Krew Anioła *ROZDZIAŁ 4*

O szóstej rano obudził mnie budzik w telefonie. Ledwo zwlekłam się z łóżka po wczorajszym wieczorze, a raczej nocy. Nadal mam w głowie słowa Damiana.

- I co zrobisz z niej swoją kolejną dziwkę? – te słowa cały czas krążyły w mojej głowie jakby wyryły sobie tam miejsce i nie chciały go opuścić. Do wlokłam się do łazienki i weszłam pod prysznic. Dopiero, gdy strumień gorącej wody uderzył we mnie, zorientowałam się że nie zdjęłam skarpetek. Szybko to zrobiłam i rzuciłam na podłogę, gdzie leżała reszta ubrań. Stałam oblewana gorącą wodą i próbowałam dojść do odpowiedzi na pytanie, czy Daniel ma takie dobre zamiary czy po prostu jak to powiedział - Damian chce zrobić ze mnie swoją kolejną dziwkę. Nie znam go za dobrze, w sumie w ogóle go nie znam. Kalkulowałam w głowie wszystko co się wczoraj działo. Najpierw panika Magdaleny, później Damian wchodzi do baru w którym jesteśmy z Danielem. Moja ogromna zazdrość o Damiana. Jedziemy z Danielem do jego domu, tam natomiast znowu spotykamy Damiana, który oświadcza bratu, że nie uda mu się zrobić ze mnie dziwki. Doszłam do wniosku, że to było dziwne wyjście. Gdy skończyłam rozmyślać, wyszłam z pod prysznica i zawinęłam się w ręcznik przy okazji rzeczy z podłogi wrzuciłam do kosza na pranie. Stanęłam przed szafą i wpatrywałam się w nią myśląc co na siebie włożyć.

- Trzeba wyjść na balkon i sprawdzić ja tam na dworze. – powiedziałam sama do siebie. Zauważyłam że ostatnio często mówię sama do siebie. W samym ręczniku poszłam na balkon sprawdzić temperaturę i od razu zadrżałam z zimna. Nagle usłyszałam jakiś szelest w krzakach, w ogrodzie za domem, więc podeszłam do barierki i spojrzałam w dół, w idealnie przystrzyżone krzaczki z malinami i jeżynami. Coś się w nich poruszyło i nagle wyskoczył z nich mały zając, który pobiegł jak najszybciej w stronę lasu, znajdującego się tuż przy płocie. Zerwał się wiatr i przeszył mnie przerażający chłód. Szybko wskoczyłam do wnętrza pokoju i podbiegłam do szafy. Wyjęłam z niej moje ukochane czarne legginsy i luźną, czarną bluzkę z długim rękawem. Ubierając się po drodze zeszłam na dół do kuchni zrobić śniadanie. Dziś Magdalena ma rano dyżur w szpitalu czyli muszę zrobić je sama. Zdecydowałam się na gofry, więc gdy gofrownica się nagrzewała, oddzieliłam białka od żółtek i wrzuciłam je do osobnych naczyń. Do żółtek dodałam cukier, masło, trochę proszku do pieczenia, mąkę i zaczęłam wszystko mieszać. Gdy osiągnęłam odpowiednią konsystencję zaczęłam ręcznie ubijać białka na sztywną pianę. Żeby sprawdzić czy dobrze ubiłam białka odwróciłam miskę dnem do góry sobie nad głową.

- Dzięki bogu – pomyślałam. Zawartość nie wylała mi się na głowę co oznaczało, że piana jest dobrze ubita i dodałam ją do masy, którą zrobiłam wcześniej i włączyłam mikser. Jak nie widziałam już białych śladów posmarowałam gofrownicę olejem, wylałam na nią trochę ciasta z miski i zamknęłam górną część urządzenia. Po pięciu minutach wyjęłam gotowego gofra i położyłam na talerz, tak zrobiłam z trzema kolejnymi. Z gotowymi goframi usiadłam przed telewizorem i oglądałam jakieś dziwne top model. Nigdy nie lubiłam kanałów gdzie są cały czas pokazywane jakieś durne modelki i nie rozumiem jak można się nimi fascynować. Na ulicy widziałam ładniejsze, a te z telewizji są chude jak anorektyczki i nie śmiem myśleć, że tak nie jest. No ale cóż, co innego mogę oglądać o siódmej rano. Na pewno nie rozmowy w toku. Wyjechałam z garażu o siódmej trzydzieści. Na parkingu szkoły było znowu pełno najdroższych samochodów. Przy jednym z nich stała Rebecca i Natalia. Rebecca to chyba ta, której przez przypadek złamałam wczoraj paznokieć, Natalia to jej przyjaciółka o niesamowicie czarnych włosach. Obie pomimo straszliwego mrozu były w miniówkach, które ledwo zakrywały to co powinny i obcisłych bluzkach z głębokim dekoltem. Trochę je podziwiałam. Ja bym nie wytrzymała nawet minuty tak ubrana. Po pierwsze, nie czułabym się komfortowo. Po drugie, nie lubię spódniczek i sukienek, a po trzecie, zamarzłabym na kość. Minęłam je i zaparkowałam przy lesie, przez który jechałam na motorze z Danielem wczoraj wieczorem. Opatulona grubą, niebieską kurtką, szybkim krokiem poszłam w stronę budynku szkoły. Podeszłam do szafki i zaczęłam wyciągać potrzebne mi podręczniki. Dziś moją pierwszą lekcją była historia z panem Karpem. Nagle ktoś syknął mi do prawego ucha.

- On nie jest taki jak myślisz. – Odwróciła szybko głowę w stronę głosu i ujrzałam Damiana wyciągającego podręczniki z szafki obok.

- Kto taki? – Zapytałam cicho.

- Daniel – Padła szybka odpowiedź.

- A niby jaki jest? – Zapytałam z lekką kpiną w głosie.

- Zły. – Znowu padła szybka i krótka odpowiedź.

- Wiesz co? Nie wiem jaki on jest ale nie wydaje mi się żeby był taki, jak ty mówisz. – odpowiedziałam z lekką złością, modliłam się w duchu że w moim glosie nie słychać tego jak bardzo mnie przeraził.

- A zresztą, skąd mam wiedzieć że nie kłamiesz? – powiedziałam już spokojniej.

- Czasem trzeba ufać na ślepo, żeby pójść dobrą drogą. – Odparł idąc w stronę klasy. Szybko zatrzasnęłam szafkę i podbiegłam do Damiana.

- Dlaczego nie lubicie się z Danielem? – Zapytałam ciekawa czy drugi z braci odpowie mi na pytanie.

- Daniel powiedział że zrobiłeś coś czego nie powinieneś był zrobić. – Dodałam.

- A powiedział ci dlaczego to zrobiłem? Dlaczego on to zrobił? – Zapytał Damian.

- Nie, dlatego pytam ciebie. – Powiedziałam.

- To długa historia i nie chce mi się jej opowiadać. A zresztą, nie znam cię. – Powiedział, a po jego twarzy przeleciał ból. Nie potrafił ukrywać emocji jak Daniel. Nie miałam pojęcia dlaczego to co powiedział sprawiło mu ból, może bardzo chciał mnie poznać? Chociaż w to wątpię. Weszliśmy do klasy przed dzwonkiem, a i tak sala była prawie pełna. Usiedliśmy na swoich miejscach i już się do siebie nie odezwaliśmy, choć miałam wielkie pragnienie jeszcze trochę z nim porozmawiać. Rebecca chwaliła się Natalii swoim nowym błyszczykiem, lecz ta była w zupełnie innym świecie. Podejrzewałam że przyjaźni się z Rebeccą tylko dla popularności. Zadzwonił dzwonek i do klasy wszedł szybkim krokiem pan Karp z resztą klasy. Gdy wszyscy usiedli na swoich miejscach pan Karp oznajmił:

- Otwórzcie podręczniki na stronie sto drugiej i przepiszcie temat. Kto zgadnie o czym będziemy dzisiaj mówić? – zapytał.

- O Rzymie – wykrzyknął jakiś glos z tyłu.

- Byłbym zadowolony, gdyby pan następnym razem się zgłosił przed odpowiedzią, panie Gemmell – odpowiedział nauczyciel.

Reszta dnia minęła podobnie. Nie miałam dziwnej rozmowy z którymś z barci Karnikow, na każdej lekcji odpowiedziała przynajmniej jedna osoba bez zgłoszenia. Do domu wróciłam o piętnastej trzydzieści. Gdy weszłam do kuchni zobaczyłam gotującą się zupę, co oznaczało, że Magdalena już wróciła z pracy. Podeszłam do garnka i podniosłam pokrywkę.

- Pomidorowa. – pomyślałam.

- Twoja ulubiona, zupa krem pomidorowa z bazylią i grzankami. – ułyszałam z tyłu glos Magdaleny.

- To fajnie, czyli nie będę musiała w szkole żywić się tymi obrzydliwym jedzenio podobnym czymś z automatów? – powiedziałam.

- Jak było? – zapytała.

 

- Było idealnie nudno. – odparłam.

 

- Masz ochotę na zupę? – padło kolejne pytanie.

 

- Nie, nie jestem głodna. – powiedziałam i pobiegłam na górę odrabiać lekcje.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Paradise 9 miesięcy temu
    Za krótko jak dla mnie xD ale nie przejmuj sie tylko ja pisze tasiemnce haha xD trochę mało akcji, mam nadzieję że w kolejnej części będzie więcej :) szkoda że Daniel nie odezwał się w szkole.. czekam na więcej :)
  • Erupcja 9 miesięcy temu
    Trzy ostatnie zdania z dialogu mi gdzieś wcięło ;/

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania