O Mariuszu i Anieli część 7.

W sobotę po południu Aniela usłyszała dzwonek do drzwi. Wyjrzała przez okno od małego pokoju. Ujrzała swą kuzynkę Zenobię wraz z młodszym od niej o około dziesięć lat mężczyzną. Kobieta ruszyła do drzwi i je otworzyła.

-Cześć Zenia!- wykrzyknęła matka Mariusza rzucając się na szyję kuzynce.

-Cześć, cześć- odparła kuzynka.

-Witam, Marian się kłania!- rzekł adorator kuzynki podając rękę Anieli.

-Dobry!- wykrzyknęła.- Wchodźta, wchodźta.

Goście weszli do małego przedsionka, zdjęli tam buty i przeszli przez stare, białe, dwuskrzydłowe drzwi z witrażową szybą podzieloną poziomo cienką listewką na dwie części. Na wprost od wejścia znajdowała się mała łazienka. Narzeczony Zeni od razu zapytał Anielę gdzie jest toaleta, ta pokierowała go. Kobiety weszły do kuchni. Po prawo od wejścia znajdował się piec z żółtych kafli, na którym stał duży, czerwony garnek. Nieopodal leżała mała sterta obladrów i wiadro z węglem. Dalej stała kuchenka gazowa, obok mała szafka ze zlewem. Pod oknem stał stół, znajdowała się na nim cerata w biało-czerwoną kratkę, taki wzór miały również zasłony. Po lewo znajdowały się wysokie, wąskie drzwi, za którymi znajdowała się spiżarnia. Dalej stał stary kredens malowany na biało i lodówka radzieckiej produkcji. Na podłodze leżały brązowo-czerwone deski, zaś ściany do połowy obite były beżową płytą.

-O! Cały czas tak samo mieszkasz!

-Jo, ni mam pieniędzy na remont, oj by się przydał, by się centralne założyło…

-No, ja sobie remont zrobiłam w całym domu. Wiesz, musisz kiedyś do nas przyjechać…

-Jo, jo, przyjadę. A powiedz ty mi, co chcesz do picia?- zapytała Aniela zmieniając temat rozmowy.

-A możesz mi kawę zrobić.

W międzyczasie absztyfikant Zeni wrócił z łazienki. Przyglądał się uważnie kuchni, bo najwyraźniej nie widział od lat tak zaaranżowanego pomieszczenia.

-Marian, a ty co chcesz do picia?- zapytała Aniela.

-A… A ty co Zenia pijesz?

-Kawę.

-To mi też kawę możesz zrobić.

Właścicielka domu wstawiła wodę na kawę. Otworzyła drzwi od spiżarki i wyjęła z niej zieloną patelnię.

-To co- powiedziała.- Odgrzeję wam kotlety, jo?

-Mi możesz, ale Maryś to nie je mięsa- odrzekła kuzynka.

-Nie ji???

-Nie, nie jem mięsa, jestem wegetarianinem.

-To co ja mam Ci zrobić jeść? Może chleba z serem.

-Może być.

Aniela zrobiła Marianowi chleba, a sobie i Zeni odsmażyła kotlety. Potem siedzieli do godziny dziewiętnastej i rozmawiali. Aniela kazała im się rozpakować w małym pokoju i powiedziała, że musi napalić w piecu. Goście poszli na spacer po mieście. W międzyczasie do pod dom podjechał Mariusz. Wysiadł z samochodu ubrany w koszulę w kratkę na krótki rękaw i spodnie dżinsowe. Przeszedł przez bramkę i otworzył drzwi od domu.

-Cześć!- zawołał podekscytowany Mariusz.

-O Jezu! A ty co żeś się tak wypsiukał! W całyj chałupie czuć je.

-To ty matka nie wisz, że je dziś zabawa w remizie?

-A może i je, ja tam nie wiem.

-Matka, a co to za torby tu leżą?

-A… Nu ja gości mam. Ty wisz kto przyjechał?

-Nu kto? Gadaj matka, bo mi się śpieszy.

-Ciotka Zenia.

-Toć una z dziesięć lat tu nie była, ni?

-Jo. I wisz ty co? Chłopa se poderwała.

-Nie gadaj!!!

-Nu, ale un je od nij o dziesięć lat młodszy.

-Że też na taku staru babe poleciał?

-Mariusz! Bój się Boga. Tak o ciotce gadać!

-To co matka, to ja jadę.

-Czekaj! Ty weź mi w kuchni te okno zamknij, bo ni mogie.

-Już zamykam.

Mariusz ruszył w kierunku kuchni. Odsłonił firanę i próbował zamknąć okno. Udało mu się tylko przekręcić jedną klamką, ponieważ druga nie dochodziła i nie dało się jej zamknąć.

-Uuu… Matka, będzie trza tu okno wymienić.

-Nu wisz ty co. Ni mam pieniędzy na takie wymysły. Nie jidzie jakoś tygo uszykować?

-Ni… Dobra, matka, ja już musze jechać.

-To jadź, jadź. Tylko się nie uchlaj. Jak się uchlasz mocno to przyńdź do mnie na noc.

Mariusz zamknął za sobą drzwi, przeszedł przez furtkę, wsiadł do samochodu i ruszył w kierunku remizy strażackiej. Znajdowała się ona przy ulicy Strażackiej 1. Za kościołem Mariusz skręcił w lewo, przejechał przy poczcie i skręcił jeszcze raz w lewo. Tam znajdowała się straż pożarna. Na parkingu stało kilkanaście aut. Syn Anieli zaparkował swój samochód przy płocie. Wysiadł z niego i dumnym krokiem ruszył ku drzwi do budynku OSP w Ciućmaniji.

Średnia ocena: 3.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania