Nigdy więcej - Rozdział 7 część 2

F wbiła we mnie wzrok i przekrzywiła dziwnie głowę. Cel coś do niej powiedział z triumfalnym uśmieszkiem na twarzy. A ona, jak na rozkaz, rozłożyła skrzydła i wzbiła się w powietrze odbijając od ziemi. K, do cholery, przestań ją podziwiać i weź się do roboty! Ewidentnie coś było z nią nie tak. Przestępca spojrzał w moją stronę i powiedział jedno słowo. Słowo, którego wcale nie musiałem słyszeć. F sięgnęła ręką do buta i wyjęła swój sztylet. Szlag. Zrobił z niej swoją marionetkę. Zerwałem się z ziemi tak szybko, jak nigdy. Porwałem karabin i niemal na oślep wsadziłem drugi nabój. Nie zamierzałem wychodzić na polanę, żeby ułatwić jej sprawę. Leciała już w moją stronę, a ja przedzierałem się przez krzaki, byle bliżej drzew, które mnie osłonią. Ta głupia broń wcale nie pomagała. Zmarnowałem już jeden pocisk i musiałem rozważnie użyć pozostałych, ale przecież nie będę strzelać do F. Nie wiedziałem, co jej może się stać, gdyby dostała czymś takim. Nie chciałem jej zrobić krzywdy.

Zerknąłem na nasz cel. Był tak zajęty obserwowaniem swojej marionetki, że pewnie nie skupiał się już tak bardzo na ochronie. Znalazłem się na idealnej pozycji, by oddać strzał. Zatrzymałem się, wycelowałem i nacisnąłem spust. Już myślałem, że tym razem się uda, kiedy w połowie drogi między mną a celem, z nieba spadła F i przecięła pocisk jakimś półprzezroczystym mieczem, który wzięła cholera wie skąd. Nabój zachował się jak ten poprzedni – rozprysnął się na wszystkie strony jak balon z wodą. Zamurowało mnie. To było niemożliwe. Został mi ostatni pocisk.

Nagle w drzewo tuż obok mnie wbił się sztylet F. Serce waliło mi w piersi jak oszalałe. Gdybym akurat w tym momencie się nie schylił, to ostrze wbiłoby mi się w czaszkę. Niech ją szlag! Musiała mieć takiego cela? Chyba ukrywanie się między drzewami nic nie da. Dorwie mnie tu tak czy siak. Nie było czasu na wzywanie pomocy, a nawet jeśli by mi się to udało, to nie zdążyliby przylecieć na czas. Jedynym wyjściem była walka z F. Nie chciałem jej skrzywdzić, ale musiałem się bronić. Zabrałem karabin przewieszając go przez plecy i wyszedłem na polanę.

F już leciała w moją stronę, więc niewiele myśląc sięgnąłem po pistolet i strzeliłem do niej pociskiem paraliżującym. Trafiłem w skrzydło i rozległ się nieludzki wrzask. F spadała z dużej wysokości i pod dziwnym kątem zaryła w ziemię. Przestraszyłem się, że stało jej się coś poważnego i zrobiłem kilka kroków w jej stronę.

 

Uderzenie o ziemię z takiej wysokości sprawiło, że odzyskałam władzę nad własnym ciałem i umysłem. Podniosłam się na drżącym łokciu, bo drugą rękę, tak samo jak skrzydło, miałam sparaliżowaną. K szedł w moją stronę, jak skończony debil z troską w oczach.

– Uciekaj, idioto! – Wrzasnęłam póki to ja miałam władzę.

Zatrzymał się zdezorientowany, a ja czułam jak ból rozsadza mi czaszkę. Jakby ktoś wiercił mi w głowie gigantycznym wiertłem. Głupia myślałam, że jestem w stanie się obronić przed mentalnymi atakami celu. Myślałam, że miałam doświadczenie w sprawach włamań do umysłu. Ale podczas gdy włamania Keevy były irytująco delikatne, cel nie przebierał w środkach. Burzył moje mury obronne czołgiem z taką siłą, że dziwiłam się, że wciąż byłam świadoma i przytomna.

„Nie walcz ze mną” usłyszałam w swojej głowie jego głos.

„Nie pozwolę ci!” Wykrzyczałam w myślach dźwigając się na kolana z ziemi.

„Jesteś cholernie uparta, F. Doskonale wiesz, że im bardziej się opierasz, tym bardziej boli. A jednak ciągle to robisz.”

„Pierdol się. Nie jestem byle człowiekiem, żebyś mną pomiatał jak lalką.”

„O, nie, zdecydowanie nie. Dlatego to jeszcze bardziej pociągające.”

„Wypierdalaj z mojej głowy, psycholu!”

„Widzę, że masz doświadczenie w wywalaniu intruzów z własnego umysłu. Muszę przyznać, że nie sądziłem, że jesteś taka interesująca. Bardzo mnie to cieszy, nie będę się z tobą nudził.”

– F? – Usłyszałam głos K.

Moje skupienie na obronie prysło jak mydlana bańka. W głowie rozbrzmiewał mi śmiech celu. Skończony kretyn! Po cholerę się mną przejmuje zamiast uciekać? Spojrzałam na niego i był bliżej niż przedtem. K, ty debilu…

„Przez niego jesteś słaba.”

„Nie… pozwolę…” walczyłam z całych sił, ale ból był nie do zniesienia, prawie przestałam widzieć, traciłam kontrolę i to mnie cholernie przerażało.

„Jeśli nie przestaniesz się opierać, twój jakże cenny K zaraz zginie z twojej ręki.”

– U… uciekaj… – Wydyszałam do K i zaczęłam wrzeszczeć.

Czułam jakby ktoś rozłupał mi czaszkę i wlazł bezczelnie do środka. W moim umyśle nie byłam sama, a moje ciało zaczęło się ruszać wbrew mojej woli. Nie, nie, nie, nie, nie!

 

 

F podniosła się z ziemi i spojrzała na mnie morderczym wzrokiem. Niedobrze. Byłem zdecydowanie za blisko i ta odległość działa na moją niekorzyść, bo F straciła kontrolę i ruszyła w moją stronę. Zacząłem uciekać, co chwilę się odwracając, żeby oddać strzał. Albo nie trafiałem, albo franca robiła uniki. Widziałem jak się denerwowała, że nie może mnie złapać. A to tylko pogarszało sytuację. W dodatku cel dosłownie wyczarował jej broń. Sztylety, włócznie, miecze leżały porozwalane na całej polanie, ale tylko ona mogła ich dotknąć. Gdy ja chciałem to zrobić nie mogłem ich złapać, jakbym był duchem, rękojeści przechodziły mi przez palce.

Skończyła mi się paraliżująca amunicja, innej broni nie miałem, a nie zamierzałem używać prawdziwych nabojów. Po pierwsze: nie chciałem jej skrzywdzić, a po drugie: to i tak by nic nie dało. Pozbyłbym się tylko mojej partnerki, a nie celu. F zaczęła rzucać we mnie sztyletami. Jakimś cudem jeszcze nie trafiła, ale ostrza przelatywały na tyle blisko, że rozcięły mi kombinezon i skórę w różnych miejscach na ciele. Sparaliżowane skrzydło skutecznie utrudniało jej ruchy, więc miałem przewagę. Przynajmniej na razie. Nie miałem tylko pomysłu jak ją wykorzystać. W sumie mógłbym się zmierzyć z F w walce, skoro ma tylko trzy kończyny sprawne. To nie była głupia myśl, ale miałem pewne obawy. Jesteśmy mniej więcej na tym samym poziome, ale walka wręcz to jej żywioł. Jeśli przegram, to będzie koniec. Gdybym tylko zdołał ją obezwładnić i pozbawić przytomności… tak proste i zarazem tak trudne zadanie.

Poprawiłem karabin na plecach, żeby mi było wygodniej i ruszyłem na F, zanim zdążyłbym się rozmyślić. Miałem nadzieję, że paraliż będzie jeszcze się utrzymywał przez jakiś czas. A przynajmniej przez tyle, bym mógł wprowadzić mój plan w życie. Im bliżej byłem F, tym więcej wątpliwości mnie dopadało. Naprawdę zamierzałem ją uderzyć? Przecież wcale nie musiałem tego robić, wystarczy tylko, że będę blokował jej ciosy i… nie, to się nie uda. Wystarczyło, że na nią spojrzałem i już się rozpraszałem. Stanęła w miejscu gotowa się ze mną zmierzyć. Uważnie obserwowała, gdy się do niej zbliżałem, a wiatr rozwiewał jej długie, kruczoczarne włosy. Na dodatek się uśmiechnęła. Moje skupienie szlag trafił.

Ona jakby to zauważyła, zerwała się z miejsca, w którym stała i ruszyła na mnie, a sparaliżowane skrzydło i ręka w niczym jej nie przeszkadzały. Podskoczyła przekręcając ciało w powietrzu z zamiarem kopnięcia mnie w głowę, ale w ostatniej chwili się uchyliłem. Gdyby trafiła, padłbym nieprzytomny na ziemię. W najlepszym wypadku, bo mogłaby mi równie dobrze przetrącić kark. Co do tego nie miałem akurat najmniejszych wątpliwości. Zaatakowałem, zanim ona to zrobiła. Zablokowała mój cios sprawną ręką, ale musiała zrobić kilka kroków w tył, bo straciła równowagę. Przydeptała sobie sparaliżowane skrzydło i to była moja szansa. W mgnieniu oka znalazłem się za nią i założyłem jej dźwignię na szyję, by poddusić ją do utraty przytomności. Zaskoczona zaczęła się miotać próbując mnie trafić na oślep, ale przeszkadzały jej w tym skrzydła, a ja nie zamierzałem przegrać.

 

 

Przed oczami pojawiły się mroczki. Zaczynałam tracić przytomność, ale odzyskałam władzę nad ciałem, dlatego nie walczyłam. Wiedziałam, że to był dobry pomysł, więc pozwalałam K się dusić bez kiwnięcia palcem. Jeśli mnie wyeliminuje, zostanie sam z celem. Powinien dać sobie radę.

„Walcz!” Usłyszałam w głosie głos tego psychopaty.

„Spierdalaj, psycholu!”

„Walcz z nim, F” zabrzmiało jak ostrzeżenie i pewnie nim było, ale miałam to gdzieś.

„Pierdol się!” Pomyślałam widząc już tylko ciemność. Odpływałam.

„Ostrzegałem cię.”

Usłyszałam jęk gdzieś zza pleców. Uścisk na szyi zelżał i mój wzrok zaczął powoli wracać. K nadal był za mną i właśnie krzyknął z bólu. Zdezorientowana nie wiedziałam, co się stało. Dopiero po chwili do mnie dotarło. Paraliż minął, a ja straciłam kontrolę nad własnym ciałem. Znowu. Złapałam K za rękę, którą mnie dusił i przerzuciłam go przez ramię, jednocześnie mu ją wykręcając. Wylądował przede mną, ale zanim zdążył wydać z siebie jakikolwiek dźwięk, złapałam go za fraki i zmusiłam, żeby klęknął, a następnie sprzedałam mu prawego sierpowego prosto w szczękę. A potem kolejnego i kolejnego.

„Przestań!” Wrzasnęłam w mojej głowie. „Zostaw go!”

„To ty go trzymasz i okładasz pięścią.”

„Ty mnie do tego zmuszasz, ty chory pojebie!” Próbowałam przestać, ale moje ciało mnie nie słuchało.

„To twoja wina, F. To wszystko przez ciebie. Mówiłem ci przecież. Jeśli będziesz się opierać i ze mną walczyć, to zabijesz K. I tak prędzej czy później byś to zrobiła. Masz to we krwi.”

„O czym ty mówisz?”

„Jesteś morderczynią. Anioł Śmierci nie wytrzyma długo bez zabijania. Nic i nikt tego nie zmieni.”

„Nie, to nieprawda… ja nie…”

Twarz K była już cała we krwi, a mnie chciało się płakać. Dlaczego się nie bronił? Dlaczego pozwalał się tłuc? Bolało. Tak cholernie bolało. Nagle K zrobił unik przed kolejnym ciosem uwalniając się z mojego uścisku. Chciałam znowu go złapać, ale odskoczył i wylądował na tyłku. Przetarł twarz przedramieniem, po czym splunął krwią gdzieś w bok. Doskoczyłam do niego, ale on szybko sięgnął po broń, którą miał na plecach i wymierzył we mnie. Moje ciało się zatrzymało, a w głowie usłyszałam śmiech.

„Naprawdę do ciebie strzeli?”

 

Serce tłukło mi się w piersi. Mierzyłem do F z karabinu trzymając palec na spuście. Wykręcony nadgarstek nie pozwalał o sobie zapomnieć nawet przy najmniejszym ruchu. W ustach czułem posmak krwi i miałem wrażenie, że jeden ząb mi się kiwał. Szczęka pulsowała nieznośnym bólem, ale F chyba mi jej nie przestawiła. A przynajmniej taką miałem nadzieję.

F patrzyła na mnie dziwnym wzrokiem. Jakby nie dowierzała, ale trochę jednak się bała jednocześnie mając w dupie, że do niej celuję. Mierzyliśmy się spojrzeniami przez dłuższą chwilę. Ten psychopata myślał nad kolejnym ruchem? Nie chciał stracić swojej marionetki? Nagle F zrobiła krok w moją stronę i już nie było czasu na myślenie. Natychmiast wykręciłem się do tyłu, bo wiedziałem, że za plecami mam cel. Spory kawałek ode mnie, ale to nie miało znaczenia. Strzeliłem zanim zdążył się zorientować, co się dzieje. F była przede mną i nie było szans, że doleci na czas. A cel był i tak skupiony na kontrolowaniu jej. Pocisk uderzył w tarczę rozwalając ją na miliony kawałków jakby była ze szkła. Odrzuciłem bezużyteczną już broń, zerwałem się na równe nogi i zacząłem biec gdzieś na oślep. Wkurzony cel plus wkurzona F to niebezpieczny duet. Musiałem coś wymyślić, bo pocisk rozwalił tarczę, ale nic poza tym. A to był ostatni. Obejrzałem się za siebie szukając wzrokiem F. Nie było jej na ziemi. Szlag. Spojrzałem w górę i zobaczyłem ją z półprzezroczystym mieczem w dłoni. Leciała w moją stronę. Cholera, nie ucieknę. Rozejrzałem się dookoła myśląc, co robić. Zatrzymałem wzrok na celu i wpadł mi do głowy pewien pomysł. Ruszyłem w jego stronę tak szybko, jak tylko mogłem. Musiałem tam dotrzeć zanim dogoni mnie F. Nie zginę tu. Nie w taki sposób. Nie z jej ręki.

Ten psychopata nawet nie zauważył, że biegnę w jego stronę. Mój plan miał szansę się udać. Jak dobrze, że codziennie rano biegam. Inaczej padłbym tu już dawno. Lekko zziajany stanąłem przed celem, a on był tak skupiony na F, że nie widział nic poza nią. Widocznie kontrolowanie jej nie było takie proste, jak się spodziewał. Odwróciłem się do niego tyłem, by zlokalizować jego marionetkę. Leciała tuż nad ziemią niemal włócząc po niej swój miecz. Żołądek zacisnął mi się w supeł ze strachu, a serce waliło mi w piersi tak głośno, że prawie nic nie słyszałem. Ryzykowałem i to cholernie bardzo. Jeśli nie zdążę uciec, to mnie zabije. Żałowałem jedynie, że nie pocałowałem jej wtedy w lecie. F była coraz bliżej. Machnęła skrzydłami przyspieszając jednocześnie szykując się do ataku. Czubek półprzezroczystego ostrza sunął po trawie niebezpiecznie szybko. Sięgnąłem dłonią do holoopaski i wcisnąłem mały przycisk. Sygnał S.O.S. Przełknąłem ślinę modląc się w duchu, żeby się udało.

Odskoczyłem w chwili, gdy z F wydobył się okrzyk zwiastujący śmierć. Anioł Śmierci w pełnej okazałości. Wylądowałem na ziemi cały czas ją obserwując. I to był błąd. Szarpnęła miecz do góry przecinając cel dokładnie na pół. Krew trysnęła na nią, a przecięte wzdłuż ciało gruchnęło o ziemię zmieniając się w górę flaków, krwi i wystających kości. Odwróciłem szybko wzrok, bo zrobiło mi się niedobrze. Usłyszałem wrzask F przepełniony bólem, ale nie byłem w stanie na nią spojrzeć. Moim ciałem szarpnął odruch wymiotny, ale nie miałem czego zwrócić, bo nic nie zjadłem przed misją. Zakręciło mi się w głowie.

Zerknąłem powoli w stronę F, ale tak, by nie widzieć tego, co zostało z naszego celu. Padła na kolana i patrzyła na swoje skąpane we krwi ręce. Jej skrzydła i ogon zniknęły. Cała się trzęsła. Chyba płakała. Na czworakach zbliżyłem się do niej.

– F? – Z trudem przeszło mi to przez gardło.

Podniosła głowę i spojrzała na mnie przerażonym wzrokiem. Dotknęła zakrwawionymi dłońmi mojej twarzy i jakby odetchnęła z ulgą. Aż usiadłem z wrażenia. Zaraz potem jej wzrok stał się nieprzytomny. Widziałem jak odlatuje. Przysunąłem się bliżej i wziąłem ją w ramiona nie mając zamiaru puścić. Straciła przytomność, a ja nie mogłem nic więcej zrobić. Ten gówniany statek, który dali nam do testów, pewnie już dawno runął w las. Nie było sensu go szukać. Pozostało jedynie czekać na ekipę ratunkową MAO.

 

 

– F? – Usłyszałam zdławiony głos.

Podniosłam głowę i zobaczyłam K. Bogowie, K. Cały i zdrowy. Trochę poobijany, ale w całości. Dotknęłam zakrwawionymi dłońmi jego twarzy. Przez chwilę myślałam, że to jego zabiłam, że przecięłam go na pół tym dziwnym mieczem. Odetchnęłam z ulgą. K żyje i to było najważniejsze. Nagle usłyszałam dobrze mi już znany śmiech w głowie i obraz przed oczami mi się zamazał.

„Myślałaś, że mnie zabiłaś?”

Nie, to niemożliwe. To jeszcze nie koniec?

„Naprawdę myślałaś, że jesteś w stanie to zrobić? Nadal jestem w twojej głowie, F. Twój partner myśli, że straciłaś przytomność.”

Znowu się zaśmiał, a ja nie byłam w stanie mu nawet odpowiedzieć.

„Inteligenta bestia z niego. Nie doceniłem go. Na szczęście to nie było moje prawdziwe ciało. Chcę, żebyś wiedziała, że to dopiero początek. Chciałem was przetestować. Zobaczyć do czego jesteście zdolni. W umyśle K napotkałem dziwną przeszkodzę, której nie mogłem pokonać, więc skupiłem się na tobie. Muszę przyznać, że bawiłem się z tobą bardzo dobrze. Jesteś silna, ale on jest twoim słabym punktem. Zapamiętam to sobie.”

Nie mogłam się ruszyć. Byłam jak sparaliżowana, musiałam słuchać monologu tego jebanego świra drżąc ze strachu.

„Nie bój się, F. Nie zrobię ci krzywdy, a przynajmniej nie dzisiaj. Mam dla ciebie zadanie. Chciałbym, żebyś przekazała wiadomość mojej córce.”

„Córce? Jakiej, kurwa, córce?” Pomyślałam zdezorientowana.

„Wiesz o kogo chodzi. Jej moc się przebudziła już jakiś czas temu. Standardowo może czytać w myślach i przekazywać informacje do konkretnego umysłu. Jednak jej moc będzie rosła. Niedługo będzie mogła siać spustoszenie w głowie pojedynczej osoby, a potem kilku naraz. Z czasem będzie w stanie stworzyć iluzje takie jak ja. Będzie w stanie zabić siłą woli.

W żołądku poczułam nieprzyjemny ucisk. Było mi niedobrze, bo tylko jedna osoba, którą znam pasowała do opisu. Nie chciałam w to wierzyć.

„Przekaż jej, że zawsze ją obserwowałem. Od samego początku. Nawet gdy jej głupia matka oddała ją tym nudnym Ziemianom. Powiedz jej, że jest moim oczkiem w głowie i kiedyś po nią przyjdę. Ale jeszcze nie teraz.”

Nagle w mojej głowie pojawił się obraz tego psychola. Długie niebieskie włosy zebrane w kucyk, broda, śniada cera i oczy koloru soczystej pomarańczy z plamkami złota. Bogowie, on wygląda zupełnie jak męska wersja Keevy.

„To wszystko, F. Do zobaczenia.”

Jęknęłam i przed oczami zobaczyłam zatroskanego K. Nie mogłam powstrzymać łez. To niemożliwe. Keeva nie mogła być biologiczną córką tego psychopaty. To nie mógł być dopiero początek jego chorej gry.

 

 

Tuliłem F do siebie czekając aż odzyska przytomność. Nawet cała we krwi tego świra była piękna. Nie mogłem przestać na nią patrzeć. Delikatnie odgarnąłem jej włosy z twarzy i przez chwilę moja dłoń zatrzymała się przy masce. Chciałem ją zdjąć i zobaczyć jak wygląda bez niej, ale powstrzymałem się. Zamiast tego pogładziłem ją po policzku. Jęknęła otwierając oczy. Natychmiast z jej pięknych oczu popłynęły łzy. Przytuliłem ją mocniej. F i łzy nie idą ze sobą w parze. Co on jej musiał zrobić, że była w takim stanie?

– Ciii… już wszystko dobrze – powiedziałem cicho. – Jestem przy tobie.

– Nie zostawiaj mnie – wyszlochała. – Nie zostawiaj…

– Nie bój się. Nie zostawię cię. Nigdy.

 

 

Bałam się. Tak bardzo się bałam. O siebie, o K i o Keevę. Bałam się, że nigdy nie będziemy w stanie pokonać tego psychola. Że nie odeprzemy jego ataku, kiedy nadejdzie. Że zabierze Keevę, namiesza jej w głowie i zrobi z niej psychopatkę. Z drugiej strony nadal nie wierzyłam, że moja przyjaciółka jest jego córką. Może to była kolejna iluzja? W ramionach K jakoś to wszystko przestawało mieć jakiekolwiek znaczenie. Strach powoli znikał, a pojawiało się poczucie bezpieczeństwa. Ujął mój policzek dłonią i otarł łzy kciukiem. Patrzył na mnie takim wzrokiem, że serce zaczęło mi szybciej bić. Przybliżył swoją twarz do mojej. Był niebezpiecznie blisko. Zerknął na moje usta i brzuchu obudziło mi się stado motyli. Czy on zamierza… mnie pocałować? Poczułam, że się rumienię.

Usłyszałam odgłos silników. Zjawiła się ekipa ratunkowa MAO. Idealne wyczucie chwili. K natychmiast zabrał dłoń i odsunął się ode mnie powoli wypuszczając z objęć. Wylądowali i biegiem opuścili statek. Dwóch z apteczkami i trzech z bronią.

– Co się stało? – Zapytał jeden z nich klękając przy mnie.

– To nie moja krew. – Odparłam w tym samym czasie, co K powiedział „zlikwidowaliśmy cel” wskazując miejsce.

Agenci spojrzeli tam, gdzie wskazał, a potem na niego jak na wariata.

– Jesteś pewien, agencie K? – Zapytał jeden z bronią. – Tam nic nie ma.

K otworzył usta ze zdziwienia i natychmiast wstał. Pobiegł w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą leżały połówki ciała.

– Ale przecież on tu był… przecięty na pół… flaki się wylewały… tyle krwi… przecież widziałem!

Chodził tam i z powrotem szukając dowodów na ziemi, blady jak prześcieradło. Nic tam nie było. Żadnych zwłok, żadnej krwi. Ani śladu broni, którą zabiłam cel. Dopiero teraz dotarły do mnie słowa tego psychopaty. To była iluzja. Namieszał nam w głowach. Zrobił z nas debili.

– F, powiedz im! – K podniósł głos nie mogąc uwierzyć w to, co się działo.

– Agentko F, nie ma ciała ani żadnej broni. Dlaczego jesteś cała we krwi? – Zwrócił się do mnie agent klęczący przede mną. – Dlaczego agent K jest w takim stanie? Skąd ma rany cięte na całym ciele?

Spojrzałam na swoje dłonie, a potem na resztę kombinezonu. Nadal była na nim krew, która prysnęła na mnie, gdy przecinałam cel na pół. K był pocięty od sztyletów, którymi ten psychol kazał mi w niego rzucać. Agenci popatrzyli po sobie. Skoro to była tylko iluzja, to jakim cudem jestem cała we krwi, a K jest ranny? Nasze spojrzenia się spotkały. Oni nam nie wierzyli.

– F… zaatakowałaś K? – Zapytał jeden z nich pobierając próbkę z mojego kombinezonu.

– S-słucham? – Spojrzałam na niego jak na psychicznie chorego.

Byłam w szoku. Skąd wytrzasnęli takie wnioski? A no tak. Nie ma dowodów na potwierdzenie naszej wersji, więc stworzyli swoją. Mój rozmówca spojrzał znacząco na kolegę, a ten na K, któremu szczęka opadła.

– Tak było, K? F cię zaatakowała i pocięła, a potem stworzyliście bajeczkę o martwym celu, bo między wami jest jakaś chora więź? Wiemy, że F nosi sztylet i że może być… niestabilna psychicznie.

Zdębiałam. Sprawy przyjęły niepokojący obrót, a mi od razu podniosło się ciśnienie. Zacisnęłam dłonie w pięści wstając.

– Niestabilna psychicznie? Niestabilna psychicznie?! Za kogo wy mnie, kurwa, macie?! Nie jestem wariatką!

– Spokojnie, F. Załatwmy to na spokojnie. – Odezwał się K zbliżając się do mnie.

– Nie podchodź do niej, K. – Powiedział jeden z agentów celując do mnie z broni.

K zmrużył oczy próbując zapanować nad gniewem. Widziałam jak zaciska dłonie w pięści, ale zaraz je rozluźnia.

– Chłopie, opanuj się. Ona mi nic nie zrobi.

– Więc to nie ona cię pocięła? – Zapytał ten, który do mnie celował, a jego dwóch kolegów mnie otoczyło gotowi nacisnąć spust w każdej chwili.

– Ona, ale… – zaczął K, ale mu przerwali.

– Agentko F, jesteś aresztowana za zaatakowanie swojego partnera.

Jeden z nich do mnie podszedł, wygiął mi ręce do tyłu i założył kajdanki. Przez chwilę chciałam się wyszarpać, ale na szczęście zdrowy rozsądek doszedł do głosu. Nic mi nie da szarpanie się tu z nimi, więc grzecznie stałam pozwalając się zakuć, by nie pogarszać sytuacji.

– Wybacz, ale twoja sława cię wyprzedza. Nie będziemy ryzykować. – Powiedział ten stojący przede mną i wpakował mi kulkę paraliżującą.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • candy pół roku temu
    więc pozwalałam K się dusić bez kiwnięcia palcem. - XDDDDDD to się nazywa dobra dziewczyna

    Mam deżawi... :D odnośnie poprzedniej wersji :D pamiętam tą akcję z Keevą.

    Wena jednak przyszła! Amen!
  • Paradise pół roku temu
    Co nie?

    Trochę pozmieniałam, ale ogólnie koncepcja zostaje ta sama :D

    Amen!
  • Ayano_Sora pół roku temu
    Lubię motyw, gdy jedna osoba traci władzę nad własnym ciałem i atakuje drugą, która jest jej bliska, i muszą ze sobą walczyć. Jestem powalona, ale mnie to jara XD Super opisana akcja, przez ostatnie części dużo się dzieje, ale też widać spory emocjonalny postęp w relacji naszej dwójki <3 Mega fajnie. Kurde, F musi być naprawdę zdruzgotana, nie dość, że ten świr kazał jej atakować K, to okazało się, że Keeva jest jego biologiczną córką, jeszcze na dodatek MAO ją aresztowali. Normalnie mi jej szkoda w tej części, została totalnie wykorzystana .. Bleh. Pomijając już fakt, że mają ją za "wariatkę".Biedna.
    Dobrze, że ma K przy sobie, który ją wspiera <3 Szkoda, że nie udało im się pocałować :c nioch, nioch... ale na wszystko przyjdzie czas. :3
    Czekam na kolejną część!
    Pozdrawiam :D
  • Paradise pół roku temu
    Dziękuje bardzo <3
    Pozdrawiam cieplutko :D

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania