LBnP nr XVIII _ Wesołe zwłoki – Niebezpieczne hobby

Łysa Polana była jak pustynia. Nie było na niej życia. Ani sowy, ani rybitwy. Gorzej, nie było ani jednej leszczyny, ani jednego orzecha, ani dębu, ani jednej sosny, ani kępki trawy. Nie było już lasu. Jedynie szumiało ukryte za skarpą Łysko... jezioro, które tej nocy znowu połknęło życie.

 

Trzy dni wcześniej...

Wsiadłam do swojej czarnej Mery i pojechałam na Łysą Polanę. Plan doskonały zaczynał się ziszczać. Jadąc, jeszcze raz analizowałam za i przeciw swojej decyzji. Nic nie było przeciw, nic nie było zamiast. Wszystko było za. Cztery lata małżeństwa to tylko ryby, pieprzone ryby. Wędki, spławiki, kołowrotki, podbieraki, żyłki, krzesełka i inne duperele.

W szafie wodery, w lodówce robaki, a w łazience wypreparowany sum pospolity... okaz złowiony w jeziorze: 102 kilogramów i 258 cm długości. Twoje największe szczęście.

— A ja pierdolę takie szczęście — zawyłam z bólu, jaki tkwił we mnie.

Nie było ciebie kiedy poroniłam, nie było ciebie kiedy wykryto u mnie guzek piersi. Nie ma ciebie w weekendy i nie ma kiedy cię potrzebuję.

Jechałam wreszcie po wolność.

Wysiadłam z auta, zabrałam z bagażnika narzędzia i inne akcesoria. Pod pomostem na trawie czekała twoja łódź, cała w swojej krasie piękna Penelopa... miłość do urzygania.

— Patrz franco! — krzyknęłam. — Już niedługo pójdziesz na dno razem z tym palantem.

Wzięłam wiertarkę i zaczęłam z całej mocy wiercić dziury w podbrzuszu tej dziwki. Pięć wystarczy – pomyślałam. Zakleiłam masą plastyczną, która dzisiaj po wypłynięciu zacznie chłonąć wodę i wypełniać łódź. Trzy godziny spokojnego wędkowania, a potem obliczone perfekcyjnie, rozpocznie się zatapianie. W ciemności nocy, na bezludziu pochłonie go głęboka toń.

— Skończone — odetchnęłam z ulgą. Wszystkie ślady zlikwidowałam.

Za dwie godziny byłam już u mojej kochanej teściowej. Alibi nie do podważenia.

Wieczorem zadzwonił Edward, oczywiście do mamusi. Włączyła na głośnomówiący.

— Jestem w Penelopie, cudowny blask zachodzącego słońca i letni wietrzyk muskają moje serce — zawodził — szkoda, że was tutaj nie ma — ciągnął — szczególnie ciebie moja żonko, ale może kiedyś się skusisz — mówił twierdząco. — Kocham was. Za dwa dni wracam z ogromną rybą! — zarechotał.

— Uważaj synku na siebie, miałam niedobry sen. — Ze smutkiem zakończyła mamusia.

Po dwudniowej nasiadówce u świekry, wynicowana na wszystkie strony wróciłam do domu. Jaki błogi spokój przywitał mnie już od drzwi. Edwarda nie było, ale jeszcze nie będę zgłaszać zaginięcia. Był wieczór, dopiero dwadzieścia osiem po dwudziestej. Często wracał późną nocą z tych swoich pieprzonych połowów. Nie ma co się wyrywać za szybko, pomyślałam.

Położyłam się i nie mogłam usnąć, nasłuchiwałam czy nie otworzą się drzwi i nie stanie on w tej militarnej kapocie.

— Kochanie! — zawoła. — Przyniosłem ci rybkę.

— W dupę wsadź sobie rybkę! — wrzasnęłam.

Zmęczona zasnęłam. Śniły mi się bardzo dziwne rzeczy: bagniste, niekończące drogi wiły się pośród mokradeł i wysokich drzew na tle szaro sinego, chmurnego nieba. Przez sen przewijał się motocyklista. Wyjeżdżał harleyem z czarnego, pełnego szlamu rowu. Był bez głowy. Obudził mnie dźwięk telefonu... dzwoniła teściowa.

— Przepraszam, że o tak późnej porze dzwonię — powiadomiła. — Ale Edward nie odbiera i denerwuję się.

— Jeszcze nie wrócił — odpowiedziałam.

— I ty możesz spać tak spokojnie! — krzyknęła. — Trzeba zawiadomić Policję — głos jej się łamał.

— Ale posłuch...

Rozłączyła się. Starałam zachować zimną krew i przygotować się psychicznie. Wstałam, nalałam pół szklanki czystej. Wypiłam jednym haustem. Tłumaczyłam sobie: Agato, jutro tam wejdziesz, każą ci zobaczyć ciało – to będą jego zwłoki. Powoli do nich podejdziesz i oswoisz się z metalicznym, chłodnym powietrzem tego miejsca. Zobaczysz jutro trupa, a trup to trup, taki jak żywy, tylko że nieżywy, tym bardziej nic ci nie zrobi. Dasz radę.

Około godziny szesnastej następnego dnia weszłam do szpitalnego prosektorium. Na metalowym stole leżały nagie zwłoki młodego mężczyzny bez głowy. W powietrzu unosił się dziwny, słodkawy zapach. Nie, nie był to smród. Bardzo specyficzny, ledwo wyczuwalny. Był to zapach świeżych ludzkich tkanek.

Nad stołem stał wysoki, barczysty mężczyzna w kitlu z folii i masce na twarzy. W ręku dzierżył piłę elektryczną. Kiedy mnie zobaczył, odłożył piłę i podszedł do mnie. Zdjął maskę i powiedział sucho.

— Witam panią, czy do rozpoznania topielca?

A ja stałam i patrzyłam na człowieka bez głowy. Człowieka z mojego snu. Ciało pokryte plamami z widocznymi pod skórą naczyniami krwionośnymi. Wciąż mające ludzkie dłonie z siecią linii papilarnych i z obrączką... O ile korpus, wnętrzności, nogi można uznać za kawałek trupa, o tyle dłonie są kwintesencją człowieczeństwa.

— Linka zrobiła swoje — usłyszałam za plecami. — Narządy ma zdrowe, chociaż tyle dobrego z niego będzie. — A mąż? — zapytał.

Weszliśmy do drugiej sali. Patolog rozsunął suwak szarego pokrowca i zostawił mnie samą. Leżał i z tym swoim cynicznym uśmieszkiem sprawiał wrażenie wesołego trupa. Dobrze się bawił jak zawsze, nawet po śmierci.

Patrzyłam i wcale nie czułam żalu. Jednak nie wytrzymałam.

— Ty draniu! — zawyłam. — Gdybyś został w ten weekend — szlochałam.

Wyszłam.

— Proszę o pobranie narządów z tamtego truchła, jeśli coś się nadaje — rzekłam.

Olbrzymi mężczyzna podał mi arkusz do podpisania zgody.

 

— A tu proszę, wizytówka firmy pogrzebowej "Wesoły Trup" — podał karteczkę z uśmiechem. — Świadczymy profesjonalne usługi. Wszystko pani znajdzie tutaj w naszym katalogu, wręczając mi niebieską teczkę.

W domu przejrzałam wszystkie atrakcje Wesołego Trupa i wybrałam opcję "Na ryby".

Zadzwoniłam do domu pogrzebowego...

— Proszę bardzo o pochówek w atmosferze hobby mojego zmarłego męża. Na ryby — poinformowałam. — Jeszcze dziś dostarczę suma który spocznie razem z bohaterem.

 

W domu pogrzebowym leżał sobie w zielonej trumnie. W całym rynsztunku włącznie z woderami na nogach, wyglądał znakomicie. Przytulał wyschnięte usta suma, uśmiechając się przy tym słodko. Wokół trumny piękne Rusałki z sąsiedniego Lunaparu robiły za płaczki.

Przy dźwiękach piosenki „Wszystkie rybki śpią w jeziorze” odbyła się ceremonia ostatniego pożegnania mojego męża.

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 15

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Angela 2 miesiące temu
    A nie prościej się rozwieść? Chociaż historyjka można by powiedzieć smutna i z trupem, to ubawiłam się setnie : )
  • pasja 2 miesiące temu
    Witaj
    Pewnie można inaczej się rozstać, ale tekst jest na wesoło.

    Pozdrawiam serdecznie
  • 00.00 2 miesiące temu
    Połowy były udane i z pasją. ;)
  • pasja 2 miesiące temu
    Witaj
    Tak bardzo udane. Pozdrawiam
  • refluks 2 miesiące temu
    "— Proszę o pobranie narządów z tamtego truchła — rzekłam.

    Olbrzymi mężczyzna podał mi arkusz do podpisania zgody."


    Tak z ciekawości. Chodzi mi o czas. Z nieżyjącego się bierze organy, czy to kwestia przekraczania granicy życie/śmierć czy to jeszcze żyjący na sto procent musi być, żeby organy nadawały sie do przeszczepu.
  • pasja 2 miesiące temu
    Witaj
    Tak masz w pewnym sensie rację, ale nie do końca. Po śmierci człowieka nie można pobrać narządów ukrwionych. Wszystkie takie narządy pobiera się od osoby z bijącym jeszcze sercem, która formalnie jest zmarła czyli odkorowana. Są to wątroba, nerki, płuca, serce itp. Ale po śmieci, z martwych już zwłok można pobrać: skórę, ścięgna, powięzie, chrząstki, kości, soczewkę, rogówkę itp.
    Może powinnam to zaznaczyć, ale cały tekst jest fikcją, więc pozostawiam to dla elokwencji czytelnika.
    Pozdrawiam
  • Bożena Joanna 2 miesiące temu
    Pasjo, udało Ci się ciekawie przerobić ten ironiczno-makabryczny temat. Co znaczy zemsta kobiety! Serdecznie pozdrawiam w Wieczór Mikołajkowy!
  • pasja 2 miesiące temu
    Witaj
    Kobieta potrafi dużo znieść ale istnieją też pewne granice. Cały tekst jest lekko przebarwiony humorem więc trzeba brać trochę inaczej.

    Dziękuję i pozdrawiam
  • Dekaos Dondi 2 miesiące temu
    Bardzo malownicze przedstawienie tematu. Jeszcze ta wesoła piosenka na koniec. Zemsta z klasą i wyobraźnią. Nie tam jakaś byle jaka.
    W moim guście. Pozdrawiam→5
    P.S. Wszystkie śpią, ale jedna się nie obudzi - dodała w myślach:~)
  • pasja 2 miesiące temu
    Witaj
    Takie odkurzone opowiadanie po częściowej rekonstrukcji. Ale cieszę się, że na wesoło bierzesz sprawy.

    Miłego wieczoru
  • sensol 2 miesiące temu
    całkiem fajne. nie wiedziałem gdzie mnie poprowadzi. coś ma :)
  • pasja 2 miesiące temu
    Witaj
    To chyba dobrze, że coś ma;))
  • sensol 2 miesiące temu
    pasja tak! podoba mi się koncept, że mąż byl tak zadowolony z siebie i bezrefleksyjny (raczej), że to przeniosło się nawet w jego bytowanie posmierci. (jeżeli bycie trupem można nazwać bytowaniem)
  • pasja 2 miesiące temu
    sensol dzięki a bytowanie? Ja wierzę, że będziemy gdzieś tam patrzeć z góry popijając truneczki
  • sensol 2 miesiące temu
    zamienimy się w kałużę zgnilizny. może to i lepiej.
  • Literkowa Bitwa na Prozę 2 miesiące temu
    Witamy w Bitwie
  • kalaallisut 2 miesiące temu
    Dobre :)) Czego to kobieta nie wymyśli jak w końcu weźmie los w swoje serce! :)))) Poza tym metaforycznie bardzo życiowe...
  • pasja 2 miesiące temu
    Witaj
    Kobiety zawsze myślą sercem. Dlatego panowie hobby powinno się mieścić w granicach rozsądku.
    Miłego wieczoru
  • Mane Tekel Fares 2 miesiące temu
    Cherchez la femme... i mówiąc szczerze tego się spodziewałem, a chyba zabrakło. Opowiadanie bardzo przyjemnie się czyta, ale uwielbiam kryminały i super byłoby nieco skomplikować fabułę. Zbyt logiczne, jak na kobietę, która nie działa w afekcie.
  • pasja miesiąc temu
    Witaj
    Bardzo miło i dziękuję za spojrzenie. Cóż każdy co innego widzi. Pozdrawiam serdecznie
  • Głosowanie rozpoczęte. Zapraszamy na Forum.
  • Justyska miesiąc temu
    Witaj Pasjo, czy to świetne opowiadanie było już kiedyś publikowane? Bo mam wrażenie, że już je czytałam. Tak czy siak świetna historia, ironiczna tak jak lubię i lekko napisana. Bardzo na tak
    Pozdrówka!
  • pasja miesiąc temu
    Witaj
    Masz rację, ale po częściowej przeróbce wyszło jak wyszło. Dzięki za akceptację.
    Pozdrawiam cieplutko
  • Ritha miesiąc temu
    Początek – konstrukcja absolutnie niegryzących się powtórzeń, to sztuka. Plus to : „Jedynie szumiało ukryte za skarpą Łysko... jezioro, które tej nocy znowu połknęło życie”
    Tak się powinno zaczynać opowiadania, brawo.

    „Wzięłam wiertarkę i zaczęłam z całej mocy wiercić dziury w podbrzuszu tej dziwki. Pięć wystarczy – pomyślałam” – boskie, upust emocji, czuć je i czuć ich upust

    „Za dwie godziny byłam już u mojej kochanej teściowej. Alibi nie do podważenia” – rodzinny kryminał, pomyśl o serii :)

    „drzew na tle szaro sinego” – wydaje mi się, że: szaro-sinego
    „Wokól trumny piękne” – Wokół*

    Dalej nie kopiowałam, bo się zaczytałam. Uwielbiam to, jak prowadzisz narrację. Historia mi się podobała. Duże 5.
    Pozdrawiam :)
  • pasja miesiąc temu
    Witaj Ritho
    Bardzo miło słyszeć takie słowa. Aż się zastanawiałam czy to o mnie. Dzięki za odbiór i sokoli wzrok.
    Pozdrawiam serdecznie
  • Francis - Gorzalka miesiąc temu
    kobiety są specjalistkami od zemsty i nie dzielą się z nikim swoją własnością... dobry tekst
  • pasja miesiąc temu
    Witaj
    O jak miło. Prawdą jest to co piszesz. Pozdrawiam
  • MarBe miesiąc temu
    Najpiękniejszy moim zdaniem jest początek prawie wszystko obiecuje i może być sam w sobie wielką wartością.
    Pozdrawiam
  • pasja miesiąc temu
    Witaj MarBe
    Złego początki można by powiedzieć.
    Dziękuję i pozdrawiam ciepło

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania