Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Obrazki z wystawy - Odsłona X

Czarna tęcza

 

Był chciwym, nieporadnym, nieprawdopodobnie zakompleksionym, niedojrzałym emocjonalnie, piwnookim blond-chłopcem, którego obsesyjne pożądanie, obróciło się przeciwko niemu. Kiedy miał „dół”, chlał żeby zrobić się agresywny. Kidy robił się agresywny, chlał dalej, żeby mieć siłę do agresji. Nieustannie katował Stellę telefonami, „esesmanami”; nachodził ją u nas i na uczelni. Wynajmowała pokój pod dachem w naszym domu, o czym wiedział, więc żebrał bez końca o chwilę spotkania. Przepędzaliśmy go za każdym razem. Odchodził w pokorze, zgarbiony, zraniony i dojmująco smutny.

Był niewiarygodnie mściwy.

Anka zepchnęła go kiedyś ze schodów; nic mu się nie stało. W rewanżu podpalił jej torbę. Podszedł cicho z tyłu, kiedy wracaliśmy z centrum, psiknął czymś, rzucił zapałkę. Zacząłem go gonić. Był pijany, zataczał się i potykał, ale uparcie uciekał; w końcu „zawinęło” go na zakręcie, wyrżnął głową w drzewo. Dopadłem drania, zacząłem tłuc po twarzy. Był nieprzytomny czego nie zauważyłem. Rozwaliłem mu nos, a on nawet tego nie poczuł; wątpię czy w ogóle coś z tego zdarzenia pamiętał. Siostrze nic się nie stało; co mogło się zresztą stać jedynej oblubienicy boga Naszbuka? Tylko torebka rzucona na trawnik, spłonęła doszczętnie.

Szymon się nie poddawał. W necie zaczęły pojawiać się nasze zdjęcia z obraźliwymi komentarzami. Zawsze podpisywał je swoim imieniem i nazwiskiem, żeby nie było wątpliwości, kto jest autorem. Śledził nas i fotografował w najmniej spodziewanych momentach. W szkole poprzybijał pinezkami moje fotki z nabazgranym czarnym markerem tekstem „Zakonnik świętej Anny”. Następnego dnia wszystkie zdjął i zamienił na fotki siostry, pod którymi napisał: „Walikonnik brata Jakuba”. Było ich chyba ze dwieście.

Któregoś dnia ktoś rozlał przed naszymi drzwiami olej. Nie złapałem go, ale byłem na sto procent pewien, że to zrobił on. Poślizgnąłem się wtedy, uderzyłem twarzą w poręcz i wybiłem sobie trzonowca. Anka, w akcie zemsty, pojechała zabić Szymona. Wzięła mój ząb i miała zamiar kazać mu go przed śmiercią zeżreć. Nie zeżarł, jego mieszkanie zastała puste. Skorzystał z okazji, że byłem u dentysty. To był błąd. Stella została w domu sama; chyba nawet nie wiedziała, że nas nie ma.

Włamał się jak zawodowiec. Ogłuszył ją i związał. Przywiózł ze sobą kamerę, którą ustawił w naszym salonie i zabarykadował się tam razem ze Stellą. Był oczywiście pijany i nie zdawał sobie sprawy z tego, jak bardzo jest żałosny. Na wejściowych drzwiach powiesił kartkę z napisem: „Mam ją i będę używał. Może już użyłem. Żadnych „psów”, bo zdechnie”.

Anka wróciła pierwsza. Natychmiast wysłała do mnie wiadomość. Od razu wybiegłem z poczekalni (wszyscy pewnie pomyśleli, że tak się strasznie boję stomatologa...), złapałem „taxi”, a po kwadransie słuchałem już razem z siostrą, jak Szymon wydziera się na cały dom, że chce tylko seksu ze Stellą. Jeśli mu nie przeszkodzimy, zrobi, co ma zrobić i pójdzie. Potem raz na jakiś czas wpadnie, bo Stella strasznie go kręci.

Słyszeliśmy też Stellę; nie wiedzieliśmy wtedy, że jest przywiązana do grzejnika. Płakała.

— Zostaw mnie – prosiła. – Zostaw nas i się wynoś.

Później zaczęła krzyczeć. Szymon użył suszarki. Przykładał do jej szyi, ud, brzucha, włączał i bardzo długo nie wyłączał. Ślady na ciele były okropne. Groził, że już nigdy nie będzie mogła być z mężczyzną jeśli mu się nie odda; nie zostanie matką, bo on załatwi ją tą suszarką nieodwracalnie. Zarejestruje wszystko kamerą, żeby później wrzucić do netu. Jeżeli nie zechce się z nim kochać, dozna takiego bólu, że umrze.

Na początku staliśmy pod drzwiami całkiem zdezorientowani. Siostra miała łzy w oczach. Ja dosłownie zbaraniałem. Nie spodziewaliśmy się czegoś podobnego. To nie było żałosne, było przerażające. Szymon wrzeszczał:

— Kuba! Spierdalaj od drzwi! Widzę cię! Zrób coś, to podpalę jej łeb!

Przypuszczam, że nie blefował z podpaleniem, ale widzieć nie mógł nic. W drzwiach nie było szyby; jedyna opcja to dziurka od klucza.

— Szymuś! – Głos siostry był spokojny choć walczyła z płaczem. – Nic nikomu dzisiaj nie spalisz. Jestem tu, słyszę cię i wiem, co robisz!

— ...Ty też spierdalaj, siostro! Suko! Szmato! Idź się jebać ze swoim braciszkiem. Nie przeszkodzicie mi!

Chwilę po tym Stella znowu zaczęła krzyczeć. Później już nie przestawała.

Nie byłem w stanie otworzyć drzwi siłą. Napierałem na nie, waliłem całym sobą i nie mogłem. Nie wiem, jak je zatrzasnął; w domu nie było do nich klucza. Ojciec powyrzucał wszystkie, żebyśmy nie mogli zamykać się z siostrą w żadnym pomieszczeniu. Po co to zrobił? Skazał niewinną dziewczynę na ból!

Uderzyłem jeszcze raz. Coś boleśnie chrupnęło mi w barku; nie dałem za wygraną. Natarłem znowu! Drzwi „poddały się”, ale pęknięcie było za małe, żeby dostać się do środka. Zacząłem kopać w nie z całych sił; Anka wyrywała kawałki desek i odrzucała do tyłu. Otwór był coraz większy; mogłem atakować.

— Dawaj, Kuba – szepnęła. – ON pozwala.

Wtargnąłem do pokoju; w tym samym momencie oberwałem w pierś suszarką.

Stella, przywiązana za ręce do grzejnika, kuliła się w rogu salonu. Miała sine i spuchnięte dłonie; sznur głęboko wrzynał się w ciało. Z nosa płynęła krew.

Poczułem wściekłość, w oczach wybuchła mi czarna tęcza. Chwyciłem suszarkę, podbiegłem do Szymona i walnąłem z całych sił „hakiem” w twarz. Myślałem, że plastik pęknie, ale to z twarzą było gorzej. Szymon zatoczył się, złapał za policzek; spod palców popłynęła krew. Ruszył na mnie. W oczach miał szaleństwo pomieszane z rozpaczą. Uderzyłem suszarką prosto w nos i natychmiast z góry w głowę. Myślałem tylko: „Rozszarpać go!”

Całą swoją masą pchnąłem go na dywan. Wokół szyi owinąłem kabel, którym zacząłem z całej siły dusić; efekt był mizerny. Szymon walczył, okładał mnie pięściami po bokach i plecach, kopał; duszenie nie robiło na nim wrażenia. Musiałem podjąć radykalne środki. Zacząłem walić czołem w jego wredną gębę, powoli robiąc z niej miazgę. Musiał naćpać się czegoś przed włamaniem do nas, bo „miazga” również nie robiła na nim wrażenia. Zaczął śmiać się wrednie i powtarzać charkotliwie:

— No, Kubuś, dawaj! No, dawaj! Ha, ha, dawaj! Z Naszbukiem nie wygrasz!

„Z Naszbukiem? Jak to, z Naszbukiem?! Skąd on wie o Naszbuku?!”

— Naszbuk mnie wybrał dla niej, a wy przeszkadzacie! – charczał mi w twarz. – Twoja siostra o tym wie od początku, ale chce ją dla ciebie. Nie powiedziała ci? To poznaj wreszcie swoją siostrzyczkę!

Moja wściekłość zmieniła się w furię; czarna tęcza – w negatyw nuklearnej eksplozji. Wywlokłem mu koszulę ze spodni, z całej siły „wbiłem” w pępek palce obu rąk. Zaskowyczał; wreszcie poczuł! Palce nie chciały wejść, uderzałem i parłem, zacisnąłem oczy, uderzając jeszcze i jeszcze. W końcu weszły głęboko do środka, było tam miękko, ciepło i lepko. Widziałem kiedyś w filmie, jak żywe trupy rozrywają komuś brzuch rękami. Postanowiłem zrobić to samo. Furia dodawała mi sił. Szarpałem, rozciągałem, rozrywałem, znowu szarpałem; wszędzie była krew; wepchnąłem dłoń do środka nie przestając szarpać i rozdrapywać; pojawiła się brązowo zielona żółć. Szymon zaczął wstawać; złapał mnie rękami za szyję, próbując dusić. Twarz wykrzywiał mu paroksyzm niewyobrażalnego bólu, ale mimo to ciągle nie chciał się poddać. Pociągnąłem mocno, wyrywając z jego brzucha splątane kiszki. Odór kału uderzył w mój nos. Zaczynało brakować mi sił, jelita drgały w mojej dłoni; smród krwi i gówna nie pozwalał myśleć. Nie wiedziałem, co robić. Szymon ciągle żył; jego palce coraz mocniej ściskały moją szyję; zdałem sobie sprawę, że jeśli nic nie wymyślę, sam tu za chwilę zdechnę. Potrzebowałem pomocy.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Ewcia 3 miesiące temu
    Bardzo ciekawy tekst wręcz zaskakujący.Daje 5
  • Adam T 3 miesiące temu
    Dziękuję, wierna moja czytelniczko:)
  • motomrówka 3 miesiące temu
    Lubisz flaki :) Popieram :) 5
  • Adam T 3 miesiące temu
    Lubię :) Witam nową "twarz" :)
  • Dimitria 3 miesiące temu
    O kurde, to było coś z tym rozerwaniem, takie zaskakujące i obrzydliwe, czyli na plus :)
    I suszarka narzędziem tortur - to dopiero kreatywność. Muszę kiedyś koniecznie przeczytać poprzednie części, a tutaj zostawiam zasłużoną 5.
  • Adam T 3 miesiące temu
    Podzięki, Dimitrio. Oboje mamy ciągoty do okrucieństwa :) Nie zajrzałem jeszcze do Ciebie i nowych Sióstr. Nadrobię jak najszybciej:)
  • katharina182 3 miesiące temu
    Aż mną wstrząsnęła. Bardzo dobrze opisujesz wszystkie sytuację. Łatwo mi było sobie całe zajście wyobrazić.
    Jak zwykle daje 5. Znakomity tekst. Umiejętnie napisany; ) jeszcze jedna odsłona mi została ale to już jutro. Mam nadzieję że napiszesz więcej. Twoje tekst sa na prawdę oryginalna i wyróżniają się tutaj.
  • Adam T 3 miesiące temu
    Dziękuję Ci bardzo:) Nawet jesli się wyróżniają, to do doskonałości bardzo im daleko. Są poza tym adresowane do pewnej, wązkiej grupki, która lubi podobne klimaty. Ciężko byłoby nawet sprecyzować, co to, konkretnie, za gatunek. Ale bardzo mnie cieszy, że chcesz to nadal czytać:)
  • KarolaKorman 2 miesiące temu
    Zastanawia mnie, skąd Szymon znał te wszystkie tajemnice? Świetna część, 5 :)
  • Adam T 2 miesiące temu
    Się poniekąd wyjaśni za chwil kilka:) Ogromne dzięki, że czytasz:)

Napisz komentarz