,,Mamo, tato...Tak bardzo mi Was brakuję''

Jadąc nocmym autobusem obserwuję ludzi przez szybę. Każdy się gdzieś śpieszy. Niektórzy płaczą, inni się śmieją, a jeszcze kolejni z wielką powagą przeglądają swoje telefony. Opieram głowę o wilgotną szybę i zamykam oczy. Znów widzę ten sam pokój, słyszę krzyki rodziców, płacz dziecka sąsiadów na klatce schodowej, dym powoli ogarnia całe mieszkanie. Zaczynam się dusić, ale wtedy przychodzi tata. Łapie mnie za rękę i prowadzi na klatkę. Nie ma już tam dziecka. Rodzice każą mi iść przodem. Staram się biec jak najszybciej mogę. Nagle słyszę huk za moimi plecami. Zaczynam się powoli odwracać. Kawałek drewnianej belki spadł kilka centymetrów za mną. Pożerają ją języki ognia.

-Mamo! Tato!-krzyczę starając się dojrzeć czegoś tym rozgardiaszu.

Ktoś łapie mnie w pasie odciągając od rodziców. Staram się wyrwać, ale potężne ręcę strażaka mi na to nie pozwalają. Po kilku sekundach jesteśmy na zewnątrz. Staram się tam wrócić, jednak zablokowano mi drogę.

-Tam są moi rodzice...-wyszeptuję upadając na kolana.

Wyglądam żałośnie: cała ubrudzona sadzą, z rozmazanym od łez makijażu i roztrzęsionym ciałem. Jednakże nie interesuje mnie to...Ja...Ja...Chcę ich zobaczyć. Oni nie mogli tak po prostu umrzeć!

 

-Przepraszam...Proszę Pani...

Otwieram powoli oczy lekko zaspana. Zerkam na młodego mężczyznę przyglądającemu się mi z widocznym zaciekawieniem.

-Wszystko w porządku?

Kiwam delikatnie głową i szybko wysiadam z autobusu. Co prawda dwa przystanki za wcześnie, ale chłodne powietrze dobrze mi zrobi. Nikogo prócz mnie nie ma na przystanku. Włączam telefon i widzę ich na wyświetlaczu. Uśmiechnięci, przytulający mnie do siebie jak najmocniej. Przełykam gulę w kardle.

,,Kłamałaś...Obiecałaś, że ze mną zostaniesz''.

Wycieram łzy spływające mi po policzku. Minął miesiąc, a ja dalej płaczę, gdy tylko o nich pomyślę. Wiecie co jest w tym najśmieszniejsze? Bez nich stałam się nikim. Nie chodzico mto, że moja nowa rodzina jest zła...Problem właśnie leży w słowie ,,moja", ponieważ ja swoją straciłam. Chciałabym tylko, aby jeszcze raz mnie przytulili, powiedzieli, że kochają. Odpalam papierosa zaciągając się dymem. Co za różnica czy umrę na raka czy nie? Najwyżej szybciej się z nimi spotkam. Wdycham dym głęboko do płuc dalej pochłonięta moimi rozmyśleniami. Tak bardzo mi ich brakuję...Nic mi ich nie zastąpi. Matczynego ciepła i bezpieczeństwa w ramionach taty. Teraz jestem tylko zagubioną nastolatką w tłumie innych ludzi z problemami.

~~~

2mies. później

Odnalazłam bardzo ciekawych znajomych. Pokazali mi jak zapomnieć o rodzicach...Niestety ich sposób działał tymczasowo, a rany po zastrzykach pozostawały. Jednak wolałabym to, niżeli wciąż płakać do poduszki. Rodzina zastępcza już nie miała na mnie wpływy-trzy dni temu skończyłam osiemnaście lat. Całe moje ciało błagało o pomoc, jednak ona nie przychodziła. Czułam jak z dnia na dzień staję się coraz słabsza, umieram. Kilku znajomych mnie wyprzedziło. To nie ma znaczenia. Niedługo ich też spotkam.

~~

6mies. później

Leżę samotnie na trawie w parku oglądając gwiazdy. Błyszczą niczym diamenty. Zostałam już sama. Dzisiaj kolej na mnie. Z trzęsącą się ręką wstrzyknęłam sobie ostatnią w moim życiu dawkę. O wiele większą niż poprzednie. Zamknęłam oczy.

,,Nie chcę umierać". Czułam jak serce zaczyna mi przyspieszać, a ja spadam w otchłań nicości. Pływam w chmurach śmiejąc się i żartując z rodzicami. Nagle wszystko się kończy. Duszę się własną krwią. To sen czy rzeczywistość? Wszystko mnie boli, płaczę.

-Mamusiu...Tatusiu...Przepraszam, że macie taką żałosną córkę.

Przestaję oddychać. Moja głowa opada bezwładnie na trawę.

Teraz jestem tu z nimi...Oddzielona niewidzialną ścianą. Widzę ich, ale nie mogę dotknąć. Nie zasłużyłam. Zamiast walczyć zniszczyłam sobie życie. Czy było warto? Nie. Zrobiłabym inaczej? Nie. Byłam zbyt słaba na życie bez wsparcia rodziców. Ręcę wyciągnięte do mnie były tylko obłudą. Tak naprawde ludzie nie chcieli mi pomóc. Udawali. Teraz tylko pozostaje obserwować mi ich przez wieczność...W samotności.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • KarolaKorman 14.10.2015
    ,, dojrzeć czegoś tym rozgardiaszu.'' - dojrzeć coś w tym rozgardiaszu.
    ,, rodzice...-wyszeptuję '' - rodzice... - wyszeptuję
    ,, z rozmazanym od łez makijażu '' - z rozmazanym od łez makijażem
    ,,-Przepraszam...Proszę Pani...'' - - Przepraszam... Proszę pani...
    ,, ,,Kłamałaś...Obiecałaś,'' - ,,Kłamałaś... Obiecałaś,
    ,,Nie chodzico mto, '' - tu coś zgubiłaś
    ,,jest zła...Problem'' - jest zła... Problem
    ,, brakuję...Nic mi '' - brakuję... Nic mi (po kropce zawsze spacja)
    ,,2mies. później'' - dwa miesiące później
    ,, rodzicach...Niestety '' - rodzicach... Niestety (po kropce zawsze spacja)
    ,,na mnie wpływy-trzy dni '' - na mnie wpływy - trzy dni (tu też brakuje spacji)
    ,,6mies. później'' - sześć miesięcy później
    ,,-Mamusiu...Tatusiu...Przepraszam,'' - - Mamusiu... Tatusiu... Przepraszam, (spacje)
    ,, z nimi...Oddzielona '' - z nimi... Oddzielona
    ,, wieczność...W samotności.'' - wieczność... W samotności.
    Piękny, wzruszający tekst. Nie oceniam.
  • Rasia 14.10.2015
    Najpierw błędy. Zauważyłam, że problem tkwi głównie w interpunkcji, więc pokażę Ci mały trick, który już wcześniej opisałam jednej z użytkowniczek. Kiedy nie jesteś pewna, czy w zdaniu powinien być przecinek, policz orzeczenia. Powinno być tyle znaków interpunkcyjnych (łącznie z kropką) ile czasowników ;)
    1. "Jadąc nocmym autobusem obserwuję ludzi przez szybę" - nocnym* i przecinek po "autobusem"
    2. "Staram się biec jak najszybciej mogę" - przecinek po biec
    3. Spacja po myślnikach i przed ;)
    4. " Co prawda dwa przystanki za wcześnie, ale chłodne powietrze dobrze mi zrobi. Nikogo prócz mnie nie ma na przystanku." - powtórzenie "przystanek"
    5. "Wiecie co jest w tym najśmieszniejsze?" - przecinek przed "co"
    6. "Wdycham dym głęboko do płuc dalej pochłonięta moimi rozmyśleniami." - przecinek po "płuc"
    7. "Tak naprawde" - naprawdę*
    Podobało mi się zakończenie. Może sam tekst wymaga nieco poprawek, ale zostawię z czystym sumieniem 4. Mam jednak jedno ALE. W ostatnim fragmencie opisujesz narkomankę, która jest już naprawdę uzależniona, skoro kolejna dawka ją zabija. Dwa pytania: Skąd mogła wiedzieć, że właśnie ta dawka będzie jej ostatnią? Po drugie: Narkoman nie myśli na tyle trzeźwo, by wiedzieć, że za chwilę umrze. Z mózgu robi mu się papka i jedyne, o czym jest w stanie myśleć, to jak zdobyć więcej tego, czym może się nafaszerować. Przemyśl to ;) Pozdrawiam i powodzenia w dalszej pracy :)
  • Shina-san 15.10.2015
    Ale trik polegał na tym, że była na granicy życia, a śmierci...Wiedząc, że umiera można powiedzieć, że już była już nieprzytomna. Po prostu chciała się już zabić, bo została sama i przedawkowała, więc dlatego wiedziała, że umrze ^^ Poza tym jak się jest nafaszerowanym nie myślisz o tym...Pojawiają się podczas tego różne anomalie w mózgu: wielka radość, złość, strach...Czasami widzimy niebo tam gdzie jest ziemia, a ziemie tam gdzie niebo, więc niektórzy nie mogą wytrzymać mając lęk wysokości...Wiem ponieważ znam ludzi, którzy o tym opowiadali. Tak naprawdę narkotyki dzialają na każdego inaczej.
  • Lady_Makbet 16.10.2015
    Moim zdaniem piękne i zasluguje na 5
  • comboometga 28.11.2015
    Ślicznie napisane, świetnie zachowałaś klimat. Trzymałaś w napięciu do końca, zasługujesz na więcej niż 5. Cudo!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania