Poprzednie częściNiewidzialny Rozdział 1 (fragment)  

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Niewidzialny Rozdział 1 (fragment II)

Dach rzęził pod naporem wiatru. Nocną ciszę zakłócał pijacki rumor wydostający się z uchylonych okiennic. Dźwięk zderzanych dębowych kufli mieszał się z żargonem upojonych mężczyzn. Wieczorami tawerna tętniła życiem do momentu, gdy pierwszy z nich nie przekroczył progu drzwi.

Stara mosiężna klamka zaskrzypiała i wrzaski nieco ucichły. W wejściu stanął niski, krępy mężczyzna, a szepty zamieniły się w przeszywającą ciszę. Jedno skinienie głową wystarczyło by schlane mordy zwolniły ulubiony stół oddziału.

- Jak w chlewie - burknął pod nosem i zgarnął pozostałości na krawędź stołu – zajmiesz się tym Banlosie?

- Oczywiście. – Poczciwy staruszek zebrał puste kufle i resztki jedzenia z pogodnym uśmiechem na twarzy.

- Sześć razy? to co zawsze? – dopytał.

- Tak, niedługo się zjawią.

Starannie odłożył młot bijakami do dołu, opierając go lśniącym niczym srebro, czarnym jak węgiel trzonem o stół. Jeden z bijaków wykuty był na wzór stalowej pięści, drugi zaś przypominał smoczy ogon. Zdjął swoje wilcze futro i nienagannie położył na ławie, upewniając się, że żadnym kawałkiem nie dotyka zafajdanej podłogi. Gdy gospodarz napełnił ostatni kufel najznamienitszym Ale na południowym kontynencie, drzwi tawerny rąbnęły z hukiem, a w wejściu pojawiła się znajoma twarz.

- Młotoręki! – krzyknął zachwycony Tugric. Tuż za nim wszedł jeszcze Lathrell, pozdrawiając kompana machnięciem ręki.

- Witajcie przyjaciele – odpowiedział z niepokojem na twarzy.

- Młotoręki coś taki posępny? – spytał owłosiony olbrzym, dzieląc towarzysza kuksańcem w ramię.

- Mógłbyś choć raz powiedzieć do mnie po imieniu, wielkoludzie?

Tugricowi zrzedła mina, gdy zobaczył schodzące się ze złości usta Grayna. Wraz z Lathrellem zaczęli podzielać niepokój Młotorękiego. Ponad pół roku szukał dowodów na prawdziwość plotek zamachu na Głupców, oddzielając się na ten czas od oddziału. Niestety potwierdziły się co do słowa. Sprawa ta spędzała mu sen z powiek. Chcąc ostrzec przyjaciół, zwołał ich właśnie tutaj; do tawerny Hojny Pijak znajdującej się na poboczach Gaspstal.

Gospodarz rozłożył trunek po stole wraz z ciepłą strawą. Obecni podziękowali mu za hojność i życzliwość, oczywiście odwzajemniając mu ją odpowiednio ciężką sakiewką monet.

W końcu zjawił się czwarty.

Farena, piękna kobieta mająca za sobą już trzydzieści pięć wiosen. Jej krągłości doprowadzały mężczyzn do szaleństwa. Skąpe odzienie tylko podkreślało jej walory. Błysk niebieskich oczu i blask jasnych włosów wydostawał się spod kaptura, a czarne karwasze z garbowanej skory dobrze komponowały się z czarnym płaszczem i czarnymi butami. Łuk z kołczanem przewieszonym przez ramię tworzył iście finezyjny duet, choć na pierwszy rzut oka nie było w nich nic nadzwyczajnego.

- Cześć kochasie.

- Któż to zawitał. No, no! - zachwycił się Tugric zgarniając z brody pozostałości alkoholu zewnętrzną stroną dłoni.

- Witaj Fareno. - odpowiedziało jednocześnie dwóch pozostałych.

- Jak tam olbrzymie, poznałeś już możliwości swojego ostrza?

- Zależy, o które ostrze pytasz - odpowiedział z głupkowatym uśmieszkiem.

- Nie miałam na myśli tego maleńkiego kozika głuptasie.

Lathrell wraz z Graynem uśmiechnęli się dyskretnie, a uśmiech Tugrica szybko zmienił się w lekki grymas.

- Możliwości mego miecza mają się świetnie, ale z chęcią bym poznał też te twoje - bezczelnie wbił wzrok w jej piersi.

Po krótkiej chwili dołączył do nich Zadreel. Zdziwiony nieobecnością brakującego ogniwa zapytał:

- Ghel jeszcze się nie zjawił? - przysiadł do stołu i chwycił kufel.

- Ta, spóźnia się jak zwyk... - Farena nie zdążyła dokończyć, gdy jej słowa przerwał głos postaci wyłaniającej się z cienia.

- Jestem tu od początku - syknął młody jegomość z głupkowatym uśmiechem na twarzy. - Witajcie.

Doskonale wyszkolony morderca z wychowanym sumieniem, zabijający bez wahania. Połączenie kruczo czarnych włosów z bladą skórą dodawały mu mrocznego charakteru. Okryty złą sławą za zabicie swojego zleceniodawcy, któremu wpierw skradł cenny skarb, a następnie poderżnął nim gardło. Nie zwróciłoby to większej uwagi, gdyby nie fakt, że tym, co zakończył żywot z krwawym naszyjnikiem, był sam król jednego z portowych miast na zachodzie.

- Jakie wieści Graynie? – zaczął Zadreel.

- Chcą nam odebrać bronie.

- Po co? Przecież robimy za nich brudną robotę.

- Nie wiem po co, ale jednym z zarzutów jaki nam stawiają jest zagrożenie dla kontynentów – wyszeptał. – Jednak myślę, że to tylko zasłona dla grubszej sprawy.

- Kurwa, dopiero co okiełznałem swój Huragan! – wściekł się Tugric. – Nie oddam go nikomu!

- Nazwałeś swoją broń? – Farena parsknęła śmiechem.

- Cisza! – wtrącił Zadreel. – Wszyscy już wyzwoliliście moce?

Lathrell spuścił głowę na znak braku możliwości potwierdzenia pytania.

- Może, żaden z nich? – wypalił Młotoręki.

- Może – szepnął zdołowany szermierz. – Może po prostu przeznaczone są komuś innemu.

Nastała krótka cisza, w której każdy spuścił głowę w swój kufel, biorąc porządnego gula. Lath jako jedyny z drużyny nie uwolnił mocy tkwiącej w żadnym z jego mieczy. W końcu Grayn basowym brzmieniem przerwał milczenie, rozpoczynając śpiew bojowej pieśni.

 

Ach duchu wojny przyjdź,

O matko śmierci wyjdź,

Mijacie się na progu,

By grać na życia rogu,

Wrogów stosy nam stawiajcie,

Wolno z życiem ich igrajcie,

Rzucając nimi w czeluści fal,

Przed Głupców z Gaspstal!

Hou, hou, houuuuuuu!

Zza pustych beczek po piwie, Grayna doszedł cichy szelest. Przykładając wskazujący palec do ust, uciszył przyjaciół i wstał od stołu, po cichu podchodząc do źródła dźwięku. Chwycił mocno beczkę i przewrócił ją na podłogę.

- Dazan! Co Ty tutaj robisz?! – zerwał się Zadreel na widok syna.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • krajew34 2 miesiące temu
    Pierwsze co się rzuca w oczy to dach rzeził... Według mnie to określenie pasuję do istoty żywe, albo silnika. Może trzeszczał bądź inne adekwatne słowo, no ale to tylko moje zdanie.
    to co zwykle,- "To" z dużej
    Po dialogu dwa razy powtórzenie "bijaki' trochę zbyt blisko siebie, by móc przeoczyć.
    Kufel,kufel, kufel, może szklane naczynie, antałek, kielich, dzban...
    ... zgarniając z brody pozostałości alkoholu zewnętrzną stroną dłoni.- tu coś mi nie pasuję. Nie wiem, może szyk albo konstrukcja zdania?
    Chcą nam odebrać bronie- chyba broń, ale jeśli chodziło ci tu o imię, to nie było pytania.
    Pamiętam fragment I i zupełnie nie trzyma się kupy z II. Tu pole treningowe, a w następnym karczma... Nie wrzucaj fragmentów, tylko rozdziały inaczej czytelnik się pogubi. Jak na razie nie czuję ciągłości wątku, a nie powiem wciągłem się, szczególnie podobają mi się opisy.
    Pozdrawiam.
  • Shootass 2 miesiące temu
    Rzeczywiście sporo tych kufli, popracuję nad tym. Odebrać ich bronie, które są wyjątkowe - chciałem to wytłumaczyć w trakcie opowiadania, ale jednak chyba masz rację, bo niektóre sprawy muszę wcześniej wytłumaczyć. Postaram się sprostować nieścisłości fabularne gdy dokończę ten rozdział tak aby każdy wiedział ocb. Dzięki za wskazówki.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania