Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Koleś od BHP - Rozdział Pilotażowy

Koleś złapał torbę z żarciem, wybiegł z Maka i wskoczył do swojego dostawczaka. Uwielbiał chodzić do McDonalda po robocie. Nie było dla niego nic lepszego niż buła z soczystym stekiem zrobionym z 50- procentowego mięsa i odpadków po starych meblach. Po całym dniu rozwalania ryjów bachorom nawet jemu należało się coś od życia. Koleś otworzył torbę, wyjął jebutnie wielkiego burgera i zaczął się nim rozkoszować.

 

Jednak zanim zdążył ugryźć kanapkę drugi raz, z głośników zaczął lecieć na cały regulator „Like A Boss" sygnalizujący, że szef dzwoni z kolejnym zleceniem. Uderzenie dźwięku telefonu głośnomówiącego przestraszyło Kolesia na tyle, że burger wyślizgnął mu się i upadł na zasyfioną wycieraczkę. Koleś siarczyście przeklął los kanapki i to, że zostawił telefon na trybie głośnomówiącym i to, że szef po raz kolejny dzwoni do niego po godzinach. Nieźle podkurwiony, Koleś kliknął ekranik, by odebrać.

 

- Słuchaj Djud, jest sprawa! - zaczął nawijać szef.

 

- Słucham szefie... - odpowiedział jeszcze bardziej wnerwiony Koleś.

 

- Wiesz no, dostałem właśnie cynk, że jest potrzebna interwencja w takiej jednej szkółce. A że jak wiesz, reszta jest jeszcze na urlopie, ty musisz się tym zająć. - kontynuował szef.

 

- Dawaj adres! - odwarknął Koleś.

 

- Nikogotonieobchodzijewskiego 41, zawiadomienie dotyczy lekcji fizyki w jakiejś klasie liceum. Czy coś w ten deseń, nieważne. Pojedź tam i obczaj, o co chodzi. Masz na to 45 minut. - odparł szef.

 

- Kto do chuja ma w szkole lekcje fizyki do siedemnastej? - Wrzasnął wściekły Koleś.

 

- Przestań zrzędzić i weź się do roboty pajacu. Za to ci płacę. - skwitował szef.

 

- Właśnie, że... - zaczął Koleś, lecz jego wywód, który miał się właśnie rozpocząć, został ostro ucięty zwięźle wypowiedzianym „Zamknij Ryj!" oraz rozłączeniem.

 

Koleś wyrzucił rozwaloną kanapkę przez okno swojego służbowego dostawczaka, ustawił GPS, przekręcił kluczyk i ruszył na misję. Ruszając, potrącił przy okazji dziecko, które zostało wcześniej uderzone wyrzuconym przez okno samochodu burgerem i słusznie zezwał jego matkę, która go nie pilnowała.

 

Po 15 minutach jazdy Koleś zatrzymał swojego dostawczaka, wyszedł na chodnik i spojrzał na budynek pod wyznaczonym adresem. Budynek był zrobiony z cegły i sąsiadował z podobnym, pomalowanym na różowo. Przed wejściem widniała tabliczka z napisem „Prywatne Liceum Ogólnokształcące dla dzieci bogatych rodziców". Koleś szybko wszedł i od razu po przekroczeniu progu wpadła na niego tamtejsza woźna.

 

- Czego tu szukasz zbirze? - Zaczęła warczeć.

 

Koleś machnął jej odznaką przed nosem, ale ona, zamiast się uspokoić, zaczęła go blokować oraz wezwała inne woźne na pomoc. Jako że Koleś był już tym mocno zirytowany, to zamiast się tłumaczyć, warknął coś o utrudnianiu pracy funkcjonariusza i wyjął swoją ukochaną maczetę, którą dostał w zestawie na Aliexpress wraz ze stylową czapeczką i bonem na obiad w chińskim barze. Następnie sieknął nią woźne po skórze parę razy. Robiąc to, głośno i wyraźnie tłumaczył osobom postronnym, kim jest i po co tam przyszedł.

 

Na szczęście maczeta przekonała woźne, by go przepuściły i powiedziały, w jakiej sali obecnie przebywa klasa, do której został wezwany. Koleś poszedł na czwarte piętro, przeklinając przy tym stromość schodów. Po drodze wpadł jeszcze do toalety, by umyć maczetę z krwi.Kiedy już dotarł do wyznaczonej sali, otworzył z kopa drzwi i wszedł do środka.

 

W pomieszczeniu była prowadzona lekcja. Przy białej tablicy stał czarnowłosy nauczyciel z fryzurą w kształcie grzybka. Na tablicy były jakieś równania, w których była krzywo napisana literka S i jakieś wykresy nałożone na siebie. „Kto do cholery robi coś takiego na fizyce w liceum" - pomyślał Koleś. W klasie znajdowało się około 25 uczniów w tym nieogoleni grubas i krzywozęb siedzący w pierwszej ławce. Zaraz po tym, jak Koleś wykopał drzwi, w Sali ucichło i wszyscy łącznie z nauczycielem zaczęli się na niego gapić z mieszanką ciekawości i przerażenia.

 

- Kim pan jest i co pan tu robi? - zapytał się zachowawczo nauczyciel.

 

- Dzień dobry, jestem Koleś od BHP i jestem funkcjonariuszem „Centrum Ekesterminowania Przestępców", w skrócie CEP. Zostałem tutaj wezwany na inspekcję BHP w celu zbadania, czy przestrzegane są tutaj zasady bezpieczeństwa i higieny pracy. - wyrecytował formułkę Koleś.

 

- Proszę bardzo, niech Pan zaczyna, aczkolwiek pewien jestem, iż interwencja nie będzie konieczna Panie Koleś. - syknął nauczyciel, przyzwalając na rozpoczęcie sprawdzania.

 

Kolesiowi jeszcze nie zdarzyło się, by wyszedł z sali bez żadnego fraga, ale faktycznie wszystko w tej szkole grało. Koleś przeleciał w obie strony ten kretyński regulamin BHP i niestety nic, absolutnie nic nie podchodziło pod paragraf. Żadnych komórek ładujących się, butelek z wodą na ławkach. Nawet książki na biurkach były ułożone absolutnie równiutko, co uniemożliwiało mu zamordowanie kogoś pod pretekstem niezachowywania porządku. Coraz bardziej wściekły bezskutecznie szukał jakiegoś punktu zaczepienia, lecz takowego nie było. Kazał uczniom nawet zatemperować kredki, by narobić trochę syfu, ale i to nie pomogło. W końcu odezwał się nauczyciel.

 

- Widzi pan? Naprawdę w naszej szkole próżno jest szukać łamanych zasad. - powiedział wkurzający nauczyciel, pociągając łyk herbatki z termosika.

 

Na taki moment Koleś czekał. Szybko wypowiedział formułkę o tym, że nie można niczego spożywać ani pić w pracowni fizycznej i natychmiastowo zapierdolił palanta z glocka. Zaraz po tym nastąpiła najdziwniejsza reakcja na morderstwo w szkole, z jaką kiedykolwiek Koleś miał styczność. Zamiast przerażenia spotkały go owacje na stojąco.

 

- Dziękujemy Panie Kolesiu od BHP! Wreszcie ten idiota, co robi całki na fizyce, wykitował! Warto było po pana zadzwonić - zaczęli ci dwaj pajace z pierwszej ławki, mając przy tym poparcie reszty klasy.

 

Wszystko, co spotkało Kolesia tego dnia, było winą tych bachorów.Wyrwano kolesia po godzinach, jego jebutny burger się zmarnował, a on sam wdał się w awanturę z woźnymi. Gdyby nie te paskudne bachory, to Koleś dawno byłby w domu i marnowałby czas na różne kreatywne sposoby, zamiast strzelać z glocka w kolejnej szkole. Koleś wpadł jednak na pomysł zemsty. Kazał uczniom poczekać i podszedł do zwłok nauczyciela. Następnie wziął je na plecy i wyrzucił za drzwi.Po chwili wrócił do sali z szerokim uśmiechem na twarzy.

 

- Żaden uczeń nie ma prawa przebywać w pracowni fizycznej pod nieobecność nauczyciela. - rzekł Koleś, wyciągając glocka.

 

Szczęście wśród młodzieży zniknęło natychmiast, zastąpione przez grobową ciszę. Koleś wycelował w pierwszego lepszego bachora, by rozpocząć rozpierduchę, ale glock tylko zaskrzeczał. Amunicja się skończyła. Znudzony koleś schował pistolet z powrotem i sięgnął po maczetę, której oczywiście nie było, bo jak zwykle zapomniał ją wyjąć z sedesu po myciu. Przez chwilę Koleś nie wiedział co robić, ale po spojrzeniu na świeżo naostrzone kredki wpadł na genialny pomysł.

 

Wziął dwie z nich i zaostrzonymi końcami wetknął nozdrzy przebywającego najbliżej bachora i wyraziście walnął jego głową o biurko. Efekt był bardziej niż zadowalający. Widząc to, koleś chwycił resztę kredek i rozpoczął swoją robotę. Okazało się, że zaostrzone kredki są nadzwyczaj skutecznym narzędziem, jeśli chodzi o egzekwowanie prawa. Koleś od BHP niczym Jackie Chan załatwiał kolejnych bachorów jeden za drugim z gracją, jakiej nie powstydziłaby się nawet jakaś ruska tancerka.

 

Koleś uwinął się w kilkanaście minut, spisał raport i zawiadomił zakład pogrzebowy, by ktoś posprzątał syf. Następnie zapalił papierosa, przekroczył zwłoki nauczyciela leżące za drzwiami do Sali,wyjął maczetę z sedesu na piętrze niżej i ruszył w stronę swego dostawczaka na długo wyczekiwany fajrant.

Średnia ocena: 3.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Wrotycz 5 miesięcy temu
    :)))) Makabryczna groteska, ale z jakim przesłaniem?
    Strajk nauczycieli - wyolbrzymienie jednego z absurdów ich pracy. Tu w opku - ucieleśniony biurokratyzm przygniatający ich aktywność.
    Bardzo mi się spodobało: bo szkoła, uczniowie, nauczyciel, personel do odstrzału przez sztywne regulaminy, przepisy, w tym finansowe.

    Świetnie napisany rozdział, aż prosi ze mną o kontynuację.
    5!
  • Hipokrytes 5 miesięcy temu
    Koleś od BHP to raczej maraton absurdów i makabry, niż koncept z jakimś konkretnym przesłaniem. Prędzej taka szpila w kierunku bezsensownych regulaminów, które można spotkać w wielu miejscach i praktycznie nikt ich nie przestrzega. Tak już mam, że niespecjalnie lubię teksty z przesłaniem XD(Chociaż parę takich mam w tym jeden nagrodzony, więc może się kiedyś nimi tu podzielę)

    To dość stara moja praca. W sumie nie pomyślałem nawet o tym, że termin jej publikacji na tej platformie zbiegł się ze strajkiem nauczycieli... Mam całkiem dużo pomysłów odnośnie tego (opowiadania?). Jednak ten rozdział to raczej prezentacja tonu i stylu tej historii. To, że akurat padło na szkołę, wynika z tego, że nasza klasa ma kosę z nauczycielem od fizyki :P

    Cieszę się, że się spodobało. Kolejne części na pewno będą, ale do matury (jeszcze około 30 dni) pewnie ukaże się co najwyżej jedna. Muszę się skupić na egzaminach.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania