Obrazki z wystawy – Odsłona IX

Jelita

 

Ten cholerny pot! Leje się jak wodospad! Po nosie, policzkach, za uszami, po karku, plecach; wszędzie go pełno! Ciągnę Szymona za wielką, ciężką nogę i jestem jak ugotowany; dłonie tylko, o dziwo, mam suche. Siostra ciągnie za nogę numer dwa.

Szymon waży chyba sto kilo, jest wielki jak słoń i niewyobrażalnie śmierdzi. Kiedy wyziewał ducha w naszym salonie puściły mu wszystkie zwieracze. Nigdy nie sądziłem, że w człowieku mieści się tyle ohydy.

Umierał bardzo długo. Walczył, szarpał, wierzgał. Z dziury w brzuchu wylewała się krew z żółcią i wyłaziły wstrętne trzewia, które kurczyły się dziwacznie, jakby były żywe, cuchnąc przy tym potwornie.

A on ciągle nie chciał zdechnąć.

Trzymałem go z całych sił. Zacisnąłem zęby i mimo bólu wszystkich mięśni, nie poddawałem się. On też nie. Kopał, jak wściekły ogier, rycząc przy tym, jak zarzynana świnia. Słoń, koń, świnia – istne domowe zoo.

— Anka, pomóż! — krzyczałem.

Przybiegła z wielką, pomarańczową poduszką ze swojego łóżka. Rzuciła mu ją na twarz, usiadła na niej, a kolanami przycisnęła do podłogi jego ramiona. Zrobiła to tak sprytnie, że poczułem bolesne ukąszenie zazdrości. Moja męska duma została poważnie zraniona.

Szymon tymczasem dogorywał sobie w najlepsze.

Gdy z nim skończyliśmy, oboje z siostrą dyszeliśmy ciężko kilka dobrych minut jak po morderczym sprincie.

— Zmierzyłeś czas? — Anka zeszła z poduszki i odrzuciła ją na bok.

W pierwszej chwili nie zrozumiałem.

— Co zrobiłem?

— Pytam, czy zmierzyłeś czas?

Ciągle nie rozumiałem: — A po co?

— A tak, po prostu — powiedziała obojętnie, sapiąc donośnie między słowami. — Czytałam gdzieś, że po gwałtownym odcięciu dopływu tlenu, człowiek umiera w ciągu czterech minut. Mogliśmy to sprawdzić.

Nie odpowiedziałem. Pomyślałem, że to, co mówi, jest chore.

Anka tymczasem wstała, obciągnęła bordową bluzkę, otrzepała czarne szorty, jakby były nie wiem czym zakurzone i odwieściła z irytacją:

— Ja pierdzielę, teraz muszę umyć ręce! I ubranie poplamiłam! Fak!

Wyszła, celowo tupiąc głośno w podłogę, żebym ogarnął, jaka jest wściekła.

Padłem na miękki dywan. Chciałem nie widzieć już Szymona z jego szybkokurczliwymi jelitami. Pragnąłem jak najszybciej ochłonąć i wrócić do normalności, ale odór w salonie był nie do zniesienia.

Podniosłem się ciężko, wziąłem pomarańczową poduszkę, po czym, wolnym krokiem, poczłapałem do mojego pokoju.

W drzwiach zamarłem. Stella! – błysnęło mi w głowie – zupełnie zapomniałem o Stelli!

Odwróciłem się szybko i spojrzałem pod okno, gdzie leżała na podłodze, przywiązana do grzejnika. Prawdopodobnie straciła przytomność, może nawet...

Upuściłem poduszkę.

Nie, jednak oddychała. Ślady paskudnych oparzeń puchły i czerwieniały odrażająco. Jak mogłem na to wszystko pozwolić?! Jak mogłem nie przewidzieć!

Podszedłem, ukląkłem przed nią. Dotknąłem włosów, były mokre od potu; twarz umazana krwią i łzami.

— Stella — szepnąłem — już po wszystkim.

Powoli otworzyła oczy. Spojrzała na mnie jak na zupełnie obcą osobę.

— To ty? — spytała z niedowierzaniem.

— Ja — wymamrotałem niepewnie, nie wiedząc, czy to do końca prawidłowa odpowiedź.

— Wyglądasz, jak rzeźnik. Nie poznałam cię.

— Chodź, pomogę ci wstać.

— Rozwiąż mnie.

No, tak! Dlaczego człowiek nie myśli wtedy, kiedy najbardziej powinien?

Z wielkim trudem rozsupłałem wymyślne więzy; Szymon był mistrzem plątania linki.

Pomogłem jej się podnieść. Była silna; widziałem jej twarz wykrzywioną w bólu, ale nie usłyszałem żadnego jęku.

— Pójdziemy do mojego pokoju — starałem się, żeby mój głos brzmiał pocieszająco.

Wziąłem poduszkę, objąłem Stellę w pasie.

W korytarzu wisiało ogromne lustro bez ram; zajmowało prawie pół ściany. Było tak wielkie, że mógłbym spokojnie ćwiczyć przed nim skomplikowane układy baletowe gdybym, oczywiście, kiedykolwiek tańczył w balecie. Czasami stawałem przed nim za sztangielkami, udając jakiegoś znanego mięsopaka i pompowałem moje mizerne mułki celem zgnojenia bezczelnych kompleksów.

Gdy przechodziliśmy teraz obok niego, odruchowo spojrzałem kątem oka na nasze odbicie. Przeraziłem się samego siebie – zobaczyłem ludzką sylwetkę w kolorze krwi, kału i nie wiadomo czego jeszcze. Zaczerwienione, błyszczące oczy nie mogły być moje, ale jednak były. Za to spod rękawa t'shirtu uśmiechał się do mnie napięty bicek i fajnie zarysowany tric. Pięknie użyłowane wskutek wysiłku przedramię też wyglądało imponująco. No, no! Do tego czułem wtulone w siebie miękkie, kobiece ciało, uratowane właśnie przed bolesną śmiercią z rąk pijanego debila. Poczułem się mężczyzną.

W tej samej też chwili dotarło do mnie, że odrażająco wstrętnie... pachnę.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 11

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Ewcia 10 miesięcy temu
    Świetny tekst trochę makabryczny ale liczy się fantazja.Oceniam na 5
  • Adam T 10 miesięcy temu
    Ewcia, nie widzę tej oceny... W każdym razie, dzięki.
  • Karawan 10 miesięcy temu
    Mam wątpliwości czy Anka wstałaby taka czyściutka, chyba, ze to była baaardzo gruba i wielka poduszeczka ;)) 5!
  • Adam T 10 miesięcy temu
    Nie wstała czyściutka, upaprała ręce i ciuchy, co skwitowała jednym, wymownym: "Fuck!'. Dzięki za komentarz i ocenę:)
  • Adam T 10 miesięcy temu
    Ewcia, pojawiła się ocena:) Jeszcze raz dziękuję:)
  • Michał Kułakowski 10 miesięcy temu
    Pięć za realizm i fajną konstrukcję.
  • Adam T 10 miesięcy temu
    Witam nową "twarz":) Dzięki Michale, że znalazłeś chwilę dla moich "wypotów":)
  • riggs 10 miesięcy temu
    Przeczytanie tej części skłoniło mnie do przeglądnięcia całości. Wrażenie jest piorunujące. Czytając teksty, czułem zapachy, obrazy same tworzyły się przed moimi oczami... Takie pisanie nie stoi na półkach w księgarni. Dotkliwie dosadne, czasem na skraju obrzydlistwa, wręcz plugawe, a jednak wciągające bez miary . 5 a nawet 6.
  • Adam T 10 miesięcy temu
    Ogromnie dziękuję, to największy komplement, jaki tu otrymałem. Cieszy mnie, że w ten sposób odbierasz moją "pisaninę":) Serdecznie Cię pozdrawiam:)
  • NataliaO 10 miesięcy temu
    Narobiłam zaległości. Dobrze jest moc sięgnąć na noc po coś bardzo dobrego, naturalnego, pełnego smaku ;) 5
  • katharina182 9 miesięcy temu
    Twoje opowiadania sa po prostu genialne. Jak zawsze oryginalnosc i niepowtarzalny styl pisania. Uwielbiam;) Piateczka ode mnie.
  • Adam T 9 miesięcy temu
    Nikt jeszcze nie napisał, że uwielbia moje "wypoty"... Nie wiem, co napisać:) Bardzo Ci dziękuję, katharina:)
  • KarolaKorman 9 miesięcy temu
    Zabijali człowieka. On zastanawiał się, że siostra miała lepszy pomysł i ujęła jego męskości, a ona chciała sprawdzić czas duszenia - oboje są chorzy, stwierdzam :) Bardzo fajna cześć - jak tak to można nazwać, 5 :)
  • Adam T 9 miesięcy temu
    Są chorzy i mieli tacy być, choć to nie do końca prawda... okaże się w finale, czyli bardzo niedługo. Dziękuję, że odwiedzasz i czytasz:)
  • Canulas 2 miesiące temu
    Ciągnę Szymona za wielką, ciężką nogę i cały jestem spocony, „zagotowany”, umęczony; dłonie tylko, o dziwo, mam suche. Siostra ciągnie nogę numer dwa. - o takie, trudne do zdefiniowania smaczki mi chodzi, mówiąc, że czasem "umiem uwielbiać" pojedyncze zdanie
  • Adam T 2 miesiące temu
    W sumie, powinno tu być "Siostra ciągnie za nogę numer dwa", bo robi się wrażenie, że ta druga noga jest oddzielona od reszty Szymona, a nikt go jeszcze nie poćwiartował. Coś bym o tym wiedział ;)
    Pozdrawiam.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania