Niechciane Brzemię

„Nigdy nie pragnąłem zostać bohaterem i wyróżniać się spośród innych. Jedynym, czego sobie życzyłem to, aby już nigdy więcej nie stracić tego, co jest dla mnie ważne”

 

Budząc się, poczuł letni, wiosenny wietrzyk, smagający delikatnie, jego ciut przydługie, ciemnobrązowe włosy. Powoli podniósł powieki, lecz natychmiastowo oślepiły go promienie popołudniowego słońca. Kiedy uniósł rękę, by po części osłonić się przed strumieniem światła, poczuł, że opiera się o coś twardego, a zarazem chropowatego, co w żadnym wypadku nie przypomina mu siedzenia jakie znajduje się w metrze. Chłopak wstał, a gdy po krótkiej chwili słońce schowało się za jedną z chmur, rozejrzał się wokół siebie. Ku jego zdziwieniu, to co zobaczył bardzo go zaniepokoiło. Rzeczą, o którą się wcześniej opierał było drzewo, a okolica w jakiej się znajdował była ogromną polaną. Był tak zdezorientowany całą sytuacją, że nie zwrócił nawet uwagi, kiedy koło niego przebiegło kilka spłoszonych dzików. Dopiero głośny ryk niewiadomego pochodzenia, otrząsnął go z zamyślenia. Gdy spojrzał za siebie, ujrzał powoli walące się drzewa na krańcu lasu, a po chwili wychodzącą z niego wielką na kilka metrów bestie, przypominającą z wyglądu mitycznego minotaura. Nie mógł uwierzyć w to co widzi, ale gdy zobaczył, że minotauro podobna kreatura zaczyna zmierzać w jego kierunku z coraz większą prędkością, odwrócił się w przeciwną stronę i zaczął biec ile sił nogach. Kątem oka udało mu się dostrzec kilka postaci w lśniących zbrojach, wyłaniających się z lasu, z którego przed chwilą wyszła bestia. Siedzieli na galopujących koniach, które z dużą prędkością śledziły poczynania potwora. Był on coraz bliżej chłopaka, który nie miał już siły dłużej biec, ale chęć przetrwania dodawała mu energii. Lecz gdy potwór zbliżył się do niego na co najmniej cztery metry, wziął głęboki zamach swoją łapą i z całej siły skierował ją w stronę biegnącego chłopaka. Siła z jaką został uderzony, spowodowała, że został odrzucony na kilkadziesiąt metrów. Upadając jego ciało poturlało się po ziemi kilka razy i zatrzymało po środku polany. Lewą rękę miał całkowicie zmiażdżoną, a poruszanie ciałem, nie wchodziło w grę. Czarna bluza z kapturem i niedawno zakupione jeansy były całe poszarpane i pokryte szkarłatem. Potwór zbliżał się wolnymi krokami. rycząc przy tym tak głośno, jakby chciał przekazać wszystkim wokół, że dopadł swoją ofiarę i zamierza ją dobić. “Jeżeli to sen... Niech skończy się jak najszybciej - pomyślał zrezygnowany chłopak, gdy nagle poczuł mocne pieczenie w prawej dłoni. Z bólem odwrócił głowę w jej stronę, a jedynym co przykuło jego uwagę, to nie zadane rany, a dziwne znaki, które zaczęły promieniować zielonym kolorem. Linie tej samej barwy zaczęły wychodzić z nowo poznanego symbolu pokrywając jego dłoń aż do nadgarstka. Mimo poniesionych ran i złamań, poczuł, jak przeszywa go energia, która nakazuje mu walczyć i nie poddawać się mimo, że jest w sytuacji bez wyjścia. Ból, który był nie do zniesienia, przestał być odczuwany, a ręka, która była zmiażdżona zregenerowała się na tyle by móc nią choć trochę poruszać. Skoro i tak mam umrzeć, a to wszystko jest tylko głupim snem, to nie zaszkodzi spróbować - pomyślał, po czym powoli wstał i nie myśląc za dużo, o co w tym wszystkim chodzi, skupił się na utrzymaniu równowagi w nogach. W tym samym czasie bestia przyśpieszyła kroku, wyciągając przy tym swoją prawą rękę, złożoną w pięść, na co młodzieniec odpowiedział tym samym. Biegł w jej stronę na tyle ile mógł, aż po kilku sekundach ich pięści się spotkały, powodując przy tym małą falę uderzeniową, która zatrzymała pędzące w ich stronę konie. Kiedy bestia zaczęła odpierać atak chłopaka, ten zaczął krzyczeć z całych sił. Tym razem zielone linie pokryły także całe jego przedramię, a energia, która go w tym czasie przeszyła, zaczęła wypływać z jego prawej ręki w formie zielonej aury, przypominającej płomienie. Jego siła wzrosła na tyle, by ten mógł odeprzeć stwora, bez jakichkolwiek przeszkód. Chłopak bez zastanowienia pchnął swoją rękę do przodu, tym samym odrzucając bestię z olbrzymią prędkością, na kilkanaście metrów w stronę ogromnej skały, która po kontakcie ze stworem całkowicie się roztrzaskała. Po tym incydencie, potwór już więcej się nie podniósł, a przejrzyste niebo, jakie do tej pory można było zobaczyć, niespodziewanie, stało się skupiskiem szarych chmur, z których natychmiast zaczął padać wiosenny deszcz. Konie, które wcześniej zostały zatrzymane przez porywistą falę uderzeniową, dotarły w końcu do chłopca. Jeden z jeźdźców zszedł ze swojego wierzchowca, by sprawdzić, czy nic mu się nie stało, lecz ten stojąc wpatrzony w niebo, nagle runął na ziemię. Rycerz natychmiast do niego podbiegł, wykrzykując:

- Hej?! Nic ci nie jest?! Odpowiedz! Hej!

Jednak chłopak nic nie odpowiadał. Jedynie jego ledwo otwarte oczy powoli się zamykały, tak jakby jego życie się tutaj kończyło. Nareszcie ten sen dobiegnie końca - pomyślał, po czym zamknął swe oczy.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Shootass 5 miesięcy temu
    Po pierwsze zmieniłbym jadące konie na pędzące. Po drugie dialogi zaczynaj od myślnikow. Pozdrawiam
  • Hi Im Mitsuya 5 miesięcy temu
    Okay, dzięki za radę. A z tymi myślnikami, to gdzieś mi je wcięło :/

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania