Kula

Raz lepiej, raz gorzej.

Dużą kulę pod górę toczę.

Osuwam się w tył pod jej ciężarem.

Zapieram się w miejscu stopami.

Łapię głęboki oddech.

Pochylam głowę w jej stronę.

Z uporem pcham ją ku górze.

Jeszcze tylko kawałek,

Kilka kroków i będzie na szczycie.

Z białej śnieżnej masy,

Bałwana brzuch będzie wspaniały.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • detektyw prawdy 8 miesięcy temu
    Dam4
  • Szudracz 8 miesięcy temu
    Licytować się nie mogę, więc się zgadzam na 4 :)
  • Adam T 8 miesięcy temu
    Jak dla mnie wiersz o tym, że wszystko jest nietrwałe Ciekawy, nie banalny. Daję 5
  • Szudracz 8 miesięcy temu
    Bardzo dziękuję:)

Napisz komentarz