Meus deus... - część 3

Dziewczyna zaczęła się szarpać, a lekarz nie robiąc sobie nic z niesforności pacjentki chwycił jej głowę rozszerzając powieki palcami.

- Już niedługo nie będziesz musiała patrzeć na to całe zło - powtórzył z niebywałą troską i bez chwili zawahania wbił skrępowanej kobiecie na wózku skalpel prosto w źrenice. Eksploratorka chciała pomóc dziewczynie w końcu nikt by nie wytrzymał patrzenia się na takie cierpienia, jednak wciąż mimo zaciskania zębów przy próbach nie miała siły ruszyć jakąkolwiek kończyną, a co dopiero wstać. Chirurg przebił się już przez soczewkę i zaczął krążyć po ciele szklistym, aby w ostateczności wyjąć skalpel razem z okiem na czubku ostrza. Troskliwie złapał za wiszące oko dziewczyny, wyjął skalpel i przeciął nerwy pozbawiając w ostateczności pacjentkę jednego oka. Owa pacjentka już się nie szarpała, bo nie miała siły. Pogodziła się z losem jaki ją spotkał i gdy chirurg drążył w jej drugim oku ona nawet się nie szarpała. Przyzwyczaiła się do bólu jaki ją spotkał w tym szpitalu. Miała jedynie nadzieje że po całym zabiegu nie będzie już musiała patrzeć na to całe zło. W pewnym momencie kieszeń eksploratorki zaczęła drżeć. Zadzwoniła jej koleżanka która czekała na zewnątrz budynku i co jakiś czas dzwoniła sprawdzić czy wszystko w porządku. Dziewczyna sięgnęła bez wahania po telefon, aby powiedzieć jej, że ktoś właśnie pozbawia kobietę wzroku za pomocą skalpela.

- Halo, zadzwoń na policję jakiś chory lekarz właśnie wydłubuje drugiej osobie oczy! - zaczęła krzyczeć eksploratorka korzystając z tego, że nadarzyła się okazja do pomocy i może się już ona nie powtórzyć.

- Jaki lekarz? Gdzie oni są? Jesteś bezpieczna? - koleżanka zaczęła dopytywać nie dowierzając w słowa rozmówczyni

- Leże przed nimi na ziemi nie mogę się ruszać i wymówić ani jednego sło... - w tym momencie eksploratorka popadła w jeszcze większe zdezorientowanie niż wtedy, gdy znalazła się w szpitalnej sali.

Pokój w którym leżała wrócił do stanu opuszczenia, lampy, pacjentka i co najwazniejsze chirurg zniknęli, a po małej dziewczynce z którą miała się pobawić nie został nawet ślad.

- Halo! Jesteś tam? - wykrzyczała eksploratorce koleżanka do słuchawki

- Nie wzywaj nikogo. Zaraz będę. - eksploratorka kompletnie zdezorientowana wstała z ziemi jakby nigdy nic i udała się na zewnątrz budynku. W drodze do wyjścia dokładnie się rozglądała jednak nie spotkała ani dziewczynki, ani chirurga.

- No nareszcie jesteś! Co tam się stało! - wykrzykiwała koleżanka chcąc poznać szczegóły całego zdarzenia.

- Spotkałam małą dziewczynkę która chciała się ze mną pobawić - odparła spokojnym głosem eksploratorka

- Jaką dziewczynkę? Przecież od momentu kiedy ten szpital spłonął nikt tu nie zaglądał oprócz nas.

- Jak to spłonął?

- Znowu nie prześwietliłaś historii budynku który odwiedzasz. Kiedy tam siedziałaś miałam dużo czasu, aby dobrze poczytać o historii tego miejsca. Krótko po wojnie komuniści otworzyli tu szpital. Działał on bardzo krótko i żaden pacjent nie zdążył wyjść wyleczony z tego szpitala. Wszystko przez to, że pewnego dnia do tego szpitala trafiła dziewczynka z wypadku w którym zginęli jej rodzice. Z kartoteki wynika, że była niema od urodzenia, a po wypadku również sparaliżowana. W końcu ta na pozór niewinna dziewczynka przewróciła lampę z naftą i wywołała pożar w środku nocy. Wszyscy włącznie z lekarzami spłonęli...

Następne częściMeus deus... - część 4  

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania