mucha tse tse

Na dworcu w Rumi śmierdziało moczem. Szczających dokumentnie powaliło. Przez porysowane szyby obserwowaliśmy budzący się lipcowy świt. Kolejowa obskura, wóz i przewóz. Gdańsk śródmieście naszą metą, złapaniem oddechu, zaglutowanym jaśkiem. Zbyt długo fetowaliśmy rocznicę burzliwej znajomości. Za dużo piwa. Tam jest ubikacja, masturbacja, spacja, ja i orgazm. Końcowa stacja. Niesforność myślowa - przejściowa głupawka. Chrzanić ją. Chrzanić splifa figla. Powiedziałam, że dziś pass, on w śmiech. Duszan partner, Mucha partnerka. Sklejeni wyżutą gumą pożądania. Wspólnota intensywnych doznań, jak w domu skupu żywca. Penis. Z cyckami, taka pieszczotliwość w stosunku do mnie. Integracyjny poncz - patrzenie pończochą przeciwsłoneczności, korzystanie z wakacji kosztem nieplanowanych okaleczeń. Trudne charaktery rozciągają swe prawa rykoszetowym gwałtem. Potem: ała, ała, ała. Paracetamolu nie mieszać z alkoholem, kaca należy przespać. Przeczekać, przeczekać trzeba mi.

W Gdańsku: furmana, furmanki, nic. Bezbronne dzieci. Rzucił planem - klifem walim na Sopot. Podarłam mapę bujnej wyobraźni mówiąc, płacząc, pukając czoło, manifestując senność, obnażając oszustwo. Mieliśmy odpocząć! Zaordynował: Wejherowo. Powrót.

Męskie kłamstwa, żylaste mięsne kawały. Śmiechu warte. Z majonezem smakują, posmaruj a wejdzie. Tworzą alternatywne światy. Bazują na naiwności i zaufaniu. Wasze wężowe języki są ognioodporne, przypominają łany zboża, lecz zamiast niewinnych żyt, pszenżyt i pszenic sterczą z ziemi naprężone żmije. Spoko, kiedyś ospały żniwiarz odpali bizona, przejedzie w tę i nazad.

Czekaliśmy. Pociągi, dworzec - złe obrazy. Duszan wypluł. Antyhipster, przedstawiciel wymarłego gatunku, normalnie nienormalny. Huba. Gdy nosisz trampki twoje serce ma pryszcze. Szpilki - stuk, stuk, stuk. Wylaszczony lachon zawrócił typowi totalnie. Klonowy liść, zaprowadzający ład bodziec. Kanada pachnąca żywicą.

Szynowy rozwarł paszczę, weszliśmy. Jako koty Sylwestry, czujni, lustrujący. D jak Duszan, M jak Mucha i mord. Nienawidziłam go szczerze. W Redzie chwycił za przedramię, krzyknął: wysiadamy. Wściekłość rozgniotła gumę donald lekkim butem. Drań, cymbał, debil, gamoń. Przecież, przecież, przecież, jak to? Region podupadły na zdrowiu, brzydki, naznaczony amoniakiem armii zbawienia. Ile można sikać? Weszłam w chwilowe krzaki. Czerwone maki, babki lancetowate. Z plecakowej czeluści wydobywał Janosika. Podważony zapalniczką kapsel wystrzelił jak kula jakiegoś gloka. Zapytał: chcesz? Odpowiedziałam, iż przeczekać trzeba mi. Kac to zając, dyla da.

Zerował grdykowo, granicznie, zbijał gorączkę dyskomfortu. Brat łata, sratatata. Jesteś obrzydliwy - powiedziałam, niedowierzałam. Beknął. Czajnikowe wrzenie i zasysający bębenki gwizd gwizdka. Jałowe nozdrza przeciwieństwem patykiem pisanej mordy. Pijany w syndrom sztok. Chciałam wygryźć jabłko Adama, zaszlachtować dziada raz dwa trzy.

Redowska dziura spłodziła żuli trzech. Bociany, karykatury, zboczone nosy (przekrzywienia asfaltowych pocałowań), dzikie chary, pęknięte wary. Krajobraz przed bitwą. Szło niebezpieczne. Duszan duszkiem opróżniał butelkę, nie ogarniał. Uciekajmy! - gdzie tam. Jeszcze im machał, frajer.

Tulipanowa walka, wiśniowe zachlapania, bursztynowe wybijania. Dostał naiwniak placek. Osiągające punkt gie katowanie wymusiło interwencję. Wskoczyłam jednemu na głowę - odgryzłam ucho. Odkryte rozkrokiem zakryte przyrodzenie drugiego - pacyfikacja natychmiastowa. Trzeciego piwem w łeb. Muralowy napis: róbcie pokój matoły. Hiphop, hotdog, cocacola.

Wejherowskie spożywanie frytek, milusi ranek. Freski lim, krwiaków, śliw. Biedny Duszanek, ni pies, ni wydra, zmiennocieplny drań. Warzywowy jegomość: ogóronos, pomidory burgerów, cebula ckliwości, czosnek wyziewu, dynia dyni, keczupy.

A kłamstwa?

Odgradzają nabranych od wolnej amerykanki. Swawolny partyzant ignorujący wybrzuszenia. To napierają oni, zrobieni w bambuko. Kiedyś wsadzą fałszywej gębie hałdę manowcowych słowozdań. Udław, zadław, czkawkę miej. Karma wróci.

Śpiączka afrykańska unieszkodliwiła wrogów.

Kimaliśmy u Smyczogłowej. U Smyczogłowej weranda wygodna, panele drewniane, kuchnia ceglana. Stylówa, miniówa, kawa na blacie, bladź. U Smyczogłowej burdel kółkowy, klientela różna, księgowa uniesiona kreatywnością.

Hańbiące popołudnia cofają pyskówkę. Potulna, potulny, przytulaski. Kwas wczoraja. Marmoladowy chlebek w chmurnych buziach.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Wrotycz 4 miesiące temu
    Mimo wszystko - marmoladowy chlebek w chmurnych buziach - :)
    Świetnie się czytało, energii wbiłeś na dzień cały. Tekst zmusza do biegnięcia.
    Mnóstwo wyimków bym chciała cytować, tak że no... prawie cały tekst.
    Kapitalny!
    5.
  • jagodolas 4 miesiące temu
    Dzięki serdeczne!
  • kalaallisut 4 miesiące temu
    Musiałam zrobić pauzę, to : "Integracyjny poncz - patrzenie pończochą przeciwsłoneczności, korzystanie z wakacji kosztem nieplanowanych okaleczeń. Trudne charaktery rozciągają swe prawa rykoszetowym gwałtem. " - !!!:)
  • kalaallisut 4 miesiące temu
    I to:"Męskie kłamstwa, żylaste mięsne kawały. Śmiechu warte. Z majonezem smakują, posmaruj a wejdzie. Tworzą alternatywne światy. Bazują na naiwności i zaufaniu. Wasze wężowe języki są ognioodporne, przypominają łany zboża, lecz zamiast niewinnych żyt, pszenżyt i pszenic sterczą z ziemi naprężone żmije. Spoko, kiedyś ospały żniwiarz odpali bizona, przejedzie w tę i nazad." - bardzo pięknie i ostro dobierasz słowa, są jak nóż w słodkiej polewie, która się rozpuszcza czytając.
  • jagodolas 4 miesiące temu
    Dzięki serdeczne
  • TseCylia 4 miesiące temu
    Super, obrzydliwie, że aż pięknie! I z powerem. +5
    :->
  • jagodolas 4 miesiące temu
    Dzięki serdeczne
  • D4wid 4 miesiące temu
    Jak dla mnie za dużo owijania w bawełnę. Masz ciekawy styl pisania, lubię taki, ale moim zdaniem jest tutaj tego za dużo.

    Ps. Mieszkam dosyć blisko Rumi i faktycznie czasem na dworcu czuć mocz :D
  • jagodolas 4 miesiące temu
    Ja tam nie mieszkam, ale kręciłem się kiedy i waliło przepotężnie. Dzięki
  • Canulas 4 miesiące temu
    Zejście o pół poziomu z prozy poet, mniej dośrubowane, ale to dobrze, bo złowne wyuzdanie nie koreluje z dynamicznym naturalizmem. Tu postawiłeś/aś na pęd. Dużo krótkich -jednowytrazowych nawet - zdań. Myk powoduje, e mózg odbiorcy skacze po utworzonych przez Ciebie planach. Obraz odpala pojarę od kolejnego obrazu. Kupuję takie cuś.
  • Canulas 4 miesiące temu
    "Jako koty Sylwestry, czujni, spode łba lustrujący." - a się jeszcze tu zatrzymam. Czy jeśli: Koty i czujni, to nie łby - w myśl liczby mnogiej.
    Dziwne, ze koty unoszą łeb. Co to, Sylwestry syjamskie?
  • jagodolas 4 miesiące temu
    Hahaha, no tak, trzeba poprawić. Dzięki za wizit
  • Lamb 4 miesiące temu
    Czasem ulegam z zaciekawieniem wrazeniu, ze posrod opowiadania wylazi z Ciebie dziecko w pewym momencie i musisz pare sekund pobawic sie slowami, brzmieniem, dla samej zabawy. Ubikacja, masturbacja, spacja.
    Czesto jest myk z beztroską zabawą slowami. Szczegolnie ciekawe, drząco upiorne wrazenie robi to na mnie w tekstach ciezszych, gdy cos takiego wkladasz chichotliwie pomiedzy Zdania-Bardzo-Ciezkie-Kalibry.
    Lubie to. Przez chwile mam wtedy wybicie z rytmu, inny smak, ulamek sekundy zastanowienia sie, czy autor nie robi sobie tylko jaj, z siebie i czytelnika, na ile momentami, a na ile nie. No a potem dowala mi ciezszy kaliber.

    Troche.hmm..jesli umie sie wyczuc, to Twoimi tekstami mozna zostac nieco poturbowanym i pociagnietym za ucho gestem smiesznym, miedzy piesciami.
    Albo nie wiem, albo to odbior indywidualny moj.


    Tu, w tym konkretnym, jest dosadnie, ale kaliber nie najciezszy, relacja bujna w drodze. Lubie dworce. O niczym niby szczegolnym to i na nic sie nie silac i czesto wytykajac jezyk - taki dla mnie ten tekst, a jednak cos ma w sobie, co sprawia, ze intryguje bardzo.

    ,,przekrzywienia asfaltowych pocałowań" - to piekne.
  • jagodolas 4 miesiące temu
    Tak, lubię zabawę słowem, nawet w tekstach cięższych, poważniejszych dla mnie, chociaż może to wydawac sie nie na miejscu i dziwne. Samo jakos wychodzi a ja tego nie eliminuję. Może to jest jak zażartowanie w sytuacji kryzysowo-stresującej, zeby rozładowac, nie wiem. Lubię ładne slowa, takie co fajnie wg. mnie brzmią. Ten text z lzejszych, lajtowy, cieszę się ze cos ma. Duzo ciekawych uwag , wgl Twój koment ubananowił tfasz. Dzięks

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania