Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

LBnP VI _ Ludzie, ludziom zgotowali ten los - Nie schodź

Nad ranem wyszła z pubu. Było jeszcze ciemno. Od domu dzieliło ją piętnaście minut marszu. Poszła chodnikiem oświetlonym latarniami. Zobaczył ją, gdy już dochodziła do schodów podziemnego przejścia. Powoli ruszył za nią.

 

Usłyszała ciężkie kroki tuż za sobą. Szybko odwróciła głowę. Jasne światło jarzeniówek dobrze go oświetlało. Na jej twarzy pojawił się strach. Wyjęła gaz pieprzowy. Wytracił go jej, zanim zdążyła użyć, po czym mocno uderzył ja pięścią w brzuch. Skuliła się, pociekły jej łzy z oczu. Nie mogła złapać tchu. Uderzył jeszcze raz i jeszcze. Padła na posadzkę podziemia wijąc się z bólu. Wyła jak ranne zwierzę, kiedy zdzierał z niej sukienkę. Wszedł na nią i zaczął wykonywać brutalne ruchy całym ciałem. Chciał zadać jej jak najwięcej bólu. Już nie wyła tylko cicho skomlała. Wykonując rękoma ruchy tak jakby płynęła w wodzie. Zagarniała drżącymi jak podczas delirium paznokciami zimną posadzkę podziemnego przejścia. Chciała wypełznąć spod niego, lecz była zbyt słaba. Dwoje młodzieńców akurat zeszło do przejścia. Szybko zawrócili i zniknęli na schodach. Piekło trwało dalej.

 

Gdy już skończył, zaczął się na nią drzeć. Wpił palce w jej długie zmierzwione, czarne włosy, po czym zagarnął je mocno w pięści, odchylając jej głowę w górę i z impetem uderzył nią o twarde kafle. Krew rozbryznęła na kilka metrów. Powtórzył to kilka razy. Wstał nadal przeklinając w jej kierunku i zaczął kopać po brzuchu i twarzy. Gdy już przestała dawać oznaki życia, odszedł na chwilę od niej. Chodził w tę i z powrotem. Po chwili wrócił i zaczął robić to ponownie. Tym razem poddawała się bezwładnie niczym szmaciana lalka mocnym pchnięciom. W końcu zszedł z niej, splunął na jej zakrwawioną twarz, która spoczywała bezwładnie na zimnej jak śmierć posadce. Odszedł.

 

Nieruchome, zastygłe w bez ruchu ciało młodej kobiety. Czarne czółenka leżały, rozrzucone opodal jej stóp. Podarta niebieska sukienka była zsunięta do kolan. Krótka cienka kurtka zasłaniała tylko górną część jej pleców. Leżała tak jednym bokiem zakrwawionej twarzy wtulonym w twardą posadzkę. Z jej torebki rzuconej pod ścianę, wydobywał się odgłos dzwoniącego telefonu.

 

Po kilkunastu minutach zaczynała budzić się do życia. Powoli wstała na kolana, podpierając się rękoma. Z trudem podciągnęła strzępy sukienki, bo jej zakrwawione dłonie z połamanymi paznokciami nadal bardzo się trzęsły. Z panicznym strachem rozejrzała się dookoła. Wstała i zaczęła iść boso w kierunku najbliższych schodów. Chciała jak najszybciej opuścić tamto miejsce.

 

Gdy wyszła na ulice było już całkiem jasno. Szła przed siebie z szeroko rozłożonymi rękoma, jakby manifestując swą bezradność. Teraz dopiero zaczęła głośno szlochać. Z jej oczu leciały strumienie łez mieszając się z krwią, która ciekła na ubrania. Minęła tak kilka małych grupek młodych ludzi, pewnie wracających z weekendowych szaleństw. Przystawali jak wryci widząc szokujący obraz. Ktoś do niej podszedł, podprowadził na ławkę. Pytał się co się stało. Jednak nie reagowała. Była nieobecna. Gdy mężczyzna dzwonił pod 112 spojrzała na niego wzrokiem, w którym dostrzegł pełnię cierpienia i przerażającą pustkę.

 

***

 

Zbiegł po schodach do przejścia. Od rana jej szukał. Szedł szybko podziemnym korytarzem. Z daleka dostrzegł rzeczy leżące pod ścianą. Gdy rozpoznał w nich buty i torebkę swojej żony nagle stanął jak wryty. Krew zaczęła mocno uderzać w jego skronie. Zaczął wolno podchodzić bliżej. Zdawało mu się, że jest w jakimś strasznym koszmarze. Rytm jego serca jakby zwolnił. Przestał widzieć ściany, wszystko dookoła zdawało się białą poświatą. Widział tylko jej rzeczy. Szybko sięgnął do torebki wyjmując telefon. Wydawało się, że ta czynność zajmuje wieki. W telefonie było mnóstwo nieodebranych połączeń. Od niego. Wszedł na wiadomości wysłane. Ostania wiadomość: „Cześć Miśku. Dzwoniłam do Ciebie, ale już nie odbierałeś. Więc nie chce Cię budzić. Szkoda, że tak wcześnie wyszedłeś z imprezki, bo potem było naprawdę świetnie. Wracam nad ranem z koleżankami więc nie musisz po mnie przychodzić. Kolorowych snów. Kocham Cię :)”

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Szudracz 10 miesięcy temu
    Link już jest, więc ja będę znowu pierwsza.
    Powtórzę się po raz drugi, wstrząsające, zostaje na dłużej.
  • Yourofsky 10 miesięcy temu
    Dziękuję za komentarz. Witam w moich skromnych progach :)
  • refluks 10 miesięcy temu
    Jurowski, co się tak guzdrałeś?
    Jesteś w mej ścisłej czołówce w tym konkursie.
    Ale już jest wszystko git.
  • Yourofsky 10 miesięcy temu
    Witam i Ciebie serdecznie. Jutro przeczytam Twoje opowiadanie konkursowe ;) Mało czasu ma człowiek a tu zaraz do pracy trzeba iść...
  • Literkowa Bitwa na Prozę 10 miesięcy temu
    Otwarte już głosowanie na Forum.
    Zapraszamy
  • Yourofsky 10 miesięcy temu
    Dziękuję za zaproszenie :)
  • Margerita 9 miesięcy temu
    pięć za bardzo fajny tekst

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania