Mniej lub bardziej (1)

Wrzesień był wyjątkowo ciepły. Uczniowie liceum imienia świętej Jadwigi ochoczo wystawali więc podczas przerw międzylekcyjnych na małym placyku pomiędzy trzema dwupiętrowymi budynkami szkoły. Zadzierali nosy ku słońcu, czerpali przyjemność z ostatnich już ciepłych tygodni. Rozkoszowali się sobą nawzajem, brakiem zadań domowych, nie myśląc o ocenach i zbliżającym się spotkaniu rodziców.

W cieniu pod rozłożystym platanem siedział Michał Baliński. Kiwał się w przód i w tył, wsłuchując się w dudniącą muzykę z radiowęzła. Widział wyryte na konarze poniemieckie napisy. Auf die... i dalej nieczytelne pięcio- albo sześcioliterowe słowo. Wpatrywał się w swoją siostrę Adelę Balińską, która rozmawiała dwadzieścia metrów dalej z katechetką. Co chwilę spoglądała nienawistnie w stronę brata, dumnie unosząc brodę, albo wzruszając ramionami. Adela powiedziała coś, co sprawiło, że katechetka wybuchnęła śmiechem, pokazując swoje wielkie końskie zęby. Poklepała Adelę po ramieniu i poszła w stronę budynku północnego. Adela stała chwilę sama na środku dziedzińca, wpatrując się w brata. Przestępowała z nogi na nogę, mrużyła oczy z powodu ostrego słońca... Michał musiał przyznać, że była piękna. Nic dziwnego, że Borys zabiegał o jej względy. Ona jednak była nieczuła, pozwalała aby przychodził do niej w trakcie zajęć wyrównawczych z matematyki, robiąc przy tym olbrzymi rozgardiasz w klasie. Śpiewał jej różne piosenki, grał na swojej bordowej gitarze, odziedziczonej po jakimś prawujku, występującym przed wojną w krakowskim kabarecie. Na szkolnych festiwalach, apelach, jeśli tylko mógł, dedykował jej piosenkę. Adela go lubiła. Nawet bardzo, ale nie pozwoliła mu nigdy poruszyć swojego serca. Nie była gotowa na to, aby się w nim zakochać.

Adela kochała Boga. I to kochała miłością szaleńczą, wręcz zakrawającą na obłąkanie. Często z tego powodu zdarzały się kłótnie w domu. Matka Adeli i Michała pracowała w Ministerstwie Zdrowia. Często nie było jej w domu, próbowała zatem rekompensować dzieciom niedobór czułości i troski. Nigdy nie brakowało im pieniędzy, matka rozumiała, a przynajmniej starała się zrozumieć ból dzieci. Jednak zabieranie ich raz w miesiącu na „rajd po sklepach”, jak ona to nazywała, chyba nie był najlepszym pomysłem, na jaki mogła wpaść. Zakupy kończyli zawsze w jakiejś modnej kawiarni, zamawiali duże cappuccino, kawałek pieczonego na miejscu ciasta, w cieplejsze dni lody albo deser miętowy. Nigdy nie oceniała tego, co mówiły jej dzieci. Chłonęła ich słowa jak gąbka, potakując tylko głową w odpowiedzi, składając po osiem razy papierową serwetkę. Płacili i jechali do domu, po czym każde z nich szło do swojego pokoju, zamykając się od reszty świata, chroniąc własne psychiki.

Matka nie była zła. Podczas tych rzadkich wypadów dawała im dobre rady. Była bardziej psychologiem, z którym raz na jakiś czas można było opowiedzieć o problemach, poważnych rzeczach niż matką, z którą można się pokłócić o brudny obrus i okruszki z biszkoptów na blacie. Zarówno Adela jak i Michał kochali matkę, choć była to miłość niewątpliwie bardzo trudna.

Romans Adeli z Bogiem zaczął się jakieś trzy lata temu, na początku gimnazjum. Poznała wtedy bardzo inteligentną i cwaną, jak wielokrotnie określał ją Michał, Marcelinę, której pozwoliła się zabierać na rozmaite oazy i spotkania modlitewne. Matka na początku traktowała zachowanie córki z przymrużeniem oka. Adela, w przeciwieństwie do Michała, nigdy nie była otoczona gromadką przyjaciół. Podczas kiedy rok starszy brat znikał na całe dnie włócząc się po różnych modnych miejscach z gromadką nieopierzonej młodzieży, Adela wolała zostać w domu. Matkę martwił sposób w jaki potrafiła się ona wręcz rozkoszować swoją samotnością. Była inteligentna, niewątpliwie, ale przy tym bardzo skryta i nieufna. Dlatego też wszystkich ich cieszyła nagła poprawa sytuacji. Do czasu.

Zarówno Michał jak i Adela zostali ochrzczeni przez rodziców, kiedy mieli nie więcej jak sześć miesięcy życia, oboje przystąpili do komunii, chodzili na religię. Michał zrezygnował w gimnazjum, tak jak oboje rodziców był ateistą i to zagorzałym. Rodzice, zwłaszcza matka wielokrotnie podkreślali swój negatywny stosunek w odniesieniu do wszelkiej religijności i wiary, z samego jej założenia. Adela stale wytykała matce błędy, w każdej rozmowie starała się wpłynąć na nią, przeniknąć do jej umysłu. Rodzice, aby uniknąć zewangelizowania przez córkę, bardzo odsunęli się od niej, zwłaszcza ojciec, który wyśmiewał ją przy każdej możliwej okazji. Od momentu kiedy nagle zniknęła i wyjechała na dwudniowe czuwanie modlitewne w klasztorze osiemdziesiąt kilometrów od domu, ojciec w ogóle przestał się do niej odzywać. Michał na początku próbował chronić siostrę przed ironicznymi komentarzami ojca, starał się często łagodzić spory, Adela jednak tego nie zauważała.

Matka, w przeciwieństwie do swojego męża, naprawdę starała się zrozumieć ambicje swojej córki, ale jej zamiłowanie do duchowości i spraw egzystencjalnych napawało ją grozą. Wypisała córkę z religii, przez co potem jej córka miała problemy z panią pedagog. Żadne rozmowy nigdy nie pomagały. Adela unosiła się zawsze gniewem, płakała, wynosiła się na noc do Marceliny, rankiem wracała, przepraszała. Historia powtarzała się wielokrotnie.

Był jeden problem. Borys był ateistą, o czym wszyscy za wyjątkiem Adeli zdawali się dobrze wiedzieć. Michał często rozmawiał z nim na ten temat, kiedy wpadał do nich do domu. Lubili się, choć Michał nie zrozumiał, jak Borys może nadal mieć chęć utrzymywać kontakt z Adelą mimo głoszonych przez nią haseł. Była konserwatywna, w pełnym tego słowa znaczeniu.

-Hej kolego! - usłyszał głos Karoliny, która objęła go mocno i wtuliła nos w jego szyję. - Jak tam bohaterze?

-Proszę, przestań – cmoknął ją w czoło i poprawił włosy. - To przecież nic takiego.

-Dobrze się zachowałeś względem Bartka, naprawdę – usiadła koło niego i położyła torebkę na kolanach. - Nie rozumiem tych chłopaków, ale chyba... Popatrz na Adelę, widziała tę sytuację?

-Widziała.

-Coś mówiła?

-Potem podeszła do mnie i powiedziała, że jestem nienormalny. Że nie mam prawa się wtrącać do ich spraw... Że Bartek zasłużył na takie traktowanie.

-Zasłużył?!

-Tak. Że jest kim jest. I powinien to zmienić.

-Jak?

-Posłuchaj, Kara... - złożył dłonie razem i wpatrywał się w swoje paznokcie. - Wiesz o tym, że kiedy ja i Bartek mieliśmy po pięć lat przyjaźniliśmy się ze sobą? Lataliśmy razem, on mieszkał wtedy w tym szarym domu na rogu, tam gdzie teraz jest piekarnia. Razem zabieraliśmy Adeli lalki, wrzucaliśmy jej klocki na drzewo...

-Dzieciarnia.

-Wtedy tak. Ale Adela nigdy go nie lubiła. Przychodził do nas, jego matka nad nim skakała. Cały czas chusteczki, w portfelu pełen zapas plastrów.

-Nie rozumiem...

-Chodzi o to... - przygryzł wargę. - Że Adela go obwinia, że uważa, że to, że on... Nie wiem jak to nazwać. Kocha inaczej. To ona uważa, że to jest jego wina. Nie wiem, jak się dowiedziała, kiedy... Takie rzeczy szybko się rozchodzą, trzeba tak uważać co się mówi.

-Jest?

-Nie, Kara. - Michał wstał w momencie kiedy wybrzmiał dzwonek kończący przerwę. - To nie jest jego wina, ani zasługa, ani kara za grzechy. I nigdy nie będzie, rozumiesz?

-Ale nie przyjaźnisz się z Bartkiem?

-Już nie. Ale kurde... Akceptuję go, kimkolwiek by był. I jakkolwiek by się nazywał i jakkolwiek by wyglądał, rozumiesz? Jest kim jest. A Adela będzie taka. I w sumie żałuję, że zerwałem z nim kontakt, w sumie. Nadal go lubię. I daj mi nareszcie spokój, nie wypytuj o to. Nie ma sprawy, jasne?

 

 

Borys siedział po drugiej stronie placu w zacienionym miejscu. W ostatnim tygodniu granie niespecjalnie mu wychodziło. Często się mylił, gubił tempo, czasami mieszał dwie podobne do siebie piosenki, tworząc dziwne hybrydy. Miał w domu kilka gitar, kilka zwykłych akustycznych ojca, jedną sprezentowaną mu przez dziadka na urodziny, mającą dużą wartość historyczną. Należała do jakiegoś jego wujka z Krakowa. Aktora, występującego w kabarecie. Miała widoczne rysy i napis zrobiony wewnątrz pudła ołówkiem. 12XII1930. Borys nigdy nie dowiedział się, co się stało tego dnia. Coś ważnego na pewno dla tego wujka, skoro zdecydował się umieścić ten napis. I elektryczną, która była jego ulubioną perełką.

Karolina obejmowała Michała, który odganiał się od niej tylko jak mógł. Dziwna sprawa z nimi, nikt nie rozumiał tego związku. Wszyscy zgodnie mówili, że Karolina nie zasługuje na kogoś takiego jak Michał. I że jest on dziwny. I jest z Balińskich. TYCH.

Właściwie Adela Borysa nigdy nie pocałowała publicznie. Ani chyba nawet nie przytuliła. Nie chciała mu nigdy powiedzieć, czy może liczyć na cokolwiek więcej. Ale on był nią oczarowany. Sposób w jaki się poruszała, jak przesuwała sobą powietrze. Jak mówiła, jak oddychała. Borys był zakochany po czubki uszu. I nie próbował z tym walczyć. Bo Adela była piękna. I Michał też był. I nie znał ani jednej osoby, która by była gotowa temu zaprzeczyć. Posiadała sobie tylko znajomy urok. Oczarowywała. Wszystkich poza własną rodziną. I poza Bartoszem Wedlowskim z wiadomych przyczyn. Nie znosili się, Adela burczała na Borysa, kiedy wymieniał jego imię. Nie przeszkadzało jej siedzenie w jednej sali z nim podczas koncertów, korzystanie z tych samych ołówków kupionych przez szkołę dla chórzystów. Jednak nie zamieniła z nim ani jednego słowa. Przez całą pierwszą klasę.. I nic nie zanosiło się na to, aby mogła to zrobić.

Michał też traktował Bartka jak powietrze. Do wczorajszego dnia.

Osobiście dla Borysa sytuacja Bartka była obojętna. Rozmawiali normalnie, Borys nigdy przy nim się hamował z mówieniem czegokolwiek.

Dobrze mu się pracowało z Bartkiem. Nie skończył nawet pierwszego stopnia szkoły muzycznej, ale miał o wiele większe pojęcie na temat niektórych rzeczy niż Borys. Wielką pasją Bartka była muzyka elektroniczna, często zarzucał w rozmowie takimi pojęciami, że Borys robił tylko wielkie oczy. Raz, po próbie chóru grali wspólnie na fortepianie w auli. Jakieś bzdury wymyślane na szybko. Bartek był niesamowity. Grali raz, ktoś puścił plotki, Bartek to usłyszał i chyba opacznie zrozumiał. A Adela, do której też niesłychanie szybko doszły plotki, zrobiła taki opierdol Borysowi, że zapamięta to chyba na zawsze. Bartek się wściekł. Dalej pojawiał się na próbach chóru, ale wychodził jako pierwszy. Z nikim nie rozmawiał. Nie wpadł już ani razu do chłopaków w radiowęźle. Zostawiał co tydzień Borysowi albo Rafałowi pendrive z nagranymi kilkunastoma utworami. I tyle. Borys nie chciał z nim ani z nikim innym o tym rozmawiać, bał się. Ale piosenki włączał. Wierzył w ciemno, że są dobre.

Jego trzeci tydzień w tej szkole po wielkim powrocie syna marnotrawnego, a tutaj już takie historie... Od trzynastego maja był czysty. Pamiętał ten dzień, swoje samopoczucie, ojca stojącego nad nim w szpitalu. Nie pamiętał, co mówił, chyba były to głównie przekleństwa. Ojciec siedział, przynosił mu nowe butelki z wodą, pomarańcze, które w końcu trzeba było wyrzucić, bo zaczynały pokrywać się pleśnią. Przytargał do jego sali obrotowe krzesło z lekarskiego. I siedział. I obserwował. Czasami wycierając mu czoło mokrą ściereczką, albo podtykając mu pod nos kawałki ręcznika kuchennego, kiedy z nosa leciała mu krew. Przyciskał go do łóżka, nie dopuszczał do niego pielęgniarek, sam pobierał mu krew, mierzył ciśnienie. Nikt nie ingerował. Trzynastego maja. Chyba powinien wyryć tę datę na gitarze.

Cieszył się, że to gówno ma już za sobą.

Bartek był dobrym chłopakiem. I miał złote serce. Czasami było mu go żal i miał ochotę aby przyjść i się przytulić do niego, po ludzku pocieszyć. Ale bał się tego, co ludzie sobie pomyślą. Choć Bartek był jedynym człowiekiem, któremu zaufał.

Borys był przystojny. I sam o tym wiedział doskonale. Może nie tak bardzo jak Baliński, ale cóż... Serce nie sługa.

-Zaliczyłeś ten niemiecki? - Adela stanęła nad nim.

-Nie. Kazała mi przyjść za tydzień w poniedziałek. Ale chyba dam sobie z tym spokój.

-Tamta szkoła nie nauczyła cię odmieniać ”sein”?

-Nie bądź złośliwa...

-Tak tylko pytam. Przepraszam – usiadła obok. - To nie było miłe.

-Nie podobało mi się tam. Tu jest lepiej.

-Mimo zagrożeń.

-Mamy wrzesień.

-Dziękuję za przypomnienie... - Siedzieli obok siebie obserwując Michała i Karolinę. - Lubisz ją? - wskazał brodą na Karolinę, która przeczesywała palcami włosy swojego chłopaka.

-Jest w porządku. Ale on jest gnojem.

-Bóg nie nauczył cię mówić ładniej?

-Wiesz co, może...

-Nie kłóćmy się, przepraszam. Po prostu... Nie rozumiemy się ostatnio, cokolwiek powiem, on na wszystko reaguje gniewem. Na każdy żart, docinkę... Kiedyś tak nie było... O patrz. Jej, chyba mocno oberwał.

Borys spojrzał w kierunku wskazanym przez Adę. Bartek oparty o ścianę budynku wpatrzony był w ekran swojego telefonu. Strup na jego twarzy było widać nawet stąd. Skrzywił się, to musiało boleć.

-A ja w tym momencie siedziałem...

-Patrz, kiwnął ci głową.

-On?

-Tak. Podobasz mu się.

-Milcz, okej.

-Przecież jesteś przystojnym facetem.

-Dziękuję, nie tak jak twój brat.

-Posłuchaj. Wystarczy, że Karolina znosi te podejrzane teksty na temat mojego brata, czego jej współczuję bardzo. Ale ja nie muszę...

-Są jakieś podejrzenia i sama o tym...

-Ale Bartek patrzy na ciebie...

-Może przez to, że jako jedyny nie brzydzę się go i...

-Ja się go nie brzydzę, ale nie uważam...

-Posłuchaj. Wszyscy traktują go jak ufoludka. A on, jakbyś nie zauważyła jest człowiekiem i potrzebuje...

-No jasne, jaki ty wspaniałomyślny! Tylko uważaj na siebie, okej? Bo nigdy nie wiesz, co się stanie.

-Zro... - Borys urwał w połowie słowa. - Idź lepiej na tą swoją pieprzoną religię, może tam dowiesz się czegoś nowego. Bo ja chyba do niczego cię nie przekonam.

-Ty nigdy w nic nie uwierzysz z takim nastawieniem!

-I chyba tak musi być! - Adela chwyciła plecak i odbiegła. Borys zdusił w sobie łzy, widział tylko jej szarą sukienkę i ciemne włosy i myślał o tym, jak bardzo ją kocha. I jak bardzo ją krzywdzi.

 

 

 

Doktor Maciej Wiślak przemierzał szkolny korytarz, mijając rozchichotane grupki dziewcząt. Zatrzymał na chwilę wzrok na łukowatym sklepieniu nad portiernią, mruknął coś w odpowiedzi do rudej dziewczyny, która potrąciła go, wybiegając zza łuku korytarza i skierował szybkie kroki w stronę gabinetu dyrektora. Nie pukając wszedł do środka. Dyrektor właśnie był zajęty jakimiś urzędowymi sprawami. Biurko było zawalone białymi i żółtymi kartkami ksero, dookoła walały się spinacze biurowe. Na stole konferencyjnym ustawionym na wprost okna pyszniły się grube żółte segregatory. Wszystko było tu albo białe albo żółte. Nawet koszula dyrektora, rozpięta teraz z powodu upału, miała żółte paski.

-Dzień dobry! - dyrektor uniósł wzrok znad papierzysk. - Co pana tutaj sprowadza...? Byłbym rady, gdyby...

-Wiślak. Mój syn jest tutaj z powrotem.

-Ach tak! Borys. Czyżby prywatne liceum się nie sprawdziło... Proszę usiąść – mruknął, ale zorientował się, że na krześle, które wskazał gościowi znajdują się papierowe teczki. Wiślak niewiele myśląc przełożył je na parapet.

-Był w liceum od grudnia zeszłego roku do teraz... Szkoła nie służyła mojemu synowi, dlatego...

-Wiem o jego sprawie.

-Prokurator umorzył postępowanie. Borys jest nieletni i... Sam go wychowuję. Jest ciężko. Jego matka odeszła od nas, kiedy ten miał pięć lat. Nawet nie wiem, czy on ją pamięta...

-Bardzo mi przykro.

-Tak się mówi. Nieważne – machnął ręką. - Chodzi o to, że boję się o niego. Tutaj wcale nie przykładał się do nauki, cały czas tylko gitara, koncerty...

-Borys zawsze ochoczo udzielał się w prace na rzecz samorządu...

-Ale był zagrożony! Z ośmiu przedmiotów na trzynaście! Jedynie z matematyki sobie radził... Przeniosłem go, bo... Bo się bałem, że się tu zmarnuje...

-Tak nisko ocenia pan naszą szkołę?

-Nie. Sam ją kończyłem. Wiem, na czym polega jej urok. Jest niesamowita. Po prostu. To się czuje wchodząc tutaj. A tak w ogóle... Dlaczego taki róż?

-To jest łosoś.

-Mówimy o ścianach?

-A pan?

-Ten kolor jest wstrętny.

-Dziękuję. - Dyrektor odłożył pióro i zaczął układać pieczątki. Zapadła niezręczna cisza. Przerwał ją w końcu dyrektor proponując wodę. Doktor tymczasem zdjął marynarkę i ułożył ją sobie na kolanach. Nie pamiętał nigdy tak gorącego września.

-Mamy się troszczyć o Borysa, tak? Najlepiej jak potrafimy?

-Właśnie. On jest pod stałą opieką psychologa i mojego adwokata, ale... Uważam, że szkoła też powinna mieć w tym jakiś udział.

-O ile będziemy mogli...

-Będę uradowany... - Doktor podszedł do okna i razem z dyrektorem patrzyli na grupki wracające zza bloku naprzeciw szkoły.

-Palarnia? - zagadnął Wiślak.

-Tak. Niestety, walczymy z tym jak możemy, ale cóż... Obniżymy im zachowanie, wezwiemy patrol straży miejskiej, a dwa dni później wyjdą znowu. Wstrętny nałóg, sam z nim długo walczyłem...

-Wiem, że Borys też. I już przestałem o to się wściekać. Choć powinienem... Mam nadzieję, że ta dziewczyna coś go utemperuje. Wie pan, nie żałuję niczego bardziej, niż tego, że wysłałem syna do tamtej szkoły. Zniszczyli mu osobowość. Wsadzili w mundurek, koszulę zapiętą pod szyję. Wyrobili w nim poczucie, że jeśli nie jest najlepszy, to jest nikim... Zniszczyli go, tyle... O, to brat Adeli też chodzi... Oni wszyscy... Hej! Do cholery! CO TAM SIĘ NAJLEPSZEGO DZIEJE?

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Justyska 3 miesiące temu
    Przeczytałam z zainteresowaniem. Ciekawe tematy poruszasz, ale mam jedno ale. To oczywiście moje spostrzeżenie, niekoniecznie musisz się zgodzić. Uważam, że za duże zamieszanie z postaciami. Wprowadzone wszystkie niemal jednocześnie. Pogubiłam się kilka razy w imionach. Myślę, że te wszystkie wydarzenia i emocje powinny być rozłożone na większej przestrzeni.
    Ale pomysł na opowieść do mnie trafia, ciekawe wątki no i... urodziłam się trzynastego maja:D
    Pozdrówka! 4+
  • Justyska 3 miesiące temu
    I lepiej wrzucaj krótsze części, więcej osób zajrzy:)
  • Elorence 3 miesiące temu
    Ogólnie zgadzam się z Justyską i dodam jeszcze od siebie, że tekst wymaga ogarnięcia spacji :) Chodzi o dialogi. Myślnik nie może bezpośrednio łączyć się ze słowem.
    Krótsze części sprawią, że ludzie chętniej będą czytać, a tym bardziej początek dłuższej historii :)
    Pozdrawiam!
    Ode mnie piąteczka, tak na rozruszanie :)
  • North 2 miesiące temu
    Cóż, formatowanie jest spowodowane tym, że przeklejałam z Worda. W sumie to jest jedno z opowiadań, które piszę od czterech lat ( z hakiem), obecnie ma jakoś lekko ponad osiemdziesiąt stron, nigdy nie publikowane, nie wiem, dlaczego akurat teraz postanowiłam puścić je w świat. :) Dziękuję za opinie.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania