Off/new 01

Pewnego dnia wybrałem się z siostrą do miasta. Musieliśmy zrobić trochę zakupów, w dodatku planowałem odwiedzić ciocię mieszkającą niedaleko rynku. Przechadzaliśmy się wtedy jedną z głównych ulic miasta. Było tłoczno, parno, a nad nami świeciło słońce. Wśród tłumu zauważyłem kogoś bardzo wysokiego. Był skryty pod płaszczem i wyglądał groźnie. Gdzieś w sercu poczułem, że może być niebezpieczny. Nagle, zupełnie niespodziewanie, zrzucił z siebie przykrycie, czym zwrócił na siebie uwagę wszystkich wokół.

— Zabiję was wszystkich! — krzyknął, aż dudniło w uszach.

Wyjął zza pleców ogromny miecz (pewnie był dłuższy niż dwóch wojaków, ale on trzymał go tak, jakby to był zwykły patyk albo małe piórko) i rozpoczęła się rzeź. Skakał po całym mieście, niczym oszalała żaba. Ciął całe budynki, stragany, rodziny. Po jego mocarnych atakach nie zostawał nawet kamień na kamieniu. Na moje nieszczęście byłem tam wtedy z moją młodszą siostrą. Cały czas kryła się za mną i powtarzała przez łzy "Bracie, nie zostawiaj mnie!". Chciałem ją chronić, ale cóż mógł zrobić taki zwykły chłop jak ja? Ciągle byliśmy w ruchu. Biegaliśmy z jednego końca miasta na drugi, cały czas próbując unikać tego oszalałego niszczyciela. Wszędzie rozlewały się ogłuszające krzyki i błagania o pomoc. Mijaliśmy poszarpane ciała, zrujnowane domy i ludzi, którzy tak samo jak my, próbowali ocalić życie z tej posępnej mordowni. Przez pewien czas nasza bieganina przypominała zabawę w kotka i myszkę.

Niedługo później zostaliśmy tylko my. Wszelkie krzyki ustały. Krwawą rzeczywistość zaczęła wypełniać przerażająca i ciągle narastająca cisza. Nigdy nawet nie przypuszczałem, że będzie mi dane zaznać tak ogromnego strachu. Skryliśmy się w jednej z nielicznych kamienic, które jeszcze były nienaruszone. Moja siostra milczała. Teraz tylko cicho szlochała wtulając się w moją brudną koszulę.

"Co mogę teraz zrobić?" - zastanawiałem się w duchu przyglądając się tej małej, biednej dziewczynce, która jak nigdy potrzebowała ratunku. Przeklęte jest życie zwykłych ludzi. Gdybym był wielkim herosem, jak mój brat albo ojciec, mógłbym ją ochronić. Wyszedłbym zagrożeniu na przeciw i powiedział: "Nie ulęknę się ciebie, potworze!". Niestety, nie byłem taki jak oni i w tamtym momencie bardzo tego żałowałem. Być może jej piękne, białe jak śnieg włosy to ostatnia rzecz, którą widzę na tym świecie. Moja siostra, jedyna osoba, na której tak naprawdę mi zależało, mogła zginąć na moich oczach, kiedy jestem tak bardzo bezsilny. Moje oczy straciły swój blask. Poddałem się i zacząłem płakać. Zupełnie jak ona, choć w przeciwieństwie do niej nie powinienem tego robić. "Bracie, przestań płakać" - powiedziała podnosząc głowę. Jej niebieskie oczy były skierowane na mnie. Były jak bezdenne studnie, w których można znaleźć utraconą nadzieję. Po jej policzkach nadal spływały łzy, ale na twarzy gościł niewyraźny uśmiech. Spojrzałem na nią i zrozumiałem, że tak naprawdę jest silniejsza ode mnie. "Siostro" - powiedziałem przytulając ją do siebie. - "Nie pozwolę ci tutaj zginąć!".

TRACH!!

Ogromny miecz przeciął ścianę za mną, dosłownie cudem mnie omijając. Złapałem gwałtownie siostrę za rękę i przeszliśmy na środek pomieszczenia. Ściana runęła z hukiem, a zza kłębów dymu zaczęła się wyłaniać sylwetka naszego oprawcy.

— Hahaha! To już wasz koniec, nędzni ludzie! — wykrzyczało jego przerażające lico.

Miałem teraz okazję przyjrzeć mu się bliżej. Wyglądał zupełnie jak człowiek, lecz dużo większy i z wyrastającymi z głowy złowrogimi rogami. Przypominał przez to diabła i biorąc pod uwagę, jak wielką masakrę urządził sobie w tym mieście, rzeczywiście mógł nim być.

— Jakieś ostatnie słowa? — wysyczał potwornym głosem, wyciągając przed siebie wielgachne ostrze.

Zamurowało mnie. Nie wiedziałem już, co zrobić. Nie było żadnej drogi ucieczki, nie było ratunku. Upadłem na kolana. Pociągnąłem za sobą siostrę i ona też już klęczała. Była równie przerażona, co ja.

— Zakończ to szybko — powiedziałem niewyraźnie przez łzy.

Przytuliłem siostrę, skryłem się w jej włosach. Kątem oka widziałem zniżający się cień ostrza. To były sekundy. Okropne, dłużące się sekundy. Dusiłem się własnym strachem. Nie mogłem złapać tchu, cały się trzęsłem. W porównaniu ze mną, siostra była przerażająco spokojna. Zapewne już odpłynęła, już była w innej krainie.

Nic nie poczułem. To było aż tak szybkie. Kompletne odcięcie. Odłączenie zasilania. Byłem martwy, przerażająco martwy. A jednak... żyłem? Widziałem moment swojej śmierci. Bardzo dokładnie. O wiele wyraźniej niż mógłbym to zobaczyć swoimi oczyma. Czyja to była perspektywa? Kto się przyglądał mojemu cierpieniu? Kto stał z boku, gdy siostra umierała? Ja byłem tą osobą, byłem jej oczami, które obserwowały to, co nieuniknione. Dlaczego tak się stało? Dlaczego musiałem widzieć swoją śmierć? Nie wiem. Zupełnie nic nie wiem.

Po chwili wszystko się zatrzymało. Ujrzałem oślepiające światło wypełniającą całą widoczną przestrzeń. Wypaliło wszystkie kolory, cienie. Została tylko biel. Przerażająco czysta biel.

Nie mogłem się ruszyć. Mogłem patrzeć tylko w jeden punkt, nic więcej. Nagle z tej kompletnej pustki zaczął się wyłaniać jakiś kształt. Przypominał człowieka. Widziałem zarysy głowy, nóg, piersi... To kobieta? Tak, teraz widziałem wyraźnie. Bogini o włosach tak białych, jak otaczająca ją nicość.

— Pozwól, że zaprowadzę cię do nowego świata, wojowniku — wyszeptała i wyciągnęła do mnie rękę.

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Maurycy Lesniewski miesiąc temu
    „Pewnego dnia wybrałem się z siostrą do miasta. Musieliśmy zrobić trochę zakupów, w dodatku planowałem odwiedzić ciocię mieszkającą niedaleko rynku. Przechadzaliśmy się wtedy jedną z głównych ulic miasta.„ Napisałeś gdzie się wybrałeś z siostrą, to „miasta” na końcu niepotrzebne.

    „Było tłoczno, parno, a nad nami świeciło słońce. Wśród tłumu zauważyłem kogoś bardzo wysokiego. Był skryty pod płaszczem i wyglądał groźnie. Gdzieś w sercu poczułem, że może być niebezpieczny.” - Było, był, być w tak krótkim fragmencie

    „Wyjął zza pleców ogromny miecz (pewnie był dłuższy niż dwóch wojaków, ale on trzymał go tak, jakby to był zwykły patyk albo małe piórko” - był, byl

    „Jej niebieskie oczy były skierowane na mnie. Były jak bezdenne...” - były, byly - lubisz to słowo

    „Nie było żadnej drogi ucieczki, nie było ratunku. Upadłem na kolana. Pociągnąłem za sobą siostrę i ona też już klęczała. Była równie przerażona, co ja.” było, bylo, była

    „To były sekundy. Okropne, dłużące się sekundy. Dusiłem się własnym strachem. Nie mogłem złapać tchu, cały się trzęsłem. W porównaniu ze mną, siostra była przerażająco spokojna. Zapewne już odpłynęła, już była w innej krainie.
    Nic nie poczułem. To było aż tak szybkie. Kompletne odcięcie. Odłączenie zasilania. Byłem...” były, była, byla, było, byłem

    „Ja byłem tą osobą, byłem jej oczami...” - byłem, bylem

    Powiem, że Twoje ulubione słowo zdominowało ten krotki fragment opowiadania i mimo że nie często czytam Twoje opowiadania, to jednak jakość tych które dotąd mi się zdażyło, BYŁY na znacznie wyższym poziomie :)
    Tekst może wciągnąć, ale powinieneś odsiać troche powtórzeń.
    Ocena nie moja, zostawiam bez.
    Pozdrawiam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania