Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

LBnP XII – Ego

Patrzeć w górę, między liście, aż zakręci się w głowie. Słońce już nie oślepia, schyliło się nad zachodem, zapadło między ciemne kształty blokowiska, przymknęło oczy przed kłującymi antenami na dachach.

Gdzieś z boku zakrada się noc. Ptaki cichną. Słychać coraz wyraźniej miarowe, nieustępliwe kroki – defilada ciężkich butów mroku po czerwcowej trawie. Nie wolno patrzeć w bok. Niechby zawirowało ciemniejące niebo, niechby się rozszalały liście targane przedwieczornym wiatrem, ale patrzeć nie wolno – nocy się to nie spodoba.

— Jak myślisz, tato? Czy to się nocy spodoba?

— Fantazjujesz.

— Kiedy tak siedzieliśmy ostatnio sam na sam?

— Ja już lat nie liczę.

— Ale ja pamiętam. W parku, nie raz. Rozmowy, rozmowy, rozmowy...

— Tak. Tak było.

Znów cisza. Pojedyncze światełka, ogniki, na tle posępniejącej zieleni; świetliki dla zagubionych, jakby słabnąca pamięć puszczała oczko: „Patrz, znów zapominam. I co mi zrobisz?”.

— Próbowałem cię przepraszać, tato.

— Na pewno? Za co?

— Wiesz.

— Ale ty może nie wiesz. Mówisz do mnie „tato”, ale nic nie rozumiesz. Kiedyś mówiłeś po imieniu, jak do kolegi. Dlaczego teraz „tato”?

Kanciaste plamy wieżowców tłamszą gasnącą plamę czerwonego słońca – grzęźnie w horyzoncie; jest bierne, nie walczy.

Nad głową śmignęło kilka spóźnionych gdzieś jeżyków, rozpołowiły ciszę przeciągłymi gwizdami. Ptaki naprawdę są wolne?

— Milczysz, synku.

— A od kiedy mówisz do mnie „synku”?

— Tak. Odbić piłeczkę. To zawsze umiałeś.

* * *

Mrok przedpokoju. Powietrze martwe od zapachu moczu. Wilgoć. Smutek. Hałasujący telewizor kupiony na raty lata temu. W ciemnym pokoju, pod oknem, na podłodze, na prowizorycznym posłaniu z karimaty i dwóch kołder, siedzi stary człowiek w burym swetrze zapiętym pod szyję; w czarnych, polarowych, podwiniętych pod kolana spodniach. Skarpety frote zsunięte do kostek, nad nimi sine, spuchnięte nogi. Posłanie mokre i cuchnące; wilgotny, bordowy koc w granatową kratę, zwinięty niedbale, służy za stolik. Leży na nim płaski talerz pełen okruchów i skórek od chleba – są za twarde, żeby je pogryźć.

Na stole typu „jamnik”, nakrytym plastikową serwetą, stoją dwa kubki: jeden wewnątrz zapleśniały i pokryty ciemnymi plamami po ekspresowej herbacie, drugi przeźroczysty, zakamieniony, do połowy pełen wody. Obok nich spodeczek skazany na karę śmierci przez bycie popielniczką. Ze środka „jamnika” wyrasta pusty, żółty wazon.

Stara meblościanka, dwudrzwiowa szafa, wytapetowane ściany – pożółkłe i tłuste od nikotyny – dosłownie przytłaczają.

Wszędzie kurz i lepkość.

— Otworzę tu okno, tato, na dworze jest prawie trzydzieści stopni.

Stary człowiek unosi głowę, ciężką od zarostu twarz kieruje w stronę syna.

— Po co przyszedłeś?

— Tato...

— Nie chcę cię tu.

Syn opuszcza wzrok, podchodzi do zapadniętej wersalki. Zdejmuje z ramienia czarną, sportową torbę, kładzie ją w samym środku wgniecenia.

— Jedzenie, ubrania...

— Zabierz to stąd.

— Tato...

— Nie mów tak! Tobie zabraniam.

* * *

Tak jest, znowu siedzi ta suka i płacze. Bo co? Bo późno? Niech się udusi od tego płaczu! Niech nawet się nie odzywa! Niech nawet nie próbuje! Niech...! No, tak! I się zaczyna! Człowiek ledwo wejdzie do domu i już! Płacz i zgrzytanie zębów! I czego?! Czego się czepiasz?! Jakie miałem dziecko przyprowadzić?! Skąd?! Siedzisz w domu, to przyprowadzaj! Późno?! Jakie „późno”?! Tak, z nią byłem tak długo! Kupowaliśmy stoliczek do dziecinnego pokoju! Ale tobie nic do tego! Już ci nagadały koleżaneczki?! Suki te?! Biurwy pierdolone! Ich trzeba, na tych przerwach na fajkę, na stół kłaść i rżnąć, bo to wszystko z niedojebania się takie robi. Te sukieneczki, spodeneczki, alladynki, szpileczki, kto się tak do biura ubiera, do pracy?! I papieroski slimy, no, tylko na stół i po całości! A ciebie się brzydzę! Tych twoich szlochów, siorbania tych łez, pociągania nosem, jakby nie było chusteczek, tego ciągłego jęczenia, skomlenia! Dość! Zabieraj łapy! Nie szarp tu mi się i zapierdalaj po to twoje dziecko! Jak, kurwa, pół godziny dłużej poczeka, to jej się nic nie stanie. I weź, zamknij ryj...! A po co mój ojciec?! Po chuj?! Po co?! Kurwa, po co dzwoniłaś?! Po co jęczałaś do tego zasranego telefonu?! Kurwa! Ja ci zaraz dam powód do jęczenia! Ścierwo nieudaczne, ty! Złapię za łeb, jebnę o kant parapetu! Aż ci krew uszami pójdzie! Od razu polecisz po córcię, zamiast tu siedzieć i do mojego ojca dzwonić! Chodź tu, kurwa! Teraz mi spierdalasz?! Teraz to za późno! Córkę policja przyprowadzi, a ciebie tu znajdą z rozjebanym łbem! A ja sobie do niej pójdę i będę wreszcie normalnie żył!

* * *

Stara ławka w dziczejącym, miejskim parku. Ojciec i syn, rozparci wygodnie, z dala od zgiełku, ludzi, niepotrzebnych problemów; sam na sam.

— Ale wiesz, co jest najgorsze? — Syn trzyma puszkę piwa. Obok, w plastikowej siatce są jeszcze dwie. — Nie to, że już z nią nie jestem. Ona, to tylko ona. Ale najbardziej tęsknię za tym małym, siedmioletnim potworkiem, rozumiesz? Za tą małą Blair Witch wiedźmą, która rzucała butem w drzwi, kiedy wiedziała, że za nimi stoję, najbardziej tęsknię. Albo wrzeszczała „bo moja mama ma mnie w dupie”, kiedy u nich siedziałem, a mała, z zazdrości, wiesz, o mamę, robiła się nagle strasznie głodna. „Ja jestem głodna, ale moja mama ma mnie w dupie”, na całe gardło w przedpokoju, rozumiesz? Żeby cała klatka schodowa słyszała. A potem szła do kuchni, kładła się na ławie i głośno płakała, ale to tak głośno, że sobie nie wyobrażasz. To była taka, wiesz, udawana rozpacz na cały regulator. I udało mi się tą bestię oswoić. I się do niej strasznie przywiązałem. Do takiego maleństwa.

Ojciec patrzy gdzieś przed siebie. Oczy lśnią od niechcianych łez. Pociąga nosem, unosi do ust puszkę, pije łapczywie kilka łyków. Łzy toną. Twarz zachowana.

— Cieszę się, że mi to opowiedziałeś — mówi, starając się uśmiechnąć.

* * *

— To ty, tato, całe życie odbijałeś piłeczkę, nie ja!

— Nie podnoś tu głosu.

— Nikogo nie ma. Noc prawie. Pusto. Nikt tu po nocy nie chodzi, może pijaki. A ty znowu nie słuchasz! A wtedy, u ciebie, pamiętasz? Zawziąłem się i nie wyszedłem. Lżyłeś mnie. Poniżałeś. Ale nie ruszyłem się. Wbetonowałem torbę w wersalkę i nie poszedłem. Wytrzymałem z twoim telewizorem, smrodem, uporem aż do nocy; aż wreszcie zasnąłeś w tym barłogu. I słyszałem jak lejesz pod siebie, jak to chlupie! I w końcu zasnąłem. I obudziło mnie coś, jakby ktoś plastikową butelkę skręcił. Włączyłem światło, a ty miałeś głowę wkręconą w poduszkę. I fioletowy byłeś. Zadzwoniłem po karetkę, mówię, że padaczka, że pierwszy atak od dawien dawna...!

— Proszę cię. Nie musisz krzyczeć. Tu jest tak cicho, że możemy mówić szeptem. I już nie pij. To nie pomaga.

— I kto to mówi?! Kto do końca kuśtykał na klatkę, żeby zapalić?! Ja?!

— Synku...

— Nie wiem, po co tu przyjechałem. Nie wiem. Nie wiem, nie wiem...

— Bo chciałeś przeprosić.

— Nie wiem, może i chciałem.

Chłodny podmuch wiatru. Ogniki kładą się, strwożone, drżące, niektóre nikną. Ciemność zwycięża. Już nie nadchodzi, teraz stoi na szeroko rozstawionych nogach, wygrażając nieobecnemu słońcu.

Syn ociera policzki. Wstaje ciężko z miękkiej trawy, chowa pustą puszkę do plastikowej siatki. Gdzieś po drodze będą jakieś kontenery na śmieci.

— Do jutra, tato. — Całuje palce i kładzie dłoń na porośniętym trawą, zapadniętym kopcu bez krzyża.

Średnia ocena: 4.9  Głosów: 11

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Justyska 4 miesiące temu
    Mój czas się skończył, ale wrócę w wolnej chwili:)
  • Szudracz 4 miesiące temu
    Nie biorę udziału w Bitwie, ale temat jest ten sam. Zaskakujące jest, to że o tych samych osobach.
    Odnośnie tekstu, uderza dogłębnie, koniec wręcz dobija.
  • Adam T 4 miesiące temu
    Ostatnio jakoś nie wychodzi mi nic lekkiego ani wesołego.
    Pozdrawiam ;)
  • Literkowa Bitwa na Prozę 4 miesiące temu
    Witamy następne opowiadanie. Brawo!
  • KarolaKorman 4 miesiące temu
    Przeczytałam z wielkim zaciekawieniem.
    Ile trzeba czasu, by usiąść i porozmawiać, zdobyć się na rozmowę, chcieć powiedzieć, co się czuje, wyznać prawdę? Czasem może być za późno.
    Mocny, przykry tekst.
    Zostawiłam 5 :)
    Pozdrawiam :)
  • Adam T 4 miesiące temu
    Ogromne dzięki, źe zajrzałaś.
    Również pozdrawiam ;)
  • Justyska 4 miesiące temu
    Oczywiście warto był przeczytać. Trudna rozmowa, trudne wspomnienia, smutny koniec. Napisane bogatym językiem.
    Bardzo, bardzo na tak.
    Pozdrawiam!5
  • Adam T 4 miesiące temu
    To ze "skręceniem butelki", to autentyczna historia.
    Ogromne dzięki.
    Również pozdrawiam ;)
  • Justyska 4 miesiące temu
    przykre... Opisać rzeczywistość jest trudniej niż wymyślić historie
  • Adam T 4 miesiące temu
    Bywa, że nie trzeba nic wymyślać, wystarczy posłuchać. Potem zmiksować ;)
  • Blanka 4 miesiące temu
    Świetnie napisany tekst. Trudny, przerażająco smutny, uderza w serducho z ogromną mocą. Te opisy poprzedzające dialogi/monologi - wprowadzają (nie wiem czy to właściwe słowo) niesamowity klimat. Wielkie brawa. Zostawiam komplet gwiazdek i pozdrawiam.
  • Adam T 4 miesiące temu
    Te opisy, to po części myśli/wyobraźnia bohatera, syna. Pokazują jego złożoność, kontrastowość, subtelność razem z perfidią.
    Bardzo dziękuję, że zajrzałaś.
    Pozdrawiam również ;)
  • Bożena Joanna 4 miesiące temu
    Jest to wstrząsający tekst, bliscy sobie ludzie nie potrafią znaleźć wspólnego języka. Główny bohater pragnie porozumienia z ojcem, ale pomiędzy nimi jest przepaść nie do przebycia. Z ojcem stara się porozumieć, ale z żoną (partnerką) jest bezlitosny. Gdy odchodzi, tęskni za jej córką, której nie chciał iść poszukać. Widzę tu dwa paradoksy, relacje z ojcem i relacje z dzieckiem. W obu sytuacjach widzimy jego dwa oblicza. Muszą go gnębić wyrzuty sumienia w stosunku do ojca, przychodzi na jego mogiłę. Towarzyszą mu puszki z piwem, a to oznacza problem alkoholowy, który chyba od początku musiał utrudniać wzajemne relacje. Ładna stylistyka i odniesienia do zachody słońca i nocy.
    Pozdrowienia!
  • Adam T 4 miesiące temu
    Nawet nie wiedziałem, że aż tyle można z tego tekstu wyczytać ;)
    Oczywiście, żartuję. Bardzo dziękuję za ten komentarz. On znaczy, że moje pisanie ma jakiś sens, że te obrazy tworzą całość, mówią coś.
    Dziękuję.
    Pozdrawiam ;)
  • pasja 4 miesiące temu
    Dzień dobry
    Dlaczego zawsze tak jest, że pozostają niedomówienia i oskarżanie się wzajemne za coś co tak naprawdę jest małą rzeczą. Z biegiem lat problem narasta i już nie potrafimy sobie z nim poradzić. To widać na każdym kroku jak nie możemy się ze sobą dogadać.
    Bardzo smutna historia i przerażająco prawdziwa. Te dialogi i rozmyślania syna mają drugie dno... alkoholizm. Pewnie można było temu zaradzić, ale czasami głupia zadra w sobie nie pozwala. Budzi nas sumienie kiedy jest już za późno, rusza nas sumienie.
    Dobry tekst na głębszą refleksję.
    Pozdrawiam i miłego dnia
  • Adam T 4 miesiące temu
    Wiesz, Pasjo, alkohol jest wszędzie. Tutaj nie chciałem go za bardzo eksponować, żeby nie stał się jedynym imperatywem bohaterów, ale z drugiej strony, jak mówi dobra księga, alkoholizm nie "polega" na ilości wypitej, jeno na "regularności przyjmowania" choćby i niewielkich dawek procentów.
    Cieszę się, że tu zajrzałaś.
    Pozdrawiam ;)
  • Literkowa Bitwa na Prozę 4 miesiące temu
    Zapraszamy Szanownego Autora na Forum do glosowania
  • Canulas 4 miesiące temu
    Opisy cudownie brudne. Tekst jak koszulka. Blisko, bardzo blisko ciała. Język bogaty i niebiorący jeńców. No i końcówka.
    No pięknie.
  • Adam T 4 miesiące temu
    Kopę lat, chciałoby się rzec ;) Dzięki, że spojrzałeś łaskawym okiem.
    Pozdrawiam ;)
  • betti 3 miesiące temu
    Cholera, mocne to jak cios między oczy, a zacząłeś tak ładnie prozą poetycką... Malujesz obrazy i ludzi po mistrzowsku. Wielkie wyrazy uznania, naprawdę.
    Pozdrawiam.
  • Adam T 3 miesiące temu
    Tobie także dziękuje za łaskawe oko.
    Pozdrawiaki ;)
  • jolka_ka miesiąc temu
    Powtórzę za Betii "zacząłeś tak ładnie...", a później zgrzyt i przenosisz czytelnika o kilka oktaw niżej. I fajne to jest! I mocne takie. I dobrze, że to nie kolejny, tylko, piękny opis, ale coś więcej. Czytałam Twoje komentarze z pogromu i tak sobie pomyślałam, że zajrzę. I nie żałuję, że padło akurat na ten tekst. Końcowka bardzo dobra, zaskakująca. Bohaterowie wierni swoim charakterom. Malujesz lirycznie, refleksyjnie, a z drugiej strony za pomocą mocnych, dosadnych słów ;)
    Pozdrawiam.
  • Adam T miesiąc temu
    Witaj. Po raz pierwszy "u mnie". Bardzo cieszę się z wizyty i komentarza. Ten tekst mnie samego sporo kosztował.
    Pozdrawia serdecznie ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania