Poprzednie częściKrew Anioła *PROLOG*  

Krew Anioła *ROZDZIAŁ 1*

Stoję w środku wielkiej sali. Wokół mnie zbiera się coraz więcej roześmianych uczniów. Próbuję uciec, lecz każdy zagradza mi drogę. Odwracam się i ląduje na parkiecie, którym wyłożona jest sala pełna uczniów naśmiewających się ze mnie. Zaczynam płakać I udaje mi się uciec z wielkiego pomieszczenia. Odwracam się żeby zobaczyć czy nikt za mną nie biegnie, jednak widzę tylko budynek Liceum Ogólnokształcącego. Mojej nowej szkoły. Za plecami słyszę śmiech. Nagle właściciel diabolicznego, lecz przyjemnego dla ucha śmiechu łapie mnie za ramiona i podnosi do góry. Odruchowo zamykam oczy i czuję, że wznosimy się w powietrze. Wyżej, wyżej, wyżej nagle puszcza mnie, a ja spadam w dół, wiem, że za chwilę z impentem uderzę w kamienny chodnik przed szkołą. Każda kość w moim drobnym ciele ulegnie zmiażdżeniu lub złamaniu. Będę cierpieć I nikt mi nie pomoże. Będę cierpieć tak jak przez ostatni rok.

Budzę się z krzykiem, zlana potem i rozglądając się dokoła. Widzę tylko mój pokój w Domu Magdaleny. Mojej opiekunki prawnej. Moi Rodzice zginęli w tragicznym wypadku samochodowym. Jakiś pijany facet jechał nie swoim pasem z wyłączonymi światłami. Wjechał w nas, moi rodzice zginęli na miejscu wypadku. Mnie zaś zawieziono do szpitala. Tamten okres był okropny. Marniałam z dnia na dzień, nie byłam w stanie poradzić sobie z tym wszystkim. Przestałam jeść, kontaktować się z ludźmi. Po długiej rehabilitacji w szpitalu trafiłam do Magdaleny. Magdalena była przyjaciółką rodziców I od tamtej pory traktuje mnie jak rodzoną córkę. Dała mi pokój swojej córki, która zmarła na białaczkę w wieku szesnastu lat. Była rok młodsza ode mnie. Nic nie zmieniłam w pokoju. Fioletowe ściany i podłoga z ciemnego drewna mi odpowiadają. Jedno duże okno i drzwi na niewielki balkon. Przy drzwiach wejściowych do pokoju stoi ogromna szafa z ciemnego drewna wypełniona większością, ubrań które teraz są modne. Moja była przyjaciółka Charlotte mi ją wypełniła. Była dlatego, że mój były chłopak Alec zdradził mnie z nią. Odtąd nie mam zaufania do płci przeciwnej, którzy są w moim wieku, no i tych ładnych - oni są najgorsi.

Obok drewnianej szafy wisi wysokie do sufitu i szerokie na całą ścianę lustro. Wielkie drewniane łóżko z fioletowa pościelą stoi przy sąsiedniej ścianie. Biurko z czarnym laptopem ustawione jest przy ścianie naprzeciw łóżka.

Spojrzałam na zegarek w telefonie: 04:08. Nie czułam się zmęczona, poszłam spać zaledwie cztery godziny temu. Z otwartego okna wlatywało chłodne, majowe powietrze. Wstałam i zanim zamknęłam okno, zauważyłam, że na parapecie leży czarne pióro długości mojego ramienia. Wzięłam je do ręki I obejrzałam.

Po chwili wpatrywania się w pióro powiedziałam do siebie:

 

- Co to mutant? Który ptak ma takie długie pióra - Położyłam na biurku obok pióro i poszłam wziąć prysznic. Po umyciu i wysuszeniu włosów podeszłam do szafy i włożyłam na siebie niebieską bluzkę na ramiączkach i jeansy. Podeszłam do lustra. Nic się nie zmieniłam od śmierci rodziców. Długie do łopatek, lekko falujące się czarne włosy, cera biała niczym Królewna Śnieżka i intensywnie zielone oczy. Gdybym chciała, mogłabym wychwalać się zgrabną sylwetką ale nigdy nie popierałam tego typu zachowań.

Nałożyłam lekki makijaż. Nagle usłyszałam krzyk Magdaleny, że za piętnaście minut śniadanie. Zerknęłam na zegarek 07:00.

 

- Czy to możliwe, że tyle czasu mi to wszystko zajęło? - powiedziałam do siebie. Piętnaście minut później zeszłam na śniadanie.

 

- To jak, gotowa poznać nową szkołę i przyjaciół? Może poznasz nawet jakiegoś chłopaka? - zapytała z uśmiechem Magdalena dwadzieścia minut później.

 

- Tak - skłamałam ze sztucznym uśmiechem na twarzy. Tak naprawdę nie chciałam iść do nowej szkoły, poznawać nowych przyjaciół i nowego chłopaka. Nie bardzo lubię przebywać wśród nowych ludzi, których muszę poznać. Nie chciałam iść do szkoły też po moim dzisiejszym koszmarze.

 

- Wiktorio wychodź, bo za pół godziny masz lekcje, a jeszcze nie znasz szkoły - oznajmiła Magdalena.

 

- Już wychodzę - powiedziałam z pełnymi ustami. Kwadrans jazdy samochodem i wjeżdżam już na parkingu Liceum Ogólnokształcącego. Nie sądziłam, że do tej szkoły chodzi tyłu uczniów. Przez dziesięć minut szukałam miejsca. W końcu znalazłam je na samym końcu parkingu, przy małym lasku, gdzie uczniowie zapewne chodzą na wagary. Biegiem puściłam się w stronę sekretariatu po planie lekcji.

 

- Pomieszczenie mieści się w wielkim budynku z czerwonej cegły - powtarzałam sobie. Po drodze wpadłam na jakąś farbowaną blondi ubraną na różowo. Różowa bluzka i różowa mini, do tego na włosach różowa opaska, złote kolczyki. Wysokie na dziesięć buty centymetrów były natomiast czarne. Taka nadmuchana Barbie.

 

- Uważaj jak leziesz! - wykrzyknęła Barbie. - Złamałaś mój świeżo pomalowany paznokieć! - dodała z wrzaskiem.

 

- Przykro mi - burknęłam i znowu puściłam się biegiem w stronę sekretariatu. Gdy otrzymałam plan lekcji kobieta dobrze po pięćdziesiątce oznajmiła mi, że niedługo koniec drugiego semestru. Wiec mogę mieć problem ze znalezieniem znajomych. Uśmiechnęłam się do niej. Odwzajemniła uśmiech i wróciła do papierkowej roboty. Na korytarzu podsunęłam się pod ścianę i sprawdziłam, który numer ma moja nowa szafka szkolna, w której powinny być wszystkie potrzebne podręczniki.

101, 102, 103, 104, 105, o, jest 106. Szafka mieściła się na samym końcu korytarza przy ścianie. Moja pierwszą lekcja jest angielski.

 

- Świetnie - pomyślałam jestem dobra z angielskiego. W mojej poprzedniej szkole miałam same piątki. Wyjęłam podręcznik i poszłam do klasy. Weszłam jako ostatnia. Pan Karp kazał mi się przedstawić. Gdy powiedziałam imię powiedział, że jest wolne miejsce pomiędzy Danielem, a Damianem i wskazał mi je. W klasie siedziała nadmuchana Barbie i patrzyła na mnie ze wściekłością w oczach. Tak samo jak jej przyjaciółka, tak sobie pomyślałam, bo też była ubrana na różowo, tylko że miała czarne włosy. Obie są chyba zazdrosne o Daniela i Damiana. Chłopcy nawet nie podnieśli wzroku, żeby zobaczyć nową uczennicę. Po dzwonku obwieszczającym koniec lekcji wyszłam na korytarz. Nagle zza moich pleców wyszedł jeden z chłopaków z lekcji. Swoje jasne włosy ułożył w irokeza odsłaniając błękitne oczy. Wyciągnął do mnie swoją muskularną rękę. Miałam wrażenie że skądś go znam, ale nie mogę go sobie przypomnieć.

 

- Cześć, jestem Daniel - powiedział z szerokim uśmiechem.

 

- Hej, domyśliłam się - powiedziałam z obojętną mina i uścisnęłam jego rękę. Nie zamierzałam dziś nikogo poznawać. Obok nas przeszedł wolnym krokiem Damian i zgromił brata karcącym spojrzeniem. Nie jestem pewna, czy są braćmi, ale mają takie same nosy.

 

- Jesteś bratem Damiana? - zapytałam.

 

- Skąd wiedziałaś? - odpowiedział z uśmiechem.

 

- Zgadywałam - skłamałam. Przecież się nie przyznam, że ich obserwowałam całą lekcje.

 

- Mogę się założyć, że wiem, jaki masz numer szafki - powiedział z błyskiem w oczach.

 

- O co chcesz się założyć? - zapytałam z uśmiechem. No i nie wyszło - miałam nikogo nie poznać. Niech ta moja niewyparzona gęba - pomyślałam.

 

- Jeśli zgadnę, pocałujesz mnie - powiedział z jeszcze szerszym uśmiechem.

 

- Ale w policzek! - cicho krzyknęłam.

 

- Nie, w usta - powiedział z uśmiechem.

 

-Hmm ... co mi szkodzi, pewnie i tak nie zgadnie - pomyślałam. Po krótkiej chwili zgodziłam się.

 

- Dobra, ale jeśli nie zgadniesz stawiasz mi dziś kolację - oznajmiłam.

 

- Ok, numer twojej szafki to 106. Mam rację? - zapytał.

 

- Skąd wiedziałeś? - odparłam.

 

- To łatwe, szafka 106 była jedyną wolna szafką zanim pojawiłaś się w szkole, tak w ogóle mam szafkę obok - 105 - powiedział i zaczął się śmiać. Skądś znałam ten śmiech. Po chwili doszłam do wniosku, że to śmiech z mojego koszmaru, tylko nie był on diaboliczny.

 

- Więc wisisz mi całusa - oznajmił i dodał - ale i tak zabiorę cię na kolację.

Uśmiechnęłam się i podałam mu adres. Odprowadził mnie pod klasę, w której miałam teraz lekcję matematyki. Gdy kierował się do swojej klasy dodał, że przyjedzie o dwudziestej.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Canulas 3 miesiące temu
    Znów coś z czasem.
    "Stała ogromna szafa"
    "Wisi, wysokie do sufitu lustro".
    Trzeba to w którąś stronę ujednolicić.
    Na plus bogate opisy.
  • Erupcja 3 miesiące temu
    Te czasy do końca życia będą mnie prześladować. Muszę się bardziej pilnować.
  • Canulas 3 miesiące temu
    Spokojnie, tragedii nie ma. Po to ta stronka jest. Ja się z przecinkami męczę
  • Erupcja 3 miesiące temu
    Oj uwierz mi, że ja też już dyslekcje zwalczyłam ale przecinki nadal kuleją
  • Paradise 3 miesiące temu
    ciekawie, ciekawie :D zgadzam się, że z czasem coś nie tego, ale nie przejmuj się :) podobał mi się akcent z różową barbie :D ale czy Wiktoria nie za szybko zgodziła się na kolacje? :D daję 5 i czekam na kolejną część :) jeśli masz ochotę to zapraszam do mnie, może znajdziesz nowe błędy ;)
  • Erupcja 3 miesiące temu
    A no kto by się oparł takiemu podrywowi :D
  • Paradise 3 miesiące temu
    no w sumie racja :D
  • Maurycy Lesniewski 3 miesiące temu
    Fajny tekst, dobrze się czyta. To co według mnie powinnaś poprawić to na pewno pozbyć sie powtórzenia na początku. "Wokół mnie zbiera się coraz więcej roześmianych uczniów. Próbuję uciec, lecz każdy zagradza mi drogę. Odwracam się i ląduje na parkiecie, którym wyłożona jest sala pełna uczniów." Uczniów w pierwszym zdaniu mozesz zastąpić np "Wokół mnie zbiera sie coraz wiecej roześmianych mlodych ludzi." Bez tago powtórzenia początek bedzie brzmiał znacznie lepiej. Pozdrawiam
  • Erupcja 3 miesiące temu
    Dziekuje za wyłowienie tego powtórzenia I również pozdrawiam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania