Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Obrazki z wystawy - Odsłona VII (skrócona)

Śmierć

 

Wątpiący będę upewnieni, niewierzący nawróceni, strachliwi odważeni ( taki słowny żart, odwaga – odważeni; pomyślałem, że to całkiem śmieszne ), ślepi oświeceni. Byłem wątpiący, niewierzący, strachliwy i ślepy. To wszystko się zmieniło. Anka uderzyła mnie w twarz i w tym samym momencie ogarnął mnie mrok tak gęsty, że mogłem go niemal dotknąć. Miałem wrażenie, że za chwilę nie będę mógł oddychać z braku powietrza.

Dostrzegłem słabe światło. Było kształtu człowieka. Jaśniało; zbliżało się do mnie. Wkrótce mogłem już dojrzeć zarysy twarzy oraz to, że działo się z nią coś dziwnego. Im bardziej była widoczna, tym większą miałem pewność, że jest w ciągłym... ruchu. Wyglądało to tak, jakby ktoś bardzo powoli, ale nieustannie przesuwał po twarzy cieniutki, mocno przylegający materiał z narysowanymi oczami, brwiami, nosem, ustami. Właściwie, to nie narysowanymi, tylko... sam nie wiem, jak to nazwać. Z każdym pociągnięciem tego „materiału”, oczy, brwi, nos, usta były w jakiś sposób inne. To samo działo się zresztą ciała. Klatka piersiowa, nogi, łono; raz owłosione, raz gładkie; raz kobiece, raz męskie*. Wszystko przechodziło płynnie jedno w drugie. Bardzo powoli, ale zauważalnie. Niezmienne były tylko tęczówki oczu. Przejrzyste, jasno błękitne, przewiercające na wskroś. Identyczne miała Anka! Miałem wrażenie, że patrzy na mnie siostra, ale nic poza tęczówkami jej nie przypominało.

Postać uniosła dłonie i położyła na moich uszach. Poczułem ciepło.

- Teraz umrzesz - usłyszałem i zanim zdołałem cokolwiek pomyśleć, byłem znów w pokoju siostry. Wyglądał inaczej. Przez okna oślepiał mnie blask; jakby słońce zeszło nagle na ziemię. Zamiast dywanu, zobaczyłem fioletową mgłę. Jej poziom z każdą chwilą się podnosił. Ponieważ siedziałem na łóżku, postanowiłem natychmiast uciec, ale okazało się to niemożliwe. Mogłem tylko siedzieć, patrząc, jak mgła czy, co to tam było, pokrywa już moje nogi i wciąż unosi się wyżej. Widziałem w niej miliony skłębionych, nieustannie nawarstwiających się, cieniuteńkich niteczek. Były już na wysokości twarzy. Podwajały się, potrajały, pomnażały z niewiarygodną szybkością. Poczułem, że wnikają mi do ust, do nosa, a potem do gardła. Nie mogłem przez to oddychać. Skrajnie mnie to przeraziło. Przed oczami miałem pląsającą plątaninę fioletu. Zaczynało brakować mi tchu; skronie dudniły, jak oszalałe. Za wszelką cenę pragnąłem wyrwać się z tej pułapki; chciałem wezwać kogoś na pomoc; panika, panika i jeszcze raz panika! Całe moje ciało było zbudowane z przerażenia. Czułem też moją własną, potężną erekcję. Dudnienie w głowie mieszało się z falami coraz gigantyczniejszego podniecenia.

Chwilę później nastąpił szczyt! Przeszywająca, druzgocząca, mordercza, długa rozkosz; potem ciemność i ta sama świetlista sylwetka naprzeciw mnie. Znów poczułem dłonie na uszach. Dygocząc, nie mogłem złapać tchu. Fale nieziemskiej przyjemności ciągle jeszcze opływały moje ciało.

- Przed chwilą umarłeś, by się narodzić. Byłeś niewierny, ślepy i bezbronny, od teraz będziesz na równi ze mną. Twoją wolą będzie moja wola. Zacznij się, stań się i bądź. Zdjąłem z ciebie to, czym byłeś.

Zobaczyłem nad sobą siostrę. Pochylała się troskliwie. Patrzyła tak ciepło, jak nigdy dotąd. Byłem nadal w jej pokoju, na jej łóżku, ale nie było już żadnej mgły, żadnego Naszbuka.

W drzwiach, twarzą do podłogi leżał nasz ojciec.

- Co on tu robi? - wysapałem z trudem.

- Usłyszał hałasy, wpadł zobaczyć co się dzieje.

- … To dlaczego leży?

- Bo nie żyje. Chyba...

- Nie żyje? Zapukał chociaż?

- Nie. Nie zapukał...

- A... - zawiesiłem głos, choć wiedziałem, że muszę o to zapytać - ...co zobaczył?

- Wszystko.

- I dlatego umarł?

- Skąd mam wiedzieć?

Podniosłem się ciężko, podszedłem do ojca. Byłem mokry od potu i nasienia, całkiem nagi, ale tak lekki, jak nigdy wcześniej. Odwróciłem go na wznak. Oczy miał otwarte, z rozbitego nosa i rozdziawionych ust ciągle wyciekała krew. Był ciepły, choć na pewno nie żył. Półprzymknięte oczy ( lewe bardziej ) patrzyły nie wiadomo gdzie.

Brakowało dwóch przednich zębów. Leżały na dywanie w krwi zmieszanej ze śliną. Widocznie, upadając uderzył twarzą w podłogę tak mocno, że wybił je sobie i pogruchotał nos.

- Źle to wygląda... - powiedziałem z namysłem.

- To moja wina... - Siostra wyglądała na mocno zakłopotaną, choć nigdy bym jej o to nie posądził.

- Jak, twoja? Umarł, bo miał umrzeć właśnie dziś. Tyle!

- Mówię o zębach...

- ???

- Jak tu wlazł, to się wściekłam... Mam ten wazon od ciotki na biurku, złapałam i rzuciłam. Ty już tu prawie szczytowałeś, a on się gapił... Trafiłam w te zęby aż mu łeb odskoczył i walnął we framugę. Zęby poleciały, a on babach! na podłogę... wierzgnął parę razy nogami i już... było po wszystkim. Wtedy się ocknąłeś. Zabiłam go...

- Zęby mu wybiłaś, a nie zabiłaś. Słabe miał serce od dawna. Leczył się przecież.

Zamilkliśmy oboje patrząc na ojca. Zawsze był dla nas, jak zawalidroga; człowiek miał ochotę przesunąć go nogą, jak denerwujący śmieć na dywanie, którego nie chce się podnieść. A teraz proszę, nie żyje. Nie będzie już śmiecia. Będę mógł spokojnie pójść nocą do Anki, nie przejmując się, że natknę się na jego wystającą z drzwi głowę i usłyszę wnerwiające pytanie: „ ... A ty znowu nie możesz spać?”

Siostra podeszła do niego, uklękła, cmoknęła w czoło.

- Pa, tato - powiedziała cicho.

Dręczyła mnie jedna rzecz.

- Kto mnie rozebrał? - zapytałem zaczepnie.

- Ja...

- Po co?

Podniosła się z klęczek. Wbiła we mnie to jedyne w swoim rodzaju, obdzierające ze skóry spojrzenie, mówiąc przez zaciśnięte zęby:

- … Żebyś nie uświnił sobie ciuchów. Ciężki jesteś, jak kloc. Dawaj, zaniesiemy go do ich pokoju. Matka wróci, to coś zarządzi, zaraz do niej zadzwonię... Ale najpierw, weź się powycieraj!

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Adam T 2 miesiące temu
    Dziękuję za anonimowe 5:)
  • katharina182 2 miesiące temu
    Dobre... a nawet bardzo dobre; ) Lubię twój lekki styl pisania. Zawsze szybko mi się czyta twoje tekst. Nie mam w sumie nic do dodania. Zostawiam 5
  • Adam T miesiąc temu
    Ech, spóźniam się ostatnio z kolejnymi odsłonami. Trzeba będzie to wkrótce nadrobić:) Bardzo się cieszę, że czytasz i masz dobre zdanie o moim "pisaniu":) Dziękuję za piąteczkę:)
  • riggs miesiąc temu
    Ja pierdzielę!!!! 5! Nie potrafię napisać innego komentarza.
  • KarolaKorman 5 dni temu
    ,, raz męskie*.'' - myślałam, że ta gwiazdka będzie miała jakieś wytłumaczenie, a tu nic :(
    ,, Niezmienne były tylko źrenice. Przejrzyste, jasno błękitne, przewiercające na wskroś. Identyczne miała Anka! '' - źrenice? błękitne?
    A, to tak skończył tata, hmm. Anka coraz bardziej mnie przeraża. Może tak na prawdę nie ona, a raczej jej wymysły. I teraz też się zastanowiłam w jakiej kategorii umieszczasz to opowiadanie, bo sama już nie wiem, czy to są jej fantazje, czy chłopak też doznał objawienia. Zostawiam 5 :)
  • Adam T 5 dni temu
    Dziękuję za wnikliwość, nikt tej gwiazdki nie zauważył, a ja o niej zapomniałem. Miało być do niej wyjaśnienie, że skojarzenia z bogiem Abraxas nie są przypadkowe. Źrenice to 100% przypału, chodziło oczywiście o tęczówkę, dzięki, że to wyłapałaś :) Anka i jej wymysły stanowią całość, która nawet mnie przeraża...
    Pozdrawiam:)

Napisz komentarz