Listy pod piątkę

Fragment I rozdziału

W salonie na wygodnej kanapie ja, Klara, z moją babcią Zofią oglądałam zdjęcia w starym albumie. Nagle zapytałam:

- Babciu, kto to jest? - Powiedziałam wskazując palcem na młodego, przystojnego mężczyznę.

- To jest twój dziadek, a mój mąż.

- Jesteś tego pewna?

- Czy znowu posądzasz mnie o sklerozę?

- Nie, skądże babuniu. A opowiesz mi, jak się poznaliście?

- Jeszcze ci nie opowiadałam? Ile ty masz lat dziecko?

- Piętnaście. A bo co?

- Sprawdzam czy mogę ci opowiedzieć.

- I co możesz?

- Raczej tak, no to słuchaj. Zaczęło się to kilkadziesiąt lat przed twoimi narodzinami. Właśnie poszłam do sklepu po zakupy. On stał pod nim. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Wpadłam w jego ramiona ścięta z nóg. Jednak on po kilku dniach naszej znajomości wyjechał do Paryża. Co dzień pisałam do niego listy, a że nie wiedziałam pod jaki adres je wysłać składowałam je w puszce.

- Masz gdzieś tą puszkę? - przerwałam monolog babci.

- Nie.

- To co się z nią stało?

- Puszkę spakowałam do kartonu i zaadresowałam paczkę na nieznany przez siebie adres. Nikt nigdy mi na nie nie odpisał - dodała zawiedzionym głosem. - Ale wracając do historii. Po kilku miesiącach twój dziadek wrócił z Paryża. Wiesz po co tam pojechał? - Zaprzeczyłam ruchem głowy. - Po pierścionek zaręczynowy. I co ja biedna miałam zrobić? Jak bym mogła go odrzucić skoro klęczał przede mną? - W tym momencie się pogubiłam, bo zawsze myślałam, że babcia chciała wyjść za mąż za dziadka. Babcia widząc niepokój na mojej twarzy dodała szybko. - - Zgodziłam się zostać jego żoną. Pierścionek był przepiękny…

- Masz gdzieś ten pierścionek?

- Poczekaj gdzieś go mam - zaczęła obmacywać kieszenie u spodni i nagle ją olśniło. - Mam go na palcu.

- Wow! Rzeczywiście śliczny, a jak się błyszczy. A dlaczego mówiłaś, że byłaś „biedna”?

- Ponieważ, no cóż, nigdy nie kochałam twojego dziadka.

- Ale przecież mówiłaś, że to była miłość od pierwszego wejrzenia - argumentowałam.

- Tak, to prawda. On się zakochał we mnie, ale ja w nim nie.

- A kto wpadł w jego ramiona? - Przypomniałam babci.

- Ścięty z nóg - poprawiła mnie babcia.

- No dobrze. To kto wpadł w dziadka ramiona ścięty z nóg?

- A zapomniałam wspomnieć. Potknęłam się o kamień, a on mnie po prostu złapał.

- Babciu czasami tej historii trochę nie podkoloryzowałaś?

- Mówiłaś, że nie posądzasz mnie o sklerozę.

- Nie posądzałam - poprawiłam się szybko. - Ale przecież moja mama jest twoją córką.

- Twoja matka była adoptowana. Tylko jej nie mów - poprosiła babcia.

- Babciu, ty naprawdę masz kłopoty z pamięcią - cofnęłam o kilka stron album. - Przecież przed chwilą mi mówiłaś o czasie, w którym byłaś z mamą w ciąży.

- Serio?

- Serio.

- Jak twój dziadek wróci z wojny to mi odświeży pamięć.

- Babciu on nie wróci.

- Dlaczego? Zostawił mnie?

- No, zostawił cię. On nie żyje od ponad 20 lat.

- Naprawdę?

- Tak.

- A jak było na jego pogrzebie?

- Zapytaj się mamy - poprosiłam zrezygnowana.

- A racja, pewnie lepiej to pamięta od ciebie.

- Na pewno. Babciu, a jak wyglądało wasze wesele, to znaczy twoje i dziadka?

- Było jak z bajki. Po prostu wyśnione, wymarzone. Nawet pogoda była ładna. Tylko nasz świadek, twojego dziadka brat, przyszedł pijany na ślub.

- Babciu, a czasami to dziadek nie miał tylko dwóch sióstr, a ty brata?

- A może… Ale, no cóż, to było tak dawno, że chyba można się pomylić, prawda? - Babcia widząc, że plącze się w opowieści szybko dodała. - A tak w ogóle to dochodzi 22:00, a jutro jest poniedziałek i idziesz do szkoły. Dobra noc.

- Dobra noc, babciu - powiedziałam z rezygnacją w głosie, bo chętnie bym się jeszcze czegoś dowiedziała o dziadku, a po za tym nie musiałam iść jutro do szkoły, bo właśnie zaczęły się wakacje, ale nie chciałam jej denerwować. W końcu jutro wyjeżdża do sanatorium.

Poszłam do swojego pokoju, umyłam się i mechanicznie wślizgnęłam się pod pierzynę. Zaczęłam rozmyślać nad tym, co powiedziała mi babcia. Szczególną uwagę przykuła wizja listów w puszce. Byłam ciekawa, czy mi by ktoś odpisał na taki list. I dlaczego ktoś nie odpisał babci? Może tam nikt nie mieszkał? Albo ta osoba była kobietą, a te listy były pisane do mężczyzny.

Po długich rozmyślaniach, które trwały ponad godzinę doszłam do wniosku, że napiszę list pod nieznany przez siebie adres zamieszkania. Jednak, najpierw postanowiłam się wyspać. Zamknęłam oczy i ogarnął mnie bezwład. Trafiłam do krainy snów.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • maga 4 miesiące temu
    Piękna historia.
  • Lida 4 miesiące temu
    Cieszę się, że się podobała.
  • Elorence 4 miesiące temu
    Historia napisana w stylu rodzinnych wspomnień. Jest w porządku. Trochę za mało emocjonalnie, tym bardziej, że była mowa o adopcji, wojnie i inne przekrętach.
    I błąd: "dobranoc" piszę się razem, a przynajmniej w takim kontekście.
    Dam piąteczkę na początek i pozdrawiam :)
  • Lida 4 miesiące temu
    Dziękuję bardzo za uwagi. Z tym "dobranoc" od początku mi coś nie pasowało, ale nie wiedziałam co. Również pozdrawiam.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania