Mur-Rozdział 14

Rozmazane dźwięki powoli dolatywały do mych uszu, dostrajając się do ciężkiej głowy. Jakie szaleństwo tym razem wytworzył mój chory umysł? Czy ten demon nie był wystarczający? Z ledwością uniosłem ociężałe powieki, nie wiedząc, co mnie czeka.

Jednak prócz mieszaniny barw i różnego hałasu nie doświadczyłem niczego, nawet ciało nie chciało mnie słuchać, uporczywie lekceważąc rozkazy mózgu. Poczułem, jak ktoś podnosi mi głowę i wlewa coś do gardła. W tamtym momencie był to napój bogów, łechcący spragnione gardło, przynosząc ukojenie wyschniętym ustom.

Kolejne sylwetki postaci i nieprzebrany hałas. Ach Bogini, gdzie się znalazłem tym razem? Nie było to ani niebo, ani piekło. Nie przeszło mi przez myśl, że mogłem znajdować się jeszcze na tym świecie. W końcu sen zabrał mnie od tamtej męki, wprowadzając w drugą.

W tym śnie, a raczej w snach uciekam rzeką krwi, skacząc po martwych ciałach, tuż za mną znajdują się dawni towarzysze, pragnący zguby dla mnie. Mijam znajome osoby o wykrzywionych sylwetkach w groteskowych pozach, szepczących nieznane słowa. Wreszcie staję nad szkarłatnym wodospadem, otoczony przez samych wrogów. Ich oczy przepełniała nienawiść i pogarda, chciałem wykrzyczeć cokolwiek na moją obronę, jednak z krtani nie uleciał ani jeden dźwięk. Nagle spomiędzy czerwonych wód wyłania się ogromna postać Dantego, wskazująca na mnie swymi ohydnymi, zgniłymi palcami, śmiejąc się na całą okolicę. Mam dość, skaczę w chłodną dal, ufny, że ona ukoi stargane serce.

Otwieram oczy, na całe szczęście to był tylko sen. Próbuje wstać, lecz zmuszony przez spazm ból, wracam do początkowej pozycji. Rozglądam się w milczeniu, próbując połączyć niewidzialne części zagadki, lecz prócz drewnianego sufitu, skąpanego w półmroku i płonącego ogniska nic nie zauważam. Kiepski byłby ze mnie policjant.

— Więc obudziłeś się bezwłosa małpo. Rychło w czas, dzisiaj mija czwarty księżyc, od kiedy się tu znalazłeś. — Usłyszenie znajomego, choć wrednego głosu sprawiło mi ulgę. Próbowałem coś odpowiedzieć, niestety zabrzmiało to, jak syczenie węża.

— Odpoczywaj, szaman Brązowa Grzywa kazał przekazać, że czuwa nad tobą jakaś nieznana siła. Twoje przeżycie, mimo tak poważnych ran to cud.

Łatwo jej powiedzieć, to nie ona leży w nieznanym miejscu i w zupełnie zagadkowej sytuacji.

— Gdzie... ja... jestem. — wychrypiałem.

— Twój upór jest godny szacunku, choć bliżej temu do głupoty, niż mądrości. Znajdujesz się na ziemi Lwów, mego rodzonego plemienia — powiedziała, podsuwając bukłak z wodą, zaczerpnąłem z niego łapczywie. Ach Bogini, dlaczego wciąż rzucasz takimi złożonymi rzeczami w prostego człowieka, jakim ja jestem. Przez co wciąż wychodzę na durnia przed samym sobą. Z trudnością usiadłem, opierając się o ścianę tego prowizorycznego budynku.

— Dlaczego mnie uratowałaś? Przecież doprowadziłem cię do muru. Reszta nie powinna cię obchodzić.

— Błąd łyso małpo. Gdy zaatakowałeś mnie w jaskini, automatycznie nałożyłeś na siebie zemstę, uczynioną moją ręką. Nawet Manitu, czy inny Bóg nie zabierze mi tej przyjemności.

Los bywa naprawdę przewrotny, zostałem ocalony tylko po to, by czekać na kolejny śmiertelny finisz. Punkt dla sadystycznego fatum.

— Wiesz ta deklaracja, przypomina ofertę małżeństwa, tak jakbym miał być cały twój.

Parsknęła sarkastycznie i położyła się na niedalekim posłaniu.

— Nie bądź taki wesoły, wprawdzie jeszcze nie wymyśliłam, jak się zemszczę, ale na pewno będzie to bolesne i krwawe.

No cóż, Kira nie przypominała mojego „księcia” na białym koniu, jednak dobre i to.

— Czyli uratowałaś mnie bezmyślnie. No proszę, a myślałem, że bestioludzie są bardziej "przyszłościowi".

— Jeśli pragniesz śmierci, nic straconego, zawsze mogę ci w tym pomóc. — Klinga ostrza błysnęła złowrogim odbiciem.

— Dobra, dobra. Niech zostanie tak, jak jest.

Następnie zapadła krępująca cisza, przerywana głośnym biciem serca, słyszane tylko przez swego właściciela. Nie wiedzieliśmy, co mamy dalej mówić. Podróżowaliśmy przez wiele kilometrów, a jednak nie zdążyliśmy się poznać wystarczająco. Jednak nieznana siła ciągnęła nas do ciebie, wprawiając zranione dusze w zakłopotanie.

To irytujące napięcie denerwowało mnie, skupiłem się tylko na tym, co mogłem. Na myśleniu. Znajdowałem się na terenach, na których żadna ludzka noga nie stanęła. Dalekie zalesione obszary za murem, pełne pułapek i bestioludzi nie zachęcały do swobodnej eksploracji. Dla garści niezrozumiałego złomu i kilku informacji niewarte było ryzykowaniem życia. Jestem pierwszym człowiekiem, który tak daleko dotarł... Pytanie, czy powrócę żywy?

— Wierzysz w przeznaczenie bezwłosa małpo? — Jej pytanie wybiło mnie z myśli.

— Może... Dlaczego pytasz?

— Szaman mówił, że naszą dwójkę łączy nić przeznaczenia. Sądzę, że chodzi tu o moją zemstę na tobie, ale duchowy pośrednik wyśmiał mnie, mówiąc: „Droga wojownika to niejedyna ścieżka, musisz poznać drogę serca, by móc w pełni zrozumieć życie”. Przecież znam własne serce... — W jej słowa wyczułem rozczarowanie. Czyżby ten ich starzec od duchów miał na myśli miłość? Tylko ją określa się mianem nici przeznaczenia. Nie, nie to absurd. Dlaczego miałbym zakochać się w śmiertelnym wrogu ludzkości? To bujda, przecież to... Spojrzałem w jej stronę i w świetle księżyca, wpadające przez otwór w dachu, zobaczyłem śpiącą, niewinną twarz, z kruczoczarnymi włosami na policzku. Wyglądała tak wspaniale i... ludzko. Potwory, mutanty cały czas tak samo ludzie określają ród bestii. A więcej nas łączy, niż dzieli. Łatwiej chwycić za miecz i spluwę, niż zasiąść do wspólnej rozmowy. Raczej wątpię, bym inaczej zareagował od pozostałych, bestie od zawsze były tylko celami, które trzeba zlikwidować, by móc żyć dalej. Czy człowiek jest w stanie utworzyć związek z nieprzyjacielem? Czy to w ogóle możliwe?

Nie, nie. O czym ty Shadow myślisz? Nie angażuj się, Dante na pewno to wykorzysta, by zaatakować. Bogini! Jakie są twoje zamysły? Po co skrzyżowałaś drogi tchórzliwego idioty z nieszczerą wobec siebie lwicą? Słodki sen zamknął znużone powieki, ucinając cichą scenę.

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Ozar 2 miesiące temu
    Kurdę wygląda na to, że coś łaczy bohatera z bestią. Przeznaczenie, to coś z czym żartów nie ma. Sam nie wiem, czy mu zazdrościć, czy współczuć hahahaha. Z drugiej strony on jest ścigany przez Dantego i jego wyznawców, a to oznacza że naraża i siebie i cała wioskę, o pani już nie wspominając. Podoba mi się zdanie "Po co skrzyżowałaś drogi tchórzliwego idioty z nieszczerą wobec siebie lwicą?" - to dokładnie odzwierciedla sam sens problemu. No ciekawie to idzie dalej. Shadow w zasadzie nie ma już gdzie uciekać, a sam raczej nie pokona Dantego. 5
  • krajew34 2 miesiące temu
    Dzięki za wpadniecie. Shadow na razie ma większe problemy, Dante odszedł lekko w zapomnienie,bądź co bądź bohater jest na wrogim terenie.
  • Kapelusznik 2 miesiące temu
    Tym razem 4
    Bo trochę do przewidzenia... i imiona... XD
    Podoba mi się - ale już większego pesymisty chyba z niego nie zrobisz
    Pozdrawiam
  • krajew34 2 miesiące temu
    Można by zrobić, jest taka manga, gdzie główny bohater za byle co, chce się zabić, zapaskudził powietrze piecykiem do ryb, klasa narzeka, no to chyc do okna, wszyscy rzucają się, by mu to uniemożliwić. Co do rozdziału, bestioludzi ksztaltuje na plemiona indiańskie,, chyba to będzie najbliższe, by ukazać dzikość, ale i zorganizowanie. Miło, że wpadłeś i kontynuujesz czytanie.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania