Mistrz Szachownicy - Rozdział 12 - Głowa rodziny musi również posiadać umiejętność knucia intryg.

Lekcja 12 - Głowa rodziny musi również posiadać umiejętność knucia intryg.

 

Już od samego rana młoda dziedziczka nie mogła usiedzieć w miejscu. Przed śniadaniem postanowiła powoli wprowadzać plan w życie. Stanowczym krokiem szła przez korytarz, ustała przed jednymi z wielu drzwi i zapukała z nadzieją, że osoba po drugiej stronie będzie jeszcze w pokoju.

- Lejra? - osoba bardzo się zdziwiła. - Co za niespodzianka! Niezbyt często przychodzisz do mnie. W dodatku twoja poważna mina... Co cię trapi? - zapytał Sagon.

- Jaka znowu poważna mina dziadku? Jestem po prostu trochę niewyspana. - pomimo fałszywych intencji, jej uśmiech wyglądał szczerze. - Wiem, że to może za późno, w końcu codziennie masz dużo na głowie, ale może zjemy dzisiaj razem obiad?

- Wspólny posiłek? Skąd ta nagła prośba? - czuł się zdezorientowany.

- Pomyślałam, że mało ostatnio razem spędzamy czasu. Ponadto nie zapominaj dziadku, może mam dużo czasu, ale chcę się powoli przygotowywać do zakładu szachowego. Za pół roku z pewnością cię pokonam i uda mi się pójść na zawody.

- Och, naprawdę? Z chęcią zobaczę, na co cię będzie stać. - uśmiechnął się szczerze. - Tylko co ma do tego nasz wspólny posiłek?

- Kurczę, wydało się... - udawała zawiedzioną. - Chciałam pogadać o szachach i taktykach, które przydają się podczas rozgrywek.

- Czyli ogólnie rzecz ujmując, chcesz ze mną porozmawiać na ten temat, aby potem obrócić to przeciwko mnie?

- Cóż... Można tak to ująć.

- Sądzisz, że pokonasz mnie ruchami, które sam cię nauczę? Niedorzeczność.

- Nigdy nie można być pewnym. Wykorzystam je tak, że nawet nie zauważysz. - uśmiechnęła się. - Jeśli w to nie wierzysz, zawsze możemy porozmawiać ogólnie o naszej ukochanej grze. Z chęcią posłucham o ludziach, których miałeś przyjemność poznać podczas rozgrywek.

Mężczyzna długo się zastanawiał i w końcu rzekł:

- Hmm... W sumie czemu nie. - nabrał dystansu do całej sprawy, jednak ciekawość w stosunku do zamiarów jego wnuczki, przezwyciężyła.

- Tylko mam jedną, małą prośbę. Czy moglibyśmy zjeść obiad na powietrzu? Dzisiaj jest wyjątkowo ładnie, a ty mało kiedy wychodzisz na zewnątrz. Może trochę się dotlenisz? - zrobiła zmartwioną minę.

- Chyba masz rację. Miałem dzisiaj trochę rzeczy do załatwienia, ale ten jeden raz zmienię harmonogram dnia.

Starzec mówił dalej, ale nastolatka nie zwracała na to uwagi. Dla niej liczyło się chwycenie zastawionej przez nią przynęty. Zdawała sobie sprawę, że ta część planu nie była zbyt wyszukana. Myśl, że zawsze w towarzystwie pana domu znajdowały się jakieś pionki, a połączenie tej koncepcji z ogrodem, gdzie możliwość natrafienia na pracowników jest wysoce prawdopodobna, napawała ją optymizmem. Pytanie brzmiało, co zrobić, jeśli żaden z nich dobrowolnie się nie pojawi bezpośrednio przed nią. Dziewczyna skupiła się na dalszym monologu Sagona i wychwyciła najważniejszą kwestię, dotyczącą ich wspólnego posiłku.

- Zatem spotkajmy się o drugiej w ogrodzie.

- Oczywiście dziadku. - uśmiechnęła się do niego.

Pożegnali się ze sobą, a starzec zamknął drzwi. Zadowolona Lejra poszła na śniadanie. Tego dnia czekała dłużej niż zazwyczaj na posiłek. Dwóch służących weszło do sali, a nastolatka przyglądała się im bardziej niż kiedykolwiek. Ich małomówność i budzący lekki niepokój sposób poruszania, nie wskazywał na powiązania z żadną figurą szachową. Ich ruchy były wolniejsze niż u przeciętnego człowieka, jednak zachowywały płynność. Zastanawiała ją, czy kryterium doboru mogło być uwarunkowane ich kolorem włosów lub wzrostem. Czujnie odprowadziła wzrokiem służbę do drzwi i z niechęcią nałożyła sobie trochę sałatki tradycyjnej. Pomimo niesamowitego smaku, gryzła warzywa wręcz machinalnie, jakby jedzenie było bez smaku. Po skonsumowaniu śniadania szła lekko nieprzytomna przez korytarz, dopóki nie natrafiła na pokój Eny. Uspokoiła się i postanowiła zachowywać się naturalnie.

- Witaj Lejro. Dobrze, że jesteś. Wypełniłam sporo dokumentacji, ale niektóre musisz osobiście przejrzeć i podpisać. - westchnęła. - Pojutrze robimy całkowite rozliczenie za ten miesiąc w firmie, a ludziom dopiero przypomniało się o wysłaniu odpowiednich pism. Czemu zawsze tak jest? - wzruszyła bezradnie ramionami.

- ,,Dwa dni odpoczynku i już tyle nowych papierów do wypisania.'' - pomyślała Lejra.

- Poczekaj tu. Zaraz ci przyniosę to, co musisz wypełnić. - weszła do swojego pokoju po dokumenty.

Lejra wyczekiwała ze spokojem na stertę różnych pokwitowań. Gdy odebrała je z rąk kobiety, udała się do swojego pokoju, aby uporać się z nimi jak najszybciej. Wprowadzona dogłębnie w różne procedury, wypełniała wszystko machinalnie, tylko przy niektórych oświadczeniach miała problem. Krótko przed obiadem chwyciła te kartki, których nie rozumiała i poszła poradzić się Eny. Opiekunka wszystko jej wytłumaczyła. Zrobiło jej się żal dziewczyny i oświadczyła, że sama zajmie się resztą.

Zadowolona nastolatka mogła ponownie skupić się na swoim planie. Wyszła z zamku i poszła prosto do ogrodu. Woń wydobywająca się z kwiatów mogłaby otumanić tłumy, jednak tym razem Lejrę nie interesowało nic, co znajdowało się wokoło. Udała się do altanki, gdzie nie zastała jeszcze Sagona. Usiadła na jednym z krzeseł i cierpliwie wyczekiwała na niego. Z czasem odczuła zmęczenie ostatniej nocy. Chcąc chwilę odpocząć, podparła rękę o blat i położyła na niej głowę. Zamknęła oczy i wsłuchiwała się w odgłosy natury. Ziewając, zasłoniła ręką twarz i ponownie otworzyła oczy. W jednej chwili jej ciało spięło się, a serce zaczęło bić mocniej. Po obu jej stronach stały wieże. Ich rozmieszczenie było tak bliskie, że Lejra nie była w stanie przejść ani w prawo, ani w lewo. Tymczasem pan domu szedł spokojnym krokiem w stronę altany. Już z daleka uśmiechał się do wnuczki. Usiadł i zauważył skrępowaną minę nastolatki.

- Czy coś się stało? - zapytał z troską, choć wiedział, że to pionki były powodem dyskomfortu.

- Nic takiego, po prostu jestem zmęczona.

- Więc? Od czego dokładnie chcesz zacząć rozmowę?

- Może opowiedz mi trochę o turniejach, w których brałeś udział.

Mężczyzna przystał na propozycję i zaczął opowiadać. Rozmowa na ten temat sprawiała mu dużą przyjemność. Lejra udawała wręcz oczarowaną jego monologiem. Ich konwersację przerwało dwóch ludzi, których dziewczyna spotykała zazwyczaj w jadalni. Przynieśli obiad i bez słowa oddalili się od nich. Członkowie rodziny Samblaw zabrali się do uczty. Czując skrępowanie, a jednocześnie zadowolenie ze zwycięstwa, konsumowała posiłek w obecności figur szachowych. Dodatkowa chwilowa obecność osób obsłuchujących jadalnię, pozwoliło jej wykluczyć jeden z wariantów. Chciała bezpośredniego zapytać o ich tożsamość, jednak bardziej niż to zastanawiało ją, gdzie w tym czasie przebywali bliźniacy. Myśl, że któryś z nich stał bezpośrednio obok niej, przyprawiło ją o ciarki. Aby rozwiać wszelkie wątpliwości, myślała w jaki sposób, choć na chwilę ich tu ściągnąć. Czas obiadu powoli dobiegał końca. Delektując się ciastem czekoladowym, kontynuowali luźną rozmowę o szachach, ale w pewnym momencie starzec spoważniał i zapytał:

- Przez cały posiłek uważnie rozglądałaś się na wszystkie strony. Szukasz czegoś? - zapytał zdziwiony.

- Po prostu zastanawiam się, dlaczego dzisiaj nie ma Azo i Ezo w ogrodzie. Zawsze pracują gdzieś na widoku albo słychać ich z daleka. W tak dużym ogrodzie z pewnością jest wiele do zrobienia każdego dnia.

Mężczyzna przemilczał odpowiedź wnuczki, ale wydawał się zamyślony. Chwilę później uśmiechnął się pod nosem i rzekł:

- Masz dziwny gust, nie spodziewałem się tego.

- Słucham? - nie wiedziała, o co mu chodziło.

- Nie nic, tak tylko do siebie mówię. Wybacz, ale muszę cię opuścić. Przez naszą przyjemną pogawędkę, mam nieco zaległości w obowiązkach. Ponadto moje stare kości zdrętwiały, czas trochę je rozchodzić. - wstał i chwycił swoją laskę. - Spróbuj tego ciasta. - wskazał palcem. - Wiem, że lubisz orzechy, więc powinno ci zasmakować. - uśmiechnął się i zaczął odchodzić.

Lejra zdziwiła się zachowaniem dziadka. Mimo wszystko postanowiła posmakować ciasta, które jej polecił. Ciągła obecność pionków sprawiała, że nie była w stanie delektować się w pełni jego smakiem, jednocześnie wypiek osładzał jej gorzkie chwile nieobecności ogrodników. Rozmyślała nad nowym planem, który mogłaby wprowadzić w życie, a jej niemoc widoczna była w postaci grymasu na jej twarzy.

- Widzę, że nadal czekasz na nas. - odezwał się mężczyzna.

Dziewczyna usłyszała znany głos i nie mogła uwierzyć w przychylność losu.

- Skąd wysunąłeś tak błędny wniosek, Azo?

- No cóż... - zaśmiał się do brata. - Ty jesteś lepszy w takich sprawach Ezo. Zapytaj się jej, żeby sprostować to niedopatrzenie.

- Wybacz Lejro, ale mój brat nie ma racji. Nie znam się na takich sprawach. Mówię raczej to, co myślę, daleko mi do delikatności. - nie wiedział, jak zacząć. - Mistrz Sagon przyszedł do nas i powiedział, że z wytęsknieniem wyczekujesz nas. Podobno nie mogłaś się przez to skupić na posiłku. Czy to prawda, że żywisz do nas głębsze uczucie?

- Co proszę?! - zareagowała gwałtownie.

- Przecież nie możesz odciągnąć od nas wzroku. Twoja reakcja jedynie potwierdza tę tezę. Nastoletnia miłość jest zdecydowanie dziwna. - podśmiewał się Azo.

Dopiero teraz zrozumiała znaczenie słów starca i jego mimowolny uśmiech pod nosem.

- Czemu milczysz? Aż tak bardzo zachwycasz się naszą obecnością?

- Chyba śnisz! Z jakiej racji miałabym być zakochana w kimś tak okropnym!

- Więc? Z jakiego powodu pytałaś o nas? - spoważniał.

- Zawsze zachowujecie się głośno i przeżywacie, że macie dużo pracy. Zdziwiłam się, że was nie ma. - odpowiedziała.

Azo i Ezo spojrzeli na siebie wymownym wzrokiem i zaczęli się śmiać. Nastolatka zdawała sobie sprawę, że powodem ich śmiechu był nie kto inny jak ona. Odczuła wewnętrzną radość, że mogła wykluczyć ich potencjalną formę w postaci pionka, jednak grymas na jej twarzy zagościł, na myśl o ubawie, który będzie towarzyszył mężczyznom jeszcze przez jakiś czas.

- Czy coś się stało, moja najdroższa Lejro? - spojrzał nieprzyjemnie.

- Nie zamierzam nawet zniżać się do waszego poziomu. Proszę mi wybaczyć, ale pójdę już. - spojrzała na wieżę, która stała po jej prawej stronie. - Przesuń się, chcę wyjść. - powiedziała chłodno, ale pionek nadal stał.

Poirytowana zwróciła się do drugiego pionka, ten zaś bez żadnego oporu się odsunął.

- Już nas opuszczasz? - blondyni zaczęli dokuczać.

Lejra nie zwracała na to uwagi. Szła niewzruszona przez cały ogród i weszła do labiryntu. Przechodząc całą drogę, nieco się uspokoiła i odprężyła. Gdy zaszła do swojego pokoju, przypomniało jej się, że miała przed sobą jeszcze trochę papierkowej roboty. Sama myśl o tym sprawiła, że głęboko westchnęła. Przez resztę dnia wczytywała się w pisma rodzinnego biznesu i wypełniała je w miarę możliwości.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania