Obrazki z wystawy – Odsłona V

Szafa

 

Trzymając szalik między zębami, owijała go sobie dookoła głowy.

— Nie tak silnie — szeptała — delikatne paluszki, pamiętaj.

Starałem się. Prawie nie czułem, że jej dotykam; to były ledwo muśnięcia. Słyszałem, jak oddycha; całym sobą, w największym napięciu chłonąłem jej oddech; czekałem, aż nastąpi wreszcie ten cudny, przeciągły jęk, który przechodził w długi, wysoki, cichy skowyt. Byłem wtedy najszczęśliwszym chłopakiem na świecie. Szalik doskonale tłumił wszystko. Pluła później pół godziny narzekając, że jest mechaty, ale mimo to, brała go zawsze. Po wszystkim chowała w najgłębszy kąt naszej przepastnej szafy w korytarzu. Mieściliśmy się tam bez problemu; gdyby były z nami jeszcze ze cztery osoby, zmieściłyby się także. Ciężkie drzwi można było zamknąć od środka, a przez dziurkę po starym zamku obserwować, co się dzieje w domu. Do szafy rzadko ktoś zaglądał. Lądowały tam rzeczy już niepotrzebne albo nigdy nie używane. Długi szalik, który tak chętnie brała moja siostra, był prezentem dla naszej matki od teścia. Starej nigdy się nie podobał, więc wylądował w szafie. Leżałby tam pewnie ze sto lat, gdyby pewnego, ponurego przedpołudnia nie odnalazła go Anka. Używała go z wielkim upodobaniem.

Któregoś dnia nakrył nas ojciec. Wrócił do domu wcześniej; był z nim kolega z pracy – mieli tajemniczą, beżową teczkę. Zaczął się głośno zastanawiać, gdzie by tu ją schować. Jego wzrok instynktownie padł na szafę. Mrugnął do kolegi, podszedł do wielkich drzwi, mocno szarpnął – nawet nie próbowałem ich przytrzymać. Zamarliśmy w przerażeniu. On, widząc nas, zesztywniał, zbladł, zamknął oczy i zachwiał się tak, że prawie upadł. My, całkowicie nadzy, spoceni i bezbronni, czekaliśmy w przeraźliwej ciszy. Pozbierał się jakoś co, sądząc po stężałej, posiniałej twarzy, nie było łatwe, odwrócił do nas bokiem, po czym cicho, przez zaciśnięte zęby zapytał:

— Co się dzieje?

— Z kim rozmawiasz?! — dobiegł z kuchni głos kolegi.

— Z nikim, żona dzwoni! — Ojciec machinalnie przyłożył do ucha telefon, a potem cicho powtórzył z naciskiem: — Co się dzieje?

Oniemieliśmy. Zawsze wygadana Anka nie była w stanie wydobyć z siebie słowa. Dobrze, że nie przyłapał nas podczas jakiejś akcji z szalikiem. Zastanawiałem się, czy powie coś matce, a na wszelki wypadek też nic nie mówiłem.

— Macie się nie ruszać stąd na krok! — „krzyknął” szeptem. — Siedźcie tu, dopóki on nie wyjdzie. Jeszcze porozmawiamy. I ubierzcie się. I schowajcie mi to tutaj. — Postawił teczkę na brzegu szafy. Westchnął ciężko.

Kiedy już zasunął wielkie drzwi, siostra wybuchnęła zduszonym śmiechem. Ja czułem, że ogień wypali mi za chwilę dziury w policzkach, ona rechotała w najlepsze.

— Zaraz popuścisz — szepnąłem z odrazą.

— Widziałeś jego minę? — Kompletnie nie zwróciła uwagi na moją złośliwą uwagę. – Mało się nie posrał!

— Na pewno matce powie.

— Niech gada! Niech opowiada komu chce! Sąsiadom, ciotkom, wali mnie to!

— A jak pójdzie do szkoły?

— Głupi jesteś? Miesiąc będzie myślał, jak to matuli powiedzieć. I ten jego telefon! Żona dzwoni! No, kabaret!

Od tego dnia nazywała go Żona Dzwoni. Mówiła na przykład:

— Ty, Żona Dzwoni spóźniła się dziś do roboty. Zjebała mnie, że za długo siedzę w łazience, a potem zalała se kawą krocze! Najpierw wrzeszczała i klęła, wiesz jak jest. Później sama tam siedziała pół godziny. Spodni, debilka, nie mogła doczyścić.

Albo:

— Matka pokłóciła się wczoraj z Żoną Dzwoni, zaraz, jak wyszedłeś do szkoły. Nie mówiłam ci, żeby cię nie poniosło, bo chodziło o ciebie.

Rok później Żona Dzwoni zmarła. Od tego momentu nigdy już nie wchodziliśmy do szafy. Anka bała się, że któregoś dnia drzwi rozsuną się, stanie w nich ojciec z ciężką teczką, a przy uchu będzie trzymał telefon. I będzie miał fioletową twarz, jak w chwili śmierci.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 8

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • NataliaO rok temu
    Każdy rozdział jest ciekawy ma coś w sobie co przykuwa uwagę może to ta inność lub na prawdę ta lekkość w pisaniu tak jakbys pisał z sercem, coś ładnego opowiadasz z interesującymi postaciami, 5 za każdy rozdział:)
  • Adam T rok temu
    Dziękuję, Natalio, że tak uważasz i dziękuję, że znajdujesz czas i to czytasz :)
  • katharina182 rok temu
    Chyba pierwszy raz spotkałam się z określaniem krzyknął szeptem; ) wiem o co chodzi, po prostu to jakoś przykuło moją uwagę.
    Jak zwykle bardzo dobry rozdział.
    Kolejna 5 ode mnie: )
  • Adam T rok temu
    Witam i dziękuję za odwiedziny :) Gdzieś usłyszałem to określenie, nie pamiętam już gdzie. Nie jest "moje":)
  • illibro 10 miesięcy temu
    Żona dzwoni :)
  • KarolaKorman 10 miesięcy temu
    ,, zmieściły się także. '' - zmieściłyby
    No, nakrycie było niezłe :) Fajna część, ojczulka szkoda, lecę dalej, 5 :)
  • Adam T 10 miesięcy temu
    Dzięki ogromne:) Miło Cię gościć:)
  • Canulas 3 miesiące temu
    A się obudziłem, to se myślę, jeszcze jeden pierd.. ę.
    Wnioski. Proszę się skontaktować. Zaczynamy.
    Więc tak. Są dwa słowa. Naturalność. Taka (sugestywna, trochę reportażowa, taka, w którą wierzysz. Orbitowska lub Pawło Palińska.) i jest słowo: Magia. Taka nieco Neilo Geymanowska, czy jakoś, ale też nie do końca. Więc są dwa słowa i one się z sobą zderzają. Rodzi się z tego zderzenia surowy, sugestywny, nie dający się (lub ja chwilowo nie umiem) styl.
    To jest coś, ala ubieranie w bajki zwykłych z pozoru dni. Tkanie. W stworzone przez Ciebie twory (poprzez należycie i niezwykle sugestywnie położone podwaliny) bardzo łatwo uwierzyć.
    Druga sprawa. Nietuzinkowi bohaterowie obchodzą czytającego. Lubi się ich, nie lubi, siusiak w to. Po prostu obchodzą.
    A trzecia sprawa, to już moje osobiste zboczenie. Umiejętność zakochania się w pojedynczym zdaniu lub odpowiednio ustawionym szyku wyrazów. To dopełnia całości.
    No i tyle, na... tyle. Idę spać.
    Ps. Avatar adekwatny. Nie zmieniaj go. Gdyby On pisał, mógłby pisać tak.
    Ave i w ogóle.
    (błędy w poście pewnie będą, bo jest ciemno w... a stukam w telefon. No ale cóż)
  • Canulas 3 miesiące temu
    (się skoncentrować) miało być
  • Adam T 3 miesiące temu
    Nie wiem, osobiście wolę komemtować na telefonie, sprawniej mi się pisze i mniej robię błędów, chociaż więcej nie zauważam ;)
    Powiem tylko, że na razie jest dość lajtowo, potem ciężej, jeszcze możesz zminić zdanie o bohaterach.
    Bardzo dziękuję ;) Pozdrawiam ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania