu
    Ci*
  • Canulas 2 miesiące temu
    Ritha, jakby dziś nie uciekł na torach, sam byłby zagadką. Puzzle., typu. Ułóż ludka i rower.
  • Ritha 2 miesiące temu
    Canulas trza nasłuchiwać. Jak pociungu nie widać to na pewno słychać. Bez jaj.
    Łaź inną drogą najlepiej. Ooo.
  • Canulas 2 miesiące temu
    Inna jest o 3minuty dłuższa i nie ma tam żabki.
  • Ritha 2 miesiące temu
    No tak, siła argumentu.
    Jestem zdenerwowana całą zaistniałą sytuacją, a najbardziej nie skojarzeniem baru, ide se, pobyć nieznośna dla otoczenia.
  • jolka_ka 2 miesiące temu
    A cóż to takiego? Muszę się cofnąć do pierwszej części. ;>
  • Ritha 2 miesiące temu
    To najlepiej do pierwszej Pięćset mil od domu.
  • jolka_ka 2 miesiące temu
    Ritha To jest powiązane ze sobą?
  • Canulas 2 miesiące temu
    Najlepiej do pięćset mil, ale to aż 23 części. Tak, jest powiązane. Można bez cofania, ale jak się spodoba i kiedyś cofniesz, to, wiadomo.
    Nic na siłę. Obadaj jedynkę, a jeś siądzie, przemyśl.
  • Ritha 2 miesiące temu
    jolka_ka poniekąd, tak jakby kontynuacja, a zarazem nowa historia, więc chyba osobno też połapiesz. Zresztą się Can wypowie, ja tak tylko zasugerowałam nieśmuiało.
  • jolka_ka 2 miesiące temu
    Canulas Okok. Zobaczę zaraz pierwszą część ;)
  • Ritha 2 miesiące temu
    No właśnie.
  • Canulas 2 miesiące temu
    Tylko, wiesz, tu jest naprawdę sporo przekleństw. Tak mówię, jakby co.
    Tu moje chamstwo i prosta two hasa bez łańcucha.
  • jolka_ka 2 miesiące temu
    Może się nie zgorszę. Przeszłam przez dwie części i poznałam nowe słowo "tatałajstwo".
    Pójdę dalej. Później ;P
  • Canulas 2 miesiące temu
    jolka_ka, taaaa. Noo, tekst od 1 do 8 jest taki sobie, bo był pisany mega dawno. Od 9 niemy kapkę lepiej, ale 9 daleko.
  • Canulas 2 miesiące temu
    niemy - nieco * - autokorekta
  • betti 2 miesiące temu
    ''pamiętał miesiące, kiedy chleb smarował jedynie marzeniami''

    ''całun bezgwiezdnej nocy nad dachem''

    ''Horyzont, niczym dogasający papieros, osiadał słońcem.''

    Powybierałam sobie i zabieram, nie muszę już chyba pisać, że cały czas jestem pod wrażeniem mieszania prozy zycia z poezją. Gdyby była sama proza zycia raczej bym nie zaglądała, a tak kusi... i zostaje.

    Pozdrawiam.
  • Canulas 2 miesiące temu
    Ja wiem, że to dla Ciebie takie trochę chodzenie po polu milowym. Wiem, że nie przepadasz za używanym tutaj językiem.
    Tak więc miło, że jesteś. Jeśli coś Ci się spodobało - bierz.
    Dzięki za wizytę.
    Pozdrówka.
  • Margerita 2 miesiące temu
    Biedy Polipek tęskni za Thelmą tak, jak ja i lepiej aby ona się odnalazła. Biedy Wiwaci bądź dzielny i tak jestem z ciebie dumna Ritha też. Wiwaciku nosz kurwa przestań się tak myślami nokautować czytało mi się bardzo dobrze Pięć
  • Ritha 2 miesiące temu
    Ritha też, bałdzo dumna
  • Canulas 2 miesiące temu
    Jesssuu, dziena Marg. Naprawdę komentarz z dużą dozą flow.
    Dziękuję bardzo.
  • Canulas 2 miesiące temu
    Ritha zwłaszcza ;)
  • kalaallisut 2 miesiące temu
    Zaniedługo wpadnę, tylko zlikwiduję parę bodźców zewnętrznych, bo już próbowałam ugryźć... Nie dają...
  • Canulas 2 miesiące temu
    Wpadnij w dogodnym dla siebie momencie. Będę wychodził na drogę i wyglądał ;)
  • kalaallisut 2 miesiące temu
    Canulas Lubię humor, który wplatasz i to jak ubierasz romantycznie chama, ładnie to się wszystko ze sobą przeleta co już zostało powyżej wylapane lub i to "Nie mam dziś melodii, żeby sobie z tobą mierzyć długość fiutów. " Wszystko to wywołuje uśmiech chociaż tekst niesie inny ładunek.
  • Ritha 2 miesiące temu
    }O Wiwaciku cham? No wiecie co.
    xD]
  • Ritha 2 miesiące temu
    az mi się nawiasy źle porobiły :/
  • Canulas 2 miesiące temu
    kalaallisut, dziękuję Ci. Jest to jakoś tam prawda. Chcę by moje posiacie mutiwaly jakoś pod naporem wydarzeń. Chcę być tylko kronikarz, a nie mam zamiaru wymyślać im losow czy jakoś usilnie naginać.
    Dzięki temu czasami sam jestem zaskoczony obraną drogą. Jeszcze raz Ci dziękuję, że wpadasz w coś, teoretycznie od środka (tak, wiem, że czytałaś poprzednie) ;)
  • Canulas 2 miesiące temu
    Ritha, nie no. Sajko. Bydzie dramat jak on odda ducha
  • Ritha 2 miesiące temu
    Nic Ci na to nie poradzę.
  • Canulas 2 miesiące temu
    Ależ ja się niewymownie cieszę. Ty Wiwat, niektórzy Thelma. Czasem i Polip. To bardzo nobilitujące dla mnie :)
  • Ritha 2 miesiące temu
    No widzisz! Tworzysz żyjące postaci, oddziaływujące, przenikające z literek tak, ze można się z nimi zżyć :) Mi się bardzo dobrze pisze meskie postaci, ale to są moje postaci, ja nimi steruje i one już tak na mnie nie oddziałuja (bo mam na nie wpływ), nawet ten Max, spoko, no ale ni ma tego czegoś, a czytajac innych bardzo rzadko zdarza się taki bohater, który wydaje mi się jak żywy, taki którego aż chcialoby się poznać/spotkac, a Wiwat jest w punkt i nie mam drugiego takiego o i kuniec. Tak to wygląda, świetna postać, własnie taki cham, już bez smieszkowania, ale przy tym przeuroczy. Amen.
  • Ritha 2 miesiące temu
    I więcej na temat Wiwata się nie wypowiem, bo mie się zarzuca paranoje, ale jak kto obrazi, to ja syćko widzę :P
  • Canulas 2 miesiące temu
    Ritha, nie no. Wypowiadaj się do woli. Ciekawy komentarz. Miłe dryluje moje ego i nadgryza próżność. Spróbuję tego nie zjebać. Miałbym w końcu coś niezjebane
  • Ritha 2 miesiące temu
    Po prostu pisz, żadne tam presje zjebię/nie zjebie, pisz i tyle i jak cza będzie go ubić, to ja nie wyrwę monitora z kablami ze ściany (chyba), jakoś przeżyje :D Nie sugeruj się, że Wiwacik musi być taki i taki, po prostu pisz, luz blues, ju noł.
    I nic nie miałes zjebane.

    No może Lwa
    :P

    Dobrze, oddalam się. :)
  • Ritha 2 miesiące temu
    (W sensie, do dziś uważam, ze jakby Lwa pociagnąl w tym więziennym klimacie do końca to by był lepszy, miało potencjał)
  • Canulas 2 miesiące temu
    Lew był pisany w pracy w nocy. Jeszcze na lotnisku i na telefonie. Czasem prawie spałem, więc mi się mieszało i wyszło jak wyszło.

    A to jak się potoczą dalsze losy tego czy innego opka, to ja naprawdę nie wiem. Czasem widzę kawałek czy jakiś punkt, ale nie jest tak, że autobusem od zajezdni do zajezdni.
    Często jestem swoim pierwszym czytelnikiem.
    Ciężko wyjaśnić.
  • kalaallisut 2 miesiące temu
    Canulas Taaa ;) najlepsze w jabłku są pestki ;)))
  • kalaallisut 2 miesiące temu
    To odnośnie wygryzienia się w jakąś tam część bez reszty ;)
  • Ritha 2 miesiące temu
    Canulas wiem, wiem z tym Lwem, on nie byl zły, ale do Pincet nie ma staru, masz dowod szczerosci, cus mi sie podoba batdziej, cus mnuej. Co do losów opka - kapuję, gdyz jadnakowoż czynię. Tez stoje w punkcie A i powoli przemierzam trasę do punktu B rownolegle z bohaterami. Grunt, zeby we mgle zobaczyc stopy i mozna iść na przod. To gupie porownanie xd Jednem slowem - kumam proces tworczy w ten sposob, w haki to czynisz.
  • Canulas 2 miesiące temu
    kalaallisut, no tak, często tak jest. Nie mam aż tak dokładnego ogląd, ale podprogowo się nieco zgadzam.
  • Canulas 2 miesiące temu
    Ritha, i bajeczka. Bardzo ładnie ujęte z tymi stopami
  • Ritha 2 miesiące temu
    Git :)
  • Majonez XvX 2 miesiące temu
    Ja pierdolę, że tak się skromnie wyrażę. No to się nazywa branie. Tekst wrzucony i wszyscy jak pszczoły do miodu się zlatują. Widzę, że jesteś tu wziętą szychą. Gud, gud. Lekko zazdroszczę. Tekstu nie czytałem, bo ktoś w końcu musiał nie czytać, ale nie bój się, panie. Przeczytam, a wtedy to możesz karnet w pralni wykupywać.
  • Canulas 2 miesiące temu
    Trochę nie rozumiem końcówki komentarza. Z tą pralnią. Reszta ok. Reszta mnie się podoba.
    Czy wszyscy? Chyba nie. Przyuważ, że połowa komentarzy, to moje głupawe odpowiedzi.
    Przeczytaj, jeśli będziesz miał chęć.
  • Majonez XvX 2 miesiące temu
    Canulas zrozumiesz to w swoim czasie. Ale i tak zazdroszczę. Bo widać to wszędobylskie zachwycenie. Czyli no marka sama w sobie że jest.
  • Canulas 2 miesiące temu
    Majonez XvX , Ty też jesteś na dobrej drodze do tego, czymkolwiek by to nie było. Przede wszystkim widać tą radość i pęd do pisania. To Ci zaowocuje. Zresztą, to już ma miejsce.

    A nie ma co zazdrościć. Łaska pańska na pstrym koniu jeździ - czy jakoś tak.
  • Elorence 2 miesiące temu
    "— Powinnaś teraz otworzyć oczy, Rose — rzucił, wycierając wilgoć w skórzany rękaw. — Obudzić się! Powiedzieć, że Kanati musi trup." - uśmiecham się przez łzy...

    Mam nadzieję, że niebawem pojawi się nowa część, bo dziwnie czuję się powracając do Polipa i reszty. Jakbym była na mega długich wakacjach...
    Było bardzo dobrze, ale... wciąż czekam z niecierpliwością na powrót Thelmy. Polip wciąż jest numerem jeden wśród postaci. Wiwatowi odbiło. Serio. Rozumiem, że kochał Rose, że była jego wszystkim, ale żeby wieźć ze sobą jej zwłoki? Chce, aby ktoś ją wskrzesił? Tak się da? A co jak znowu będzie "wszyscy muszą być trup"?
    No nic. Czekam :) Tak jak wszyscy!
    Pozdro :)
  • Canulas 2 miesiące temu
    Dzięki piękne za wizytex, Elołapku, Po przerwie trochę, więc może być trochę drewniane
  • Justyska 2 miesiące temu
    Przyznam, że podeszłam z dystansem, bo bałam się, że straciłam wątek. Ale nie! Czytało się jak zawsze dobrze z krzywym uśmiechem :) Język cięty i świetne porównania!

    "że ktokolwiek rysuje komiksy, w których występują takie cuda, powinien mieć komisyjnie odebrany ołówek i również komisyjnie, wepchnięty w dupę po gumkę." haha

    Pozdrawiam!
  • Canulas 2 miesiące temu
    Haha, no fakt. Jak pisałemz też się bałem, że już się nie wstrzelę. No ale jakoś tam poszło.
    Dzięki, Justyska
    Pozdrówka
  • pasja 2 miesiące temu
    Dzień dobry
    Długo czekaliśmy.
    Poszukiwania i Thelma na horyzoncie.
    Ana wie jak dogodzić mężczyźnie, przez żołądek. Jednak Ana ma przewagę... pająk.
    A Wiwat rozkleił się doszczętnie. W lustro nie może patrzeć i słyszy szepty... źle z nim. Rose nie żyje, ale błysk w oczach pozostał i spogląda tam gdzie wzrok nie sięga.
    Kończysz część w ciekawym towarzystwie.

    Jak zwykle soczysty język i akcja. Pokrojone części mają spójność. A jednak ci mężczyźni nie są tacy źli.

    Pozdrawiam
  • Canulas 2 miesiące temu
    Hej, Pasją. Stara gwardia wraca do "Pińcet". Cieszę się bardzo. Dziękuję. :))
    Pozdrox w ten, hmm, w ten poniedziałk, ten...
  • Adelajda 3 dni temu
    Ja lubię oglądać pająki, ale jakoś dotykać ich czy trzymać w domu, to nie. Jedynie jak mi się skakuny na kapturnicy zadomowiły to byłam przeszczęśliwa.
    Ciekawi mnie kto Thelmę zaiwanił. Ta dziewczynka coraz bardziej intryguje.
    Jak zawsze piękne opisy.
    Zacna część.
  • Canulas 3 dni temu
    Ja nie to, że nie lubię, ale, no... nie lubię. Zwłaszcza że ostatnio trafiłem na taki okaz, że prawdopodobnie miał pasek życia.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania