Miłość i przeznaczenie VIII

Rozdział VII

- To moja sekretarka. Sprawdzę o co chodzi.

- Czego chcesz? Mówiłem,że jestem zajęty i masz nie dzwonić do mojego przyjazdu. Co było niezrozumiałe dla Ciebie?

- Przestań być taki oschły. Chciałam Cię tylko usłyszeć. Czy to coś złego?

- Jasne,że nie,ale nie musisz tego robić akurat na naszym wyjeździe. Jesteś kompletnie nie odpowiedzialna. Jeśli to wszystko się wyda to obiecuję,że zapłacisz mi za to.

- Grozisz mi? To raczej ja powinnam tobie. W końcu niedługo się żenisz,a twój ślub stoi pod wielkim znakiem zapytania jeśli ona się o wszystkim dowie.

- Jak śmiesz kurwa! Podejrzewałem,że zadawanie się z tobą to nie jest dobry pomysł. Wcześniej czy później będziesz się na mnie mścić. O to teraz mam tego efekty!

- Nikt Ci nie kazał wskakiwać ze mną do łóżka na tej imprezie. Sam tego chciałeś!

- I byłem głupi. Poza tym alkohol zrobił swoje i doskonale o tym wiedziałaś. Mogłaś wykorzystać sytuację. W końcu już pierwszego dnia latałaś za mną jak piesek. Nie mogłem się od Ciebie odgonić.

- Nie zasłaniaj się tu alkoholem. Ja Ci go do gardła nie lałam. Poza tym to ty się odrazu przy mnie rozbierałeś w pokoju hotelowym. Mam dowody i się nie wymigasz kochany!

- Nie wkurwiaj mnie. Pogadamy o tym jak przyjadę do Polski. Cześć.

Co za głupie babsko! Będzie mnie tu teraz szantażować. Skąd ona ma te dowody? Musiałem za dużo wypić skoro tego nie pamiętam,a ta wariatka to wykorzystała. Nie daruje jej tego!

- Czemu jesteś taki zdenerwowany? Stało się coś?

- A weź. Ta dziewucha wszystko popsuła. Nie można jej nawet na parę dni zostawić samej,bo odrazu wszystko spierdoli. Ciekawe kiedy ja to teraz poprawię skoro nie ma nas na miejscu.

- Nie przejmuj się. Dacie radę. A na kiedy macie to skończyć?

- Za 2 tyg.

- To jest jeszcze dużo czasu. W końcu jutro już wracamy do domu i możesz tego przypilnować

- Myślisz,że to takie proste? Na to poszły już pieniądze. Nie wiem czy nowych nie będzie trzeba dokładać. Ma nauczkę! Dołoży ze swojej pensji i może wtedy się nauczy.

- Nie bądź taki okrutny. Każdy ma prawo popełniać błędy. Daj jej szansę!

- No dobrze,ale robię to tylko dlatego,że mnie o to prosisz. Będzie musiała Ci za to podziękować.

- Daj spokój. Nie musi. Zajmijmy się lepiej sprawą tego pierścionka. Miałam Ci to wyjaśnić.

- A no właśnie. Cały czas żyje w niewiedzy. Może w końcu mi to jakoś wytłumaczysz.

- Sprawa jest taka,że ja wiem,że to moja matka wymusiła na tobie te oświadczyny. One nie były z twojej woli,a na coś takiego to ja nie pójdę. Przykro mi.

- Co ty gadasz? Oczywiście,że z mojej. Twoja mama nie miała z tym nic wspólnego.

- Czyżby? A to umawianie się za moimi plecami? Ja o wszystkim wiem. Nie raz słyszałam wasze rozmowy przy kawie. Myśleliście,że się o tym nie dowiem? Mogę Ci nawet je wszystkie przedstawić,ale myślę,że nie ma takiej potrzeby. Wiesz o co chodzi.

- No fakt. Wywierała to na mnie przy każdej okazji. Nawet zapraszała do siebie do domu kiedy Ciebie nie było w pobliżu. Trochę mi głupio,ale nie mogłem Ci tego powiedzieć. Obiecałem jej.

- Rozumiem. Wychodzi na to,że słowa mojej matki liczą się bardziej od moich. Brawo!

- To nie tak skarbie. Ja chciałem się tobie oświadczyć wcześniej czy później. No wyszło tak,że ubiegła mnie ona i musiałem to wszystko zorganizować. Zapewniała,że bardzo mnie kochasz i już jej wspominasz o tych oświadczynach. Stwierdziła,że wyjazd do Hiszpanii to wspaniała okazja do tego. Po przyjeździe chciała nam już organizować ślub!

- A ja mogę Ci teraz powiedzieć jedno! Straciłam do was zaufanie. Jeszcze jedna taka akcja,a z nami koniec. Z matka też sobie jutro porozmawiam. Nie będziecie się wpierdalać w moje życie i go organizować po swojemu. Zrozumiano?

- Tak. Przepraszam kochanie. To już się więcej nie powtórzy. Teraz będę Ci już mówił o wszystkim.

- Zobaczymy.

- W takim razie przyjmiesz teraz moje oświadczyny? Są naprawdę szczere.

- Chyba sobie kurwa żartujesz. Po tym wszystkim? Teraz to musisz sobie na nie zasłużyć,żebym mogła powiedzieć tak.

- Rozumiem. A kiedy może to nastąpić? Zależy mi na czasie.

- A gdzie Ci się tak spieszy? Mamy przed sobą całe życie. W końcu skoro mnie tak kochasz to poczekasz ile będzie trzeba.

- Racja. Niby nigdzie. Dam Ci tyle czasu ile będzie trzeba kochanie.

- Matka nie będzie mi układać życia. To ja mam prawo głosu i zapamiętaj to sobie. Co do dzieci też. A to jest akurat dziwne,bo ty długo nie chciałeś ich mieć. Twierdziłeś,że będą Ci przeszkadzać w karierze zawodowej i ja szanowałam tą decyzję,bo sama nie byłam gotowa. A tu nagle taka zmiana! Widzę,że matka też maczała w tym palce.

- Nie chciałem jej robić przykrości to się zgodziłem. Widziałem jaka była szczęśliwa na te słowa.

- To zrozum człowieku,że takie rzeczy to ty masz ze mną ustalać. Jak będę gotowa na dziecko i ślub to Ci o tym powiem.

- Ok. Już nie będę się do tego mieszał. Chciałem dobrze.

- Zakończmy ten temat. Jestem głodna. Schodzimy na śniadanie?

Średnia ocena: 2.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Klementyna tydzień temu
    Uważam, że tych ludzi nie łączy uczucie. Oschli wobec siebie (przynajmniej w tym rozdziale). Wulgaryzmy też jakoś mi nie pasują. Przeczytam poprzednie rozdziały, może coś mi się rozjaśni.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania