Mur-Część II-Rozdział 16

Znów przemierzałem bezkresne równiny, czułem, jak zimny deszcz chłodzi gorące ciało, zmuszone do wielkiego wysiłku. Stanąłem na skale i głośno zawyłem do księżyca, tęskniąc za wybitym stadem. Oparłem głowę o łapy, spoglądając na niedaleką wioskę. Nie wiedziałem, co myśleć o tych dwunożnych, z jednej strony zabili mi rodzinę, a z drugiej strony ich młode karmiły mnie. No cóż, życie samotnika nie jest złe, jednak możliwości są również ograniczone.

Gdzieś w oddali dostrzegłem myśliwego, który ze strachem próbował przekraść się przede mną. Jego przerażenie wyczuwalne było z daleka, wprawdzie mogłem rzucić się swym wielkim cielskiem na niego, jednak nie jem ludzkiego mięsa. Dla pojedynczego wilka sprowadzenie na siebie złej uwagi równa się ze śmiercią. Już dawno nauczyłem się, że te ich grzmiące lufy są niebezpieczne, to właśnie one siały śmierć wśród moich towarzyszy. Znudzony, przeniosłem wzrok na niebo. Jakie ono był bezkresne i nieskończone, chciałbym pobiegać po nim i poczuć to bezgraniczne uczucie.

Gdzieś w oddali zaczęło jarzyć się, wstające słońce, które swym blaskiem przeganiało noc. Idealna pora, by coś złowić. Zmniejszyłem swój rozmiar i wytężając węch, zagłębiłem się w gęstwinę, chłodnego lasu. Dzień dopiero budził wszystko do życia, małe zwierzęta przebiegały tuż obok mnie, pędząc do swych zajęć, zwierzęta, tak jak ludzie byli niewolnikami rutyny. Zignorowałem je, nie nadawały się nawet na przystawkę. Schowałem swe ciało w krzaki, przepuszczając kolejnych łowczych, również oni wiedzieli, że to idealna pora na polowanie.

Ruszyłem w przeciwnym kierunku niż oni. Mokra trawa mlaskała pod łapami, o podkradnięciu się, mogłem zapomnieć. W tym momencie spomiędzy drzew wypadł ogromny jeleń z rozłożystym porożem. Samiec, wspaniale będzie dużo mięsa. Uciekał, jakby niesiony wichrem, jednak już wiedziałem, jak to się skończy. Biegnąc, nie zauważył grubych konarów, stojących obok siebie, zaczepił porożem, runął wprost do parowu. Zwolniłem, nie byłem głupim młodziakiem, który bez namysłu wskoczy za ofiarą. Wielu skończyło swoje życia, będąc zbyt narwanym.

Krocząc spokojnie, dotarłem do skraju. Już czekała na mnie ofiara, przygotowana na ostateczną walkę, mimo urazu nogi, nie widziałem w jej oczach bezsilności. Zawarczałem głośno, podchodząc bliżej. Kat i ofiara, obserwowali siebie nawzajem, oczekując ruchu drugiego. Spróbowałem zatopić swe krwi, lecz musiałem odskoczyć przed porożem, to ostre cholerstwo mogło spowodować rozległe rany. Musiałem zaryzykować, że ktoś wyczuje magię. Powiększyłem się, wtedy zmienił się wyraz oczu samca. Już wiedział, że nie ma szans, desperacko próbował uciec. Niestety złamana kończyna i wysokie ściany parowu to uniemożliwiały.

Poczułem narastający strach u ofiary. Ach cóż to było za świetne uczucie, mogąc rozkoszować się przerażeniem przeciwnika. Uśmiechnąłem się, eksponując ostre kły, czas na żer. Jednym ruchem szczęki odgryzłem rogi, a drugim wgryzłem się w szyje. Ciepła posoka zaczęła spływać po mojej szyi, czułem jego próby ucieczki. Użyłem więcej siły, odcinając głowę. Spojrzałem na swe dzieło, drgające w śmiertelnych skurczach ciało i przerażaną głowę, w której można było zauważyć iskierki nadziei na ucieczkę.

Nie dobrze, zatraciłem się w instynktach, jeśli ktoś to zauważy, może wysnuć wioski o wielkim zwierzu w okolicy. Powstanie panika, a dwunożni zbiorą się, by mnie ubić. Trzeba było coś zrobić, wykopałem ogromną dziurę i wrzuciłem tam głowę. Zmniejszyłem się i zacząłem pożerać, stygnące truchło. Połykając kolejny kawałki pysznego mięsa, cały czas obserwowałem okolicę. Nie było czasu na spokojny posiłek. Wrzuciłem resztki do dołu i zasypałem. Umyłem swe ciało w płynącej nieopodal rzece. Teraz znów wyglądałem jak te ich psy. Biały Kieł nie byłby zadowolony, że porzuciłem dumę wilka, jednak przeżycia nie uwzględnia honoru i innego tego typu bzdur. Wróciłem do wioski, gdzie w spokoju odpocząłem w porzuconej beczce. To był kolejny dobry dzień.

Znów obudziłem się zlany potem. Dlaczego wciąż o tym śnie? Smród tamtego jelenia wciąż był w moim nosie. Wybiegłem z chaty i zwymiotowałem tuż obok niej. Dobrze, że dziewczyny są w lwiej wiosce po zapasy i mnie teraz nie widzą. Usiadłem ciężko na trawie, pokrytej poranną rosą. Na całe szczęście ten sen pojawiał się dosyć rzadko.

— Wodzu! Przybył jakiś Silva. Mówi, że jest od Brązowej Grzywy. — powiedział Ares. — Wszystko dobrze?

— Tak, tak. Coś mi zaszkodziło z wczorajszego jedzenia. — Szybko uciąłem temat, jeszcze tego mi brakowało, by myśleli, że jestem chory, albo – co gorsza – szalony. — Przyprowadź go do mnie.

Po chwili ujrzałem naszego nowego szamana. Wysoki młodzieniec w dziwnym, zielonym ubraniu, na ramieniu, przewieszona torba z tego samego materiału.

— Witaj wodzu Shadow, Wściekły Pogromco. Mój mistrz przesyła pozdrowienia.

— Miło mi powitać cię w naszej wiosce — odparłem, wstając z ziemi. — Ares zaprowadzi cię do twojej chaty. Rozgość się.

Silva skinął głową i ruszył za swym przewodnikiem. Miałem nadzieję, że okaże się dobrym szamanem, teraz pozostał tylko problem uzbrojenia. Najpierw jednak musiałem doprowadzić się do właściwego porządku. Obmyłem twarz, ubrałem codzienne ubranie i zasiadłem do śniadania.

— Wodzu! Wodzu! — Usłyszałem krzyki za oknem. Po chwili w oknie pokazała się twarz jednego z moich ludzi. — Ten nowy jest szalony. Podpalił magazyn z mięsem.

— Co z jedzeniem? — spytałem, kierując się do wyjścia.

— Na całe szczęście udało się zgasić pożar, nim objął cały budynek. Nic się nie spaliło. — odparł szybko.

— Całe szczęście. Prowadź do winowajcy. — Kroczyłem za posłańcem, wypełniony mieszanymi uczuciami. Kogo, na miłość Bogini, przysłał mi Szaman? Po kilku minutach byłem na miejscu, w otoczeniu wściekłych bestioludzi siedział Silva, zupełnie niezrażony swoją sytuacją.

— Co tu się dzieje? — krzyknąłem.

— Dobrze wodzu, że jesteś. Ten syn szakala próbował puścić z dymem nasze zapasy — odpowiedział Ares, wściekle mierząc spojrzeniem winowajcę.

— Silva, o co tu chodzi? — Nie dobrze jest wysłuchać wersji, tylko jednej ze stron.

— Nie macie prawa jeść martwych ciał — powiedział oskarżająco. — Zwierzęta powinny chodzić wolne, a każdy może tylko korzystać z nieżywych owoców matki natury.

Jego wypowiedź wywołała salwę śmiechu.

— Ciekawe czy niedźwiedź również tak uważa, gdy zjada człowieka — rzucił złośliwie jeden z gapiów.

— Wilk może będzie miał wyrzuty sumienia, rozrywając dziecko. — kontynuował drugi.

— Dosyć! — krzyknąłem. — Aresie, weź oskarżonego do jego chaty, pójdziemy załatwić tę sprawę. Reszta wracać do pracy. No, chyba że chcecie, bym powiedział Kirze i Frei, że macie zbyt mało obowiązków.

Momentalnie pozostała tylko nasza trójka. Poszliśmy do chaty, nie chcąc robić widowiska.

— Słuchaj młody, jeszcze jeden taki numer to nie raczę za swoich ludzi. — Rozsiadłem się na podłodze.

— Nie widzę w tym nic złego — odpowiedział.

— Nie obchodzi mnie, że jestem przewodnikiem duchów. Przez twoje głupie pomysły, mogłeś spalić całą wioskę. Rozumiesz to? — Ares chwycił Silvę za ubranie. — Nie pozwolę, by jakiś „zielony” idiota zniszczył ponad miesiąc ciężkiej pracy.

— Chciałbym cię wywalić z naszej ziemi, ale potrzebujemy szamana. — Zacząłem, rozdzielając tę dwójkę. — Dam ci pierwsze ostrzeżenie, wierząc, że jako uczeń starego szamana, posiadasz odpowiednią wiedzę. Jednak oddaje cię w opiekę Aresowi, który będzie nadzorował twoje zachowanie.

— Nie możesz. Mistrz nigdy nie pozwoli na to. — odparł zadziornie.

— Tak się składa, że dobrze znam się z nim. Zróbmy tak, nie będziemy się czepiać twoich poglądów, jak nie będziesz ich w nas wmuszał, a swoją pracę wykonasz odpowiednio. Inaczej dam znać Brązowej Grzywie o twoim zachowaniu. Twój nowy opiekun wyjaśni ci twoje zasady i obowiązki. Zostawiam was samych. — Pozostawiłem ich tam, mając nadzieję, że nie pozabijają się. Nienawidziłem takich fanatycznych idealistów, jednak doskonale wiedziałem o wiedzy starego szamana, który nie wysłałby mi idiotę na tak ważne stanowisko. Ruszyłem w stronę pól, by ocenić ich stan.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Ozar miesiąc temu
    Ciekawy opis walki jelenia z wilkiem. Napisałeś "Jednym ruchem szczęki odgryzłem rogi, a drugim wgryzłem się w szyje' Tu chyba lekka przesada, bo nie wiem czy nawet hiena mająca największy nacisk szczęk dałaby radę odgryźć rogi? Jednak pewnie ten stwór jest magiczny więc może i ma magiczne szczęki. Jednak trochę się to gryzie. Może lepiej pomiń to odgryzanie i od razy napisz że wgryzł się w szyję? . Hahahaah coś czułem, że z nowym będą kłopoty. Jakiś dziwny bo co mają jeść korzenie, liście? Przecież muszą polować żeby żyć, a nawet z upraw nie można wyżywić całej wioski, zresztą mięso też trzeba jeść. Ciekawe jak Ares sobie poradzi z tym dziwadłem? 5
  • krajew34 miesiąc temu
    Ten wilk ma bardzo zmutowane geny i potrafi dość prymitywnie władać maną. Więc wystarczy, że podświadomie skierował ją do szczęki i proszę bardzo, po rogach. :)
  • Ozar miesiąc temu
    krajew34 Aha tp brzmi całkiem sensownie, takie skierowanie energii. Kumam.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania