Poprzednie częściObrazki z wystawy – Odsłona I  

Obrazki z wystawy – Odsłona II

Pyton

 

Pyton

 

Namiętnik (czyli: namiętnie pisany pamiętnik) zacząłem pisać w dzień moich czternastych urodzin. Zbudził mnie wtedy deszcz. Musiało być strasznie wcześnie; wszyscy jeszcze spali, nawet Anka, która lubiła czasem wstać przed piątą rano w celu włączenia na full muzyki wyłącznie dla żartu. Ojciec wpadał wówczas jak burza do jej pokoju i wrzeszczał przez dobrą minutę – że musi iść do pracy, że się późno położył, a mamę od wczoraj głowa boli i też musi być w pracy przytomna. Nie rozumiałem tylko dlaczego musiał tak krzyczeć zamiast od razu wyłączyć sprzęt? Nikt już potem nie mógł spać. Matka, wściekła, robiła w kuchni śniadanie, ja dobijałem się do łazienki, w której siostra uwielbiała malować się długo i zawile, ojciec ubierał się nerwowo, klnąc przy każdym ruchu, bo a to nie trafił w rękaw koszuli, a to krzywo się pozapinał, to przydeptał sobie nogawkę spodni. W końcu wychodził zły jak sto diabłów, nie jedząc nawet śniadania. Zamiast "do widzenia", teatralnie trzaskał drzwiami.

Wskutek tych i podobnych wydarzeń doszedłem do wniosku, że Anka to potwór.

W dzień moich czternastych urodzin było cicho, nie licząc łomotu deszczu o parapet. Nie pamiętam już, co mnie podkusiło – zerwałem się z łóżka, wpadłem z wrzaskiem do pokoju siostry, zdarłem kołdrę, w którą, jak zawsze, była szczelnie zawinięta i rzuciłem się na nią całą swoją masą. W tym samym momencie ktoś złapał mnie za włosy, zmusił do wstania (przy okazji spostrzegłem, że łóżko Anki było puste) i zmiażdżył z całej siły podbrzusze, sycząc zjadliwie:

— Zzssciskam właśśnie tffojego pytona. Jesst bardzo jadowity?

Przez wytrzeszczone z bólu oczy ujrzałem wyszczerzone zębiska Anki, a tuż nad nimi pałające rządzą mordu ślepia. Chciałem odpowiedzieć, że pyton nie musi być jadowity, bo jest dusicielem, zdołałem jednak wydobyć z siebie jedynie płaczliwe stęknięcie.

Prawie się posikałem.

— Boli cię? — Usłyszałem.

Skinąłem energicznie głową czując, jak trzeszczą zaciśnięte zęby. Pewnie myślała, że będę wrzeszczał, nic z tego!

— Boli cię! — powiedziała z radością. — Co mi dasz, jak cię puszczę?

— Gówno! — wydusiłem.

— Spadaj! Daj coś innego!

Dlaczego nie zgniotłem wtedy tej jej chudej szyi, nie wiem do dziś. Do niczego przecież nie była mi potrzebna (oczywiście sistra, nie jej szyja, chociaż ta też).

— Będziesz mi przynosił codziennie śniadanko do łóżka, oddawał połowę kieszonkowego i w telefonie dasz tapetę z moim zdjęciem. I w kompie też — wyliczyła rzeczowo.

— Żebyś się nie zesrała!

— Nie?! — Zbliżyła twarz, żebym mógł dokładnie zobaczyć, że nie żartuje. — To urwę ci jaja! Będziesz samicą!

— A ja ci odgryzę łechtaczkę i przyszyję trąbę! Będziesz sromonicą!

Zatrzymała w pół ruchu gest urywania jaj. Przyjrzała mi się dokładnie.

— Z trąbą zamiast łechtaczki będę sromonicą? — Dostrzegłem w jej oczach ogniki śmiechu. — Ale wymyśliłeś! Sromonica! To dobre, niech skonam! — Roześmiała się. Poczułem ulgę, chociaż bardziej poczuły ją jądra.

Anka była silna i udawała, że nie ma wyczucia, zwłaszcza w stosunku do mnie. Mogła mi urwać wszystko, co chciała i tego (celowo) nie zauważyć. Mogła wyrwać ząb palcami. Taka dziewczyna Wyrwiząb; Waligóra zresztą też.

— W sumie, to dobrze, że wpadłeś. Chcę ci coś powiedzieć i chcę, żeby to była nasza tajemnica. Rozumiesz?

Dopiero teraz spostrzegłem, że nagle spoważniała. Usiadła naprzeciw mnie, krzyżując nogi po turecku. Usiadłem tak samo.

— Jak tu wlazłeś, siedziałam pod biurkiem — powiedziała szeptem. — Zawsze tam włażę, żeby mi sen nie uciekł, no i nie uciekł. Wiesz, co mi się przyśniło?

Zaprzeczyłem.

— Tylko żebyś nikomu nie wygadał! Ani starej, ani staremu, ani nikomu, jasne?

Przytaknąłem.

— Dziś w nocy przyśnił mi się bóg.

Przyjrzałem jej się badawczo. Oczy miała śmiertelnie poważne. Przeszywała mnie spojrzeniem na wylot; poczułem, że to wcale nie jest przyjemne. Zacząłem dziwnie kurczyć się pod wpływem tego spojrzenia, zdołałem tylko wystękać:

— Że niby bóg? To znaczy, ten sam Bóg, co na religii?

— Nie chodzę na religię. I nie ten Bóg tylko ten prawdziwy.

Pokręciłem głową z niedowierzaniem.

— No, nie ten, co tam po niebie lata na trzy sposoby, czy osoby, czy jakoś! — powiedziała gniewnie, machając ręką ponad głową, co miało mi zobrazować, gdzie jest niebo. — O tym, co mi się przyśnił, w szkolę nie uczą! On się przyśnił tylko mnie i jest to mój bóg. I on jeden jest prawdziwy.

Zamyśliłem się, bo jakoś mnie ta cała sytuacja zaczęła niepokoić. Anka mnie zaskoczyła. W jej przypadku spodziewałbym się raczej opowieści o kastrowaniu za pomocą ślinociągu niż historii o jakimś bogu. Dziwne to było i jakieś takie trochę straszne.

— No, dobrze — wycedziłem powoli — ale dlaczego mówisz to właśnie mnie?

Zadałem chyba najdurniejsze pytanie świata.

— A komu, kuźwa? Jesteś moim bratem. Ufam ci, jak samej sobie nawet nie ufam. Poza tym, muszę mieć powiernika, On tak powiedział.

— On, czyli ten bóg? — To nie sytuacja mnie niepokoiła, tylko to, jak wymawiała to „on”.

— Tak. Muszę nadać mu jakieś imię, bo widzę, że się gubisz i nie wiesz o kim mówimy. Pomyślałam sobie, że skoro to jest mój, właściwie nasz bóg, to nazwę go po prostu... nie wiem, Naszbuk? Może być? Zapamiętasz?

— Naszbuk? Strasznie głupie to imię.

— To wymyśl lepsze! — warknęła i wiedziałem, że nie jest dobrze. — Czy ty myślisz, że ja żartuję? Ja nieżartuję. Widziałam go we śnie tak, jak teraz widzę ciebie i rozmawiałam z nim tak, jak teraz z tobą. Pamiętam każde słowo. Po to wlazłam pod biurko, żeby nie zapomnieć. I nie zapomniałam. Powiedział, że potrzebuje oblubienicy, a ona musi mieć powiernika. Powiedział, że mnie wybrał. Że objawi mi się niedługo, a wtedy mnie naznaczy i powie, co mam robić, żeby jak najlepiej wypełnić jego wolę. A ty masz mi w tym pomagać, bo będziesz moim powiernikiem, a ponieważ ja działać będę według woli Naszbuka, to ty będziesz również jego powiernikiem. No, to teraz powiedz, nie cieszysz się? Mamy własnego boga!

— A może tobie, po prostu, równo odjebało?

Nie zauważyłem nawet kiedy dostałem pięścią w zęby. Cios był tak mocny, że spadłem z łóżka.

Kiedy leżałem na podłodze z nogami w górze i docierało do mnie, co się stało przed chwilą, siostra stanęła nade mną i z całą swoją górującą mocą poinformowała:

— Żebyś tak więcej do mnie nie mówił. Zdradziłam ci właśnie wielką tajemnicę. A teraz wymiataj stąd, bo matka nie lubi, jak jesteśmy razem w moim łóżku!

Średnia ocena: 4.9  Głosów: 11

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Szalokapel rok temu
    Taki dosyć śmieszny rozdział. Kierując się czescia częścią pierwsza nie sadzilam, że to opowiadanie będzie o Bogu, w każdym razie myślę, że wiesz co robisz i napiszesz dobra kontynuację. Masz bardzo dobry zasób słów, co już mówiłam i dobry, wyrobiony styl, który zachęca osobę czytająca. Postać tego chłopaka jest ciekawa. No nic, czekam na ciąg dalszy.
  • Adam T rok temu
    Dzięki za komentarz:) Cieszę się, że podoba Ci się początek tej historii. Nie będzie o Bogu a przynajmniej nie o Tym Bogu... Już bardziej o wierze, choć też nie do końca. To dopiero drugi mój tekst na opowi.pl, tym bardziej jest mi miło, że go zauważyłaś:)
  • Szalokapel rok temu
    Nie ma problemu. Cóż, przeczytam kolejne rozdziały to zobaczę na własne oczy. :D Teksty, które mi się podobają przeważnie regularnie śledzę.
  • katharina182 rok temu
    Świetne i dość śmieszne dialogi. Jestem pod wielkim wrażeniem. Widać że potrafisz dobrze pisać. Jutro zajrzę na kolejną część a tutaj także zostawiam 5.
  • AndreaR rok temu
    Podoba mi się. Odbieram w tym tekscie swoisty niepokój. Zatrzymuje.;)
  • Adam T rok temu
    Pięknie dziękuję katharina i AndreaR. Cieszę się, że trafiłem w gust:)
  • illibro 10 miesięcy temu
    SPoko, przeczytałem pierwsze kilka słów już się śmieję ;-) Ale ciii. Czytam dalej
  • illibro 10 miesięcy temu
    Jesteś niesamowitym słowotwórcą. Niczym Stephen King;-)
  • Adam T 10 miesięcy temu
    Po czym wnosisz? Tzn. nie wiem, czy dobrze rozumiem, bo nie każdy lubi Króla Stefana, ja tak średnio... No, po prostu nie wiem czy to dobrze czy nie?Ale na wypadek wszelki, podzięki wielkie za porównanie:)
  • illibro 10 miesięcy temu
    Adam T Dla mnie King jest bardzo dobrym pisarzem. A jak on tworzy słowa np PRZYPIEKARNIK itp to od razu mi się to kojarzy z NAMIĘTNIKIEM albo NASZBUKIEM. Dla mnie bomba ;-)
    A tak przy okazji to "- ...Że niby bóg...?! To znaczy, ten sam Bóg, co na religii?
    - Nie chodzę na religię. I nie ten Bóg tylko TEN prawdziwy." to rewelacja ;-)
  • KarolaKorman 9 miesięcy temu
    ,,Zarwałem się z łóżka'' - zerwałem
    ,, a ona musi mieć powiernika.'' - tu chyba powinno być: a ja muszę mieć powiernika. Przeanalizuj sam, jak uważasz, że to bez sensu, zignoruj tę uwagę
    Uśmiałam się do łez :) Czegóż ta Anka nie wymyśliła, już ją lubię. Czuję, że będzie z nią wesoło :) Zostawiam 5 :)
  • Adam T 9 miesięcy temu
    Czy wesoło... Sama zobaczysz. Dziękuję za komentarz i piątkę:)
  • Canulas 2 miesiące temu
    Utonąłem.
    Oj, Panie. Wyżyny, powiadam. Wyżyny.
    Kojarzysz mi się z Orbitowskim. Gruby skill.
    Piatka to mało.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania