LBnP V - Człowiek i zwierzę - Na smyczy

Wracając z pracy cały czas myślałem czy jeszcze tam wrócę. Co mi po dobrym, służbowym aucie, własnym gabinecie i wielkiej kasie, kiedy wymagania szefa stają się dla mnie coraz bardziej nierealne. Nie sposób dorównać jego chorej ambicji, a ostatni kontrakt, to już w ogóle dla mnie za dużo. Zresztą od kilku tygodni nie mogę spokojnie przespać nocy, myśląc jak sprzedać kolejną firmę z zyskiem dla szefa. Nie, muszę coś z tym zrobić. Jak poruszyć tą sprawę z Agatą? Co jej powiedzieć? Kochanie, zwalniam się? Nie wiem. Jestem zmęczony. Nie ! Jestem przemęczony !

Wpadłem do domu i zrzuciłem płaszcz. Teczki też nie umiałem normalnie odłożyć. Walnąłem ją tak głośno, że Agata szybko przybiegła do przedpokoju i zapytała:

- Co się stało? Co to za hałasy?

- A nic, znowu ta robota, przepraszam, że tak głośno się zachowuje.

- Kochanie tak mi przykro. Pewnie znowu miałeś ciężki dzień.

- I tak, i nie. Wiesz jak to u mnie jest. Sprzedam, źle, nie sprzedam jeszcze gorzej. Mam wrażenie, że co bym nie zrobił, to cały czas słyszę pod swoim adresem jakieś uwagi. Sławek mogłeś to lepiej zrobić, a to mogłeś inaczej sprzedać, a tamto i owamto. A daj spokój.

Nareszcie w domu. Rozsiadłem się wygodnie na kanapie. Miałem się wyciągnąć jak struna i zapomnieć o tym co się dzisiaj wydarzyło, ale po chwili uświadomiłem sobie, że nie przywitał mnie Brutus. Jak szybko wylądowałem na kanapie, tak szybko się z niej podniosłem i zapytałem Agatę:

- Gdzie jest Brutus?

- Otóż twoje psisko, że tak się wyrażę, narozrabiało dzisiaj i postanowiłam zamknąć go, do twojego powrotu, w składziku.

- Co takiego? Gdzie? A co zrobił?

- Wyobraź sobie, że kiedy wieszałam dzisiaj w ogrodzie twoje świeżutko uprane koszule, Brutus postanowił, że się nimi zajmie.

- Jak to zajmie? Co to znaczy?

- Chyba miał ochotę do zabawy, bo kiedy hasał w ogrodzie, zaczął z kosza wyciągać twoje koszule i szalał z nimi po trawniku. Kilka z nich jest do wyrzucenia. Tak się zdenerwowałam, że jak tylko się uspokoił, to go złapałam i schowałam za karę do składzika.

- A to bestia z niego – powiedziałem pod nosem, nie mogąc uwierzyć, że tak się u nas rozbrykał.

- Poza tym nie lubi obroży ani smyczy. Jak tylko mu zakładam obroże i zapinam smycz, to się szamocze. Zrób coś z nim. W końcu to ponoć twój psiak.

- Wiem, też to zauważyłem. Chyba lubi wolność. Pójdę z nim na dłuższy spacer, to może zrzuci nieco więcej energii. Może właśnie tego potrzebuje. Zresztą mi się też to przyda.

- Rozumiem. Taki „męski” spacer chyba obu wam dobrze zrobi. Ochłoniecie i „pogadacie sobie” na osobności, ale proszę cię Sławku, spróbuj nad nim zapanować. Przyda mu się. On się, chociaż ciebie trochę słucha, bo mnie nie za bardzo.

- W porządku. Przebieram się i idę z nim na jego ulubioną polanę. Dam mu tam wycisk.

- Przypnij mu obrożę zanim wyjdziesz. Jestem ciekawa czy sobie poradzisz.

- No cóż, postaram się. Zobaczymy co z tego wyjdzie.

Brutus skomlał pod drzwiami. Słysząc te dźwięki, zrobiło mi żal psiaka i czym prędzej pobiegłem, aby uwolnić go ze składzika. Kiedy słyszał, że się zbliżam, zaczął drapać w drzwi i mocno szczekać.

- No już, już, jestem – przykucnąłem i zacząłem głaskać, aby go nieco uspokoić.

Założyłem obroże i powiedziałem mu, że idziemy na długi, „męski”i wychowawczy spacer. Kiedy go wypuściłem, to prawie mnie przewrócił, nie mogąc się chyba doczekać wspólnego wypadu na polanę. Brutus z radości zaczął podskakiwać, a merdający ogon, rozpogodził moją twarz. Wspólne spacery z Brutusem zawsze mnie odprężają i nawet dzisiejsze zmarnowane przez niego koszule, są niczym w porównaniu z robotą, która od jakiegoś czasu nie daje mi spokoju. Może będę miał okazje przemyśleć dalsze plany i szczerze porozmawiać z Agatą o zmianach.

Mieliśmy już wychodzić, gdy Agata zatrzymała nas krzycząc:

- Założyłeś mu obrożę!?

- Tak! Już idziemy!

- Na smyczy go masz!? - krzyknęła, trzymając w ręku kawał solidnej linki.

Stanąłem jak wryty, bo przez moją głowę przeszło nagle sporo myśli. To niebywałe jak w tak krótkim czasie, na pytanie czy mam go na smyczy, mój umysł poskładał sobie wszystko w jedną całość. Na smyczy. No właśnie. On ma mnie na smyczy. Mój szef ma mnie na smyczy, a ja jak ten jego niewolnik, jestem ubezwłasnowolniony od jakiegoś czasu. Nie pozwolę sobie na takie traktowanie. To niedorzeczne. Koniec z tą pracą i zachłannym szefem, któremu cały czas mało. Spojrzałem na Agatę. Spojrzałem na niczego nieświadomego Brutusa i zdałem sobie sprawę, że odpowiedź co dalej z moim życiem, była w zasięgu mojego wzroku.

Brutus nie lubi obroży. Zdjąłem mu ją. Mój pies lubi wolność i właśnie pomógł mi podjąć decyzję.

- Sławek, weź tą smycz, to nie będziesz miał z nim problemu na spacerze – Agata podeszła do mnie wręczając smycz.

- Nie Agata. Będę go pilnował. On mnie się słucha. Nie lubi smyczy i obroży, dlatego mu ją zdjąłem.

- Żebyś nie żałował Sławek, on potrafi wywinąć niezły numer, o czym ci zresztą wiadomo.

- Wiem, ale właśnie uświadomiłem sobie, że on lubi wolność i potrafi zachowywać się lepiej bez smyczy, niż wtedy kiedy ma ją założoną i rwie się w każdą ze stron.

- Jak uważasz. Bawcie się dobrze i wróćcie niebawem. Przygotuje słodki deser.

Pomachałem Agacie i wyskoczyliśmy z Brutusem na beztroski spacer. Tak wesoło podskakiwał, że i ja z tego wszystkiego zacząłem podskakiwać, czując że zeszły ze mnie trudy dzisiejszego dnia.

W pobliskim koszu wylądowała obroża i smycz.

 

Artbook

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • riggs 5 miesięcy temu
    Pierwszy raz czytam Twoją prozę. I fajnie mi sie skojarzyło zmoim ojcem i jego"pieskiem". Chavez - amstaff, wywoływał na początku na osiedlu zgorszenie i reakcje "Panie weź go Pan na smycz", nie wspomnę o serii gróźb za materiałowy kaganiec. ( Metalowy gryzł do krwi i pewnie szybko straciłby uzębienie ). Teraz jest ulubieńcem babć i dzieci, moherów i osiedlowych spacerowiczów. Biega bez smyczy, słucha Pana o jest ulubieńcem osiedla. Nie przepada za kotami, ale ich nie krzywdzi. Nie lubi tylko ujadających, wrednych mikrych kundelków ( z całym szacunkiem - moja sunia traktuje go jak ojca i vice versa ), oraz strażników miejskich. Jeden próbował krzyczeć kiedyś na Tatę i było grubo... A co do głównego wątku - dlatego jestem na działalności - ciężej, ale mniej patałachów do zbolenia i lepsza kasa. Piona za debiut, bo tekst dobrze napisany i z przekazem. Pozdrawiam
  • Artbook 5 miesięcy temu
    Dzięki riggs za odwiedzinki. Taki raczkujący ten mój debiut, ale pomyślałem sobie, czemu nie i naskrobałem co nieco w temacie. Dzięki za kom i ocenę ! :-) Ale się uśmiałem z tej historii o Chavez'ie ;-D Pozdrawiam !
  • Felicjanna 5 miesięcy temu
    Mój pieseczek, kundel od siedmiu boleści, odszedł do krainy wiecznych łowów po 17 ludzkich latach żywota. Nigdy nie był na smyczy, ale mam podwórko, więc i łatwiejsze było zadanie. I spał w koszyku w domu, chociaż doprowadzał do szału atakowaniem i rozgrzebywaniem każdej, świeżo posianej grządki warzywnej. Podlanych kwiatków trudno zliczyć, heh. I nie mogę jakoś wziąć pieska drugiego...
    Technicznie: Agata wygląda na ułożoną panienkę, to mnie olewa zazgrzytało mi jakoś w jej ustach. A opowieść bardzo sensowna i prawdziwa.
  • Artbook 5 miesięcy temu
    Siedemnaście lat miał Twój pieseczek? Sporo czasu spędził wśród ludzi :-) Musiał mieć u Ciebie dobrze :-) Dziękuje za komentarz i wizytę, a w szczególności za tą techniczną uwagę Felicjanna ! Ponownie zwróciłem uwagę na tekst i muszę Ci przyznać rację, że w ustach Agaty to tak jakoś nie bardzo...zmieniłem, dzięki za podpowiedź, pozdrawiam :-)
  • Literkowa Bitwa na Prozę 5 miesięcy temu
    Na Forum ruszyło głosowanie. Zapraszamy
  • Canulas 5 miesięcy temu
    Ładne. Będę chciał głosować, więc sprawdzam czy wszystko czytałem. Więcej powinienes pisać takich rzeczy.
  • Artbook 5 miesięcy temu
    Dzięki Canulas :-) Ostatnio próbuję sił w prozie. Może wstawię w najbliższym czasie coś więcej ;-) Pozdrawiam
  • Elorence 5 miesięcy temu
    Zwierzęta mają to do siebie, że nawet jak coś przeskrobią to wystarczy zobaczyć, jak cieszą się na nasz widok i cała złość gdzieś ulatuje...
    O ile, nie jestem za wyprowadzaniem psów bez smyczy (nawet wytresowanych) to rozumiem morał zawarty w tekście.
    Każdy powinien być kowalem swojego losu, ale i tak wiemy, że w życiu tak łatwo nie ma...
  • Artbook 5 miesięcy temu
    Dzięki Elorence za ten komentarz :-) Fajne wnioski. Ostatnie zdanie w komentarzu świetnie podsumowuje Twoje przemyślenia :-) Pozdrawiam i dzięki za wizytę !

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania