Maska-Rozdział 10

Byli otoczeni, przyparci do muru. Gdyby tylko miał miecz, czy choćby noże, nie musiałby się martwić aktualną sytuacją. Dał się podejść, jak małe dziecko, niemal słyszał srogi głos mistrz, że musi się jeszcze wiele nauczyć. Nie było wesoło, nieuzbrojony z nadmiernie aktywną telepatką naprzeciw bandy świrów, dowodzonej przez jeszcze bardziej opętanych szaleństwem kobietę i mężczyznę. Spokojna wycieczka zamieniła się w katastrofę, mógł to przewidzieć.

Damian uniknął uderzenia laską, która trafiła prosto w ścianę tuż zanim. Powstała głęboka i wielka dziura, gdyby przeciwnik trafił, spowodowałby poważne rany. Chłopak już wiedział, że drewniany przedmiot nie jest tym, za co można by go uważać. Nieprzyjaciel spojrzał na niego zza maski, wyciągając z łatwością tkwiącą broń. W jego oczach nie sposób było znaleźć czynnik ludzki, nawet białka miał barwy zielonej.

— Nie ruszaj się. — Lili machnęła ręką, a najbliższa grupa poleciała w kierunku przeciwnym. — Nie masz mocy, więc ja cię ochronie. Przyjaciele tak robią, prawda?

Damian poczuł narastającą wściekłość, ile razy ktoś mu mówił, że nic nie osiągnie bez mocy? Ile razy widział te pogardliwe spojrzenia? Zdecydował, że nigdy nie okaże słabości i zawsze będzie parł naprzód. Uniknął kolejnego ataku i uderzył oponenta w brzuch, a następnie wskakując na plecy i używając nóg, skręcił kark. Zabity upadł w ciszy na ziemię.

— Widzisz to Black? Chłopak ma talent. — powiedziała, wkładając do ust garść popcornu.

— Masz rację, White. Jest zabójczo skuteczny, powiedziałbym, że publiczność padnie trupem. — Roześmiali się oboje, wpatrując się w dziejącą się scenę na dole, ludzie w białych i czarnych garniturach wciąż nagrywali.

Młodzieniec chwycił za porzuconą broń i sparował uderzenie. Zamachnąwszy się, rozbił maskę. Ukazała się twarz przepięknej dziewczyny, najpierw nie wzruszona, a następnie zaczęła się zmieniać. Wpierw można było dostrzec obłąkańczy uśmiech, a następnie spazm bólu. Twarz zaczęła szarzeć, powoli stając się odbiciem z rozbitego nakrycia. Zamarła i z głośny okrzykiem upadła na podłogę, rozbijając się na kawałeczki. Damian odskoczył od niej z daleka.

— Biedaczka, załamała się. Rozsypała się w drobny mak. — Mężczyzna złapał się za czoło, udając przygnębienie.

— Nie przejmuj się Black, Już od dawna była w rozsypce.

Ta dwójka zaczęła działać na nerwy naszemu bohaterowi. Znokautował on kolejnych przeciwników, starając się nie zniszczyć maski.

— Czyżbyś chciał uratować ich Damianku? — spytała Lili, rzucając napastnikami.

— Spróbuj jeszcze raz tak do mnie powiedzieć, a nie ręczę za siebie. — Nie wiedział, kto bardziej działał mu na nerwy, parka szaleńców do góry, czy wariatka u boku. — Za maskami może być ukryta trucizna, nie ryzykuje, gdy nie muszę.

Po kilku minutach na podłodze alejki wili się z bólu liczni oponenci, niektórzy leżeli nieprzytomni, a jeszcze inni po prostu nie żyli. Chłopakowi zaczęło brakować sił, jednak Lili wyglądała promiennie, jakby w ogóle się nie zmęczyła. Liderzy wroga wstali i zaczęli bić brawo, wysypując resztkę popcornu z ogromnego pojemnika.

— Brawo! Brawo! — Na ich twarzach widać było zadowolenie. — Część pierwsza zakończona idealnym końcem, który pokazuję, że pytania na początku nie stanowiły prawdy. Niesamowite, widzowie uwielbiają zwroty akcji, ale to za mało. Potrzebują więcej atrakcji i wrażeń. Aktorzy zmiana rekwizytów. — Klasnął w dłonie, a jego poplecznicy zmienili sposób trzymania broni. Chwycili laski, tak jakby posiadali karabiny, odwrócili je główką do tyłu.

— Akt drugi! Zaczynamy!

Zamaskowana White rzuciła, wyciągniętą chustką. Na ten znak w stronę Lili i jej towarzysza poleciał grad pocisków laserowych. Tylko dzięki tarczy, stworzonej przez telepatkę, nie doznali ran.

— Za dużo potrafisz, nie jesteś zwykłą telepatką.

— To pytanie, czy stwierdzenie? — spytała z uśmiechem. — Zapamiętaj Damianku, że kobieta ma wiele sekretów i nie sposób znać je wszystkie.

— Skończ żartować — rzucił szorstko. — Ile jesteś w stanie wytrzymać?

— Tyle, ile trzeba. Sprawia mi niesamowitą przyjemność takie pukanie w osłonę. Jakby chcieli przestrzelić się do mojej duszy. — Cała zadrżała. — Wspaniałe uczucie.

Spojrzał na nią z odrazą, chciał się odsunąć, lecz nie mógł. Tarcza była dość mała. Ta wycieczka zaczęła mu się coraz mniej podobać, a on głupi jeszcze myślał, że znajdzie tu zasoby do ucieczki. Płonne nadzieje. Sprawdził trzymaną w ręku zdobioną laskę, ale nigdzie nie widział przełącznika, czy coś w tym rodzaju. Jak oni do diabła z tego strzelali?

Nagle zabrzmiał głośny wybuch, który niemal zmiótł wszystkich atakujących, nim zdążyli podejść do osłony. Nastąpiła kolejna detonacja i następni przeciwnicy runęli na ziemię w głośnym krzyku. Strzępki ciał i litry krwi zmieniły spokojną alejkę w miejsce z horroru. Mimo znacznego przerzedzenia szeregów nieprzyjaciela, ci stali w miejscu z uporem maniaka wstrzeliwując się w Damiana i Lili. Z szaleństwem w oczach, poplamionych szkarłatem garniturach i maskach, przypominali groteskowe postacie. Coś z nimi było nie tak, nie zachowywali się, jak żołnierze, czy normalni ludzi, bardziej jak lalki, słuchające bezmyślne rozkazy.

Nastąpiły następne wystrzały, które dobiły ostatnich wrogów. Smród krwi, prochu i inne zapachy mieszały się ze sobą, podkreślając krajobraz śmierci i zniszczenia.

— Oceniłbym was na tróję, ze spokojem mogliście pozbyć się przeciwników. — Od strony ulicy przyszedł Orle Oko, w jednej ręce trzymając dymiącą broń, a w drugiej granat. — Takie leszcze nie powinny stanowić dla was wyzwania.

— Może, gdybym tylko miał swoje wyposażenie. A nie przepraszam, ktoś mi je zabrał. — Z wściekłością spojrzał na dowódcę.

— Jesteś więźniem Damianie, nie licz, że w terenie publicznym pozwolę ci na broń. Zresztą cały czas miałem was na oku.

— I nie zareagowałeś? — Miał już wszystkiego dosyć, najpierw ta dziura zabita dechami, później klejąca się wariatka, kolejni wariaci, którzy zniknęli, jak tylko zabrzmiały pierwsze eksplozje, a na koniec przywódca, który obserwuje, zamiast pomóc. Cudowny dzień, nie ma co.

— Nic wam nie groziło. Lili może nie wygląda na silną, ale potrafi walczyć. Ty też załatwiłeś paru przeciwników, niektórych nawet zabiłeś własnymi rękoma. Nie wiem, czy chwalić cię za to, czy zganić. W końcu to też pokazuje, że bez broni stanowisz zagrożenie.

— Mów, co chcesz, ja wracam do ciężarówki. — Cała trójka wróciła do reszty, wszyscy mieli dość prażącego słońca i braku atrakcji. Wtoczyli się zmęczeni na pakę, tylko Orle Oko wciąż gadał na radiu, wreszcie skończył i wszedł do szoferki. Po kilku minutach ruszyli w drogę z powrotem. Nikt nie miał siły rozmawiać, powrót minął w nieznośnym upale i ciszy.

— Hej Damianku — zawołała go Lili.

— Czego chcesz? — Nie chciało mu się z nią kłócić. Było to walenie grochem o ścianę, nic do niej nie docierało.

— Nie ładnie się tak odzywać do kobiety, szczególnie jeśli ma dla ciebie prezent.

— Mów wreszcie, śmierdzę, jestem przepocony, zmęczony i rozdrażniony.

— No dobrze. — Wygrzebała z dużej torebki podłużny przedmiot z przyciskami. — To jest... kurcze, jak to się nazywało? Przekluczacz? Podkłócacz? Nie...

— Zakłócacz... — Damianowi odebrało mowę, nie pomyślałby, że taka rzecz może być w jej posiadaniu.

— No właśnie. Kiedyś chodziłam z takim miłym chłopakiem, bawiliśmy się w różne elektryczne rzeczy. Niestety złapała go policja, zanim jednak to zrobili, dał mi to, na pamiątkę. Mnie się nie przyda, nie znam się na technologii, ale tobie pewnie tak. — Z radością wręczyła mu cenne urządzenie.

— Co za to chcesz? — spytał podejrzliwie.

— Dlaczego miałabym chcieć? — Spojrzała na niego ze zdziwieniem.

— Nikt nie daje za darmo.

— Pleciesz. Przyjaciele tak robią, szczególnie jak coś im jest niepotrzebne. Muszę iść kąpiel, wzywa, ja również jestem przepocona, a mój zapach mógłby służyć do odstraszania. Ciao! — Podskakując raz na jednej nodze, raz na drugiej wkroczyła do domu. Zupełnie nie rozumiał tej dziewczyny, ale zakłócacz na pewno się przyda. Szybko schował go kieszeni, nie chciał, by zobaczył go Orle Oko. Wycieczka jednak nie poszła na marne.

Następne częściMaska-Rozdział 11  

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania