Koszmar w dniu Wszystkich Świętych. Rozdział XVI.

Wieś pod Elblągiem 2001 r.

 

Kobieta pragnęła tylko jak najdalej oddalić się od miejsca, z którego wyskoczyła, idąc, w przyspieszonym kroku na ścinkę w stronę rzeki ino się oglądając, tam miała już ostatniego sąsiada możliwego, do którego chciała dotrzeć. Będąc już na miejscu za ogrodzeniem właściciela, podeszła Tatiana do drzwi i głośno zapukała, i nagle usłyszała w oknie przeraźliwy głos kobiety, kto tam się dobija do moich drzwi! Pokaż mi się, stań tu przede mną! Tatiana by być uprzejmą, zrobiła to, co życzyła sobie kobieta i pokazała jej się. Wtedy sąsiadka patrząc, na nią swoimi małymi, przymkniętymi oczyma powiedziała, kim jesteś, nie znam, cię. Wówczas, młoda kobieta odpowiedziała jej, jak to mnie pani nie zna? Ja panią znam a pani mnie nie? Nie możliwe przecież jesteśmy sąsiadami. Wtedy kobieta zabójczym wzrokiem spojrzała na nią i wyjęczała nie wyraźnie, podejdź, pod drzwi zaraz otworzę. Kobieta wypadła otwierając drzwi mocno rozkokoszona i nie spuszczała wzroku z młodej kobiety, jej oczy były bardzo jasne takie lucyferyczne, i wtedy Tatianę zapytała, co cię do mnie sprowadziło, Tatiana, widząc, że sąsiadka już jest demonem była, gotowa się już jej wycofać, ale bała, się jej reakcji, więc powiedziała, jej na spokojnie, po co przyszła. A wtenczas sąsiadka zrobiła skrzywioną i bardzo rozzłoszczoną minę wystawiając długi cieniutki język jak słomka do napoi, zakończony na końcu rulonikiem przyklejając go mocno do twarzy Tatiany, i wciągała ją całą siłą do środka swego domu. Młoda kobieta wrzeszczała, płakała, prosiła, ją nad wszystko by pozwoliła, jej odejść, ale ona tym bardziej wciągała ją jeszcze coraz mocniej. Tatiana odciągała się od języka, by się odczepić, nie było szans, wtedy wyciągnęła z kieszeni malutkie nożyczki kosmetyczne i przecięła jej język tuż przy swojej twarzy. Język sąsiadki zaczął, mocno krwawić robiąc, dużą plamę krwi, a młoda kobieta zebrała torby i biegiem uciekała, chowając, się za krzaki w kierunku rzeki. Widziała tylko Tatiana, że po przecięciu języka demonicy, zaczęła się ona wtedy topić tak jakby była z wosku, strasznie malała i się kurczyła, dla kobiety było to coś nieprawdopodobnego, a jednak możliwego. W tej wsi nic ją już nie zdziwiło ani nie zaskoczyło, bo dobrze już wiedziała, z kim ona tam żyła. Wtedy pomyślała, sobie nikt mi już nie pomoże, oni wszyscy są, już tacy sami nie ma, co z nimi, jedna nadzieja co mi została to tylko sąsiad Honoraty, on był, dla mnie najłaskawszy tak pomyślała. I udała, się do niego skręcając, w stronę rzeki, zobaczyła jak na poboczu leżała długa dość i szeroka deska, wtenczas Tatiana pomyślała, wezmę ją ze sobą i przyciągnę ją do rzeki, ona na pewno mi się przyda i tak zrobiła. Ponieważ kładka, która tam na niej była nie wytrzymała by na pewno ciężaru Tatiany, z jakim ona była. Więc kobieta przerzuciła deskę na tą kładkę, by wzmocnić ją, jak będzie przechodzić. I gdy przygotowywała się do przejścia na drugą stronę rzeki kobieta, nawet nie zauważyła, że straciła cząstkę języka, którego miała przy twarzy, założyła, sobie wtedy dwie walizki na plecy jak wielbłąd szła, i dwie miała po jednej w każdej ręce i zaczęła przechodzić po niej. Wtem laleczka wisząca na drzewie dała oznakę, że żyła, otworzyła duże niebieskie oczy i zaczęła, trzepotać rzęsami śmiejąc się, z Tatiany mówiąc, UTOP SIĘ! HA, HA, HA, UTOP SIĘ! HA, HA, HA CZEKAM NA TO. Kobieta, gdy to usłyszała, dodała tak tępa, że nawet ciężaru nie czuła, tak miała tego wszystkiego dość, że strach rozrywał ją od środka i jedynie marzyła, tylko by Bóg pozwolił, jej przejść na drugą stronę. A gdy już zbliżała, się do końca kładki będąc, już prawie po tamtej stronie, kładka z deską zaczęły pękać a Tatiana, widząc, co się robi, zeskoczyła szybko z pękającej deski już w ostatniej chwili, na przybrzeżny trawnik rzeki, a deska z kładką pękły i wpadły do wody. Tatiana wtedy pomyślała sobie, dużo nie brakowało, a byłabym, już w wodzie. Strach i radość odebrał jej oddech przez chwilę, że żyje. Kobieta usiadła chwilę na torbie, by odpocząć, a potem zebrała bagaże i poszła do starszego pana pod laseczką. A jak była już pod jego drzwiami długo pukała i pukała, ale nikt jej nie otworzył, więc na pewno musiało go nie być. Wtedy kobieta opadła, z sił myśląc, i co ja teraz zrobię, tak liczyłam, na niego, on był dla mnie wszystkim, w niego tylko wierzyłam no ale cóż, po prostu go nie ma. Zebrała się i odeszła zupełnie na bok próbując zadzwonić jeszcze do mamy, choć cały czas podzwaniała już od tamtej pory, ale połączenia wszystkie były bez rezultatu nawet i to teraz nie udało, się była kompletna cisza. Młoda kobieta rozpłakała, się siadając, z boku jednego domu na murku mówiąc sobie, co ja biedna zrobię, jak ja stąd się wydostanę, Boże dopomóż, mi daj, mi jakiś pomysł proszę, powiedziała. I wtedy na myśl przyszło jej jedno rozwiązanie, po prostu ukraść czyjeś auto i nim odjechać nic więcej jej nie pozostało. Cały prawie dzień chodziła i prosiła w sumie nie potrzebnie, bo narażała się na wszelkie niepowodzenia i okoliczności, a i tak z tego nic nie zyskała, będąc cały czas bez wyjścia, jedynie co to tylko to, co wymyśliła zwinąć auto, a robiło się już ciemno i bardzo nieprzyjemnie. Tatiana zaobserwowała, siedząc, z boku, które auto jest tak bardziej na uboczu i które nie posiada blokady kierownicy, upatrzyła sobie i pomału nieznacznie zaczęła się zbliżać do auta, i w tym czasie towarzyszyły jej jakieś szmery, szelesty, oddechy, piski, trudno jej było, określić skąd to dobiegało. Tym bardziej się bała, bo wiedziała, że już nie będzie miała łatwo uciec, bo te odgłosy były znakiem, że tam nie była sama. Ale nie odpuszczała Tatiana i brnęła w uplanowany cel dalej, choćby ryzykując życiem by tylko zwiać z stamtąd. Wyrwała płytę z chodnika i uderzyła, nią masywnie w szybę auta wybijając, ją włożyła rękę do wewnątrz wozu i otworzyła sobie drzwi. Wtenczas błyskawicznie wpakowała, cztery walizki na tylne siedzenia ona usiadła, za kierownicą i zamknęła drzwi pragnęła, tylko by jak najszybciej odpalił, samochód i odjechać bo nie było nikogo, była całkowita pustka. Kobieta w nerwach i w wielkim lęku wyrwała dwa druty ze stacyjki, czubkami je zetknęła, ze sobą robiąc, lewy zapłon, i wtedy auto jej zapaliło. Tatiana ucieszyła się i gdy miała już nacisnąć nogą na gaz, to na maskę z przodu wskoczyła jej wpieniona córeczka dozorcy, rzucając, jej się po szybie waląc, z całej siły pięściami, by rozwalić jej szybę i dostać się do środka. A za moment od tyłu auta pojawiła się kostucha rozzłoszczona z cmentarza i dewastowała kosą bagażnik i dach, a z boku auta dobiegała zdyszana maszkara, która mieszkała z Tatianą i wyszczerzała, pokrwawione kły pieniąc, się, wtedy kobieta dała, nogę na gaz wykorzystując chwilową okazję i ruszyła w trymiga. Także bestia nie zdążyła, już dolecieć wyjąc, w głos, a córeczka spadła z wozu, przez którą przejechała kobieta, natomiast kostucha została, już tam w miejscu skacząc, do góry, a i za razem waliła łbem o asfalt, a kosa została wbita już w bagażnik, z którą Tatiana odjechała, jedynie już w drodze jak młoda kobieta jechała, to spostrzegła, na lusterku bocznym auta przyssane oko dozorcy, które było tak strasznie wyciągnięte, że żyła ciągnęła się kawałek za samochodem, a w oddali było widać lecącego dozorcę za nią z rozczapierzonymi rękoma do przodu, żeby ją złapać jak najszybciej. Kobieta, widząc, dozorcę dodała, gazu jeszcze większego aż oko odczepiło się od lusterka i wróciło z powrotem do właściciela, a szef cmentarza zniknął jej już z horyzontu. I od tego momentu jechała już jak na razie spokojnie, a gdy miała, już opuścić wioskę to przed jej przednią szybą samochodu przeleciał, olbrzymi czarny ptak który chwilowo przystawił jej widoczność na drodze, o mało Tatiana nie spowodowała wypadku, ale poradziła sobie wyjść z opresji cało. Niezmiernie była szczęśliwa i rozanielona, że udało jej się pokonać tę opętaną wieś i że wreszcie z niej wyjechała, mijając, inne wioski. A gdy już znalazła się w jakimś dużym mieście, dobrze oddalonym od tego odludzia, w którym była to zostawiła auto na skraju drogi, i poszła na autokar, by nim wrócić do domu, bo wiedziała że z tego miasta dojedzie do swojego rodzinnego miasta. A auto była zmuszona zostawić gdziekolwiek, ponieważ nie chciałaby nim ściągnąć jakąś moc do domu, wolała w spokoju i pewności wrócić innym środkiem lokomocji. Więc Tatianie po tylu przejściach udało się szczęśliwie wrócić do domu, oddychając z ulgą, że już po wszystkim, i że to, co było, zostawiła za sobą. Cdn.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • jolka_ka pół roku temu
    Przegapiłam kilka rozdziałów chyba.
  • Sisi26 pół roku temu
    Nic straconego, zawsze możesz nadgonić od samego początku polecam , warte czytania i bardzo trzymające w napięciu.
  • Sisi26 pół roku temu
    Obecnie mam ich 16 roździałów.
  • Sisi26 pół roku temu
    Obecnie mam ich 16 roździałów.
  • Sisi26 pół roku temu
    Obecnie mam ich 16 roździałów.
  • Sisi26 pół roku temu
    Obecnie mam ich 16 roździałów.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania