Niczyja 2 - Rozdział VII

Postanowiłam wybadać jak wujostwo zareaguje na moje nowiny. Gotowali razem w kuchni, usiadłam na wysokie krzesło.

- Co byście powiedzieli –zapytałam nieśmiało – gdybym powiedziała, że wezmę ślub troszeczkę szybciej?

Wujek upuścił nóż z hukiem.

- O ile wcześniej? – spytała spokojnie ciocia.

Ojej, niewygodne pytanie.

- Pół roku? – mój głos brzmiał niepewnie.

Żałowałam, że rozpoczęłam ten temat.

- Jesteś w ciąży? – wujek wziął głębszy oddech. –Są inne rozwiązania by…

- Nie jestem w ciąży! – przerwałam mu. – Po co ja wam o tym powiedziałam? – wstałam gwałtownie od stołu. – Wezmę ślub w grudniu, koniec kropka!

- Dlaczego się spieszycie? – przejęła pałeczkę ciocia. – Jesteście młodzi, nie znacie życia, nie macie zobowiązań.

Myślałam, że zwariuję słuchając tych wywodów, uczy mi od tego puchły.

- Może po prostu się kochamy? – zmarszczyłam brwi. – A tak w ogóle Gerard ma syna.

- Ma syna? ! – wujek zaciął się w palec.

Skrzywiłam się widząc krew.

- A tamta kobieta? – nie przejął się swoją raną.

- Nie wiem – skłamałam. – Praktycznie porzuciła swoje dziecko.

- I ty…

- Zrób coś z tą ręką – przerwała mu ciocia. – Nie mogę patrzeć na krew – przysunęła mi deskę do krojenia. – Dokończ to.

Posłusznie zaczęłam kroić cukinię, szło mi to lepiej niż wujkowi.

= Jesteś pewna? = spojrzała na mnie uważnie. = Wiesz w co się pakujesz?

= W nic się nie pakuję – nastroszyłam się. – Kocham Gerarda i chcę z nim być, wszystko inne samo się ułoży.

Kobieta zamilkła na chwilę i zajęła się gotowaniem zupy.

- To twoje życie – powiedziała smutno. – Nie jestem twoją matką, nie mam prawa się mieszać.

Teraz to ja miałam wyrzuty sumienia, nie chciałam by tak mówiła. Zostawiłam krojenie cukinii i podeszłam do cioci.

- Nie mów tak – poprosiłam ją. – Jesteś dla mnie jak mama, kocham cię i tak naprawdę twoje zdanie jest dla mnie najważniejsze – przytuliłam ją. – Gdybyś powiedziała, że ten ślub w grudniu to zły pomysł, posłuchałabym cię. Jesteś dla mnie najważniejszym człowiekiem.

Ciocia ścisnęła mnie mocno, swoimi łzami moczyła mi sweter.

- Jeżeli go kochasz, to weź ten ślub nawet za godzinę.

Po chwili wrócił wujek i westchnął ciężko.

- Już postawiłaś na swoim?

- Mhm… - uśmiechnęłam się do niego promiennie.

Ciocia spojrzała na męża z czułością.

- Ania – nawet na mnie nie spojrzała – dokończ kroić, bo Marek nie skończy tego nawet za rok. Zaraz wrócę.

Odetchnęłam z ulgą i zabrałam się do pracy, widać było po burzy.

Na porannej Mszy św. był Gerard z synem. Chłopiec jak tylko mnie zobaczył przybiegł do mnie. Starsze panie patrzyły na to z dezaprobatą, miałam to gdzieś. Tylko mój ulubiony ksiądz, Wiktor, na kazaniu puścił oczko do Radka.

- Co tutaj robicie? – zapytałam Gerarda po Mszy.

- Powiedziałaś wujkowi? – spojrzał ponad moją głową.

- O wszystkim.

Mężczyzna uśmiechnął się do mnie z czułością.

- Zejdziemy mu na razie z oczu – wziął syna za rękę.

- Anna! – ponaglił mnie wujek.

Ciocia zgromiła go wzrokiem, na co ten wzruszył ramionami.

- Muszę iść – pogłaskałam chłopca po włosach – zobaczymy się w tygodniu.

Wsiadłam razem z wujostwem do samochodu, moje przyszywane rodzeństwo już dawno pojechało. W drodze powrotnej panowała cisza jak makiem zasiał. Ciocia zaczęła mówić o czymś banalnym, czym odwróciła uwagę wujka ode mnie. Byłam jej za to wdzięczna, nie chciałam by tak na mnie patrzył.

***

- Jadę! – krzyknęłam ciągnąc za sobą walizkę.

Tulipan patrzył na mnie żałośnie.

- Wrócę w piątek wieczorem! – mówiłam chyba do ścian.

- Jedź ostrożnie! – wujek wyjrzał do korytarza.

Chociaż on, wyglądało na to, że od wczoraj mu przeszło. Kamień spadł mi z serca.

Kiedy wychodziłam wpadłam na Edmunda, rzadki gość.

- Wow – zdziwiłam się. – Co ty tutaj robisz?

- Muszę zobaczyć się z Markiem – odepchnął mnie.

Na co dzień mężczyzna studiował we Wrocławiu, ten sam kierunek, co Maria. Rzadko kiedy przyjeżdżał do domu, wiem, że ciocia za nim tęskniła, traktowała go jak syna.

Nie zamierzałam podsłuchiwać, ale usłyszałam strzępek rozmowy.

- Maria tego nie kontroluje, sama się tego boi, nie jest w stanie nad tym zapanować.

Wrzuciłam torbę do bagażnika i wsiadłam do samochodu. Nie obchodziło mnie nic co dotyczy Marię, albo Edmunda.

W mieszkaniu miałam powódź, dosłownie, wszystko było zalane.

- Co zrobimy? – zapytała mnie Maja.

- Nie wiem – wzruszyłam ramionami i wybrałam numer do Gerarda.

Nie odbierał. Bez pukania wszedł do mieszkania Rafał, wciągnął powietrze ze świstem. Zaproponował nam nocleg u siebie, ale znałam reakcję narzeczonego.

- Spróbuję dodzwonić się do Gerarda.

- Jak chcesz – Maja wzruszyła ramionami i poszła z mężczyzną.

Dzwoniłam pięć razy, ale ani razu nie odebrał. Zastała mnie noc, dlatego postanowiłam iść do Rafała.

-Kto przyszedł? – prychnął na mój widok.

- Znajdzie się tu dla mnie miejsce?

- Pójdę po materac – Rafał zmierzył mnie wzrokiem.

Oglądaliśmy jakiś horror, gdy ktoś załomotał do drzwi, wszyscy zamarliśmy. Po chwili wahania gospodarz poszedł otworzyć.

- Co ty tutaj robisz? – warknął na mnie.

- Mam zalane mieszkanie – wytłumaczyłam spokojnie. – Dzwoniłam do ciebie kilka razy.

Zmierzył gniewnym wzrokiem Rafała.

- Teraz jestem – postawił mnie na nogi – jedziemy do mnie.

Nie miałam ochoty się kłócić, uległam mu i ubrałam się.

- Anka – Maja spojrzała wrogo na Gerarda – jesteś pewna, że chcesz z nim iść?

- Nie mam siły się kłócić – jęknęłam. – Chcę się po prostu wyspać.

- Zdzwonimy się jutro?- upewniła się dziewczyna.

- Jak tylko się obudzę – uśmiechnęłam się lekko.

Gerard zaciskał nerwowo szczęki, wziął moją torbę i otworzył mi drzwi. Czułam się pokonana, mężczyzna uważał, że jestem czemuś winna.

- Nie chcę żebyś się z nim widywała – powiedział, gdy schodziliśmy po plecach.

- Dobrze – obojętnie wzruszyłam ramionami.

- Mówię poważnie – warknął.

- Ja też – przytaknęłam.

Gerard przełożył torbę do lewej ręki i przerzucił mnie sobie przez ramię jak worek.

- Moje plecy… - jęknął słabo.

Uderzyłam go żartobliwe w plecy.

Podskakiwałam w rytm jego kroków, narzeczony prawie wrzucił mnie do samochodu. Tak strasznie chciało mi się spać.

- Nigdy u ciebie nie byłam – mruknęłam sennie.

- Śpij – pocałował mnie w czubek nosa.

***

Wizje zaczęły pojawiać się we snach. Widziałam mężczyznę wrzucającego zapałki do jeziora. Z jego torby wypadło zdjęcie chłopca, Radka.

Obudziłam się w ogromnym, drewnianym łóżku, chłopiec siedział na brzegu.

- Wiesz , która godzina? – zapytał, przykładając palec do mojego oka. – Wpół do ósmej.

Natychmiast oprzytomniałam. Zdarłam z siebie kołdrę i zobaczyłam, że jestem w samym podkoszulku.

-Spokojnie – uśmiechnął się Radek – Gerard spał na kanapie.

- Muszę się ubrać –chwiejnie stanęłam na nogi. – Zaraz zaczynam zajęcia.

Podskakiwałam na jednej nodze wciągając spodnie. Biegałam po pokoju próbując, jak najszybciej się wyszykować. Włosy potrzebujące mycia złapałam w węzeł. Wychodząc w pokoju wpadłam na Gerarda.

- Jak spałaś? – przytulił mnie.

- Wspaniale – pocałowałam go. – Lecę na zajęcia.

- A śniadanie?

Chwyciłam kromkę chleba i posmarowałam ją masłem.

- Pa! – wybiegłam z mieszkania.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz