Niebezpieczny układ [26]

Ania

 

Chodziła po mieszkaniu, nie mogąc sobie znaleźć w nim miejsca dla siebie. Przemek nie wracał do domu od dobrych kilku godzin i w dodatku nie odbierał od niej telefonów. Za każdym razem, gdy wybierała jego numer, po dłuższej chwili włączała się automatyczna sekretarka. Po jej głowie chodziły różne myśli, oczami wyobraźni widziała same najczarniejsze sceny. Drżącą z nerwów dłonią sięgnęła po telefon i wybrała numer Pauliny. Miała szczerą nadzieję, że jest jeszcze u niej i może po prostu rozmawiają.

-Słucham? - Paulina odebrała po trzecim połączeniu - wybacz, że nie odbierałam wcześniej, ale byłam zajęta…

Dziewczyna przygryzła wargę.

-Ja się chciałam tylko zapytać, czy…-nie bardzo wiedziała, jak ma się jej zapytać, żeby nie wyjść na kogoś, kto kontroluje i sprawdza innych - mój Przemek jest jeszcze u ciebie.

Po drugiej stronie nastąpiła cisza, stanowczo zbyt długa i trwająca chyba całą wieczność.

-No coś ty - usłyszała po dłuższej chwili krótką odpowiedź - odwiózł mnie pod klatkę schodową i odjechał, mówiąc, że spieszy się do ciebie. Może coś mu wypadło? Dostał nagły telefon z firmy?

Ania uderzyła się dłonią w czoło. Idiotka, przecież od razu mogła sama na to wpaść. Co ona by zrobiła bez Pauliny? Ona zawsze myślała trzeźwo i zachowywała jasność umysłu o każdej porze dnia.

-Dzięki - mruknęła w odpowiedzi - po prostu się martwię.

Po krótkiej chwili rozłączyły się, a kobieta wróciła do okna i obserwowała, to co działo się po drugiej stronie i liczyła na to, że za chwilę zobaczy podjeżdżający samochód Przemka.

 

Nie wie, kiedy zasnęła i jak długo spała, ale obudziło ją przekręcanie klucza w zamku. Zerwała się w równe nogi i czekała, chcąc upewnić się, że to wcale jej się nie przyśniło. Tak bardzo bała się do tej pory o Marcelinę, swoją siostrę, która czasami chcąc jej zrobić na złość, chowała się i nie dawała żadnego znaku życia.

Drzwi po chwili otworzyły się bezszelestnie, a do środka wszedł jej narzeczony. Od razu zauważyła, że coś jest nie tak. Wyglądał, jak ktoś, kto ma poważny problem i nie umie sobie z nim sam poradzić. Do jej głowy przyszła nagle myśl, że może przemyślał sobie to wszystko i jednak chce odwołać ślub, ale nie bardzo wie, jak ma to zrobić?

-Dlaczego nie śpisz? - wciąż stał przy drzwiach - późno jest.

Nie musiał jej mówić tego, wiedziała o tym. Właściwie to nie ona powinna mu się tłumaczyć, tylko on jej. Telefon służył do tego, żeby odbierać połączenia i je wykonywać. Dwie minuty rozmowy z nią i powiedzenie gdzie jest i kiedy wróci, nie mogły go kosztować zbyt dużo.

-To ja się powinnam zapytać cię, gdzie byłeś - podniosła głos - pojechałeś tylko odwieźć Paulinę, a wracasz nad ranem. Coś się stało?

Z impetem ściągnął buty z nóg i założył ręce na piersi.

-To jakieś przesłuchanie? - warknął - przypominam ci, że jeszcze nie jesteś moją żoną i nie muszę ci się tłumaczyć. Jestem dorosły.

Nigdy wcześniej nie odzywał się do niej w ten sposób. Zawsze miły i czuły; teraz był inny. Czuła, że coś jest nie tak. Tylko co? Przecież nie dała mu powodu do złości i nie zasłużyła sobie w to.

-Nie będziemy w ten sposób rozmawiać - odparła poważnym tonem - chodźmy spać. Porozmawiamy rano, jak ochłoniesz i się uspokoisz. Nie chcę się z tobą kłócić.

W odpowiedzi wzruszył ramionami i wyminął ją, zupełnie jakby była powietrzem. Poszła za nim i widziała, jak siada w kanapie w salonie i przymyka oczy. Dlaczego nie chciał jej nic powiedzieć?

-Śpię w salonie - rzekł po dłuższej chwili - dobranoc.

To wszystko, co miał jej do powiedzenia? Mógł, chociaż jej to w jakiś sposób uzasadnić, a zamiast tego, nie robił kompletnie nic. To nie było w porządku.

 

Gdy wstała rano, była przekonana, że Przemek jeszcze śpi. Chodził do pracy, kiedy chciał, a od kiedy z nim mieszkała, częściej pracował w domu. Nie potrafiła ukryć swojego rozczarowania, gdy weszła do salonu i zobaczyła, że go nie ma. W jednej chwili poczuła się bezradna i bezsilna. Jeszcze wczoraj z rana przecież wszystko było dobrze, a teraz kompletna zmiana zachowania; nie była na to przygotowana. Ze szlafroka wyciągnęła telefon i wybrała jego numer. Odebrał niemal natychmiast.

-Gdzie jesteś? - postanowiła od razu przejść do konkretów - tak wiem, nie musisz mi się tłumaczyć, bo jeszcze nie jestem twoją żoną, ale nigdy mnie tak samej z rana nie zostawiałeś.

Nie bardzo wiedziała, na jaką odpowiedź może liczyć tym razem, skoro wczoraj w odpowiedzi dostała coś takiego. Był dla niej chodzącą niewiadomą. Gdy już myślała, że go zna, wtedy robił coś, co zbijało ją z tropu.

-Przepraszam kochanie - wymruczał - nie byłem sobą. Ja za chwilę będę w domu, wyszedłem tylko na chwilę i myślałem, że zdążę, zanim wstaniesz.

Uśmiechnęła się sama do siebie. Czyli to jego zachowanie, było tylko jednorazowe. Może miał po prostu gorszy dzień? Próbowała go tłumaczyć przed sobą samą. Zanim zdążyła odpowiedzieć, rozłączył się.

Właśnie kończyła smażyć naleśniki, gdy usłyszała klucz w zamku i później ciche kroki. Podniosła głowę znad patelni i zobaczyła przed sobą ogromny bukiet róż.

-To dla mnie - pisnęła - są piękne. Dziękuję.

Mężczyzna wręczył jej kwiaty i wciągnął apetyczne zapachy.

-Skąd wiedziałaś - zagadnął do niej wesoło - że miałem na nie ochotę?

Wzruszyła ramionami i zdjęła z patelni ostatniego placka.

-Nie wiedziałam - odparła - chcesz z czekoladą i bitą śmietaną, czy klasycznie z białym serem polane sokiem truskawkowym?

Delikatnie dotknął jej dłoni i spojrzał głęboko w oczy. Przez moment myślała, że wyzna jej miłość, a ona będzie mogła odpowiedzieć mu tym samym.

-Wybacz mi - mruknął zamiast tego - zachowałem się wczoraj jak idiota. Nie powinienem był na ciebie naskoczyć. Po tym, jak odwiozłem Paulę, miałem jechać do domu, ale dostałem pilny telefon z biura.

Kiwnęła w zrozumieniu głową.

-Rozumiem - odparła - to które chcesz?

Mężczyzna uśmiechnął się z czułością.

-Obie wersje.

 

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

 

Przemek

 

Czuł się podle i naprawdę nie spodziewał się, że gdy wróci, ona będzie na niego czekała. Dzwoniła do niego kilka razy, ale nie miał odwagi odebrać od niej telefonu. Dopiero gdy zadzwoniła do Pauliny, dziewczyna odebrała i gładko skłamała, co pozwoliło mu przygotować sobie solidne alibi. Tuż po wejściu do domu, ogarnęły go ogromne wyrzuty sumienia i gdy zapytała, gdzie był, wolał przejść do ataku i później udawać obrażonego, byle tylko niczym się nie zdradzić.

-Jasna cholera - mruknął, gdy Ania wyszła z salonu - jestem idiotą. Co ja najlepszego zrobiłem?

To już był drugi raz, gdy ją zdradził. Może powinien zacząć unikać innych kobiet, skoro nie jest w stanie oprzeć się pokusom? Miał u Pauliny spędzić zaledwie kilka chwil, a spędził kilka godzin. Kochali się w salonie jej rodziców na podłodze i kompletnie stracił poczucie czasu. Dopiero gdy skończyli i odpoczywali, przypomniał sobie o kobiecie czekającej na niego w domu.

Gdy wychodził z samego rana z domu, by pojechać do Pauliny i wyjaśnić sobie z nią wszystko; Ania jeszcze spała i naprawdę sądził, że zdąży wrócić, zanim ona wstanie.

 

Stał pod drzwiami Pauliny i ponaglał ją w myślach, by otworzyła drzwi szybciej.

-Tak szybko się za mną stęskniłeś? - zapytała na przywitanie zalotnym głosem - wejdź do środka. Zjemy razem śniadanie.

Pokręcił głową w odpowiedzi.

-Żadnego śniadania nie będzie - wysyczał - to wczoraj, to był błąd.

Kobieta patrzyła na niego, nic nierozumiejącym wzrokiem.

-Spokojnie - uśmiechnęła się - Anka o niczym się nie dowie. W końcu jestem jej przyjaciółką. Wczoraj oboje troszkę się rozpędziliśmy. Dostałam to, czego chciałam.

Nie mógł uwierzyć w to, co słyszy. Zależało jej wyłącznie w seksie z nim i tak naprawdę miała gdzieś uczucia Ani. Była złą kobietą, zepsutą do szpiku kości.

-Brak mi słów na określenie ciebie - syknął - jesteś podła.

W odpowiedzi zaśmiała się i położyła mu ręce na klatce piersiowej.

-Tylko mi nie mów, że czujesz się wykorzystany - szepnęła, tuż przy jego ustach - ale sam przyznaj, dobrze ci było co?

Skłamałby, gdyby powiedział, że nie. W łóżku była rewelacyjna i pozwalała na znacznie więcej niż jego narzeczona, którą powoli wprowadzał w świat namiętności. Ania i Paulina, były jak dwa różne kontynenty. Różniły się dosłownie pod każdym względem. Jedna nieśmiałą i niepewna, druga świadoma swojej kobiecości i cholernie seksowna w swojej bezczelności.

-Było cudownie - samoistnie położył dłoń na jej talii - ale zachowajmy dyskrecję.

Bez zastanowienia, wpił się w usta kobiety i obdarzył ją namiętnym pocałunkiem.

 

Wracał do domu z poczuciem winy. Zatrzymał się przy pierwszej lepszej kwiaciarni i kupił, największy bukiet róż chcąc, chociaż odrobinę w ten sposób zagłuszyć dochodzące do niego sumienie. Nie spodziewał się, że uczucia go przerosną i nie będzie mógł dać sobie z nimi rady. Powoli zaczął myśleć, że proponując dziewczynie odwiezienie do domu, podświadomie liczył na takie zakończenie.

-Nie, nie - pokręcił głową - nie mogę szukać usprawiedliwienia. Przy Samancie, to nigdy by mi się nie zdarzyło.

 

Samanta, na samą myśl o miłości swojego życia ogarnęła go wściekłość. Minęły cztery lata, a on nadal czuł to samo, co w dniu, gdy ją stracił. Żadna kobieta mu jej nie zastąpi. Nawet Ania.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Bożena Joanna ponad tydzień temu
    Ciekawe studium miłości, zdrady i fajne ujęcie tematu ze strony narzeczonej i narzeczonego
  • Joan_ tydzień temu
    No to Przemko nawyprawiał... Zostawiam 5:)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania