Konflikt czerni i bieli cz. 10

****

 

Gdy wszyscy znaleźli się wewnątrz, Arella zamknęła wrota od środka na klucz, po czym zwróciła się do zebranych.

— Pamiętajcie, że gdyby ktokolwiek z was się zgubił, czeka w miejscu na pozostałych. Zlokalizuję źródła waszej mocy i dotrę tam jak najszybciej to możliwe — przypomniała szybko i unosząc delikatnie dłoń nad głowę, oświetliła mocą wszystkie korytarze, sięgając źródłem energii do najodleglejszych zakamarków. Robiła to bez najmniejszego wysiłku. Jakby zapalała zapałkę o szorstką powierzchnię pudełka. — I miejcie oczy dookoła głowy. To, że Sanktuarium jest już opuszczone od setek lat, nie oznacza, że kogoś, lub czegoś tu nie znajdziemy. Jeśli ktokolwiek skorzystał z tutejszych portali, pamiętając ich położenie, mógł się tu dostać bez trudu. Poza tym, wiele run zabezpieczających, czy starych zaklęć przywołujących pozostało. Nadal mogą być aktywne. Po tak długim czasie dochodzi często do anomalii. Trzeba być ostrożnym — kontynuowała tym samym, bezbarwnym tonem, zatrzymując wzrok na Kapłance.

Ashel przytaknęła, i choć spokojna, po słowach Strażniczki obudziła się w niej pewna obawa. Jeszcze zanim wkroczyli do zimnych lochów, dużo bardziej bała się towarzyszącego im diablokrwistego niż niebezpieczeństw czekających na nich w murach Sanktuarium. Skoro przed laty zamieszkiwały tu setki ludzi, miejsce nie może być aż tak niegościnne. Postanowiła jednak, że cały czas będzie miała oczy dookoła głowy. Mariel podeszła do jednego z murów i dotknęła go dłonią. Ściana okazała się zimna i wilgotna w dotyku. Nie było na niej żadnych symboli ani znaków. Wzdrygnęła się na myśl, że owy mur już od dnia swojego stworzenia nie ujrzał promieni słońca. Całe sanktuarium wydało jej się surowe i niegościnne.

— Jakie anomalie mogą powstać pod wpływem takich niestabilnych run, Strażniczko?

— Możliwości jest wiele i są one ciężkie do przewidzenia. Jedyne, czemu nie można zaprzeczyć, to fakt, iż potrafią zabić — wytłumaczyła ogólnie, lecz niezwykle dobitnie. Tariush stojący nieruchomo nieopodal, po wysłuchaniu owych słów, zapytał po chwili.

— Jak mamy rozpoznać runy, by ich w porę uniknąć?

— W takim mroku są bardzo trudne do dostrzeżenia. Znaki umieszczane są w miejscach mało widocznych, specjalnie maskowanych. Wydzielają niewiele ilość czarnomagicznej energii, roztaczając aurę wokół. Sporadycznie, zwłaszcza w przypadku sporych anomalii, potrafią wydzielać tej mocy o wiele więcej. Wy niestety możecie nie być w stanie ich wyczuć ze względu na rodzaj magii użytej do ich stworzenia. Dlatego Rosher będzie musiał czuwać za was. — To mówiąc, spojrzała na diablokrwistego.

— Byłoby łatwiej się skoncentrować, gdyby kajdany tak nie obcierały mi rąk — stwierdził odwracając się plecami do Arelli i jej mnichów, jakby nagle wyprawa do Sanktuarium przestała go interesować.

— Nie ściągnę ci ich. Na pewno nie dziś — odparła beznamiętnie, niewzruszona jego uwagą. — Będziesz szedł pierwszy, więc powinno zależeć ci na ostrożności.

Rosher prychnął i w tej samej chwili rozległo się przytłumione pacnięcie, gdy ogon diablokrwistego motając się jak oszalały, smagnął jego nogę pod fałdami materiału czarnej szaty. Czarnomag zwrócił się twarzą się ku Arelli.

— Ufasz mi na tyle, by zlecić prowadzenie waszej 'wyprawy', a wciąż nie chcesz zdjąć z rąk ciężaru kajdan?

— Cierpliwość, to jedna z cech, jaką wyraźnie zatraciłeś w ciągu tych kilkunastu lat nieobecności tutaj. Nie dałeś mi na razie żadnych podstaw, bym zaufała ci bardziej niż podpowiada zdrowy rozsądek. Chciałeś pomóc? Pomagaj. Zgodziłeś się na moje reguły, więc ich teraz przestrzegaj i nie kwestionuj więcej — odparła chłodno, dobitnie dając do zrozumienia, iż nie wzruszą nią żadne wymyślone przez niego argumenty.

Obraz Roshera, który niezdolny do jakiegokolwiek sprzeciwu mógł tylko obnażyć kły, dodał Mariel nieco otuchy. Ona najbardziej ze wszystkich zebranych obawiała się diablokrwistego lub przynajmniej najgorzej to ukrywała i miała świadomość, że Rosher doskonale o tym wie. Poczuła na plecach zimny dreszcz i bezwiednie przysunęła się bliżej Tariusha, tak, że ich ramiona się zetknęły. Diablokrwisty wyminął ich szybkim krokiem i łopocząc cicho szatą, zanurzył się w rozciągającej się przed nimi ciemności. Arella ruszyła za Rosherem, zerkając przez ramię na mnichów.

— Trzymajcie się blisko — mruknęła cicho, niknąc po chwili w cieniu ciemnego korytarza oświetlanego z rzadka magicznie płonącymi pochodniami. Tariush skinął głową, spoglądając następnie na blondwłosą Zastępczynię. Uśmiechnął się do niej delikatnie i kładąc nieśmiało dłoń na plecach kobiety, poprowadził przed sobą, wypuszczając do przodu. Zamknął szereg, czuwając na tyłach ich krótkiego korowodu.

Musieli znacznie przyspieszyć, by dogonić Arellę bowiem Rosher narzucał bardzo żwawe tempo. Nie rozglądając się ani nie zatrzymując, szedł ciemnymi korytarzami kamiennego labiryntu. Martwe światło zawieszonych na ścianach pochodni ginęło szybko osnute jasnością stworzonej przez Strażniczkę kuli z mocy. Po kilku minutach marszu, w których słychać było tylko stąpnięcia butów i szeleszczenie szat, diablokrwisty przemówił.

— Skoro poradziłaś sobie sama z trzema portalami, dlaczego nie zniszczyłaś pozostałych dwóch?

— Miałam taki zamiar, jednak "duch" Sanktuarium pokrzyżował mi nieco plany i wydłużył poszukiwania — odpowiedziała, a echo jej głosu poniosło się wzdłuż ścian. — Kilka tygodni temu korytarze labiryntu przesunęły się. Od tego czasu próbuję na nowo nakreślić układ sektorów. Starą mapę mogłabym z powodzeniem wyrzucić.

— Widzę, że oznaczałaś ściany — rzekł cicho, a po tonie jego głosu można było wywnioskować, że się uśmiecha.

— Sporządzałam plan labiryntu sama. Żadne wcześniejsze się nie zachowały.

— Widzę też, że ktoś inny oznaczał je przed tobą.

— Sądzę, że nie jest dla ciebie tajemnicą, czyje to pismo.

Rosher nie odpowiedział. Zamiast tego, zwróciwszy szkarłatne oczy w stronę ściany, po swojej prawej stronie, zrobił jeszcze kilka kroków i zatrzymał się. Ashel dostrzegła powód dopiero po krótkiej chwili, gdy wiązka mocy stworzona przez Strażniczkę oświetliła jaśniej dalszą część korytarza. Stanęli przed rozwidleniem, a od drogi pod kątem prostym rozchodziły się dwie odnogi. Jedna prowadziła w prawo, druga w lewo.

Diablokrwisty kucnął i położył swoją wielką, obdarzoną pazurami łapę na zimnym gruncie. Przesunął nią w bok, aż nie dotarł do ściany i później, podnosząc się powoli na równe nogi, w górę. Kapłanka spostrzegła, że jego palce suną po głębokiej, acz bardzo wąskiej szparze, między kamiennymi blokami. Zapewne było to miejsce, w którym przesuwające się względem siebie segmenty labiryntu, schodziły się. Rosher zamruczał gardłowo zabierając dłoń od ściany, gdy nie był w stanie już sięgnąć dalej. Na górnej krawędzi po prawej, widniał wyryty w murze stary napis, wykonany równym, pedantycznym pismem. Cienka strużka wody spłynęła z sufitu, wpadając do zagłębienia w literze o lub 0, po czym ściekała na podłogę, tworząc pod ścianą niewielką kałużę. Ciszę przerwał głos Roshera.

— Mamy problem.

Arella podeszła bliżej, przyglądając się z uwagą napisom i szparze w ścianie, które stanowiły obiekt zainteresowania diablokrwistego.

— Mianowicie?

— Wyczuwam przed nami jakieś zaburzenie w mocy. Na końcu tego korytarza. —Wskazał na lewą odnogę przed nimi. — Portal, do którego zmierzamy, też jest w tamtą stronę. Dokładnie w tym kierunku, lecz nie wiem, ile drogi jeszcze nam zostało do przebycia.

Arella założyła ręce na piersi, analizując każde słowo mężczyzny.

— Co zatem proponujesz?

— Widzę trzy wyjścia — rzekł diablokrwisty rzeczowym tonem, który wydał się Kapłance bardzo zaskakujący. Zazwyczaj ciężko było od Roshera dowiedzieć się czegoś konkretnego. Nawet, gdy odpowiadał na pytania, zwykł mówić zagadkowo lub mało precyzyjnie. — Poszukać innej drogi do tego portalu, poszukać drogi do drugiego portalu lub zaryzykować przejście tędy. Decyzja należy oczywiście do ciebie, Strażniczko.

Kobieta milczała długo, nie spuszczając z niego oka. Po chwili namysłu wyciągnęła z szaty kilka kartek pergaminu z własnoręcznymi notatkami, przeglądając je niespiesznie.

— Poszukajmy drugiego portalu.

— Drugi portal jest dokładnie w przeciwna stronę. Będziemy musieli zawrócić.

— Zawróćmy zatem. Daleko nie zaszliśmy. — mruknęła cicho, kreśląc coś w swoich notatkach i małych rysunkach, które miała na marginesie.

— Jak sobie życzysz, moja pani. — odrzekł Rosher nie kryjąc w głosie zadowolenia. Mariel zastanowiła się, czy owy nastrój diablokrwistego spowodowany był faktem, że Strażniczka usłuchała jego rady i zawrócili, czy może czymś zupełnie innym. Relacja Arelli i Roshera pozostawała dla Mariel tajemnicza i niezrozumiała, a sposób w jaki czarnomag zwracał się do Strażniczki, tak spokojny, niekiedy wręcz pokorny wydawał się być jedną wielką farsą i kpiną. Do tego to lubieżne spojrzenie czerwonych, błyszczących jak rubiny oczu.

Gdy ich mijał, odwróciła się i ścisnęła skraj rękawa Tariusha. Mimo to kątem oka dostrzegła, jak diablokrwisty uśmiecha się pod nosem, sekundę później niknąc w ciemności, wśród rozchodzącego się po zimnych murach złowrogiego brzdęku łańcuchów. Kiedy Strażniczka zniknęła w głębi korytarza, krocząc wraz z Ashel za prowadzących ich diablokrwistym, ciemnowłosy mężczyzna odezwał się do Zastępczyni, kładąc delikatnie dłoń na jej ramieniu.

— Wszystko w porządku?

— Nie... — odparła zgodnie z prawdą i westchnęła ciężko. — Ja się go boję, Tariushu. Nie wiem, dlaczego Strażniczka akurat mnie wybrała na tę wyprawę. Nie powinnam tu być.

— Może po to, byś walczyła z własnymi słabościami.

— On jest niebezpieczny. Ani przez moment nie mogę uwierzyć, że chce nam pomóc. — Mariel była wyraźnie podenerwowana. Mówiła szybko, a wzrok miała niepewny, niczym zagonione w ślepy zaułek, uciekające zwierzę. — Wydaje mi się, że prowadzi nas w pułapkę.

— Nas jest czwórka. On jeden. Zaufajmy Strażniczce i dajmy się prowadzić.

— Ufam Strażniczce, Tariushu. Po prostu nie ufam jemu i jego przychylnym słowom — stwierdziła, po czym przystąpiła krok bliżej Tariusha i pochylając lekko głowę, dodała gorączkowo. — Pamiętam go z czasów, gdy byłam małą dziewczyną. Bywało, że Arhadius przyprowadzał mnie do Wieży, bym poznała członków Rady i zobaczyła, jak pracują mnisi. Już wtedy wydawał mi się mroczny i przerażający. Teraz to po prostu potwór.

Tariush umilkł, zamyślając się. Kroczył za idącą przed nimi Ashel, nie spuszczając wzroku z jej pleców. Mimo, iż zajęty częściowo rozmową z Mariel, pozostawał stale czujny. Oglądnął się kontrolnie za plecy i rzekł w końcu.

— Diablokrwiści zawsze wywierają takie wrażenie, Mariel. Musimy być po prostu czujni i myślę, że Strażniczka wie o tym lepiej od nas.

— Podążamy za nim korytarzami Sanktuarium, a on zdradził Radę i bardzo możliwe, że przyczynił się również do śmierci Arhadiusa — stwierdziła z nieukrywanym żalem wspominając o zmarłym przed wieloma laty bracie. — Chciałabym dać mu kredyt zaufania, ale nie potrafię.

— Nie ufaj mu. Pilnuj go — mruknął cicho. — Nikt nie może zmusić cię, byś uwierzyła w jakiekolwiek jego słowo.

— Zawierzamy mu nasze życia, dając się prowadzić na oślep — odparła, mając przed oczami obraz, jak cała ich czwórka wchodzi w pułapkę, którą Rosherowi, dzięki zdolności wyczuwania czarnej energii, udaje się skrzętnie ominąć.

— Strażniczka nie narażałaby nas na takie niebezpieczeństwo, gdyby nie potrafiła zaradzić w jakiś sposób podobnej ewentualności. Nie wierzę, byśmy byli aż tak bezbronni, Mariel.

Kobieta odetchnęła ciężko. Powoli, niepewne, wypuściła ściskany kurczowo rękaw szaty Tariusha i odsunęła się. Mnich również umilkł, krocząc stale za przodującymi Rosherem i Arellą. Strażniczka wydawała się niezmiennie skupiona, nierozproszona najmniejszym nawet szmerem. Jej powaga i determinacja była jasno określana przez niezmącony wyraz twarzy i pewny krok. Mariel jednak wydawała się nadal nieprzekonana.

 

****

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Karawan pół roku temu
    Pan Czepialski poniżej. Ode mnie minus 5 ;)
    I mijacie oczy dookoła głowy. - I miejcie. Nie mijacie.
    ciężkie do przewidzenia. - użyłbym słowa trudne tym bardziej, że za chwilę powtarzasz ciężkie
    i kładąc nieśmiało dłoń na krzyżu kobiety, - nie za bardzo mi się to podoba. Czy wiesz na pewno gdzie jest kość krzyżowa i krzyż? Trochę to na molestowanie wygląda.
  • Kim pół roku temu
    Dzięki, Karawan. Błędy poprawione.
    Powiem szczerze, że nie spodziewam się jakiś fajerwerków w komentarzach i ocenach, bo zdaję sobie sprawę, że ten fragment nie porywa i złotem nie jest. Cała historia ma sporo stron, te stanowią jej szary punkt.
  • pasja pół roku temu
    Idziemy po portal. Czy Rosher zmienił się, czy coś mniej... myślę, że tacy ludzie się nie zmieniają. Prośba o zrzucenie kajdanów mówi sama za siebie. Czy Arella godząc się na zmianę trasy zrobiła dobrze?
    Mariel argumenty do mnie przemawiają i chyba kobieca intuicja nie myli się. Chociaż Arella też jest czujna.
    Jednak wydaje mi się, że Rosher specjalnie zmylił drogę. Świadczą o tym jego uśmieszki. No i znaki kreślone były pewnie przez niego.
    Pozdrawiam serdecznie i miłego
  • Kim pół roku temu
    Dzięki, Pasja, za odwiedziny!
    No, no... Główkujesz i dobrze pilnujesz tych moich postaci :D
    Pozdrawiam!
  • Agnieszka Gu 5 miesięcy temu
    Witam,
    "Pod tak długim czasie dochodzi często do anomalii." — Po — literówka?
    "— Byłoby łatwiej się skoncentrować, gdyby kajdany tak nie obcierały mi rąk —stwierdził odwracając " — spacja przed "stwierdził"

    Aleś niesamowicie mroczną atmosferę nakreśliła w tych lochach... Super klimacik :)
    Postać diablokrwistego, jego gesty, mimika, łomotanie szatą... świetnie to przedstawiasz :)
    Coś czuję, że ten koszmar i niepewność związana z brakiem zaufania do niego, będą im jeszcze długo towarzyszyć...
    Pozdrowionka
  • Kim 5 miesięcy temu
    Dzięki, Agu. Błędy poprawione. Ma być trochę mroczny klimat. Woda cieknąca z mokrych ścian i takie tam. Jednak rozbudowany opis działa na ludzi jak łopata na ryj. Odpycha, niestety. Fajnie, że się trzymasz.
    Pozdrówka ;)
  • Agnieszka Gu 5 miesięcy temu
    Kim Ja bardzo lubię opisy, bo nadają charakteru opowiadaniom... Warunek, muszą być wysmakowane, klimatyczne, dobrze zrobione z gustem — i twoje takie właśnie są. Zresztą w tym konkretnym przypadku, pokusiłabym się o opisanie ich jako "barokowe" — zacne, bogate i okraszone stylowym słownictwem.
    To trudne do wytworzenia. A tobie się udało... :)
  • Ozar 5 miesięcy temu
    Jestem i czytam. W tym odcinku mamy kolejny dylemat, a właściwie ten sam co poprzednio - czy Rosher chce im pomóc? Czy prowadzi ich prosto w pułapkę?. Strażniczka wydaje sie być pewna siebie, a to już niejednego zgubiło. Dla mnie Mariel lepiej odczuwa sytuację i ma rację bojąc się tego diablo. Ja bym postawił na Mariel, bo ten diablo mi się nie podoba, coś za łatwo na wszystko się zgadza. Kurdę ciekawe jak będzie dalej. Muszę przyznać zajebiste klimaty, to bardziej taka mroczna fantasy zahaczająca o horror. 5+
  • Kim 5 miesięcy temu
    Hej! :3 Dziękuję, Ozarro! Szczerze mówiąc, nigdy nie pomyślałabym, że to zahacza o horror, ale faktycznie obskurne, ciemne Sanktuarium wprowadza nieco mrocznego klimatu.
    Pozdrawiam!
  • Elorence 3 miesiące temu
    Rosher jest dla mnie zagadką, ale bardzo go lubię :)
    Ach to zamiłowanie do czarnych charakterów!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania