Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Nie próbuj mnie ratować! - Rozdział 1

2 lata później

 

Jechałem jak jakiś świrnięty koleś, któremu mają zamknąć sklep monopolowy, bo zorientował się w ostatniej chwili, że skończyły się mu zapasy piwa. Wyciągałem z Dzieciny więcej niż powinienem i doskonale zdawałem sobie sprawę, że będę musiał do niej zajrzeć, jak tylko rozwiąże się ta gówniana sprawa, jak tylko stanę przed tą lekkomyślną manipulantką i wyjaśnię jej, że musiała się zamienić na mózg z małpą, bo żadne inne inteligentne zwierzę nie wpakowałoby się w takie tarapaty.

Crowley miał rację. Kobiety potrafią spieprzyć wszystko, czego tylko dotkną. W nieskończoność analizują nieistotne sprawy, sprzedają swoje dusze diabłu, a potem próbują wkupić się w łaski aniołów. Nie postępują właściwie, a już na pewno nie myślą logicznie! Nawet nie posiadają instynktu samozachowawczego i nie rozumieją, że są rzeczy, w które nie powinny się mieszać.

Jak mogła milczeć przez tyle czasu i ani razu nie napomknąć, że zbliża się data jej śmierci? Udawała, że wszystko jest w pierdolonym porządku, chociaż tylko odliczała dni do końca… Pewnie będzie miała mi za złe, że mam pretensje, że znowu ją ochrzanię i kolejny raz mocno trzasnę drzwiami.

Na skrzyżowaniu jakiś idiota wymusił mi pierwszeństwo, wpychając się pod koła mojej Dzieciny. Zahamowałem w ostatnim momencie.

– Son of a bitch – warknąłem pod nosem, bębniąc palcami w kierownicę i czekając, aż ten debil dociśnie gazu do dechy i zacznie jechać jak normalny Amerykanin.

Nie miałem tyle czasu, ile bym chciał. Crowley dał mi godzinę, pieprzoną godzinę, na dotarcie do miejsca, którego nawet GPS, należący do Sama, nie potrafił odnaleźć na mapie. A mówią, że Google wie wszystko, a tu się okazuje, że człowiek jest skazany na samego siebie i musi zacząć kombinować, chociaż czasu nie można oszukać.

Jo wielokrotnie zapewniała mnie, że jej świrnięta i niezdarna koleżanka ma całkiem sporo oleju w głowie, będąc nadzwyczaj inteligentną i zaradną kobietą. Pomagała jej w większości spraw, które były równie beznadziejne, co cheeseburger ze zbyt małą, wręcz znikomą ilością sera. Może i świetnie dogadywała się z moim bratem, ale jeśli chodziło o bycie towarzyską… jej przebojowość mocno kulała, aż do pewnego dnia.

Tak, pamiętam to dokładnie. Weszła do baru jako ostatnia. Mieliśmy spotkać się i pogadać odnośnie wampira, który zdążył uciec z gniazda, gdy wspólnie przygotowywaliśmy na niego zasadzkę. To była jej wina, więc jak tylko odnalazłem ją na tyłach domu, zaplątaną w druciany płot, puściły mi wszystkie hamulce. Wampir zabrał ze sobą dziewczynę, którą mieliśmy uratować, więc jakim cudem miałem się nie wkurwić? Nie przebierałem w słowach, nawet nie próbując pomóc jej w uwolnieniu się z pułapki, w którą sama wpadła – cała ona.

Zapłakana i roztrzęsiona szarpała wystające druty, ale tylko raniła sobie skórę rąk. Nie obchodził mnie jej ból, bo kierował mną nieposkromiony gniew. Zakazałem jej uczestniczenia w naszych polowaniach, skoro jeszcze żadnej sprawy nie udało nam się doprowadzić do końca bez niepotrzebnych komplikacji. Znikąd pojawiła się Jo, która zmieszała mnie z błotem i uratowała koleżankę. Słyszałem jej uspokajające słowa, co dodatkowo mnie wkurwiało. Jo wymusiła na mnie, żebym dał jej jeszcze jedną szansę.

Do cholery, ile można dawać szans komuś, kto nie potrafi radzić sobie z tak prostymi czynnościami jak schodzenie ze schodów albo smażenie naleśników na patelni?

Może dlatego, gdy pojawiła się wtedy w barze, zauważyłem w niej pewną zmianę. Nie od razu potrafiłem określić, co dokładnie się zmieniło, ale wystarczyło, że podeszła bliżej i zobaczyłem jej strój. Podśmiewałem się z niej od zawsze, nieważne czy była obok, czy nie, ale tamtego dnia zakrztusiłem się z wrażenia. Zerknęła na mnie niepewnie, po czym w skrócie wyjaśniła, że sama zabiła wampira i odnalazła porwaną dziewczynę, a potem odprowadziła ją do zmartwionej matki.

Już wtedy te wszystkie zmiany powinny dać mi do myślenia! Nikt nie zmienia się w zupełnie nową osobę w ciągu kilku godzin. Nikt, rzucając rzutkami, nie trafia dziesięć razy pod rząd w sam środek ani tym bardziej nie łamie barku barmanowi, kiedy ten nie potrafi trzymać swoich obrzydliwych łap przy sobie.

Zatrzymałem się gwałtownie przed motelem, w której miałem ją znaleźć. Wysiadłem wzburzony z samochodu i od razu wyciągnąłem broń, odbezpieczając ją, bo wiedziałem co mnie czeka w środku. Musiałem zachować zimną krew, chociaż długa droga na to zadupie zmarnowała wszystkie moje zaległe pokłady cierpliwości.

Podszedłem do drzwi i nie bawiąc się w żadne pieprzone pukanie, wyważyłem je kopniakiem i wpadłem do środka. Zacisnąłem mocno szczękę, a potem wycelowałem lufę w bestię, która pastwiła się nad moją kobietą. Dwa celne strzały sprawiły, że usłyszałem tylko cichy skowyt, a potem intruz wyskoczył przez okno, rozbijając szybę.

– Cassie! – zawołałem spanikowany, widząc, że leży w kałuży krwi i nie rusza się. – Cassie!!!

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Paradise rok temu
    Nie wiem za bardzo co napisać. Jak dla mnie za krótkie :D ale nie powiem, bo wciągnęło mnie od razu :D może pod następnym rozdziałem napiszę coś więcej. Zostawiam 5 :)
  • Elorence rok temu
    No krótkie, ale kolejne będą dłuższe :D
    Dziękuję!
  • Pięknie rozkręciłas moje oczekiwania. Bardzo dobry wstęp do dalszych części, wiec pewnie zajrze tam gdy się pojawią :)
    5 dorzucę pózniej
  • Elorence rok temu
    Cieszę się :)
    Nie jestem pewna, czy kolejne rozdziały przypadną Ci do gustu, ale kto wie :)
  • pasja rok temu
    Jazda bez trzymanki i hamowanie niezbyt udane. Strzał celny, ale nie w bestię. Co dalej? Fajna akcja i podoba mi się Dziecina. Z tego widać, że facet ma jakieś uczucia.
    Pozdrawiam cieplutko
  • Elorence rok temu
    Dziękuję! :)
    Również pozdrawiam ciepło :)
  • ScarlettPapillon 7 miesięcy temu
    Dobrze mi się czytało, troszkę krótkie, ale sądzę, że to chwyt marketingowy ;) Na pewno jeszcze wrócę
  • Elorence 7 miesięcy temu
    Tak naprawdę to prolog,, czyli niewiele się pomyliłaś :)
    Pozdrawiam :)
  • nimfetka pół roku temu
    No i jestem - nie lubię wampirów w książkach, ale nie narzekam na treść, bo przyjemnie mi się czytało. Podoba mi się, że potrafisz wprowadzić klimat typowo amerykański, który łączy ze sobą elementy fantasy, to jest coś. Gdyby Twój tekst miał istnieć na kartce, uwierzyłabym, że jest warty przeczytania, bo budujesz nastrój jak normalny pisarzyna.
    Lubię, lubię, lubię.
    Pozdrawiam.
  • Elorence pół roku temu
    O ja Cię! Ale mi miło! :D

    "Gdyby Twój tekst miał istnieć na kartce, uwierzyłabym, że jest warty przeczytania, bo budujesz nastrój jak normalny pisarzyna." <3

    Dzięki, nimfetka :)
    Pozdrawiam!
  • Enchanteuse pół roku temu
    Cześć Elo :)
    Tytuł mnie zwabił i w końcu uległam. To pierwsza część, nie ma prologu?


    "Jechałem, jak jakiś świrnięty koleś, któremu mają zamknąć sklep monopolowy, bo zorientował się w ostatniej chwili, że skończyły się mu zapasy piwa. "

    Ten pierwszy przecinek zbędny.

    "Kobiety potrafią spieprzyć wszystko, czego tylko dotkną."

    to chyba nie jest błąd, ale do "czego tylko dotkną" aż się prosi wcisnąć "się". Zobacz:

    "Kobiety potrafią spieprzyć wszystko, czego tylko się dotkną"

    "W nieskończoność analizują nieistotne sprawy, sprzedają swoje dusze diabłu, a potem próbują wkupić się w łaski aniołów. "

    Ładniuśkie to.

    "Nie miałem tyle czasu, ile bym chciał. Crowley dał mi godzinę, pieprzoną godzinę na dotarcie do miejsca, którego nawet GPS, należący do Sama, nie potrafił odnaleźć na mapie."

    "Pieprzona godzina" jest wtrąceniem, więc należy ją oddzielić przecinkami.

    "Jo wielokrotnie zapewniała mnie, że jej świrnięta i niezdarna koleżanka ma dość sporo oleju w głowie, będąc nadzwyczaj inteligentną i zaradną kobietą."

    Sąsiedztwo "dość" i "sporo" jakoś mi się gryzie. Albo "dość", albo "sporo", przynajmniej w tym kontekście. No chyba, że...
    "Dość" zastąpisz "całkiem". Całkiem sporo oleju w glowie.

    "Znikąd pojawiła się Jo, bluzgając mnie z błotem i ratując koleżankę. "

    Nie można "bluzgać kogoś z błotem". Można natomiast "mieszać kogoś z błotem".

    "Do cholery, ile można dawać komuś szans, kto nie potrafi radzić sobie z tak prostymi czynnościami, jak schodzenie ze schodów albo smażenie naleśników na patelni?"

    To natomiast mi kuleje składniowo. Zobacz, a gdyby tak:

    "Do cholery, ile można dawać szans komuś, kto nie potrafi radzić sobie z tak prostymi czynnościami, ..."

    Poza tym przed "jak" przecinek niepotrzebny.

    "Już wtedy, te wszystkie zmiany powinny dać mi do myślenia! "

    Tu znów niepotrzebny przecinek.


    Wow, ale dynamiczny tekst. Tak sobie czytam, i czytam i myślę: rzeczywiście wpakowałam się w kabałę, sięgając do średniowiecza. Tu jest tak łatwo, a ta łatwość przekłada się na czytelnika, który pędzi raz akcją łeb na szyję.

    Ale tak mi się wydaje, że przegapiłam prolog...

    No nic. Poczekam na odpowiedź i dopiero ruszę dalej :)
  • Elorence pół roku temu
    No właśnie... to jest prolog :) Na moim blogu widnieje jako właśnie taka zapowiedź, dlatego akcja tak brnie do przodu. O tym kawałku będzie więcej gdzieś za parę rozdziałów.
    Kurde, ale zamieszanie z tym prologiem xD Może powinnam to nazwać "Nie próbuj mnie ratować! - Prolog"?

    Bardzo, ale to bardzo Ci dziękuję za tę wyłapywankę błędów. Wieczorem przysiądę i naniosę poprawki.
    No u Ciebie jest ciężki temat, ale dajesz sobie radę. Masz trudniej, ale ogarniasz - to najważniejsze. I na pewno u Ciebie jest coś nowego, bo jeszcze nie spotkałam się z książką o takiej tematyce. To też działa na plus :)

    Jeszcze raz, wielkie dzięki <3
    Pozdrawiam!
  • Justyska pół roku temu
    Lecisz z tymi seriami, że hej. To mówię, zerknę. Czytało się lekko i przyjemnie, choć wampiry to nie moja bajka. Zwabiona jednak lecę sprawdzić dwójkę.
    "smażenie naleśników na patelni?" - myślę, że patelnię możesz wywalić, bo to oczywiste.
    Pozdrawiam cieplutko
  • Elorence pół roku temu
    Lecę lecę, bo fanfiction piszę dla rozluźnienia :) Tak sobie ćwiczę, robiąc to co lubię. Mega odprężające!
    Czasami próbuję być za dosłowna... Patelnia idzie do odstrzału :D
    Pozdrawiam cieplutko!

    PS: Fajnie, że wpadłaś i spróbowałaś :)
  • meliellxx pół roku temu
    Już podoba mi się główny bohater.. XD Masz taki styl pisania, który bardzo lubię, więc bądź pewna, że zostanę tu dłużej! Zwłaszcza, że jestem nowa i dopiero tu szukam ciekawych opowiadań :) pozdrawiam!
  • Elorence pół roku temu
    No wiadomo, Dean to Dean :D Ciężko go nie lubić :)
    Fajnie, że wpadłaś!
    Pozdrawiam :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania