Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Neglerioza rozdział XIII.

XIII. Dies ire, desire

 

Barman, jak prawie każdy w Analogii, pokłada się ze śmiechu. Uśmiecha się czystymi perłami, światłem, Adonis iberyjski.

Ale jaja! Głowa sprzed kilkuset lat nie chciała nic powiedzieć! Milczała jak zaklęta! Może uznał, Osman, że i tak nie znajdzie wspólnego języka z młodym, może miał zły dzień i nie w głowie było głowie występować, audytorium się nie spodobało, albo Prestidididididi był szachraj i kantował watażkę, nie chciał się dzielić gażą, zamiast odpalać dolę rzucał nędzne ochłapy...

Golutka jak święta turecka, albo lepiej - osmańska, sadzam ucelulitowane pośladki an - teraz będzie dobre - obrotowym stołku.

Był obity, garbaty skurwesyn, skórą byka, dzikiego el toro-mordercy torreadorów i matadorów, poskramiacza poskramiaczy.

Któreś z nas było lepkie. Obstawiam jego, bo choć w klubie jak w saunie - czasami przechodzą mnie dreszcze, przeszywa lodowy trójząb Neptuna (drgawy pijackie?).

Nie jestem spocona.

Myślałam, w bezgranicznej naiwności, że klapnę sobie, poślady rozpłaszczą się wygodnie, rozleją, przywrę do siedziska i przetrwam w takiej pozycji parę najbliższych szotów (co później - niech się martwi obsługa, wykidajło, albo pracownicy zakładu pogrzebowego; tak czy inaczej - tragarze zwłok).

A gdzie tam! Zachybotało, bujnęło, sztorm okazał się silniejszy, niż można by się spodziewać, łajbą obróciło o osiemset dziewiętnaście stopni (Celsjusza!), ciężkie procenty i promile zakołysały się w głowie sterniczki.

Zostałam bezceremonialnie wyrzucona z zajmowanego miejsca, zmyta przez fale, białe bałwany wódki z jogurtem śmietankowym.

Patrzcie, nagusy, Nawahowie, Apacze, drag queens w buraczkowych pióropuszach! Co tam niegadająca głowa, burleskowe laski tańczące teraz w gumofilcach kadryla! Tu jest prawdziwe przedstawienie: Upadła madonna z wielkim... guzem na potylicy.

Czuję, jak konfetti sypie mi się z paru cielesnych otworów. Rechoczą góra cztery osoby, jedna ciska w rozkwaszoną waderę skórkami pomarańczy. Ktoś ejakuluje mi na twarz musującym winem.

Na scenę wbiega gandżek azjatyckich "sobowtórów" Michaela Jacksona, przebrane z Elvisa skośnookie grubaski.

To jedna z grup z gatunku Florkei, hołdujących zasadzie "im głupiej i mniej śmiesznie - tym lepiej".

Publiczność (kompletnie niezrozumiałe!) zrywa się z krzeseł i sztormicznych stołków, zaczyna wyśpiewywać jakieś łu-czing-ziao. Wszyscy znają słowa na pamięć.

Oto ogłupiająca siłą mody: wszystko co nowe i będące na topie jest święte.

Rozumiem - nikt nie chce być lamusem, zapóźniony, uznany za leśnego stwora, ale ci tutaj, społeczność Analogii. dała się wkręcić w tryby jakiejś odmóżdżającej machiny, połknęła lukrowaną psia kupę i gładzi się z uśmiechem po brzusiu mówiąc, że było pyszniutkie.

- Za Biebera byście się wzięli, za Demi Lovato... Już oni robią lepszy syf, niż ten, kurwa, chlew. Balanga w ubojni dla wysztafirowanych robo-krów z demobilu... Chińczycy na Madagaska...- Chcę krzyknąć, ale jakaś dobra dusza obejmuje mnie wpół. Pioniuzje.

Słyszę niemrawe, a raczej nie bardzo mrawe "dźwigaj się, staraaa". Normalnie gada do mnie jak chłop małorolny, który pierwszy raz znalazł żonkę pijaną, leżącą w kartoflisku i każe wsiadać na furmankę, jeno szybko, coby sąsiedzi nie zoczyli, bo pośmiechowisko będzie, straszna sromota, na języki wezmą, wieś cała min się wypierdoli ze śmiechu.

I właśnie to próbuję powiedzieć dźwigaczowi łechty. I warg, w sumie sześciu. I piersi, pięt, włosów i wszystkiego, co we mnie pokrojone, chore, trefne, wiodące na zatracenie, przetratę, rozstratę.

Opieprzam Samarytanina, dźwigacza moich wad (piękna kolekcja), raków, prątków, wstydliwych chorób, chorób-orderów, powodów do dumy, moich wstydliwych zalet.

Co robisz, koleś, z tym podnoszeniem upadłych to tylko taka metafora, jakbyś nie wiedział. Jeśli ktoś się wypierdolił, ale jest kontaktowy i nie wstaje, to znaczy, że mu dobrze w pozycji wertykalnej, kucanej, siedzącej, kuźwa i niańkiem możesz być dla bachorów swojej konkubiny, pewnie masz za dużo empatii i zamiast normalnej znalazłeś sobie przechodzoną, mocno dzieciatą kobitę, rozwódkę, albo w separacji, dokarmiasz zwierzęta w schroniskach, na fejsie prowadzisz zbiórki na prowiant dla misiów z wrocławskiego zoo, przyznaj się! Naprawiacz się znalazł, monter światów!

"Dzień dobry, jak z VAYANOVKI, to pani zamawiała regulację charakteru?" - pieprzę trzy po trzy.

A tamten - bierze mnie pod ramiona i - jakbym naprawdę była bliską mu osobą - wyciąga z klubu. Gołą na ulice.

Gwałciciel-kanibal ratuje pijaczkę przed wytrzeźwieniem. Streetworker podrzyna gardło przypadkowo poznanej kobiecie. To jak - którą opcję wybierasz? Anioł, prorok, szarlatan, fetyszysta?

Nawet nie widzę jego twarzy.

Zabawny układ: ja gadam, on - ciągnie.

Ja szoruję pośladkami po płytach chodnikowych, zdzieram skórę i zostawiam za sobą krwistą smugę, jakby zaatakowała mnie ciota ciot.

On - ciągnie.

Dupa - ściera się.

Istna Via Dolorosa - od miejsca hańby do miejsca kaźni. Trzynaście stacji. Transformatorowych. Wszystkie nieczynne.

Brak prądu, żarówki działają na ślinę. Powiedz coś, pluń - a może zostaniesz oświecony. Obświecony. Obśmiany.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • jolka_ka 2 miesiące temu
    Podziwiam, że tak dużo piszesz i nie ma spadku formy. Czytam fragmentarycznie, bo nie odpowiada mi taki styl, ale ten pęd jest niesamowity. No i niektóre zdania typu:

    "Ja szoruję pośladkami po płytach chodnikowych, zdzieram skórę i zostawiam za sobą krwistą smugę, jakby zaatakowała mnie ciota ciot." hm, można się uradować ;D
  • Florian Konrad 2 miesiące temu
    dziękówa. staram się, by nie było spadku formy, nie szorować brzuchem po dnie. albo tyłkiem po chodniku :)
  • Wrotycz 2 miesiące temu
    Tyle tu specyficznego humoru, że nie potrafię przestać się śmiać. Dobra Margdalena, dobra... gratki za jej postać, za jej nawijkę.
    Bidula ostra jak brzytwa. Wobec siebie też, nawet przede wszystkim.
    Rozumiem, że matka poznała przyszłego ojca tajemniczej 'duszyczki'.
    Świetne!
  • Florian Konrad 2 miesiące temu
    Dziękówa. Mnie też to rozbawiło, choć jestem autorem :) Ale to Tomek jest ojcem duszyczki :) A on jeszcze nie poznał Margdy.
  • Wrotycz 2 miesiące temu
    To kto ciągnie Marg po chodniku? Przecież nie Łukasz, znała go.
  • Margerita 2 miesiące temu
    Wrotycz
    jak to mnie ciągnie po chodniku?
  • Pan Buczybór 2 miesiące temu
    lol
  • Nuncjusz 2 miesiące temu
    Ciągnie za wszarz
  • Florian Konrad 2 miesiące temu
    kto ciągnie? Dowiemy się jutro, w kolejnych rozdziałach, które są już przepisane i czekają na publikację :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania