Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Nie próbuj mnie ratować! - Rozdział 4

Staliśmy przed domem, a Dean wkładał naboje do swojej strzelby. Miał taki zaciekły wyraz twarzy, że zaczęłam się go bać. W trakcie jazdy, był dla mnie wyjątkowo niemiły i chamski, ale nie mogłam się dziwić, bo przecież miał absolutną rację: nie nadaję się na łowcę. Jo mogła mieć milion planów odnośnie mojej osoby, ale nie miała prawa zapominać, że w moim przypadku, nieszczęścia nie chodziły tylko parami, co całymi stadami.

Łamałam sobie palce, podczas, gdy Winchesterowie pogrążyli się w rozmowie, co chwilę zerkając w moją stronę. Poddenerwowana, zaczęłam dreptać w miejscu, przypominając sobie wszystkie informacje na temat duchów. Nie chciałam dać plamy, chociaż byłam przekonana, że pewnie dam ciała, bo potrafiłam przewrócić się na prostej drodze. Zabicie ducha było milion razy trudniejsze…

Dean podszedł do mnie i dał mi do ręki pistolet.

– Umiesz strzelać? – Pokręciłam głową. – Nie przypominam sobie, abym odcinał ci język – mruknął poirytowany.

– Nie.

– Cudownie – prychnął, patrząc oskarżycielsko na Jo. – Chcesz zrobić łowcę z dziewczyny, która nawet nie potrafi posługiwać się bronią? – zadrwił. – Może od razu strzelmy sobie w łeb i będzie po sprawie, co?

– Dean – warknęła blondynka.

Wywrócił oczami, a potem nagle ujął moją dłoń, w której trzymałam pistolet i wycelował lufę prosto w swoją klatkę piersiową.

– To nie jest dobry pomysł – szepnęłam wystraszona, próbując się wycofać, ale złapał mnie mocno za nadgarstek i docisnął lufę do swojego ciała. – Dean – jęknęłam.

– Nie potrafisz zabijać – powiedział ostro. – Po pierwsze, ściągnij palec z tego cholernego spustu. Ugnij delikatnie kolana i spróbuj złapać równowagę. – Gdyby nie sytuacja, pewnie parsknęłabym mu śmiechem w twarz. – Wyprostuj ręce, bo inaczej przy wystrzale wybijesz sobie zęby.

Niepewnie podniosłam wzrok z pistoletu na niego.

– A co, jeśli nie dam rady?

Uśmiechnął się drwiąco, kręcąc głową.

– Potwierdzi się tylko moja teoria, że się nie nadajesz, ale to już wiesz.

Odsunął się ode mnie, a ja spuściłam wzrok.

Nawet jeśli bardzo bym chciała, nie potrafiłabym mu udowodnić, że będzie inaczej, więc wcale nie byłam zaskoczona, kiedy podczas opuszczania rąk, wypadł mi pistolet, uderzył o ziemię i wystrzelił, sprawiając, że wszyscy kucnęli wystraszeni, rozglądając się na boki w poszukiwaniu źródła hałasu. Moje policzki zabarwiły się purpurą ze wstydu, a morderczy wzrok Deana sprawił, że zgarbiona, wycofałam się szybko z zasięgu jego wzroku, chcąc wrócić do samochodu. Dopadł mnie w połowie drogi, łapiąc mocno za łokieć i odwracając w swoją stronę.

– Co ty wyprawiasz, do cholery? – naskoczył na mnie. – Ręce też masz dziurawe?

Obrażanie mnie przychodziło mu z zatrważającą łatwością, a ja tylko otwierałam i zamykałam usta, nie będąc w stanie nawet się bronić.

– Przepraszam – szepnęłam.

– W dupie mam twoje przeprosiny! – zdenerwował się. – Broń to nie zabawka. Trzeba umiejętnie się z nią obchodzić, inaczej prędzej sama siebie postrzelisz niż jakiekolwiek intruza!

Puścił mnie, a ja lekko zatoczyłam się do tyłu, czując, jak w oczach gromadzą mi się łzy.

– Ja… nie chcę – łkałam, dalej próbując się wycofać, ale morderczy wzrok Deana sprawił, że nogi odmówiły mi posłuszeństwa. – Dean, błagam.

– Podnieś tą cholerną broń – rozkazał.

Zagryzłam mocno wargę i schyliłam się po pistolet. Dłonie zaczęły mi się trząść, a obraz przed oczami zdążył się zamazać, bo nie mogłam powstrzymać łez.

– I przestań się mazgaić!

Zerknęłam na Jo, która patrzyła na mnie ze współczuciem, jednocześnie rzucając zabójcze spojrzenia w stronę bruneta.

Sam podszedł do mnie i dotknął moich ramion.

– Będzie dobrze – wyszeptał wprost do mojego ucha. – Deanowi przejdzie. Sama zobaczysz.

Wiedziałam, że tak się nie stanie, nawet jeśli zabiłabym setki demonów i duchów.

– Idziemy – mruknął Dean. – Cassie, trzymaj się Sama.

Miałam cholernie złe przeczucia. Podniosłam wzrok na ten dom, który wcale nie zachęcał do odwiedzin, ale może właśnie oto chodziło… Może jego zadaniem było odstraszanie potencjalnych gości?

Zacisnęłam mocno usta i poszłam za Samem, starając się nie deptać mu po piętach, ale również być blisko niego. Tylko ten jeden Winchester byłby w stanie rzucić mi się na pomoc.

Ledwo przekroczyliśmy próg domu, od razu do naszych uszu dotarło przeraźliwe pikanie, które wydobywało się z urządzenia, które trzymał Sam. Przerażona, zerknęłam mu przez ramię. Czerwone lampki wariowały.

– Hmm, przynajmniej wiemy, że to nic naturalnego – mruknął Dean, zaczynając wspinać się po schodach. – Jo, idziesz ze mną, a Cassie i Sam sprawdzą dół.

Rozejrzałam się niepewnie po ścianach i zauważyłam pełno obrazów, który wcale nie były normalne. No dobra, pewnie były, zanim ktoś wydłubał oczy wszystkim ludziom, którzy zostali na nich uwiecznieni. O dziwo, większość z nich była kobietami. Zmrużyłam oczy i ignorując Sama, zbliżyłam się do jednego z nich. Mój wzrok przykuł medalion, bardzo duży i piękny. Przyjrzałam się kolejnemu portretowi, tam również zauważyłam ten naszyjnik. Na kilku następnych zdarzyła się ta sama sytuacja.

Przełknęłam z trudem ślinę, a potem zrobiłam porządny krok do tyłu, bo w mojej głowie zaczęły się pojawiać wspomnienia, które niczym stopklatki, przelatywały mi przed oczami.

Tu nie chodziło o żadnego mściwego ducha.

– Musimy uciekać – powiedziałam. – Sam! – Obrócił się zaskoczony w moją stronę. – Uciekamy! Ale już!

Nie zdążyłam nic więcej dodać, bo nagle zerwał się wiatr, a drzwi wejściowe otworzyły się z łoskotem. Poczułam mocny skurcz żołądka, a chwilę później nieznana siła wypchnęła mnie z domu, a raczej wyrzuciła. Odrzut był na tyle silny, że zatrzymałam się dopiero na samochodzie.

– Cassie!!! – zawołała spanikowana Jo.

Zanim straciłam przytomność, poczułam jeszcze jak coś ostrego wbija mi się w rękę, a ból rozsadza czaszkę.

 

۞

 

Otworzyłam niepewnie oczy, a potem skrzywiłam się, bo czułam jak pulsują mi skronie, a skóra na ręce potwornie szczypała.

– Cassie! – Jo podbiegła i padła na kolana, dotykając mojej twarzy. – Nic ci nie jest?

Zamrugałam powiekami, starając doprowadzić się do porządku, bo miałam lekkie zawroty głowy, które negatywnie wpływały na ostrość widzenia. Próbowałam podnieść się z kanapy, ale Jo od razu spiorunowała mnie wzrokiem, jeszcze dokładniej przykrywając kocem.

– Co się…

– Nie próbuj wstawać. Musisz leżeć.

– Jo… co…

– Tak mi przykro, Cassie – jęknęła, kręcąc głową. – Nie wiem, jak to się stało, ale nagle zniknęłaś nam z oczu i uderzyłaś w samochód Deana. – Westchnęła ciężko, drapiąc się po głowie. – Wszyscy wybiegliśmy z domu, a wtedy te drzwi… zamknęły się za nami z hukiem, a rolety… Boże, zasłoniły wszystkie okna.

– Jest zły?

Jo przygryzła wargę.

– Wyrwałaś lusterko, rozbiłaś boczną szybę i zarysowałaś lakier, już nie wspominając o licznych wgnieceniach.

Wysiliłam się na uśmiech, chociaż w oczach pojawiły się łzy.

– I jeszcze żyję?

– Cassie…

Usłyszałam podniesione głosy, a po chwili, do salonu wpakował się Dean, mierząc mnie lodowatym wzrokiem.

– Kurwa, możesz mi wyjaśnić co to było?!

Już chciałam otworzyć usta, ale Sam stanął przed bratem i próbował mu coś tłumaczyć, co i tak nie miało sensu.

– To… – Zauważyłam, że nawet nie zwrócili na mnie uwagi, więc głośno odchrząknęłam. – To nie jest duch.

– Co? – mruknął Dean.

– Jak to? – zapytał Sam. – Wszystko wskazuje na mściwego ducha, bo kto normalny zabiłby trzy osoby w taki… nienaturalny sposób?

W głowie wciąż miałam zdjęcie medalionu, które już wcześniej widziałam.

– To wiedźmy.

Brunet wybuchł śmiechem, na co Sam i Jo spojrzeli na niego, jak na idiotę.

– Jaja sobie robisz, co nie? – Nie zauważył, aby komukolwiek było do śmiechu, więc spoważniał. – Nie jesteś łowcą. Nic nie wiesz.

Zacisnęłam mocno wargi.

– To bardzo stary i potężny ród – wysyczałam.

– Skąd to wiesz? – drążył Sam.

Nie dane było mi nic wytłumaczyć, bo ktoś postanowił nam przeszkodzić. Nagle, obok Deana pojawił się mężczyzna, cały ubrany na czarno z diabelskim uśmiechem.

– Hello, boys… and girls – powiedział z takim niespotykanym, brytyjskim akcentem, że mimowolnie otworzyłam usta z wrażenia. – Nowy łowca? – zapytał, wskazując na mnie palcem. – Urocza.

Średnia ocena: 4.4  Głosów: 9

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Elorence 7 miesięcy temu
    Dziękuję anonimku <3
  • Fanriel 7 miesięcy temu
    Po wstępie spodziewałam się romansu. Nie przepadam, ale wiedziałam, że Twój będzie niezły, więc zaczęłam czytać... I znów niespodzianka! :) Sprawiłaś, że kiepskie popołudnie nie jest takie złe. Miło spędziłam czas, czytając kolejno wszystkie części. Dziękuję!
    Wybacz, że nie wypisałam drobiazgów, jak to mam w zwyczaju, ale nie jestem dziś w formie.
    Oczywiście pod każdą częścią zostawiłam komplet gwiazd.
    Nie ukrywając, że czekam na ciąg dalszy, pozdrawiam! :)
  • Fanriel 7 miesięcy temu
    I już wiem, skąd to moje zaskoczenie. Przeczytałam prolog niepublikowanego tu opowiadania. Wszystko przez to, że "Miłości nie można zamknąć w wieczności" jest tu jako poprzednia część powyższego tekstu. Mój błąd, dopiero doczytałam w komentarzach. ;)
  • Elorence 7 miesięcy temu
    Fanriel, a widzisz. Teraz właśnie tak patrzę, że tamten prolog został wrzucony do tego opowiadania. Dziwne :)
    Dzięki, że wpadłaś :) Jak będziesz miała chęci i w ogóle, to śmiało, wytykaj błędy :D Jestem otwarta.
    W tym opowiadaniu chcę, aby romans nie był na pierwszym planie i mam nadzieję, że mi wychodzi - póki co!
    Pozdrawiam :)
  • Fanriel 7 miesięcy temu
    Elorence, póki co jest świetnie. Chętnie pomogę z błędami, ale dziś nie czuję się na siłach. Pewnie głupoty by z tego wyszły. ;)
  • Elorence 7 miesięcy temu
    Nie musisz dziś, nie musisz jutro, ale jak będziesz miała i czas i chęci :))
  • Fanriel 7 miesięcy temu
    Elorence, ok. :)
  • nimfetka pół roku temu
    Dean mnie wkurwia. Cassie mi szkoda, a Jo... Nie rozumiem, dlaczego tak bardzo chce, aby Cassie uczestniczyła w tym polowaniu jeżeli czuję się tak niekomfortowo. Cóż, no nic, nadal zawiedziona nie jestem. Idzie Ci przednio.
    Pozdrawiam.
  • nimfetka pół roku temu
    czuje*
  • Elorence pół roku temu
    nimfetka, ciesze się, że Dean Cię wkurwia. To dobry znak dla tekstu. Wzbudziłam emocje :D Super! Na pewno, gdzieś tam w przyszłości będzie wzmianka o powodach Jo.
    Pozdrawiam :))
  • Enchanteuse pół roku temu
    Jestem i tu.

    W trakcie jazdy, był dla mnie wyjątkowo niemiły i chamski, ale nie mogłam się dziwić, bo przecież miał absolutną rację: nie nadaję się na łowcę. "

    Bez pierwszego przecinka.

    "Jo, mogła mieć milion planów odnośnie mojej osoby, ale nie miała prawa zapominać, że w moim przypadku, nieszczęścia nie chodziły tylko parami, ale całymi stadami."

    Bez pierwszego przecinka. Natomiast po "że" przecinek.
    I mam sugestię co do budowy. Tak by to wyglądało po poprawkach:

    "Jo mogła mieć milion planów odnośnie mojej osoby, ale nie miała prawa zapominać, że, w moim przypadku, nieszczęścia chodziły nie tyle parami, co całymi stadami."

    Tym samym również unikasz w ten sposób spójnika "ale", który masz zdanie czy dwa przed.

    "Podenerwowana, zaczęłam dreptać w miejscu, przypominając sobie wszystkie informacje na temat duchów."

    "Poddenerwowana". Literówka albo nieświadomy błąd.


    "Nawet, jeśli bardzo bym chciała, nie potrafiłabym mu udowodnić, że będzie inaczej, więc wcale nie byłam zaskoczona, kiedy podczas opuszczania rąk, wypadł mi pistolet, uderzył o ziemię i wystrzelił, sprawiając, że wszyscy kucnęli wystraszeni, rozglądając się na boki w poszukiwaniu źródła hałasu. "

    Bez pierwszego przecinka.

    "Wiedziałam, że tak się nie stanie, nawet, jeśli zabiłabym setki demonów i duchów."

    Bez przecinka po "nawet".

    To pierwsza. Część. Reszta potem. Wklejam żeby mi nie skasowało.
  • Enchanteuse pół roku temu
    "Zmrużyłam oczami i ignorując Sama, zbliżyłam się do jednego z nich. "

    Potknięcie na odmianie. "Zmrużyłam (kogo/co?) oczy."

    "Mój wzrok przykuł medalion, bardzo duży i piękny. Przyjrzałam się kolejnemu portretowi, ale znowu zauważyłam medalion. "

    Słowo "medalion" w zbyt bliskim sąsiedztwie. Może po prostu zamień je na synonim?
    A gdyby tak:

    "Mój wzrok przykuł medalion, bardzo duży i piękny. Przyjrzałam się kolejnemu portretowi. Tam również widniał (dostrzegłam, zauważyłam, spostrzegłam) tę (samą) ozdobę/ dokładnie ten sam naszyjnik.


    "Przełknęłam z trudem ślinę, a potem zrobiłam porządny krok do tyłu, bo w mojej głowie zaczęły się pojawiać wspomnienia, które niczym stop klatki, przelatywały mi przed oczami."

    "Stopklatka" razem. Ostatni przecinek do wyrzucenia. Chyba że potraktujesz "niczym stopklatki" jako wtrącenie. Wtedy dodatkowy przecinek przed tym wyrażeniem.

    Bardzo dobra część. Cały czas czuć ten powiew świeżości: że Ameryka, że nastolatki.
    Końcówka świetna. Lecę czytać dalej.

    Pozdrowionka :)
  • Elorence pół roku temu
    Dziękuję za wyłapywankę błędów :)
    Bardzo się cieszę, że wciąż się podoba :)
    Powyższe opowiadanie piszę dla rozluźnienia, więc tym bardziej sprawia mi radość, że da się to czytać.

    Dzięki i pozdrawiam :))
  • pasja pół roku temu
    Witam
    Denerwuje mnie ten cały Dean.
    Mógłby już przestać się mądrzyć i dobrze określiła to Cassie... Obrażanie mnie przychodziło mu z zatrważającą łatwością, a ja tylko otwierałam i zamykałam usta, nie będąc w stanie nawet się bronić.

    Dziewczyna jeszcze wszystkim pokaże na co ją stać, a ten medaliony będzie kluczem do tego.

    Koniec tajemniczy, diabeł i aprobata Nowego Łowcy... urocza daje do myślenia.
    Pozdrawiam
  • Elorence pół roku temu
    No nie powiem, dobrze myślisz. Co by to było za opowiadanie, jeśli jeden bohater znęcałby się psychicznie nad drugim do samego końca? Ale na to wszystko przyjdzie czas :)
    Pozdrawiam :)
    I miłego dnia! :))
  • meliellxx pół roku temu
    ok.. Dean zaczyna już być nieznośny XD to zapewne celowy zabieg, więc gratuluję, udało Ci się.
    Poza tym, nadal czyta się lekko i przyjemnie, jednocześnie intrygując. Baaardzo lubię ten klimat :)
  • Elorence pół roku temu
    Tak miało być :D
    Pozdrawiam!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania