Najszczęśliwszy z kwiatów 19

***

Chociaż doktor Sawicki zalecał pozostanie na kilkudniowej obserwacji w szpitalu, jednak upór i zapewnienia dziewczyny o dobrym samopoczuciu spowodowały, że została wypisana zaraz na drugi dzień, po feralnej rozmowie ze starszą kobietą.

Karolina ponownie stała przed wejściem do kwiaciarni i wpatrywała się w napis „Najszczęśliwsze z Kwiatów” i było to całkowitym przeciwieństwem obietnic o unikaniu stresujących wspomnień, złożonych lekarzom i zaniepokojonej rodzinie.

Wspomnienia słów starszej kobiety i to miejsce ponownie powodowało przyspieszony rytm serca. Nieprzyjemne dreszcze przechodzące przez ciało dziewczyny, sprawiły, że Terlecka chwilę się wahała, ale wiedziała, że nie zazna spokoju jeśli nie otrzyma odpowiedzi na nurtujące ją pytania.

– Dzień dobry.

– Dzień dobry. – Sprzedawczyni spojrzała na Terlecką i zaskoczona zatrzymała rękę w połowie wypełniania jednego z haseł krzyżówki. – To ty… Pani nie jest w szpitalu?

– Chcę porozmawiać o tym kaktusie. – Karolina nie odpowiedziała na pytanie, tylko zdecydowanie przeszła do nurtujących ją kwestii. – Czy ten kwiat jest naprawdę magiczny i ma nadzwyczajną moc? – Florystka uciekała przez chwilę wzrokiem przed spojrzeniem dziewczyny.

– Dziecko, idź do domu, zapomnij o tym. – Po chwili dodała. – Boję się, że znowu powiem coś…

– Nie wyjdę dopóki nie opowie mi pani wszystkiego o…! – Karolina podniosła głos, ręce zaczęły się trząść, a serce znów szaleńczo pompowało krew – O tej czarodziejskiej roślinie! Ja muszę wiedzieć… – ciężko chwytała powietrze, wszystko zawirowało jej w głowie jak poprzednim razem i, aby nie upaść w ostatniej chwili chwyciła się lady.

– Już dobrze dziecko, spokojnie. – Kwiaciarka szybko podsunęła dziewczynie krzesło. – Siadaj i uspokój się. Opowiem ci tę historię, tylko się uspokój.

Rozbrzmiał dźwięk dzwonka i do sklepu wszedł klient.

– Zamknięte! – krzyknęła sprzedawczyni…

***

 

– Napij się herbaty kochanie. – Kobieta podała filiżankę i siadła na krześle przy niewielkim stoliczku, tuż obok Karoliny w zakurzonej rupieciarni. – Moja opowieść pewnie bardzo cię rozczaruje, więc proszę obiecaj mi, że zachowasz spokój cokolwiek usłyszysz.

– Dobrze obiecuję – bez zastanowienia wypaliła Terlecka. – Proszę mi tylko powiedzieć jak działa ten magiczny kaktus, co trzeba zrobić, aby… – lekkie muśnięcie kwiatu przez dziewczynę uzmysłowiło sprzedawczyni, jakie wiąże nadzieje z tą rozmową. – No, wie pani przecież.

Kwiaciarka odetchnęła głęboko, jakby na prawdę, którą została zmuszona powiedzieć, potrzebowała większych sił, niż znajdowało się starym ciele.

– Zanim zacznę, czy mogłabyś, moja droga, odpowiedzieć mi na jedno pytanie? – Szybkie skinienie głową i staruszka kontynuowała: – Nigdy wcześniej nie byłaś w mojej kwiaciarni prawda?

– Nie, nawet nie wiedziałam, że tu jest taki sklep.

– Dobrze. Myślę, że wszystko rozumiem – kobieta widocznie poukładała sobie w głowie znane jej fragmenty układanki. – Wiesz, jedni nazywają mnie wróżką, inni wiedźmą czy czarownicą. – Na pytające spojrzenie Karoliny starowinka powstrzymała jej pytanie ruchem ręki, zanim jeszcze wybrzmiało. – Krążą plotki, a może bardziej, legendy że zostałam przeklęta wieki temu, i że mój ukochany został zmieniony w roślinę, i że jeśli wybrankowie jednocześnie ukłuci zostaną igłą tego kwiatu ich miłość jeśli wygasła ożyje, a jeśli trwa w najlepsze nigdy się nie skończy – kwiaciarka wskazała na okazałego kaktusa, obok którego siedziały. – Pij kochana bo, herbatka wystygnie.

– A więc jesteś wróżką? Naprawdę potrafisz czarować?

– Nie skarbie, to wszystko są bajki, które dotąd mi nie zawadzały. Nie przeszkadzało mi jak przychodzili tu młodzi i wierzyli, że ich uczucie płonie dzięki mnie i moim kwiatom. Ale kiedy dzieciaki zaczęły wyłamywać kolce z tej biednej rośliny i zabierać na szczęście, jakieś pół roku temu, ukryłam ją w końcu w tym składziku i aż do wczorajszego naszego spotkania myślałam, że pamięć o tym przesądzie już umarła. – Starsza pani westchnęła ciężko – Prowadzę tę kwiaciarnię już ponad czterdzieści lat. Mój narzeczony, który był marynarzem przywiózł mi z jednego z rejsów do Indii wielką donicę i malutkim wtedy kaktusikiem, niestety kilka tygodni później jego statek zatonął i… – Wzruszenie spowodowało, że głos sprzedawczyni zadrżał. – To jest jedyna pamiątka jaka mi po nim została.

– Bardzo mi przykro, naprawdę. – Zwierzenie kobiety uzmysłowiło dziewczynie, że nie ona jedna kogoś straciła. – Ale, ja przepraszam, ale przecież Czerwona, mój kwiat, powiedziała mi, że kaktus będzie wiedział jak można wszystko naprawić. – nie dawała za wygraną Karolin. – To… To musi być prawda!

– Ta róża? – Kwiaciarka wskazała na zasuszoną różę w otwartej książce kucharskiej na stole. – Dziecko czy ty siebie słyszysz? Kwiaty nie mówią, to wszystko było w twojej głowie. Ja też kiedyś myślałam że potrafię z nimi rozmawiać, później pomoc psychologa... – Starsza pani nie dokończyła zdania, jakby nie chciała przywoływać niechcianych wspomnień. – Musiałaś usłyszeć gdzieś plotki i pewnie wydawało ci się, że słyszysz coś, czego nie było.

– Nie! To nie prawda! Czerwona odezwij się! – w pomieszczeniu zapanowała zupełna cisza, poza odgłosem przyspieszonego oddechu wzburzonej dziewczyny.

– Widzisz, milczy. Pamiętasz, obiecałaś się nie denerwować kochanie – delikatnie zwracała uwagę staruszka. – Uspokój się i pomyśl spokojnie. To wszystko musiało ci się wydawać.

– Ale… – Karolina chwyciła się desperacko ostatniej myśli – Skąd w takim razie wzięłabym to o możliwościach kaktusa?

– Pozwól kochana – kwiaciarka podeszła do wielkiej zdobionej egzotycznymi napisami donicy, rośliny, o której rozmawiały – Spójrz tutaj widzisz te napisy? Słyszałaś zapewne opowieści… Wiesz ludzie gadają różne rzeczy, to może być tego powodem.

– Co? Mówi pani, że to wszystko mi się tylko wydawało, i że jest mieszaniną plotek i mojej wyobraźni? – Karolina podeszła do staruszki – Co za napis?

– Mój ukochany Antoni, nim zginął na morzu, powiedział, że tego kaktusa i donicę otrzymał od jednego kapłana Hinduskiego, widzisz.

– Przecież to są tylko niezrozumiałe mazaje. Co to ma do rzeczy, jeśli chodzi o kaktusa? Dlaczego ludzie mieliby wierzyć, że ma nadzwyczajną moc? – Karolina wciąż nie zamierzała się poddać.

– Po tym jak mój ukochany… Jak Antoni odszedł, dałam to przetłumaczyć. Z drugiej strony donicy jest polska wersja tego tekstu.

– Ale… – Terlecka zrobiła kilka kroków, aby zobaczyć napis na drugiej stronie kanciastej misy.

Oczom jej ukazał się tekst:

 

Gdy ogień świecy nożem żalu odcięty zgasł, 

a ta, jak ślepy wiatr

blasku szukać nie przestanie 

i w beznadziei choć iskierkę wiary zachowa, 

to wiedz, że stracony, 

skrzesany być może płomień raz drugi,

lecz tylko kwiatu miłości wezwaniem 

i w miejscu gdzie żar po raz pierwszy rozgorzał. 

 

Roślina koślawa, co wzrosła na martwym, 

fałszywym uczuciu podeptana i w ogień

rzucona być musi, by nowa, wspanialsza, 

tym razem zakwitnąć zdołała. 

 

Bacz jeno ty, który bezmyślnie gnający powóz zawrócisz,

że sam, między życiem i śmiercią na zawsze zostaniesz 

i szczęścia nigdy nie zaznasz, jeśli nie sobie stworzoną

zawezwiesz z otchłani istotę. 

 

Wskazówkę ostatnią nieszczęśniku łkający dostaniesz, 

spiesz się, bo kiedy droga koło zatoczy pełne, 

strażnik bramę powrotu na wieczność zatrzaśnie,

gdy z kluczem, gdzie serca dwa ogień wznieciły,

raz drugi stanie. 

 

– Widzisz moja droga, to na pewno przez ten napis powstały te plotki. – Karolina usłyszała za sobą głos staruszki. – To nie jest magiczny kwiat. Próbowałam wszystkiego, aby odzyskać mojego Toniego, żadne czary nie działają, pewne rzeczy są po prostu niemożliwe.

Średnia ocena: 4.9  Głosów: 9

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • patix882 4 miesiące temu
    Mi się bardzo podoba, wciągająca treść. ❤️
  • Maurycy Lesniewski 4 miesiące temu
    Dziękuję, jest mi bardzo miło:)
  • Francis - Gorzalka 4 miesiące temu
    Przyjemna i pozytywna opowieść, tylko ta interpunkcja... ale to "nie możliwe" to już jest niemożliwe! ;)
  • Maurycy Lesniewski 4 miesiące temu
    U mnie jak widać wszystko jest możliwe :)
    zaraz tamto skleję:)
    Dzięki bardzo za wizytę i komentarz :)
  • Justyska 4 miesiące temu
    No tak wiedziałam, że warto zajrzeć:) Nieźle obmyślone, ładny ten tekst z donicy. Rozumiem, że to jeszcze nie koniec?
  • Maurycy Lesniewski 4 miesiące temu
    Jeszcze jedną część planuję, no chyba, że się nie zamknę z tym co chcę tam "włożyć".
    Dzięki za zerknięcie.
  • Bożena Joanna 4 miesiące temu
    Rola Czerwonej wydawała się jasna, ale ciekawa jestem do czego jest zdolny kaktus. Czy pomoże Karolinie? Mam sentyment do kaktusów, czekam na ciąg dalszy. Serdecznie pozdrawiam1
  • Maurycy Lesniewski 4 miesiące temu
    Bardzo dziękuje Bożeno za śledzenie i zainteresowanie tą opowieścią.
    W kolejnej odsłonie wszystko powinno stać się jasne:)
    Pozdrawiam równie serdecznie:)
  • MarBe 4 miesiące temu
    Róża ma jak kaktus kolce, lecz na tym podobieństwo się kończy. Trochę przypomina to mężczyznę i kobietę.
    pozdrawiam
  • Maurycy Lesniewski 4 miesiące temu
    Bardzo mi miło, że i tu zajrzałaś!
  • Margerita 4 miesiące temu
    Pięć no i Karolina w końcu została wzięta za wariatkę
  • Maurycy Lesniewski 4 miesiące temu
    Dzięki Marg :)
  • pasja 4 miesiące temu
    Witam
    Kolce zawsze przypisuje się rzeczom pięknym i bezbronnym. Jedyna broń która może ranić...miłość też rani. Pachnący temat i w róznych odsłonach. Przypisujesz kwiatom ludzkie przymioty i chyba strzelasz w punkt.
    Pozdrawiam pięknie
  • Maurycy Lesniewski 4 miesiące temu
    Kolce to czasem jedyna ochrona jaką maja bezbronni... Dzięki Pasjo za wizytę i refleksje.
    Pozdrawiam :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania