Poprzednie częściNie odchodź do nieba. Część 1.  

Nie odchodź do nieba. Część 2 ostatnia.

W drodze Page była, silnie zdekoncentrowana, wspominała, te najlepsze chwile spędzone ze swoim aniołem stróżem, chciała ich więcej, była bezradna, nie posiadała, takiej mocy, by móc go ochronić. Tak wiele dla niej znaczył, a przecież wszystko mogło się zdarzyć, łzy płynęły jej z oczu, kapiąc na seledynową sukienkę. Dłonie miała zimne, a jej serce konało z żalu, iż gdy jego spotkało cierpienie, ona cierpiała razem z nim. To było, małżeństwo perfekcyjne dziewczyna odchodziła, od zmysłów z trudem trzymając kierownicę w ręku. Mijając, zakochane pary tonęła z rozpaczy. Wierzyła w lekarzy, którzy byli świetnymi profesjonalistami, lecz nie przyjmowała do świadomości faktu, że mogłoby być różnie. Jeszcze nie dawno słuchali bicia swych serc, a tu nagle jedno serce tak jakby zamarło z trwogi o drugie.

***

 

Gdy Page już była na miejscu w Hallwood panował upał, korony drzew jarzyły się w słońca blasku. Tak bardzo nie mogła, się doczekać namiętnych chwil ze swoim mężem po jego powrocie mieli, to uczcić wszystko się spaliło na panewce i doszło do wielkiego nieszczęścia. Dla niej nic innego się wtedy nie liczyło, tylko to aby przeżył. Gdy wysiadła z auta, zamknęła drzwi, przetarła oczy, i szybciutko zmierzała do automatycznie otwierających się drzwi w klinice. A gdy połapała się już w tej całej papirologi była już końcówka operowania jej małżonka. Czekała i drżała o jego życie, bo nie było z nim wesoło, lekarz wcześniej przez telefon jej zaznaczył.

***

 

Ten czas spędzony na korytarzu oczekując, informacji o stanie zdrowia ukochanego był, dla niej najokropniejszym, momentem w jej życiu, nigdy wcześniej nie bała się tak jak tamtejszego dnia, gdyby on umarł nie umiałaby, wieść życia dalej bez niego. W jej głowie huczały myśli o domagającym się macierzyństwie, płakała i modliła się wymawiając, słowa.

***

 

- Boże mój Boże pozwól mu żyć, niech nie odchodzi mój mąż do nieba, tak bardzo pragnął zostać ojcem, obiecuję, że spełnię wszystkie jego pragnienia tylko daj mu nacieszyć się swoimi planami.

***

 

Po dłuższym oczekiwaniu, nieco przedłużonym, otworzyły się drzwi sali zabiegowej, i wyszedł lekarz, sympatyczny, mężczyzna z bródką pytając.

***

 

- Czy to pani Page Lee żona Jasona Lee muszę przekazać pani, że...

***

 

Dziewczyna o mały włos, że nie zemdlała, usiadła zaraz na krześle, mrugając oczami.

***

 

- Czy on? - płaczliwie zapytała.

***

 

- Nie proszę być spokojną. Pani mąż jest już po operacji, były pewne komplikacje, które opanowaliśmy, nie odszedł, będzie żył, teraz zostanie przewieziony na odział intensywnej opieki medycznej - zadeklarował jej lekarz.

***

 

Dziewczyna rzuciła się mu na szyję dziękując tak mocno, że to dzięki niemu, nie utraciła swojego skarbeczka. Myślała, że może do tchnąć chmur, a nawet i wyżej nie umiała opisać tego cudownego uczucia. Czekała tylko by móc znowu być blisko męża i by ich usta znów się spotkały i smakowały tak jak zawsze. Seszele i Tajlandia były zaliczone a kolejne wyprawy obowiązkowo w przyszłości.

***

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • betti tydzień temu
    ''do tchnąć'' - dotknąć. Oj Sisi, Sisi...
  • sensol tydzień temu
    gniot
  • Sisi26 tydzień temu
    No musisz tak pisać że gniot, niech Ci będzie i co jeszcze. A czemu dobrze wiem.....
  • refluks tydzień temu
    Parodia Margerity gniotem trącić musi,
  • Sisi26 tydzień temu
    Obrońca?

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania