Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Kiepskie karty, złe wybory dróg — część VIII

Penia (I)

 

Xcaret — by wiatr zrodzony z oddechu był pierwszym ludzkim szeptem, jaki usłyszy Bóg.

 

I

To stało się jakiś czas temu.

Sprawa związana z morderstwem małego Penii przydarzyła im się już po tym, gdy tajemniczy Anguta pozwolił żyć Polipowi, ale i zanim wynajęli pokój w przyulicznym hoteliku braci Trenton. Powiedzmy, że gdzieś "po drodze".

Być może zajście miało miejsce zaledwie pierwsze tygodnie po wydarzeniach z T-Rexem albo i od masakry, która w półświatku została zapamiętana jako "Rzeź ośmiu band", upłynęły już całe pory roku. Naprawdę trudno mieć pewność i jeszcze trudniej dać temu wszystkiemu wiarę. Czasem po prostu tak jest. Tak się wiedzie. Człowiek zaczyna umierać od pamięci.

***

Polip zapamiętał, że było wtedy gorąco, choć nie jest to żadnym kompasem wiodącym ku chronologii, bo w tych stronach bywało gorąco cały rok. Siedzieli w podłej spelunce u Papy Johnsa, próbując zamienić ostatnie sześćdziesiąt dolców, w dolców przynajmniej sześćset. Nim, mówiąc dosadnie, "się rypło", byli w połowie drogi.

I tak. To dobre krzesło do startu.

Zaczniemy stąd.

***

Układ naprawdę był prosty i kilkukrotnie sprawdzony w innych mordowniach stanu. Zacięte twarze różniły się błyskiem w oku, rondem kapelusza czy grubością brudu za paznokciami, ale chciwość pozostała taka sama. Rdzeń żądzy okiełznać łatwo, jeśli jedno ze wspólników jest duchem. Nigdy nie byli nachalni. Nie brali dużo. Często zmieniali miejsca.

Uważali.

— Dam w górę do sześćdziesięciu — zaintonował Paco, który, ze względu na śpiewny styl wypowiedzi, nazywany był przez innych Kompozytorem. — Tak, bracia moi. Do sześćdziesięciu i chuj.

Myk był tak obcykany, że Polip prawie w ogólne nie znał zasad. Coś tam, najniższa przykrywa wyższą i zrzucasz, ale kolory też coś tam. A nasraj psu do budy, wszystko jedno. Thelma tańcowała wśród nich, filując w karty i podszeptując, co robić.

Kciuk w górę – podbijamy. Środkowy palec – wycofujemy się. Drapanie w czoło – jeszcze chwilę czekamy.

Szło dobrze. Swoje sześćdziesiąt ze startu wskoczyło na pułap dobrze powyżej trzystu. W sumie można już było kończyć, ale wiadomo, jak jest. Póki gryzie – gryziesz. Póki karmią – jesz.

Syn gospodarza, Johns Junior, wyskoczył z gry, co było bardzo korzystne. Należało oczywiście wygrać, ale tak, by go zbytnio nie zasmucić. Gówniarz miał usposobienie choleryczne, a mógł to być gen dziedziczny, co w połączeniu z dwulufową strzelbą wiszącą na ścianie szynku jawiło się kombinacją wielce niesprzyjającą. Teraz jednak smarkacz poddał grę i Polip uznał, że jeśli kiedyś, to teraz.

— Dorównam i podniosę do... — Zamyślił się. — Niech będzie Benjamin Franklin.

Najwyższa partia tego przedpołudnia wynosiła ponad trzysta dolców. W tej było już sto osiemdziesiąt, a to dopiero pierwsza licytacja. Cztery razy po pięć dolców za wejście, sześćdziesiątak od Kompozytora i stówa jego. Sto osiemdziesiąt pierdolonych dolarów. Wieczorny autobus miał kosztować czterdzieści. Mogło być bardzo dobrze.

W grze został gość, zwany Wodzem. Trochę faktycznie śniady, ale nie do tego stopnia, by mu przylepiać łatkę bizonojebcy. Zresztą, do chuja wafla, byłby chyba pierwszym rudym indiańcem przez cały hol drogi mlecznej.

Niestety facet nie zwykł miętosić kart, tylko metodą znaną z teksaskiego pokera, trzymał przed sobą na stole. Thelma przy nim krążyła, bo czasem jednak podnosił.

— Twój Ben i mój Ben. Czyli razem dwa Beny. Dwieście dolców.

Wyautowany z rozgrywki syn Papy Johnsa rzucił z uznaniem: "ładnie". I że się cieszy, że wybył. Paco dośpiewał coś o najwyższej piramidzie tego dnia, dodając, jak to serdecznie pierdoli dalsze w niej uczestnictwo. Następnie wypił na raz, co przed nim stało i odpalił skręconego fajka.

Polipczuk utkwił wzrok w małej.

— Naprawdę nie wiem, Alex. Sam widzisz, że głupi indianiec prawie ich nie podnosi. Mogę co najwyżej zacząć jęczeć. Mam?

Kilkukrotnie ją prosił, żeby do niego nie gdakała, gdy zarabiają. Przecież właśnie po to ustalili sygnały. Niestety, z nią było jak... No, jak z nikim, cholera, innym.

— No i? — zawtórował rudzielec, kpiącym odcieniem głosu. — Jedziesz z Wodzem na Little Bighorn?

(I tu się musimy zatrzymać).

Jednym z najprostszych znaków w grach karcianych jest przeciwstawna mowa ciała. Sprawa na tyle prosta, że nie potrzeba do niej lotu orła. Ot, jeśli facet się wozi, to blefuje, a jeśli kombinuje, trzyma pieniądze nad stołem, niby by chciał, ale tak nie do końca, na pewno ma silną rękę.

(Ok. Po przerywniku. Kamera wraca na zadymiony stół. Skończyło się na...)

— ...Jedziesz z Wodzem na Little Bighorn?

Pozostała jeszcze jedna licytacja, więc wyrównanie nie miało żadnego sensu, bo kto podbija o sto procent, niemal na pewno przyładuje następne podbicie, by zachować liniowość swojej gry. Można zatem spasować lub przebić w nadziei, że takie podbicie, podbicia pośle gościa na aut. Tylko że mało kto ma po swojej stronie niematerialną dziewczynkę do pomocy, więc z ich perspektywy najwłaściwszym posunięciem było czekać. Czyli wyrównać i przedłużyć grę. Polip wyłożył kilka dwudziestek na stół i dobił sumę piątkami. Pogniecione banknoty nikomu nie przeszkadzały.

— Równam.

Rzecz jasna nie było krupiera i tasowali na zmianę. Teraz talię trzymał pojebaniec Johns. Solidnie przemieszał w dłoniach, ale wprawne oko Polipczuka wychwyciło w tym działaniu pewien schemat. Następnie karty poszły na przełożenie do Wodza, jako że siedział po lewej. Ten jedynie zastukał w talię od góry, dając niemal oczywisty dowód na właśnie kręcony wałek. Zrobiło się duszniej i ciszej.

— Jeszcze dwieście — oznajmił rudy indianiec, unosząc ze stołu karty. Zrobił to szybko, ale to był ten moment. Polipczuk poszukał wzrokiem małej Thelmy.

Pusto.

— I?

Przy nim. Za nim. Nawet, kurwa, nad nim. Małej zakały nie było.

— Wchodzisz, Kendall, czy nie?

No tak. Jeszcze to. Polipczuk przedstawił się jako Kendall Wells. Czemu akurat tak, to już temat na zupełnie inną bajkę. W każdym razie w dowód nikt mu nie patrzył.

— Mój all in*, to sto dwadzieścia — odparł, mając nadzieję, że tymi ostatnimi trzydziestoma sekundami zdoła jeszcze coś ugrać. — Chyba że dodam to na wyrównanie?

Broń była stara i nadawała się bardziej za muzealną gablotę, niż by nią podbijać świat, ale Indianin skinął.

— Może być — burknął. — Sczyszczę cię do skarpetek.

Pokazali karty.

 

II

Znalazła go leżącego na poboczu drogi w kałuży zakrzepłej krwi. Był poobijany, jakby wpadł pod samochód, ale jeszcze oddychał. Całe szczęście zawsze przed taką akcją zostawiali jej kości w innym miejscu, bo, wiadomo, różnie się w życiu wiedzie. Ktoś ci może na przykład strzaskać nasadę nosa, czy rozpierniczyć łuk brwiowy. Albo na przykład, dwa menty mogą cię trzymać, gdy trzeci gruchocze żebra kolbą od dubeltówki albo przetrąca bark. Ewentualnie, jeśli masz pecha, możesz doświadczyć wszystkich atrakcji naraz. I jeśli do tego już dojdzie, będziesz leżał w kałuży własnej krwi.

— Nie wierzę, Polip. Przegrałeś?

Odwrócił głowę w jej stronę, czując spływające do gardła skrzepy krwi. Oddychanie sprawiało ogromny ból. Mówienie zapewne też.

— A spierdalaj.

Kucnęła, udając, że chce wsadzić mu do oka palec. W bezwarunkowym odruchu zacisnął mocno powieki. Uśmiechnęła się.

— Może, zamiast kląć, to weź i wstań. Będziesz tu leżał do nocy?

Zacharczał, wypluł plwocinę krwistoczerwonej nici i otarł usta. Napuchnięta szczęka deformowała twarz na modłę jakiegoś bryłowatego wielościanu, a wycofane w głąb czaszki oczy dopełniały reszty. Koszmarnie przykry widok nie zmazał jednak uśmiechu z jej malinowo malowanych ust.

— On podniósł karty, Thelma. Zrobił to. Gdybyś tylko była...

— No i jeszcze co? Pobili cię za to, żeś przegrał?

Przeturlał się na mniej obity bark. Dźwignął z łokcia. Usiadł. Mała jednak ciągle nie miała dość.

— No pytam, Alex — syknęła. — Czemu cię tak potłukli?

W tej pozycji oddychało się lepiej. Delektował się tym, spoglądając w kierunku linii horyzontu. Jeśli wierzyć słowom spotkanego dwa dni temu wariata bez czterech palców, to właśnie "Bóg-Wędkarz" ściąga codzienne Słońce, by Nocne Lustro mogło... — No, dalej już nie dokończył, bo właśnie odwinął bandaż, pokazując świeży kikut dłoni. Polipczuk nawet nie zdążył spytać "jak", kiedy wariat wyjął z kieszeni palta poucinane palce. Następnie pokazał całkiem zwyczajny scyzoryk, jaki możesz kupić za dolar trzydzieści w większości wielobranżowych sklepów z tanim szajsem czy wygrać na strzelnicy, jeśli liczba pudeł nie kwalifikowała cię do otrzymania trocinami wypchanego misia. Potem rzucił wesołe: "a tym". Z bliska się okazało, że i jednego ucha mu brakuje. No ale to, jak i z historią pożyczenie personaliów od Kendalla Wellsa. Na pewno nie na teraz. Na pewno nie na tu.

— Pytałam, Alex dlaczego? Czy te wieśniaki, jak już kogoś oskubią, mają w zwyczaju spuszczać temu komuś gratisowy łomot?

Poruszył ręką. Uniósł. Opuścił. Uniósł. O starcie w trójboju siłowym nie było mowy, ale bark chyba tylko zwichnięty. Może spróbować wstać?

— Albo to ten, który przegrał, sprowokował całe zamieszanie? Co, Alex? Może nie mógł przeboleć, że umoczył, bo, czekaj, jak to tam szło: "Musimy koniecznie zdążyć na ten autobus, Thelma. Ostatnia gra. Musimy się zabezpieczyć".

— Ci powiedziałem, spierdalaj. Jakbyś była na miejscu, właśnie byś udawała, że wsuwasz cukrową watę. Spieprzyłaś sprawę.

— Wstań!

Popatrzył. Westchnął. Wstał.

— A teraz chodź!

— Gdzie?

Pokazała kierunek.

— To może inaczej, ty umarła jędzo. Po co?

Obrosła pozą "wszystko ci muszę tłumaczyć". Ręce na biodrach, szeroko rozstawione nogi i podło-słodki wzrok. Pokręcił głową, czując igiełki bólu opływające kark. Szyja stawiała opór zaledwie po kilku stopniach. Nowy bohater. Pieprzony człowiek-profil.

— Nie pójdę, jeśli nie powiesz.

Niemo tupnęła nóżką. Równie niemo klasnęła. Brakowało tylko żeby świat się jeszcze zrobił czarnobiały i można w końcu uwierzyć w udar mózgu.

— Martwa dziewczynka spotyka martwego chłopca — wydusiła jak z procy. — Dopisz sobie scenariusz.

— Kiedy?

— Matko jedyna. I ja się dziwię, że ty kart nie pamiętasz. Następnym razem, zamienimy się rolami, Polip. Założysz na gębę prześcieradło i będziesz...

— Odpowiedz zamiast ciągle się wydurniać!

Ściągnęła gumkę z włosów. Chwila nerwowego miętolenia w dłoniach i fioletowe kółeczko wróciło na swoje miejsce. Może oczy były oczami trupa, ale słońce uwielbiało jej kudły.

— Noo, jak grałeś. Machał do mnie przez okno i poszłam sprawdzić. Przecież jakby to nie było ekstra ważne, to bym cię tak po prostu nie zostawiła.

Wykonał powolny skłon. Plecy – ok. Tylko w głowie ten szum.

— Skąd wiesz, że martwego, Thelma?

— Może dlatego, że nie żył?

Na wszystko miała odpowiedź, a on tu zdychał. Do cienia pod balustradą były ze cztery jardy, więc olał dalszą sprzeczkę i je przebył. Następnie glebnął na schodku i obmacał twarz, starając się oszacować opuchliznę. Warga pęknięta, łuk brwiowy również poleciał, ale najgorzej z nosem. Ludziom w takim stanie sanitariusze mówią, że wszystko będzie dobrze, kładąc ich przedtem na noszach.

Usłyszał swoje imię. Spojrzał. Mała jędza wskazywała na coś palcem.

— Poznaj, Penię.

 

* — all in — zagranie za wszystkie żetony.

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 15

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Elorence 2 miesiące temu
    TAAAAAAAAAAK!
  • Canulas 2 miesiące temu
    To się nazywa, skompresowany entuzjazm ;)
  • Elorence 2 miesiące temu
    Can, czyli to było zanim Thelma zniknęła? Bo chociaż dałeś wyjaśnienia, to próbuję sobie wszystko poukładać w głowie.

    I tak, było mega! Tak bardzo brakowało mi Thelmy, jej pytań, szaleństwa i uporu. Dodawała barw w pierwszej części, i dodaje barw tutaj. Chociaż niezbyt ją lubiłam, teraz nie wyobrażam sobie, żeby plan Polipa nie wypalił... No po prostu, nie potrafię sobie wyobrazić, co jeśli...
    Ciekawe, za co spuścili mu manto? Bo było całkiem konkretnie. Zorientowali się, że blefował? A może sami przecisnęli wałek - była wzmianka w tekście - i ze szczęścia spowodowanego wygraną, postanowili pogruchotać mu kości?
    A Thelma... mistrzyni. Polip zwija się z bólu, a ta pięćset pytań na sekundę. No i oczywiście oczekuje odpowiedzi, bo jakżeby inaczej.

    Fajnie, że ta część pojawiła się szybciej niż poprzednia. Mam nadzieję, że się już wstrzeliłeś w tę serię na dobre :) Dużo weny, Can!
    Pozdrawiam :)
  • Canulas 2 miesiące temu
    Elorence , tak. Się wstzreliłem, ale mam rozgrzebanych od groma serii, od groma innych rzeczy również. To jednak ma priorytet. Ta część (jak i pewnie jeszcze jedna, bądź dwie) ma mieć wydźwięk retrospekcyjny. Taka próżnia pomiędzy. Tam urywam na chwilkę, by przeciągnąć. Czy dobrze - nie wiem. W sumie jest późno i wszyscy śpią, a komentarzy i tak nikt nie czyta, to Ci powiem, że w ogóle mało wiem. I tak jest najgiciej.
    Dziękuję pięknie za El-Entuzjazmo.
    Pozdro, przysiadowy Elołapku.
    Baj
  • Elorence 2 miesiące temu
    Can, jeśli w retrospekcjach będzie Delma i Polip - kupuję :D Jeśli coś innego, też kupuję.
    Ogólnie dobry pomysł :) jeszcze więcej niepewności!
  • Canulas 2 miesiące temu
    Delma, echhhh ;)
  • Elorence 2 miesiące temu
    Przeszkadza Ci nazewnictwo? :D
  • Canulas 2 miesiące temu
    Elorence, nie no. Spoko. Bajaderra. To taki już Twój znak. Twój odcisk. Zawsze jak tak piszesz, widzę ją bardziej pyzatą
  • Elorence 2 miesiące temu
    No tak, Delma jak z tej reklamy :P
    Jest chuda, bo martwa. Nie wiadomo jaka by była, gdyby żyła :D
  • Canulas 2 miesiące temu
    Elorence , może kiedyś będzie jakiś spin-off z jej podróży. Nie wiem. ja tak sobie krążę w tym uniwersum. To ugryzę tu, to tam
  • Canulas 2 miesiące temu
    W Rurze w ziemi też są nawiązania. Nie żebym Cię jakoś nakręcał, ale jako fanka świata, mogłabyś między robieniem przysiadó dziabnąć ;)
  • Elorence 2 miesiące temu
    No fakt! Rura w ziemi jeszcze jest :) Wpadnę tam, jak i do wtorkowych staroci, bo tam coś romansowego wrzuciłeś, a to baaardzooo moje klimaty.
    Dzisiaj był martwy ciąg i czuję się martwa xD
    Współdzielę ból Delmy.
  • Canulas 2 miesiące temu
    Elorence , hahahha. Wpadaj. Jeśli będziesz musiała wybierać, amputuj starocie. Rura jest powiązana, choć od innej strony. Byde wyglądał Cię ;)
  • Ritha 2 miesiące temu
    No proszzz... pięknie. Rano - kawa - Pincet ;)
  • Canulas 2 miesiące temu
    Ech, skrót tytułu KKZWD się chyba nie przyjmie i to zawsze już bydzie pińcet
  • Ritha 2 miesiące temu
    Tak, to jest Pincet na wieki wieków.
  • Canulas 2 miesiące temu
    Amen-o
  • e make i ka pololi 2 miesiące temu
    Ja to tak wybiorczo pamietam. Pamietam jakis hotel. Te niezywa mala, fioletowa gumke do wlosow, i jakies wstawki z dziewczyna od sprzatania.

    Slabe obrysowanie sie calosci niczym nie ujmuje. Jest klimat i sztos, a komentarz bedzie rano. Jest byczo.
  • e make i ka pololi 2 miesiące temu
    "I tak. To dobre krzesło do startu.

    Zaczniemy stąd." - to jest cudo, apropos slowa "skompresowane".
  • Canulas 2 miesiące temu
    Heh, cóż, no. Można po nici, można z doskoku. Zawsze miło. Zawsze otwarte.
    Pamiętasz całkiem sporo, choć chyba najlepsze (przynajmniej w mym odczuciu) części raczej Cię ominęły.
  • Margerita 2 miesiące temu
    pięć przeczytałam z wielką radością cała Thelmusia a Polip nie musiał jej tak odpowiadać
  • Canulas 2 miesiące temu
    No widzisz jaki zbój.
    Dzięki, psotna Marg.
  • Blanka 2 miesiące temu
    "Czasem po prostu tak jest. Tak się wiedzie. Człowiek zaczyna umierać od pamięci."- <3 ale ładnie. Cudo.
    "Niestety, z nią było jak... No, jak z nikim, cholera, innym."- Właśnie. W tym tkwi cały urok. Przebieram nóżkami z radości, że nikogo innego a P&T mamy dziś w centrum uwagi.
    "(I tu się musimy zatrzymać).

    Jednym z najprostszych znaków w grach karcianych jest przeciwstawna mowa ciała. Sprawa na tyle prosta, że nie potrzeba do niej lotu orła. Ot, jeśli facet się wozi, to blefuje, a jeśli kombinuje, trzyma pieniądze nad stołem, niby by chciał, ale tak nie do końca, na pewno ma silną rękę.

    (Ok. Po przerywniku. Kamera wraca na zadymiony stół. Skończyło się na...)"- fajny zabieg. Wyobraźnia się uruchamia.
    W ogóle dla kogoś takiego jak ja na przykład, kto nie ma pojęcia o kartach i takich klimatach, cała ta scena jest bardzo obrazowa, ale lekka. Nie nużysz takimi hmm... "technicznymi" opisami, jest sympatycznie, przystępnie. Fajnie to wszystko "wygląda".
    "— Ci powiedziałem, spierdalaj. Jakbyś była na miejscu, właśnie byś udawała, że wsuwasz cukrową watę. Spieprzyłaś sprawę.

    — Wstań!

    Popatrzył. Westchnął. Wstał.

    — A teraz chodź!

    — Gdzie?

    Pokazała kierunek.

    — To może inaczej, ty umarła jędzo. Po co?"- :D Bardzo lubię o nich czytać:) Ta cała relacja, te wszystkie "twarde" i "szorstkie" czułości przyciągają niesamowicie.
    "Niemo tupnęła nóżką. Równie niemo klasnęła. Brakowało tylko żeby świat się jeszcze zrobił czarnobiały i można w końcu uwierzyć w udar mózgu." - zapomniałam wspomnieć o specyficznym poczuciu humoru. Może inaczej- charakterystycznym- to chyba lepsze słowo.
    "Może oczy były oczami trupa, ale słońce uwielbiało jej kudły." - o, i tutaj.Wiwaty nie Wiwaty mogą się przy nim schować. Polip jest po prostu naj!:)
    "Na wszystko miała odpowiedź, a on tu zdychał"- otóż to, przeurocza zadziora.
    Przeniosłeś opowiadanie w czasie, ale w taki sposób, że nie poczułam, że się gubię - o tym jeszcze chciałam wspomnieć. I o tym, że tam pod koniec bardzo dokładnie opisałeś co, jak i gdzie boli- może mało zrozumiała jestem, ale nie wiem jak to ująć. Po prostu nad wyraz szczegółowo. Bardzo przyjemnie się czytało. Jest wszystko, co lubię najbardziej. Jedyny minus- mało:( (*****) Pozdrawiam
  • Canulas 2 miesiące temu
    Woww, ale El Commentaro duże. Ślicznie. Naprawdę. Wiem, że lubisz o Thelmie. Nie do końca łapię rdzeń fenomenu, ale widzę.
    Super, że się podobało. Nie obieca, że czesci będą wpadać co drugi dzień, ale na pewno całość będzie ze trzy razy dłuższa od "Pińcet", a i to lekkim chu..., znaczy, łagodnie szacując.
    Pozdrawiam również, miss Blanku.
  • Ritha 2 miesiące temu
    całość będzie ze trzy razy dłuższa od "Pińcet" <3

    (sorks za wtręt, akurat czytusiam:))
  • Blanka 2 miesiące temu
    Canulas "Nie obieca, że czesci będą wpadać co drugi dzień, ale na pewno całość będzie ze trzy razy dłuższa od "Pińcet", "- druga część znacznie łagodzi smutek spowodowany pierwszym fragmentem zdania:) Super. To naprawdę świetna seria, pisz jak najwięcej i najdłużej. Myślę, że sporo osób podzieli moją i Rithy radość:)
  • Canulas 2 miesiące temu
    Ritha, dopszzz.
  • Canulas 2 miesiące temu
    Blanka, tak, ale ja mam inne koncept, przynajmniej dwa, których też nie chcę grzebać. Się będę starał. Dziękuję. Doceniam. Od kiełkujących skrzydeł już mnie bolą plecky ;)
  • Canulas 2 miesiące temu
    Ritha, w sumie, to może naprawdę wyjść tomiszcze, że az bydzieta rzygać. ;)
  • kalaallisut 2 miesiące temu
    "Ja cię kocham ja cię lubię ją Ci z miłości oczko wydłubie" , samo.mi się tak nasunęło, uwielbiam takie czułości, fajna Thelma ;) na karcianych grach się kompletnie nie znam, ale Twoja kamera dobrze pokazuję. Nie wiem zabardzo o co gra, ale jest uśmiech ;)
  • Canulas 2 miesiące temu
    W jakiejś cześci "Rury w ziemi" też się zająłem roztłumaczaniem kart. Tam spieprzylem sprawę przez zbyt techniczne podejscie. Cieszę się, że tu nie.
    Pozdrox
  • Ritha 2 miesiące temu
    Dzień dobry :)
    Obadajmy zatem.
    „Xcaret — by wiatr zrodzony z oddechu był pierwszym ludzkim szeptem, jaki usłyszy Bóg” – po pierwsze ładne, po drugie lubię takie początki, po trzecie wygooglowałam Xcaret, co by nadążać :)
    Retrospekcje, gites. Lubię, choć ostrożnie stosuję, bo można się pomotać (pisząc) :(

    „Człowiek zaczyna umierać od pamięci” – to! Może nie jest jakoś językowo zawoalowane, ale cholernie w punkt
    „Polip zapamiętał, że było wtedy gorąco, choć nie jest to żadnym kompasem wiodącym ku chronologii, bo w tych stronach bywało gorąco cały rok” – i to też cacy

    „I tak. To dobre krzesło do startu.
    Zaczniemy stąd”
    (…)
    „Rdzeń żądzy okiełznać łatwo, jeśli jedno ze wspólników jest duchem. Nigdy nie byli nachalni. Nie brali dużo. Często zmieniali miejsca.
    Uważali” – tu, lubię tę Twoją lakoniczność stwierdzeń, wplataną od czasu do czasu.

    „— Dam w górę do sześćdziesięciu — zaintonował Paco” – retrospekcyjny pies Maxa miał na imię Paco. Bardzo gites imię. I Penia też.

    „Syn gospodarza, Johns Junior, wyskoczył z gry, co było bardzo korzystne. Należało oczywiście wygrać, ale tak, by go zbytnio nie zasmucić. Gówniarz miał usposobienie choleryczne, a mógł to być gen dziedziczny, co w połączeniu z dwulufową strzelbą wiszącą na ścianie szynku jawiło się kombinacją wielce niesprzyjającą” – hahahaha, boskie

    „Sto osiemdziesiąt pierdolonych dolarów. Wieczorny autobus miał kosztować czterdzieści. Mogło być bardzo dobrze” – to też

    „Jednym z najprostszych znaków w grach karcianych jest przeciwstawna mowa ciała. Sprawa na tyle prosta, że nie potrzeba do niej lotu orła. Ot, jeśli facet się wozi, to blefuje, a jeśli kombinuje, trzyma pieniądze nad stołem, niby by chciał, ale tak nie do końca, na pewno ma silną rękę” – ciekawe

    Poboczne refleksje - myślę, że nie możesz zabić/zgubić/zrobić kuku Thelmie, gdyż ludzie ją lofciają. Na mnie ta postać akurat najmniej oddziałuje xd, choć bywa słodka, ale nawet do Any bardziej się skłaniam, niż do tej małej, jednak – głos ludu, głosem Boga, więc Thelma to jeden z głównych filarów. Nawet mam pewne przemyślenia, otóż – zabicie Cassie w Cmyku mogło być złym posunięciem, może stąd ta blokada, bohater stracił główny cel, ja straciłam myśl, wszystko stało się mętne i pomimo, że chciałabym by było jak w życiu i miałam zamysł może nawet wyrżnąć ich wszystkich, w ostatniej części Maxa, to z perspektywy czasu myślę, że to był błąd, ona powinna zginąć w ostatniej części (kulminacja dramy) lub przeżyć (happy end). To taka refleksja dojrzewająca kilka tygodni i przytaczam, gdyż tworzysz solidne postaci, co już ostatnio zresztą pisałam i cichutko szepcze, byś moich błędów nie popełniał, w sensie – rozważnie nimi zarządzaj :)

    Oks, jadymy dalej.
    Oł, Polip dostał wpierdol. No pięknie.

    „— On podniósł karty, Thelma. Zrobił to. Gdybyś tylko była...” – no właśnie, gdzie ona polazła? To nie jest robota. Układ to układ.

    „bo właśnie odwinął bandaż, pokazując świeży kikut dłoni” – ajajajajaj

    Ty! A Rose tez może być duchem?

    „Następnie pokazał całkiem zwyczajny scyzoryk, jaki możesz kupić za dolar trzydzieści w większości wielobranżowych sklepów z tanim szajsem czy wygrać na strzelnicy, jeśli liczba pudeł nie kwalifikowała cię do otrzymania trocinami wypchanego misia” – cudne

    Jesteś w formie. Zazdroszczę. Zazdroszczę zdrowo, z zaciśniętymi kciukami i uśmiechem, ale no... Jest git i jest sporo tego, plus jakaś wizją plus coś tam. Bene.

    „— Pytałam, Alex dlaczego?” – dałabym przecinek tez po „Alex”

    Kurde, jak ona gdacze…
    Obrosła pozą "wszystko ci muszę tłumaczyć" – obrosła pozą… cudne stwierdzenie

    „Nowy bohater. Pieprzony człowiek-profil” – hahahahaha

    „Chwila nerwowego miętolenia w dłoniach i fioletowe kółeczko wróciło na swoje miejsce” – zwracasz uwagę na detal, kiedyś tam, sto lat temu, było wspomniane, że gumeczkę ma filetową, teraz wspominasz o tym ponownie, bardzo dobry myk, daje czytelnikowi poczucie „bezpieczeństwa”, tego, ze ogarnia tę historię, ze coś się powtarza, że to spójny świat.

    Dla mnie postawa Thelmy jest olewająco-irytująca. Jego pobili, przegrał, przez nią, a ona fiu-bździu. Znaczy dobrze, że tak napisałeś, dokładnie tak ta relacja wygląda od dawna, wiec to również jest spójne.
    Co nie zmienia faktu, ze irytujące.
    Ana niech mu zrobi jajecznicę, od razu ożyje. Albo jak pokizia pajączka, to też ożyje :D

    Ok, mamy chłopca, Penię. Cudnie, będą może parką?
    Błędów nie widziałam.
    Ok, jest byczo, czekam na jeszcze :>
  • Canulas 2 miesiące temu
    "Pytałam, Alex dlaczego?” – dałabym przecinek tez po „Alex”" - nie ma przecina, jeśli ostatnie słowo jest pytaniem. To jeszcze blizna po ukąszeniu Lucidny.

    Muszę szybko, bo dużo roboty.

    Rose może być duchem, ale... Pewne rzeczy mają sens tylko raz.
    Thelmy jest jaka jest. Też nie widzę w niej bóstwa, ale na pewno nie będzie tak, że tłum mi nagnie fabułę. Jak już mówiłem, tylko martwe głosy się sprzedają ;)

    Człowiek-profil to chyba jedyna humoreska słowna. Ogólnie treść jest hamujące, tak właśnie na retrospekcyjną modłę.

    Z kartami to prsawda.
    Mike Caro opisał te Tellsy w Book of Tells. Ten jest najprostszy, ale takiego chciałem uzyc.
    Nie tak znowu dawno, WSOP - World series of poker wygrał analityk zachowań z FBI
    111milionow chyba. To o czymś świadczy
    Dziękuję, Ritha.
  • Ritha 2 miesiące temu
    nie ma przecina, jeśli ostatnie słowo jest pytaniem. To jeszcze blizna po ukąszeniu Lucidny - ok, to i ja się czegoś nauczyłam

    Rose może być duchem, ale... Pewne rzeczy mają sens tylko raz - fakt, racja

    ale na pewno nie będzie tak, że tłum mi nagnie fabułę - gites, trza miec jajca, tez racja

    Z kartami to prsawda. - wierze, domyslałam się
    Oki, pozdro, Can
  • e make i ka pololi 2 miesiące temu
    "Jednym z najprostszych znaków w grach karcianych jest przeciwstawna mowa ciała. Sprawa na tyle prosta, że nie potrzeba do niej lotu orła. Ot, jeśli facet się wozi, to blefuje, a jeśli kombinuje, trzyma pieniądze nad stołem, niby by chciał, ale tak nie do końca, na pewno ma silną rękę." - Mówisz ;)?

    "Następnie wypił na raz, co przed nim stało i odpalił skręconego fajka." - nie wiem, czy po "stało" nie przecinek, czy to nie jest wtrącenie?

    "W grze został gość, zwany Wodzem. Trochę faktycznie śniady, ale nie do tego stopnia, by mu przylepiać łatkę bizonojebcy. Zresztą, do chuja wafla, byłby chyba pierwszym rudym indiańcem przez cały hol drogi mlecznej." - jest w tym specyficznym humorze coś byczego.


    "Delektował się tym, spoglądając w kierunku linii horyzontu. Jeśli wierzyć słowom spotkanego dwa dni temu wariata bez czterech palców, to właśnie "Bóg-Wędkarz" ściąga codzienne Słońce, by Nocne Lustro mogło... — No, dalej już nie dokończył, bo właśnie odwinął bandaż, pokazując świeży kikut dłoni. Polipczuk nawet nie zdążył spytać "jak", kiedy wariat wyjął z kieszeni palta poucinane palce. Następnie pokazał całkiem zwyczajny scyzoryk, jaki możesz kupić za dolar trzydzieści w większości wielobranżowych sklepów z tanim szajsem czy wygrać na strzelnicy, jeśli liczba pudeł nie kwalifikowała cię do otrzymania trocinami wypchanego misia. Potem rzucił wesołe: "a tym". Z bliska się okazało, że i jednego ucha mu brakuje. No ale to, jak i z historią pożyczenie personaliów od Kendalla Wellsa. Na pewno nie na teraz. Na pewno nie na tu." - a to: cu do wne.

    Polip jest spoko. Czyta się lekko i przyjemnie, płynie. Formy komentatorskiej nie uświadczono, pozdrowienia są.
  • Canulas 2 miesiące temu
    "Ot, jeśli facet się wozi, to blefuje, a jeśli kombinuje, trzyma pieniądze nad stołem, niby by chciał, ale tak nie do końca, na pewno ma silną rękę." - Mówisz ;)?" - wiem.

    Się zastanawiam jak to jest, tak odśrodka se wpaść. Nie, że neguję czy cuś. Ot, ja bym nie umiał. Jakoś dziko by mi sie czytało. No może bym rzucił okiem, ale bym zara wysiadł i albo wte, albo wewte.
    Wiem, że raczej nie Twe klimaty, więc dzięki piękne za odwiedziny.
    Znów trafiłaś na część, hmmm, chyba troszkę słabszą.
  • jolka_ka 2 miesiące temu
    Przylazłam tak jak pod poprzednią część, choć raczej jest to czytanie wyrywkowe, bo kilka ominęłam, ale nie wiem, nie czuje jakiegoś zagubienia, wiec chyba dobrze. Komentarz może być taki nijaki...
    T-Rex skojarzyło mi się z jakimś dinoazaurem, nie wiem czy był taki i czy w ogóle dinozaur, ale jakoś tak. W sumie to niewiele wnosi. Tam, gdzie piszesz "Układ był prosty" (czy coś w tym stylu, wybacz, pisze z telefonu i nie kopiuję dokładnie) to trochę jak z Rithy "Tuuli". Fajny zabieg. Zazdroszczę jakichkolwiek serii, ja nigdy nie mogę się spiąć w sobie i jakoś do kupy zebrać. I zazdroszczę, że wszystkie trzymają poziom.

    Lubię Twoje krótkie, cięte zdania. I grę słów. Znowu się powtarzam, ale zajebiście Ci wychodzi przeplatanie fabuły z takimi opisami/określeniami. Bardzo dobrze kreujesz bohaterów. Pierwsze zdanie mnie przyciągnęło i popłynęłam. Kiedyś nadrobię pozostałe części bo kilka ominęłam, a warto.
    Tyle.
  • Canulas 2 miesiące temu
    Tak, T-Rex to dinozaur, ale o tym było już kiedyś tam w "Pińcet".
    Miło, że kiedyś nadrobisz, bo częśc komentarza pod Emi, odnosi się również i do Ciebie. Nie wsyztkie trzymają poziom. Kilka pierwszych z pińcet jest zbytnio nadbudowanych. Tutaj też, np ta, jst jakby z 5 deko lżejsza jakościowo. No, ale to już gusta, gusty, gustawy. Dzięki śliczne i tu.
  • kalaallisut 2 miesiące temu
    Tati szczypię @
  • Canulas 2 miesiące temu
    Ok, jutro obadam
  • Justyska 2 miesiące temu
    eee gdzieś mi to umknęło. Jutro się tu zjawię:)
  • Canulas 2 miesiące temu
    Spokojnie ;)
  • Justyska 2 miesiące temu
    A ostatnio zastanawiałam się kiedy będzie coś o kartach, A tu proszę - czekało. Bardzo podobało mi się wprowadzenie i " precyzyjne " określenie czasu zdarzeń. No i Thelma :)
    Tu jakiś psikus Ci się wkradł:
    "Myk był tak obcykany, że Polip prawie w ogólne nie znał zasad." w ogóle

    No to czekamy na dalsze losy. Tak sobie myślę że jakby to druknac... To ło byłoby tomiszcze.
    Pozdrówka serdeczne!
  • Canulas 2 miesiące temu
    No jakby tak, zacząć od rury, bo też ma coś wspólnego, to ze 400stron by było.
    Dziękuję Justyska.
  • kalaallisut 2 miesiące temu
    Serduszko - dziękuję
  • Canulas 2 miesiące temu
    Się kłaniam ;)
  • pasja 2 miesiące temu
    Witam
    Karty lubią dym. Tutaj jest wszystko poker, towarzystwo, pieniądze i dym. Pomiędzy nimi miga fioletowa gumka.
    Jest wreszcie Thelma. W kartach najważniejsza jest spostrzegawczość, bo mowa ciała, ruchy mówią wszystko. A Thelma nie chciała być szulerką więc znika przed końcem. Nie wierz nigdy kobiecie.
    Paco cudne miałam kiedyś wilka O tym imieniu uroczo szczekał jak gitarzysta. Dlatego ksywa kompozytor.
    No i jest martwy chłopczyk Penia?

    Pozdrawiam i miłego dzionka
  • Canulas 2 miesiące temu
    Dzięki, Pasja. Paco też mi się widzi. Mimo mi, że sledzisz. Pozdrówka
  • Blanka miesiąc temu
    Tik-tak, tik-tak... :(
  • Canulas miesiąc temu
    Ech, no, ten, w produkcji, w produkcji ;)
  • Blanka 3 tygodnie temu
    Canulas tak-tik,tak-tik.
  • Canulas 3 tygodnie temu
    Blanka, aj noł - tera bylo co innego, ale aj noł
  • Elorence 3 tygodnie temu
    Can, żaden Ajwenhoł, tylko gdzie Delma? :(
  • Canulas 3 tygodnie temu
    Elorence - tera tłuklim co innego. Delma się tworzy - przyszły tydzień powinien być owocny
  • Blanka 3 tygodnie temu
    Canulas :(
  • Canulas 3 tygodnie temu
    Blanka, ej no. Co ja zrobię. Zara coś bydzie. Siedzi spokojnie na taborecie ;)
  • Adelajda 3 dni temu
    Ładna retrospekcja. Ten świat duchów jest dość skomplikowany. A może powstała jakaś krzywizna w czasie i przestrzeni, dlatego, że Polip żyje, a Thelma jest tu, gdzie jest.
    Cisza przed burzą - tak myślę.
  • Canulas 3 dni temu
    Jest trochę skomplikowany przeze mnie, bo kombinuje z deka nieudolnie. Za dużo chcę, zbyt mało umiejąc.
    Tutaj tak Ci podziękuję zbiorczo za tę nocną kanonadę. Piękny przemarsz,
    Dzięki, Adelajdax.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania