Koszmar w dniu Wszystkich Świętych. Rozdział XV.

Wieś pod Elblągiem 2001 r.

 

Pierwsze kroki kobiety zza furtki skierowane były w stronę ulicy i wtedy przyuważyła jak z rynsztoku wydobywała, się tęgo woda, buzując aż do góry, Tatiana z ciekawości podeszła bliżej by przyjrzeć mu się, ponieważ zdziwiona była, skąd tyle wody się wydostaje, jeśli deszczu nie było i ulice wraz z ziemią były suche. Nachyliła, się patrząc, w niego i ku zaskoczeniu wypatrzyła jak z tej kłębującej się wody przebijały się coraz bardziej i coraz wyraźniej palce wiedźmy, takie brudne, pomarszczone, obślizgłe, ohydne i ukrwawione pazury. Kobieta bez chwili namysłu, sięgnęła ręką po najbliższy kamień, który leżał tuż nieopodal rynsztoku, by przyłożyć nim w te paluchy, i w tym czasie gdy się zamachnęła paluchy i wypływająca woda zniknęły bez żadnego śladu. Młoda kobieta była całkowicie zaszczuta tym, i już nie dobiegała więcej tylko odeszła od niego jak najszybciej, zmierzając w swoją stronę. Wtedy Tatiana przyspieszyła tępo i zdecydowała się udać do najbliższego sąsiada mieszkającego po drugiej stronie ulicy. Zapukała, w drzwi poczekała, chwilę i drzwi otworzyły się, gdy kobieta powiedziała, o co jej chodzi, wtedy sąsiad mocno zacisnął pięści, żyły mu się aż na szyi uwidoczniły, patrzył na nią z pod czoła, uśmiechnął się szyderczo i zamknął jej przed nosem drzwi. Kobieta zrozumiała, że nic tam po niej i poszła dalej, skręcając w uliczkę koło pustostanu, tam miała wejść do pewnego domku w pobliżu niego. W drodze, gdy dochodziła, już do domku to rzucił, jej się w oczy pustostan, który był jej po drodze, i wtedy zdębiała zauważając w nim prawie w każdym oknie palące się światła, a wewnątrz przez szyby widoczne były unoszące się w górze duchy, i gdy ona to zobaczyła, czuła, się tak zastrachana takim widokiem, że nogi wryły jej się w ziemię, i w tym momencie jak grom z jasnego nieba pojawiło się przed nią jedno olbrzymie światło, które wyglądało jak rozpływająca się lawa. Wtedy Tatiana czym prędzej dała stamtąd nogę, rezygnując, z tego pobliskiego domku wybierając, w tym przypadku inny zupełnie gdzie indziej. Kobieta odbiła w przeciwnym kierunku i poszła do domku, który był połączony wraz ze sklepem, w którym sprzedawała ekspedientka i to ona wcześniej poinformowała Tatianę o zmarłej Honoracie. Gdy była kobieta już przed drzwiami tego domu, postanowiła, znów spróbować naciskając, dzwonek przy drzwiach. Wtedy usłyszała mocno szczekającego psa i kroki, które zbliżały się, do wizjera w drzwiach, z resztą czuła to, że była przez kogoś obserwowana w nim. I dopiero po dość dłuższym czasie uchyliły się troszkę drzwi zaczepione na łańcuch, i ukazała się tylko głowa kobiety. Mina jej była wroga i wybałuszyła ogromne oczy, wtedy zapytała Tatianę w jakiej sprawie? Kobieta wyjaśniła swoją prośbę, ona na to, nic z tego nie pomogę do widzenia. Zamknęła, drzwi a zza nich dobiegał, głos śmiejący się Ha, Ha, Ha. Odchodząc spod drzwi Tatiana mruknęła, sobie, jeśli nie to nie pójdę gdzie indziej, i od razu zahaczyła o sprzedawczynię, którą miała tuż w zasięgu ręki. Wchodząc do sklepu kobieta zapytała ekspedientkę wprost, czy da, radę jej pomóż, wyjaśniając jej sprawę, a ona jej odpowiedziała, radź, sobie sama nie licz, na mnie, Tatiana zauważyła w jej oczach jędzowatość i ignorowanie jej. Odeszła sprzedawczyni od niej układając coś na półkach, a kobieta z daleka wtedy zobaczyła, jak z tej złości ekspedientce zmieniła się twarz, na której pojawiły się duże pęcherze, pod którymi poruszały się jakby jakieś robale. Tatiana zaraz wiedziała z kim ma do czynienia i czmychnęła ze stamtąd jak najszybciej z uniesionymi wnętrznościami z obrzydzenia do góry, a za nią same drzwi automatycznie się zamknęły. Młoda kobieta chwilę odetchnęła i poszła, dalej utwierdzając, się w przekonaniu, że nikt tam na wiosce nie był jej skory do pomocy, i pomyślała sobie że może jej pomoże, chociaż, plugawy starzec, i że musi go odszukać. Tylko jak na tamten czas nikt z wioski nie wiedział, gdzie mógł, być ten człowiek. Chodziła, po ulicach pytała, każdego o niego, nikt nie wskazał jej drogi do bezdomnego pana. Liczyła jedynie na łut szczęścia, że może gdzieś się z nim nadejdzie, to go spyta, o swą pomoc. Kobieta była zawiedziona że już odskoczyła parę miejsc i nic nie załatwiła, więc zdecydowała jeszcze zahaczyć o parę wybranych domków, licząc że w nich może coś załatwi, bo ci ludzie wydawali jej się w miarę jeszcze w porządku. Choć całkowitej pewności nie miała już, bo jak to w nawiedzonej wsi mieszkańcy mogą być dobrzy a za jakiś czas już nie, bo sama poznała, się już na niektórych mieszkańcach jak stali się inni i groźni, choć wcześniej byli jak dla niej w miarę okey. Także uderzyła jeszcze do sąsiadów mieszkających parę domów za jej domem, w pobliżu krzyży. Tatiana, będąc, już prawie na miejscu spostrzegła, coś niezjawiskowego jak dla niej coś nie normalnego, krzyże, które stały wcześniej jeden za drugim, zmieniły się nie do poznania, tylko unosiły się do góry i płonęły w ogniu, a w tych płomieniach ukazały się zmory. Kobieta była zatrwożona i czuła się zagrożona, wtedy czym prędzej wpadła na posesję sąsiadów pukając, do nich. Nagle otworzyły się drzwi i przed kobietą stanął obszerny mężczyzna, o wyglądzie potworkowatym miał po prawej stronie twarz tak zniekształconą i pomarszczoną, jakby uległ, nie wiadomo jakiemu silnemu poparzeniu, nie posiadał również lewego oka miał w nim zupełną dziurę a w rękach trzymał, sobie duży nóż, który obcierał sobie zakrwawionymi palcami. Ona widząc, takiego człowieka zamurowało, ją nie mogła słowa wydusić, bo wiedziała, że może się coś u niego wydarzyć, ponieważ sąsiad ten nie był już sobą. Tatiana zrezygnowała z jego pomocy i już odchodziła od drzwi, kiedy on za nią zawołał natarczywym głosem, NIGDZIE NIE PÓJDZIESZ, JEŚLI MI NIE POWIESZ PO CO DO MNIE PRZYSZŁAŚ, WRACAJ! Kobieta wystraszona nawróciła i powiedziała mu jaki ma problem, a on wtedy zaoferował jej się bardzo chętnie pomocą, że ją odwiezie. Kobieta jak mogła, tak mu się wymigiwała, bo bała się z nim jechać, że może ją skrzywdzić, i powiedziała mu, że nie nie niech się pan nie fatyguje. A on doszedł do niej przystawił jej nóż do gardła i rzekł, WSIADASZ ALBO TEN NÓŻ ZNAJDZIE SIĘ W TWOIM GARDLE, PRZECIEŻ CHCIAŁAŚ, PODWIEZIENIA BĘDZIESZ GO MIAŁA, Tatiana w panicznym przerażeniu zgodziła, się byle tylko jej nie dźgnął, a plan miała już obmyślony natychmiastowy, jak mu uciec. Więc ruszyli, z miejsca ujechali dosłownie kilka metrów, a kobieta w mig dźwignęła klamkę do góry w samochodzie i otworzyła, drzwi w tym pędzie auta wyskoczyła, wraz z tymi walizkami z niego, trochę się poobijała ale szybko się pozbierała i wiała prosto przed siebie, a co się się z sąsiadem stało, tego ona już nie wiedziała. Cdn.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Smok 2 miesiące temu
    Spoczko
  • Sisi26 2 miesiące temu
    Dzięki.
  • Sisi26 2 miesiące temu
    Kto czyta ten horror zapraszam od I rodziału by wiedzieć o co chodzi.
  • Sisi26 2 miesiące temu
    Właśnie skończyłam już pisać ten horror.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania