Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Neglerioza rozdział XXI, XXII. (krótkie)

XXI. Zmywalne

 

Czy Cyganie mogą patrzeć w przeszłość?

- O co w ogóle pytasz, ile ty masz lat? - oburzą się zaraz moje nieopiekuńcze duchy.

- Stary byk, a rozumek jak u dziesięciolatka, co zamiast poczytać książkę (albo napisać ze dwie) woli grać w Tibię, World of tanks, czy oglądać Avengersów.

Oczywiście - że tak! Zorientowałeś się już, że jedziecie wiele godzin, a mimo to nie minął was samochód, motocykl, skuter, ani nawet rowerzysta?

Kto teraz jeździ furmankami? Nawet największą biedotę, głównie dzięki 500 plus stać na tico, czy matiza, do prac polowych również - od czasów Nie ma mocnych ("koń to przeżytek") nie wykorzystuje się kopytniaków, na polach pyrkają zetory, ursusy, władimirce, samoróbki-esioki.

A co, jeśli trafiłeś, dajmy na to, do 1531 roku? Dopuszczasz taką ewentualność?

Dobra, przesada - wóz to nie żelaźniak, ma ogumione koła, opony stomilowskie, więc nie jest tak stary.

Ale jeśli okaże się, że zostałeś porwany przez zmenelałych magów - co wtedy?

- Głłł... - odmrukuję głosom wewnątrz głowy. Djordje uznał, że mogę się rozkrzyczeć, więc prewencyjnie wsadził mi do ust wełniany tampon, zakneblował onucą.

Skręciliśmy w las. coś się ewidentnie szykuje i nie będzie miłe i przyjemne. Czuję, że zaboli. Ścieknę, jak puder z twarzy mytych w kostnicy zwłok szimejla, transa o dziewczęcej buzi i dwudziestoośmiocentymetrowej pale.

Spłynę rurami do kanalizacji, poznam tam przyjaciół, kolegów po piórze, albo popłynę do sąsiedniego ścieku na zlot miłośników fiata 126p (nie tylko ja mam nieszczęście być właścicielem kaszlaka).

Spomiędzy jodłorośli kolczastych i innej kolcowizny dolatują mnie głosy,coraz wyraźniejsze. Słyszę muzykę, ale raczej nie cygańską. Dolatują dźwięki gitar, cholernie elektrycznych, klekot kołatek, jakieś uga-uga-czaka wygrywane na czort wie czym, może perkusjach zrobionych z kości antylopy, czy renifera pustynnego. Tam-tammy bębnią na wojnę, czarne dłonie rytmicznie biją w suchą, bawolą skórę, czaszki przywódców wrogich plemion. Zwołują wojów, kobiety, dzieci, na fetę.

Szamani ostrzą kamienne noże, starzy mężczyźni uśmiechają się ukazując bezzębne dziąsła. Święte liście w ustach. Żucie metafizyki, ucieczka w wielobarwny sen na jawie.

Niedługo zatopią poorane bruzdami języki w miseczkach z juchą.

Dorzućcie liść opuncji do ogniska. Smażcie mnie na bezwolnym, mętnym ogniu. Jeśli łaska - zacznijcie od głowy, jest najmiększa, najbardziej bogata w białko.

Zamiast mózgu mam białą flagę, na imię - Indeferentyk.

 

XXII. Tragikomunikacja

 

Telefon, który przez moment wydawało się, ze trzymam w dłoni, okazał się najzwyklejszą pończochą. Moją.

Strach, ciągłą trauma, resztki kaca, zatrucie ciemnością - wszystkie te czynniki złożyły się na kuriozalną pomyłkę. Zresztą- czy można myśleć będąc porwaną w niewiadomym celu przez dredziarza-karypla?

Tak więc nie porozmawiałam przez antytelefon z Łukaszem, z Lady Renatą Windsor, moją dawną siostrą, dziś - członkinią brytyjskiej rodziny królewskiej, drugą żoną łysego jak kolano księcia Williama (chciałaby! Pewnie nie osiągnęła kompletnie nic, nawet awans na starszą zmywakową, kapralkę wśród kucht leżał poza jej możliwościami).

Zdrada małżeńska u Graczyków, Jurek, Król bez korony - przed telewizorem. Ja - z pończochą w dłoni, pomstująca na VAYANOVKĘ.

Postęp technologiczny zmierza w coraz parszywszym kierunku, jeszcze parę lat temu było nie do pomyślenia, by nie dało się na pierwszy rzut oka (nie mówiąc: jedynie po dotyku!) odróżnić telefonu od podpachy, komputera od garnka pełnego gotowanych smarków!

Idzie nowe. Szczeka, choć jest kurczakiem bez głowy.

Człapie nowe, dusi się własnym śluzem. Bać się, drwić, szukać tasaka, by ukatrupić? Czekać, aż design zgłupieje do reszty i pożre samego siebie?

Jak zachowa się społeczeństwo, gdy w sprzedaży pozostaną wyłącznie rosyjskie kłakokomórki, do dupy nie podobna elektronika?

Szpanerzy i motłoch będą leźć, owczym truchtem, bo na pęd są zbyt osowiali.

Niektórzy do łask przywrócą pocieszne unitry i samsungi, wyciągną z pawlaczy, piwnic, lamusów kolumny marki technics, wzmacniacze diora, radioodbiorniki śnieżnik, uruchomią telewizory helios; hobbyści odpalą cały retro sprzęt stojący w gablotach muzealnych.

Może istnieje poziom wkurwienia społeczeństwa bylejakością wykonania i fatalnym designem nowych rzeczy, granica głupo-brakoróbstwa, za którą rozpoczyna się rebelia, bunt robionych na bezczelnego w konia konsumentów, szarzy zjadacze chleba i smatrfonów wychodzą na ulice z transparentami, domagając się restytucji jakości (nieco karykaturalnie to brzmi), powrotu do kontroli produkcji, zwracania uwagi na to, co trafia na sklepowe półki, nie robienia na akord, na ilość, na odpierdol, byle szybciej, zaraz odjeżdża nowa partia, składać, składać, nie ma śrub? Jak to czym skręcić obudowę? Sklej na ślinę, szybciej, ruchy, ruchy, nie guzdrać się, kurwa, bo pojadę po premii! - wrzeszczą brygadierzy stojąc z batogami, wrzeszczą kierownicy zmian.

A ludzie, jak stado ślepych osłów, kupują chłam, płacą za coś, co po odpakowaniu może działać lub nie, być telefonem, lub okazać się produktem firmy Discreet, alwaysem z wbudowanym ekranikiem i kosteczką pamięci.

Architektura miesza się z motoryzacją, ta - z AGD i RTV, jajogłowcy zatrudnieni w działach IT międzynarodowych korporacji mieszają w biurach piasek z cementem, wielkie na całą ścianę plazmowe telewizory opuszczają fabryki z częściami od pralek zamiast matryc, samochody rozkraczają się parę metrów od salonu, bo, dziwnym trafem, zamiast biopaliwem zatankowano je częściami od malaksera, albo mają w bakach pokruszone pustaki, cegły szamotowe, lub elektrody.

Szewcy z dnia na dzień przebranżawiają się na designerów RTV, nie pokończywszy szkół, czy nawet kursów, nie mając zielonego pojęcia o nowym fachu projektują słuchawki-podeszwy, okulary do VR ze sznurówkami, fleki do konsol playstation.

Kompletna degrengolada urządzeniowa, strzępy układów scalonych w obudowie ze skarpet, telekomunikacja pończoszana.

Stoję jak ta durna po uszy w ciemności, z telefonem-nie telefonem w dłoni i nie wiem - śmiać się, płakać, walić głową w szczeble klaciska?

Graczykowie uparcie milczą.

Średnia ocena: 2.3  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Wrotycz 4 miesiące temu
    "Żucie metafizyki, ucieczka w wielobarwny sen na jawie.

    Niedługo zatopią poorane bruzdami języki w miseczkach z juchą.

    Dorzućcie liść opuncji do ogniska. Smażcie mnie na bezwolnym, mętnym ogniu. Jeśli łaska - zacznijcie od głowy, jest najmiększa, najbardziej bogata w białko.

    Zamiast mózgu mam białą flagę, na imię - Indeferentyk."

    Niezmywalne obrazy. Niesamowicie nośny wiersz, kończący rozdział.

    ____________

    "Może istnieje poziom wkurwienia społeczeństwa bylejakością wykonania i fatalnym designem nowych rzeczy, granica głupo-brakoróbstwa, za którą rozpoczyna się rebelia, bunt robionych na bezczelnego w konia konsumentów, szarzy zjadacze chleba i smatrfonów wychodzą na ulice z transparentami, domagając się restytucji jakości (nieco karykaturalnie to brzmi), powrotu do kontroli produkcji, zwracania uwagi na to, co trafia na sklepowe półki, nie robienia na akord, na ilość, na odpierdol, byle szybciej, zaraz odjeżdża nowa partia, składać, składać, nie ma śrub? Jak to czym skręcić obudowę? Sklej na ślinę, szybciej, ruchy, ruchy, nie guzdrać się, kurwa, bo pojadę po premii! - wrzeszczą brygadierzy stojąc z batogami, wrzeszczą kierownicy zmian.

    A ludzie, jak stado ślepych osłów, kupują chłam, (...}"

    Bunt i rebelia - no właśnie, czy jest taki moment niewytrzymałości, i się zacznie.
    Margdalena i Autor tutaj w znaku równości:)
  • Florian Konrad 4 miesiące temu
    oczywiście, że w znaku równości. czemu- okaże się później :) Dziękowisko za czytanie :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania