Moja prowincja

Tutaj nie muszę cię szukać umawiać na ostatnią chwilę

wystawać w długiej kolejce by kupić kwiaty

Tutaj wychodzi się z domu prosto w zieleń

drzewa pachną żywicą pod stopami strzela powietrze

 

Tydzień jest krótszy o jakieś dwie trzy ulice

snuje się leniwie w czworoboku kamienic

 

To miejsce nazywam prowincją

spokojnie otwieram okno bez obawy

że zazgrzyta tramwaj a strajk taksówkarzy

przeniesie się do kuchni.

Średnia ocena: 3.6  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • blindness 2 miesiące temu
    Bardzo mi się podoba, świetna budowa wiersza :)
  • Wrotycz 2 miesiące temu
    Prowincja dobrego samopoczucia, azyl wewnętrzny, ulga wyobraźni... jaki ładny, optymistyczny liryk, Abi:)
    Eden, nie do porzucenia czy zabrania.

    Co za metafory! Powietrze strzela jak szampan, tydzień pracy kończy się w środę, cisza jest błoga, a żona w kuchni obiad gotuje.
    Ileż tu uśmiechu:)
    5.
  • abi 2 miesiące temu
    To prawda kocham swoją prowincję.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania