Obrazki z wystawy – Odsłona X

Czarna tęcza

 

Miał na imię Szymon. Był niedojrzałym emocjonalnie, piwnookim blond-chłopcem, którego obsesyjne pożądanie, obróciło się przeciwko niemu. Kiedy miał doła – chlał, żeby zrobić się agresywny; kiedy robił się agresywny, chlał dalej, żeby mieć siłę do agresji. Nieustannie katował Stellę telefonami, esemesami; nachodził ją u nas i na uczelni.

Wynajmowała pokój pod dachem w naszym domu, o czym wiedział, więc żebrał bez końca o chwilę spotkania. Przepędzaliśmy go. Odchodził w pokorze, zgarbiony, zraniony i dojmująco smutny.

Był niewiarygodnie mściwy. Przyszedł pewnej niedzieli, podpity, zaczepny. Zaczął kopać w drzwi. Matka, zatopiona we własnym świecie, nawet nie zareagowała – kiedy słuchała w kuchni muzyki nic nie było w stanie wyrwać jej ze stanu nieważkości.

Drzwi otworzyła siostra, domyślając się, kto za nimi stoi.

— Co chcesz? — warknęła.

— Ciebie — odpowiedział natychmiast, eksponując zgryz w przesadnym uśmiechu.

— A może w ryj?!

— Nie biorę. Wolę suki.

— To spadaj ich szukać!

— Już znalazłem, jak nie ty, to Stella. Ste-ella-a! — wrzasnął na całe gardło, nie przestając się głupio uśmiechać — Zejdź, kochanie! Ta pizda mnie nie chce!

— Zaraz cię, chuju, zechce! — Anka wyprowadziła niezgrabny prawy sierpowy, ale Szymon zdoła się uchylić.

— A cha, cha, cha! — ryknął szyderczo. Wycelował w siostrę wyprostowany paluch. — Pudło! Bratojebki nie umią się bić!

Stanąłem w drzwiach. Trzymałem przy uchu telefon i specjalnie głośno kończyłem podawać nasz adres. — Tak, agresywny — dodałem — nie znam go. Jesteśmy sami... Dziękuję, czekam na patrol. — Ostentacyjnie zakończyłem połączenie.

— Za ile przyjadą? — głos Anny wibrował emocjami.

— W ciągu kwadransa.

— A cha, cha, cha! — powtórzył Szymon o wiele głośniej, ale twarz miał już poważną. — W ciągu kwadransa zdążę was obie obskoczyć! I ciebie, mały puszku.

Ruszyłem do przodu, ale ciepłe ramię Anki zablokowało mi przejście. Szymon nie omieszkał tego skomentować: — Dbasz, widzę, o swoją maskotkę! — Mrugnął do niej niby porozumiewawczo. — Kubek, delikutasik, nie może się spocić ani uszkodzić, co nie?!

— Jebnę ci...! — zagroziłem, ale zabrakło mi pewności. Odruchowo spojrzałem na siostrę, czekając na jej reakcję. To też zauważył. Zaniósł się śmiechem.

— Kurwa! — mówił poprzez śmiech — Potrzebna autoryzacja! Ja pierdolę! Podaj pin! Ale z was para, Kubuś i obciągara...

Anka rzuciła się na niego jak wściekły zwierz. Chwycił się poręczy, ale impet ataku wytrącił go z równowagi. Poleciał na plecy z „dzika bestią” uczepioną pazurami jego bezczelnej twarzy. Zjechał za schodów głową w dół. Uderzył twardo w brukową kostkę. Przez chwilę myślałem, że skręcił kark, ale nic-kurwa-z-tego! Machając nogami, szamotał się z siostrą, która usiłowała wyłyżeczkować mu oczy kciukami. Nie było to takie proste, naparła więc z całej siły na jego brodę, zmusiła do otwarcia ust.

— Wyrwę ci jęzor, złamany chuju — wycedziła gardłowo, pchając mu w pięść między zęby — albo zaduszę.

Usłyszałem za sobą szybkie kroki. Stella przesunęła mnie na bok, jakbym był nic nie znaczącym kwiatkiem na parapecie.

— Dobrze, Anka, puść już tego debila — powiedziała rzeczowo i spokojnie.

— Nie! Dam ci zaraz jego jęzor razem z przełykiem!

Szymon coraz rozpaczliwiej walczył, choć machanie rękami i nogami plus dziwne kwiki na przemian z komicznymi charkotami trudno było nazwać walką. Już bardziej parodią.

— Nie chcę nic od niego — mówiła Stella — ani dziś, ani nigdy.

— Gryziesz? — zaśmiała się wściekle siostra. Dawno nie widziałem jej tak zacietrzewionej. Do tej pory bywała taka tylko wobec mnie. Uniosła zaślinioną pięść i walnęła Szymona z całej siły w czoło. Brukowa kostka oddała głuche uderzenie.

— Zabijesz go! — krzyknęła Stella.

— Wiem!

— Ale już jedzie policja!

— Wiem! — wrzasnęła na całe gardło, ale zatrzymała kolejne, miażdżące uderzenie.

Zszedłem do niej. Pomogłem jej wstać. Objęła mnie w pasie i oboje patrzyliśmy, jak Szymon gramoli się z chodnika, ścierając dłonią krew z twarzy.

— Nienawidzę, jak facetowi śmierdzi z gęby wóda — powiedziała Anna — nienawidzę chamów i arogantów. Nie chcę cie tu więcej oglądać.

— To się jeszcze okaże, kubojebko! — Szymon sapał ciężko i łypał na nas wściekłym wzrokiem. — Nawet się nie spodziewasz.

— Grozisz?

Nie odpowiedział. Odwrócił się i odszedł szybko w stronę furtki. Gdy zamykała się za nim, zaskrzypiała tradycyjnie swoim słynnym, wydłużonym „je-eba-ak”. Na „k” się zatrzaskiwała.

Dwa dni później, w rewanżu podpalił jej torbę. Podszedł cicho z tyłu, kiedy wracaliśmy z centrum, psiknął czymś, rzucił zapałkę. Zacząłem go gonić. Był pijany, zataczał się i potykał, ale uparcie uciekał; w końcu zawinęło go na zakręcie, wyrżnął głową w drzewo. Dopadłem drania, zacząłem tłuc po twarzy. Był nieprzytomny czego w amoku nie zauważyłem. Rozwaliłem mu nos, a on nawet tego nie poczuł; wątpię czy w ogóle coś z tego zdarzenia pamiętał. Siostrze nic się nie stało; co mogło się zresztą stać jedynej oblubienicy boga Naszbuka? Tylko torebka, rzucona na trawnik, spłonęła doszczętnie. Szlag trafił dokumenty, kosmetyki, nową płytę cd, trochę pieniędzy.

Szymon nie dawał za wygraną. W necie zaczęły pojawiać się nasze zdjęcia z obraźliwymi komentarzami. Zawsze podpisywał je swoim imieniem i nazwiskiem, żeby nie było wątpliwości, kto jest autorem. Śledził nas i fotografował w najmniej spodziewanych momentach. W szkole poprzybijał pinezkami moje fotki z nabazgranym czarnym markerem tekstem „Zakonnik świętej Anny”. Następnego dnia wszystkie zdjął i zamienił na zdjęcia siostry, pod którymi napisał „Walikonnik brata Jakuba”. W sumie było ich chyba ze sto.

Któregoś dnia ktoś rozlał przed naszymi drzwiami olej. Nie złapałem go, ale byłem na sto procent pewien, że to on zrobił, bo kto? Poślizgnąłem się wtedy, uderzyłem twarzą w poręcz i wybiłem sobie trzonowca. Anka, w akcie zemsty, pojechała zabić Szymona. Wzięła mój ząb i miała zamiar kazać mu go przed śmiercią zeżreć. Nie zeżarł, jego mieszkanie zastała puste. Skorzystał z okazji, że byłem u dentysty. To był błąd – Stella została w domu sama; chyba nawet nie wiedziała, że nas nie ma.

Nie wiem, jak się włamał. Ogłuszył ją, związał. Przywiózł kamerę, którą ustawił w salonie i zabarykadował się tam razem ze Stellą. Był oczywiście pijany i nie zdawał sobie sprawy z tego jak bardzo jest żałosny. Na drzwiach powiesił kartkę z napisem „Mam ją i będę używał. Może już użyłem. Żadnych psów, bo zdechnie”.

Anka wróciła pierwsza. Natychmiast wysłała do mnie wiadomość. Od razu wybiegłem z poczekalni (wszyscy pewnie pomyśleli, że tak się strasznie boję stomatologa), złapałem taxi, a po kwadransie słuchałem już razem z siostrą, jak Szymon wydziera się na cały dom, że chce tylko seksu ze Stellą. Jeśli mu nie przeszkodzimy, zrobi, co ma zrobić i pójdzie. Potem raz na jakiś czas wpadnie ją ruchnąć, bo strasznie go kręci.

Słyszeliśmy też Stellę; nie wiedzieliśmy wtedy, że jest przywiązana do grzejnika. Płakała.

— Puść mnie — prosiła — zostaw nas i się wynoś.

Później zaczęła krzyczeć. Szymon użył suszarki. Przykładał do jej szyi, ud, brzucha i bardzo długo nie wyłączał. Ślady na ciele były okropne. Groził, że już nigdy nie będzie mogła być z mężczyzną jeśli mu się nie odda; nie zostanie matką, bo on załatwi ją tą suszarką nieodwracalnie. Zarejestruje wszystko kamerą, żeby później wrzucić do netu. Jeżeli nie zechce się z nim kochać, dozna takiego bólu, że umrze.

Na początku staliśmy pod drzwiami całkiem zdezorientowani. Siostra miała łzy w oczach. Ja dosłownie zbaraniałem. Nie spodziewaliśmy się czegoś podobnego. To przestało być żałosne, było przerażające. Szymon wrzeszczał:

— Kuba, spierdalaj od drzwi! Widzę cię! Zrób coś, to podpalę jej łeb!

Przypuszczam, że nie blefował z podpaleniem, ale widzieć nie mógł nic. W drzwiach nie było szyby; jedyna opcja to dziurka od klucza.

— Szymek! — Głos siostry był dziwnie spokojny, choć walczyła z płaczem. — Nic nikomu dzisiaj nie spalisz. Jestem tu, słyszę cię i wiem, co robisz!

— Ty też spierdalaj, siostro! Suko! Szmato! Idź się jebać ze swoim braciszkiem. Nie przeszkodzicie mi!

Chwilę po tym Stella znowu zaczęła krzyczeć. I już nie przestawała.

Nie byłem w stanie otworzyć drzwi siłą. Napierałem na nie, waliłem całym sobą i nie mogłem. Nie wiem, jak je zatrzasnął; w domu nie było żadnych kluczy. Ojciec powyrzucał wszystkie, żebyśmy nie mogli się z siostrą nigdzie zamykać. Po co to zrobił? Skazał niewinną dziewczynę na ból!

Uderzyłem jeszcze raz, coś boleśnie chrupnęło mi w ramieniu. Nie poddałem się, natarłem znowu! Udało mi się zrobić małe pęknięcie. Zacząłem kopać z całych sił; Anka wyrywała kawałki desek i odrzucała do tyłu. Otwór był coraz większy.

— Dawaj, Kuba — szepnęła, gdy był odpowiednio duży — On pozwala.

Wtargnąłem do pokoju; w tym samym momencie oberwałem w pierś suszarką.

Stella, przywiązana za ręce do grzejnika, kuliła się w rogu salonu. Miała sine i spuchnięte dłonie; linka głęboko wrzynała się w ciało. Z nosa płynęła krew.

Poczułem wściekłość, w oczach wybuchła mi czarna tęcza. Chwyciłem suszarkę, podbiegłem do Szymona i walnąłem z całych sił w twarz. Myślałem, że plastik pęknie, ale to z twarzą było gorzej. Szymon zatoczył się, złapał za policzek; spod palców popłynęła krew. Ruszył na mnie. W oczach miał szaleństwo pomieszane z rozpaczą. Uderzyłem suszarką prosto w nos i natychmiast z góry w głowę. Myślałem tylko – rozszarpać go!

Całą swoją masą pchnąłem go na dywan. Wokół szyi owinąłem kabel, zacząłem z całej siły dusić; efekt był mizerny. Szymon walczył, okładał mnie pięściami po bokach i plecach, kopał; duszenie nie robiło na nim wrażenia. Musiałem podjąć radykalne środki. Zacząłem walić czołem w jego wredną gębę, powoli robiąc z niej miazgę. Nie wiem, czego się naćpał, ale miazga również nie robiła na nim wrażenia. Zaczął szczerzyć się wrednie, powtarzając charkotliwie:

— No, Kubek, dawaj! No, dawaj! Cha, cha, dawaj! Z Naszbukiem chcesz wygrać?

Z Naszbukiem? Jak to, z Naszbukiem?! Skąd on wiedział o Naszbuku?!

— Naszbuk mnie wybrał dla niej, a wy przeszkadzacie! — charczał mi w twarz. — Twoja siostra o tym wie od początku, ale chce ją dla ciebie. Nie powiedziała ci? To poznaj wreszcie swoją siostrzyczkę!

Moja wściekłość zmieniła się w furię; czarna tęcza – w negatyw nuklearnej eksplozji. Wywlokłem mu koszulę ze spodni, z całej siły wbiłem w pępek palce obu rąk. Zaskowyczał, wreszcie poczuł! Palce nie chciały wejść, uderzałem i parłem, zacisnąłem oczy, uderzając jeszcze i jeszcze. W końcu wlazły do środka, było tam miękko, ciepło i lepko. Widziałem kiedyś w filmie, jak żywe trupy rozrywają komuś brzuch rękami. Postanowiłem zrobić to samo. Furia dodawała mi sił. Szarpałem, rozciągałem, rozrywałem, znowu szarpałem; wszędzie była krew; wepchnąłem całą dłoń, nie przestając szarpać i rozdrapywać; pojawiła się brązowo zielona żółć. Szymon zaczął wstawać; złapał mnie rękami za szyję, próbując dusić. Twarz wykrzywiał mu paroksyzm niewyobrażalnego bólu, ale mimo to ciągle nie chciał się poddać. Pociągnąłem mocno, wyrwałem splątane kiszki. Odór kału uderzył w mój nos. Zaczynało brakować mi sił, jelita drgały mi w dłoni; smród krwi i gówna nie pozwalał myśleć. Co robić? Szymon ciągle żył. Jego palce zgniatały mi szyję. Zdałem sobie sprawę, że jeśli nic nie wymyślę, sam tu za chwilę zdechnę. Potrzebowałem pomocy.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 8

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Ewcia rok temu
    Bardzo ciekawy tekst wręcz zaskakujący.Daje 5
  • Adam T rok temu
    Dziękuję, wierna moja czytelniczko:)
  • motomrówka rok temu
    Lubisz flaki :) Popieram :) 5
  • Adam T rok temu
    Lubię :) Witam nową "twarz" :)
  • Dimitria rok temu
    O kurde, to było coś z tym rozerwaniem, takie zaskakujące i obrzydliwe, czyli na plus :)
    I suszarka narzędziem tortur - to dopiero kreatywność. Muszę kiedyś koniecznie przeczytać poprzednie części, a tutaj zostawiam zasłużoną 5.
  • Adam T rok temu
    Podzięki, Dimitrio. Oboje mamy ciągoty do okrucieństwa :) Nie zajrzałem jeszcze do Ciebie i nowych Sióstr. Nadrobię jak najszybciej:)
  • katharina182 rok temu
    Aż mną wstrząsnęła. Bardzo dobrze opisujesz wszystkie sytuację. Łatwo mi było sobie całe zajście wyobrazić.
    Jak zwykle daje 5. Znakomity tekst. Umiejętnie napisany; ) jeszcze jedna odsłona mi została ale to już jutro. Mam nadzieję że napiszesz więcej. Twoje tekst sa na prawdę oryginalna i wyróżniają się tutaj.
  • Adam T rok temu
    Dziękuję Ci bardzo:) Nawet jesli się wyróżniają, to do doskonałości bardzo im daleko. Są poza tym adresowane do pewnej, wązkiej grupki, która lubi podobne klimaty. Ciężko byłoby nawet sprecyzować, co to, konkretnie, za gatunek. Ale bardzo mnie cieszy, że chcesz to nadal czytać:)
  • KarolaKorman rok temu
    Zastanawia mnie, skąd Szymon znał te wszystkie tajemnice? Świetna część, 5 :)
  • Adam T rok temu
    Się poniekąd wyjaśni za chwil kilka:) Ogromne dzięki, że czytasz:)
  • Canulas 4 miesiące temu
    Już nawet nie wiem, jak komentować. Najlepsza cześć, jak na razie.
  • Adam T 4 miesiące temu
    Miał wyjść jeden z kulminacyjnych momentów. Strasznie mi zależało, żeby to wyszło naturalnie. Mam nadzieję, że wyszło ;)
    Pozdrawiam :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania