Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Nie próbuj mnie ratować! - Rozdział 5

Nie potrafiłem stłumić swojej złości na Cassie za biedną Dziecinę, a przed moimi oczami pojawił się jeszcze Crowley – koleś, którego najchętniej unicestwiłbym milion razy, gdyby nie fakt, że skurczybyk jest pieprzonym Królem Piekła i ma wiele asów w rękawie, które zachowuje na specjalne okazje. Cały czas dziwię się, że Lucyfer nie pozbawił go życia, gdy mógł. Kolejny „Pan i Władca”. Zamiast eliminować przeciwników wolał ich upokarzać, a potem i tak dostawał w dupę. Może nie skończyło się to dla niego najlepiej, ale takie przylepce zawsze wracają…

– Crowley, do diabła, czego chcesz? – rzuciłem, tracąc resztki cierpliwości.

Łaskawie spojrzał na mnie, a potem uśmiechnął się dumnie, jakbym nie stanowił dla niego żadnego niebezpieczeństwa, jakby Colt nie leżał bezpiecznie w bagażniku Dzieciny i nie czekał na swój Wielki Dzień.

– Diabeł wiele ma imion – mruknął, wsuwając dłonie do kieszeni płaszcza, a potem utkwił wzrok w Cassie. – Rozumiem, że oberwałaś w trakcie ćwiczeń dla początkujących.

Wywróciłem oczami.

– To nie żaden łowca, tylko życiowa pomyłka – warknąłem, skupiając na sobie wzrok wszystkich. Jo wstała z kolan i zabijała mnie wzrokiem, a Cassie… widziałem łzy w jej oczach. Czego innego mógłbym się po niej spodziewać, skoro na wszystko reagowała płaczem? – Potrzebuję piwa, natychmiast.

Poszedłem do kuchni i nic sobie nie robiąc ze spojrzeń Jo, wyciągnęłam butelkę z lodówki, jednocześnie szukając w spodniach otwieracza. Pierwszy łyk w minimalnym stopniu ukoił moje nerwy, ale dopiero po opróżnieniu połowy piwa mogłem mówić o względnym spokoju, który mnie ogarnął. Jednak na myśl o poobijanej Dziecinie, wlałem w siebie całą resztę i otworzyłem drugą butelkę, a dopiero potem wróciłem do towarzystwa.

– Nareszcie – mruknął średnio zadowolony Crowley. – Możemy zaczynać?

– O co chodzi? – zapytał Sam.

– Ktoś wybija moje demony w ekspresowym tempie i chciałbym wiedzieć, które z was wpadło na ten genialny pomysł.

– Co? – prychnąłem. – Pewnie sami prosili się o śmierć, bo to nędzne gnidy, ale dlaczego z góry założyłeś, że to nasza sprawka?

– Nie znam innych łowców, którzy pałają do mnie taką nadzwyczajną sympatią jak wy.

– Kim ty w ogóle jesteś? – zapytała Jo, wpatrując się w niego szeroko otwartymi oczami.

– Wybacz. – Uśmiechnął się. – Jestem Crowley, Król Piekła, złotko – powiedział dumnie, a potem puścił do niej oczko.

– Mamy inne rzeczy na głowie, a w ostatnim czasie żaden idiota nie pojechał na rozdroże i nie podpisał umowy – powiedziałem znudzony. – Daj żyć, Crowley.

– Może zacznę z innej strony – mruknął niezadowolony. – Zaczęły ginąć również wiedźmy i o ile nienawidzę ich z całego serca, i najchętniej osobiście skręciłbym im karki, to taka samowolka działa mi na nerwy.

– Sądzisz, że to któryś z łowców? – zapytał mój brat, zakładając ręce. – To nie ma najmniejszego sensu.

– Też tak sądziłem, dopóki demony nie przyłapały jednego z was przy ciele dwóch czarownic. Nie wyglądali na przyjemnych typków, którzy piją sobie piwko przed telewizorem, oglądając…

– Dobra, daruj – zaprotestowałem. – Dalej nie rozumiem, co…

– Wiesz, jaki to ród czarownic? – zapytała Cassie, przerywając mi. Zmrużyłem oczy, ale nawet na mnie nie spojrzała, mając wzrok utkwiony w Crowley’u. – W sensie, to wiedźmy z tej samej rodziny?

Widziałem, jak zmienia się twarz tego skurczybyka. Obrócił się w stronę dziewczyny, unosząc kącik ust do góry.

– Urocza i mądra. Dobre połączenie. – Posłał jej fałszywy uśmiech. – Rozumiem, że wiesz więcej niż ci dwaj tutaj.

Cassie spojrzała niepewnie w moim kierunku, ale jeśli myślała, że mój widok doda jej otuchy to była w błędzie. Wciąż nie wybaczyłem jej akcji z Dzieciną.

– Dzisiaj byliśmy w domu należącym do rodu Warrenów. Zauważyłam tam bardzo dziwne rzeczy, bo obrazy… nie miały oczu, bo ktoś je wydłubał, jakby chciał wyeliminować cały ród. – Szczęka mi opadła do samej podłogi. – Trzy trupy wskazują na to, że ktoś czegoś tam szukał i chyba nie znalazł, a sam dom…

– Żyje, prawda?

Odwróciłem się i zauważyłem Rowenę.

– Son of a bitch – warknąłem. – Więcej was nie było?

Ruda uśmiechnęła się do mnie przebiegle, a potem podeszła do wystraszonej Cassie i złapała ją za rękę.

– Słońce, nie musisz się mnie bać, chcę… tylko coś sprawdzić. – Zanim jednak którekolwiek z nas zareagowało, oczy Roweny zaszły mgłą, aż wreszcie zrobiły się całe białe, dokładnie takie jak twarz przerażonej Cassie, która najchętniej uciekłaby, gdzie pieprz rośnie. – Interesujące – mruknęła, mrugając powiekami. – Bardzo interesujące. – Uśmiechnęła się krzywo. – Jak długo znasz tę wariatkę?

– Co...? Jak…?

– O co chodzi? – zapytałem, czując, że nie jestem w temacie. Zresztą, nie ja jeden, bo Sam i Jo też wyglądali na zaskoczonych, może poza Crowley’em – ten zawsze wiedział więcej, ale milczał, bo rzekomo milczenie jest złotem czy innym gównem.

– Po pierwsze: kim ty jesteś, do cholery? – warknęła Jo, łapiąc Cassie za rękę i podnosząc z kanapy. Zakryła ją swoim ciałem i chyba dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, że te dwie kobiety łączy przedziwna więź, coś porównywalnego do tego, co jest między mną a Samem. – A po drugie: odpieprz się od Cassie!

Ruda również wstała z kanapy i odrzuciła swoje długie loki na plecy, unosząc brwi do góry. Wyglądała na niezadowoloną, a wręcz na zniesmaczoną zaistniałą sytuacją.

– Ludzie – prychnęła. – Czytacie coś więcej niż tylko o demonach i aniołach? – Skrzywiła się teatralnie. – Aż niedobrze mi się robi!

– To Rowena, moja matka – mruknął Crowley, machając niedbale dłonią. – Nie musicie się nią przejmować, bo jak zwykle zaczyna świrować, kiedy ktoś zabija takie kanalie jak ona.

– Fergusie! Wstydziłbyś się tak nieładnie mówić o swojej mamusi!

Czułem, że za chwilę głowa mi eksploduje od nadmiaru rudej i tego przylepca.

– Do cholery, o co tutaj chodzi?! – warknąłem głośno, skupiając na sobie wzrok całego towarzystwa. – Rowena, czego ty od nas chcesz?

– Chociaż ty jeden nie tracisz mojego cennego czasu. – Uśmiechnęła się milutko. – Chcę jej – powiedziała, poważniejąc, jednocześnie celując palcem w Cassie.

Jo cofnęła się, mordując wzrokiem wiedźmę.

– Tknij ją, a wydrapię ci te ślepia!

– Matko, co ty znowu kombinujesz? – zapytał sfrustrowany Crowley.

Ruda wywróciła oczami.

– Wasza urocza towarzyszka jest na liście zaufanych ludzi rodu Warrenów. Ze wszystkich ludzi na świecie ma najlepszą ochronę.

– Ochronę? – zadrwiłem. – Potrafi zabić się na prostej drodze!

– Nic nie znaczące szczegóły – mruknęła Rowena, posyłając mi lodowate spojrzenie. – Pójdziesz ze mną – zarządziła, przenosząc wzrok na Cassie.

– Chwila, chwila – odezwał się Sam. – Mamy ci oddać dziewczynę, ot tak?

– Potrzebuję jej.

– Nie ma mowy – warknąłem, stając przed rudą. – Nie dostaniesz jej.

– Mam dziwne wrażenie, że nie przepadasz za nią.

Zobaczyłem na jej twarzy chytry uśmieszek, który najchętniej starłbym pięścią, gdyby nie fakt, że to wiedźma i potrafiłaby mnie zabić na sto różnych sposobów w ciągu kilku sekund.

– Gówno mnie obchodzi twoje pieprzone wrażenie! Cassie jest z nami i na pewno nie oddamy…

– Pójdę.

Oszołomiony, zamknąłem się, nie potrafiąc wydusić z siebie słowa. Odwróciłem się powoli w stronę zdezorientowanej dziewczyny, mrożąc ją wzrokiem.

– To nie podlega żadnej dyskusji – powiedziałem twardo.

– Nie powiesz mi, że moja śmierć nie byłaby ci na rękę.

Zacisnąłem mocno szczękę, ale kiedy chciałem się ponownie odezwać, Rowena zniknęła, a razem z nią, Cassie.

– Son of a bitch – wysyczałem, kopiąc kanapę.

 

۞

 

Siedzieliśmy od dwóch godzin w salonie, niecierpliwie czekając na powrót Cassie.

Cholera jasna, zacząłem się naprawdę o nią martwić, bo Rowena była nieobliczalna. Kiedy mówiła, że ktoś jest z nią bezpieczny, zawsze pozwalała mu umrzeć albo osobiście zabijała. Nie należała do osób, którym się ufa i, z którymi zawiera się jakiekolwiek układy, więc dlaczego Cassie się zgodziła?

– Skoro jesteś Królem Piekła, a ta wariatka jest twoją matką, to może mógłbyś ruszyć swoje cztery litery i odnaleźć moją przyjaciółkę?!

– Matka jej nie zabije – powiedział znudzony Crowley, bębniąc palcami o kolano. – Na pewno nie teraz, kiedy w świecie wiedźm dzieje się zbyt wiele.

– Pocieszające – warknęła Jo, idąc do kuchni.

– Dalej niczego nie rozumiem – zaczął Sam. – Cassie stanowi pewnego rodzaju klucz do prawdy odnośnie rodu Warrenów, dość starego i mocnego rodu wiedźm, które nigdy nie przepadały za ludźmi. To wszystko nie ma najmniejszego sensu. – Przeczesał dłonią włosy. – I jeszcze ten magiczny medalion, który przechodzi z pokolenia na pokolenie do najsilniejszej rodziny.

– Że co?

– Na obrazach, które widzieliśmy z Cassie, każda wiedźma miała taki sam medalion na szyi. – Skrzywił się. – Wszystkie miały wydłubane oczy, więc może rodzinny skarb wpadł w niepowołane ręce.

– Bzdury – mruknąłem. – Kto skusi się na głupi medalik?! Proszę cię!

– Tylko, że ten medalion wcale nie jest zwyczajny – powiedział śmiertelnie poważnie Sam, wbijając we mnie ponure spojrzenie. – A Cassie wcale nie jest bezpieczna.

Poczułem, jak coś ciężkiego spada mi na żebra. Przełknąłem z trudem ślinę, zdając sobie sprawę, że naprawdę nie chciałbym musieć palić martwego ciała tej dziewczyny.

Średnia ocena: 4.9  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Keraj 8 miesięcy temu
    Medaliony jak wieści niosą otoczone aurą tajemniczości ochroniają swojego właściciela. Fajnie się czytało. Mam nadzieję że będzie tego więcej 5
  • Elorence 8 miesięcy temu
    Fajnie, że wpadłeś.
    Dziękuję i pozdrawiam :))
  • Enchanteuse 8 miesięcy temu
    Hej :)

    "Cały czas dziwię się, że Lucyfer nie pozbawił go życia, gdy mógł. "

    Bez drugiego przecinka.

    "Pierwszy łyk w minimalnym stopniu ukoił moje nerwy, ale dopiero po opróżnieniu połowy piwa, mogłem mówić o względnym spokoju, który mnie ogarnął."

    Bez przecinka przed "mogłem".

    "gdyby nie fakt, że to wiedźma i potrafiłaby mnie zabić na sto różnych sposobów w ciągu kilku sekund."

    Love it.

    No proszę. Akcja ruszyła z kopyta i galopuje. Fajnie kreujesz bohaterów. Nie są jednowymiarowi, co widać na przykładzie Deana.
    Podoba mi się też, że samochód Deana ma swoją nazwę. "Dziecina". Jakie to pieszczotliwe. I jakie męskie ;)
  • Elorence 8 miesięcy temu
    Dzięki, dzięki :)

    Impala Deana w serialu dokładnie tak się zwie - Dziecina :) Z racji, że to fanfiction i uwielbiam postać Deana to zachowałam wszystkie jego cechy - mam nadzieję :)

    Pozdrawiam cieplutko, Enchanteuse i dziękuję jeszcze raz!
  • Enchanteuse 8 miesięcy temu
    Elorence o kurde, a ja myślałam że to Twoje
    xD
  • Elorence 8 miesięcy temu
    Enchanteuse, niestety :D
  • Enchanteuse 8 miesięcy temu
    Elorence
    W takim razie komentarze nt kreacji postaci moge sobie odpuścić :)

    Ale i tak fajnie.
  • Elorence 8 miesięcy temu
    Enchanteuse, no nie do końca, bo chodzi o spójność z fabułą (a to wymaga odejścia od głównej fabuł serialu). Cassie jest wymyślona, tak samo jak niektóre postacie :)
    Nie wiem, czy tak dobrze oglądałam serial, że umiem się posługiwać niektórymi bohaterami czy... może jednak nie najgorzej piszę xD
  • Enchanteuse 8 miesięcy temu
    Elorence myślę, że to drugie ;)

    Oks, to będę oceniać Cassie wobec tego ;D
  • Elorence 8 miesięcy temu
    Enchanteuse :))
  • Enchanteuse 8 miesięcy temu
    Elorence :))
  • Fanriel 8 miesięcy temu
    Drobne uwagi:
    W pierwszym akapicie masz "którego", "które", "który". W moim odczuciu trochę za dużo.
    "– Nareszcie! – mruknął średnio zadowolony Crowley." - czy tu powinien być wykrzyknik, skoro "mruknął"?
    "Nie znam innych łowców, którzy pałają do mnie taką nadzwyczajną sympatią, jak wy." - bez przecinka przed "jak".
    "Cassie spojrzała niepewnie w moim kierunku, ale jeśli myślała, że mój widok doda jej otuchy to była w błędzie." - przecinek przed "to".
    "Ze wszystkich ludzi na świecie, ma najlepszą ochronę." bez przecinka.
    "Skoro jesteś Królem Piekła, a ta wariatka jest twoją matką to może mógłbyś ruszyć swoje cztery litery i odnaleźć moją przyjaciółkę?!" - przecinek przed "to".
    "Cassie stanowi pewnego rodzaju klucz do prawdy odnośnie rodu Warrenów, który jest dość starym i mocnym rodem wiedźm, które nigdy nie przepadały za ludźmi." - "który", "które".
    Kolejna świetna część. Szczególnie podoba mi się Crowley.
    Zostawiam 5 i pozdrowienia. :)
  • Elorence 8 miesięcy temu
    Nie dziwię się, Crowley jest świetny!

    Dzięki za wyłapywankę :) Nie dość, że nadmiar przecinków, a w innych miejscach ich spory brak to jeszcze problem z "który"... wszędzie bym je wciskała :D

    Dziękuję i pozdrawiam :)
  • pasja 8 miesięcy temu
    Jestem i tu
    I co Panie Dranie!
    Crowley – koleś, którego najchętniej unicestwiłbym milion razy, gdyby nie fakt, że skurczybyk jest pieprzonym Królem Piekła i ma wiele asów w rękawie, które zachowuje na specjalne okazje... A jednak jest ktoś przed kim Dean trzęsie portkami.
    I jeszcze jest zauroczony dziewczyną.
    Pojawienie się rudej Roweny i uznanie Cassie za ważną... towarzyszka jest na liście zaufanych ludzi rodu Warrenów.
    Mówiłam, że Cassie ma klucz do odnalezienia medalionu. Kobiety górą.
    Pozdrawiam
  • Elorence 8 miesięcy temu
    Uwielbiam Crowley'a i no niestety, Dean musi się kogoś bać. Nie może być tak, że jest najlepszy i najsilniejszy.
    No i Cassie trochę utarła nosa Deanowi :)
    Pozdrawiam!
  • nimfetka 8 miesięcy temu
    Ha! Cassie pokazała pazura! To mi się podoba. Ale nadal jestem przekonana, że nie potrafiłabyś pozostawić jej i Deana bez uczuuuucia. Są stworzeni dla siebie. Cassie przestanie być łamagą, a Dean będzie się o nią troszczyć, bo coś z niezdary, jednak musi jej pozostać. Tak se gdybam. Twój rozdział pochłonął dwie kanapki i kilka ogórków kiszonych. Bądźże dumna.
  • Elorence 8 miesięcy temu
    Oj, nimfetka, ale wybiegasz w przyszłość:D
    Ooo! Jestem bardzo dumna! Ogórki kiszone <3
    Pozdrawiam :)
  • meliellxx 8 miesięcy temu
    "bo rzekomo milczenie jest złotem czy innym gównem" XDD padłam.
    masz błyskotliwe poczucie humoru i świetnie przelewasz je na papier.
    Lubię kiedy bohaterki, na pierwszy rzut oka niedojdy życiowe, z czasem okazują się być kimś o wiele więcej! W tym przypadku Cassie. Mam nadzieję że w końcu zamknie Dean'owi mordę ha! Mimo wszystko odbieram go dość pozytywnie, chyba mam słabość do takich "bad boyów" XD
  • Elorence 8 miesięcy temu
    Poczucie humoru uaktywniło się przy tym serialu :D Dzięki!
    Pozdrawiam!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania