Panie Robercie

Jak dotąd pisałam do Pana wyłącznie wiersze i wysyłałam je na blogi, z nadzieją, że je Pan przypadkiem przeczyta, że wydarzy się cud i w peelach odnajdzie Pan siebie. A jeśli nie, to chociaż wypiszę się z tej miłości. Tak, tak, z miłości. Proszę się nie dziwić; od pierwszej rozmowy wiedziałam, że to Pan jest brakującym elementem mojej konstrukcji.

Pewnie to głupie, ale wyobraziłam sobie, że Pan również... I ryczałam w poduszkę, za każdym razem, gdy w myśli recytowałam wiersz Puszkina:

"Kochałem panią - i miłości mojej

Może się jeszcze resztki w duszy tlą (...)"

 

Napiszę otwarcie, że ja nadal, po piętnastu latach, jestem w stanie płakać na wspomnienie naszego spaceru. Pamięta Pan? Świat się zmieniał na naszych oczach, ale czas minął... Mnie tylko nie minęło. Dlatego postanowiłam napisać ten list, prawdopodobnie ostatni i uczucie, być może pryśnie, kiedy przestanie być skryte. Nie mogłam wtedy powiedzieć Panu o nim, nie mogłam. Nie dałam numeru telefonu, aby nie wykrzyczeć i nie złamać słowa danego sobie, że nie powiem.

 

Zrobiłam to, co Pan mi radził. Zaczęłam publikować swoje teksty; sypnęły się jak z worka bez dna. Ale denne, bo takie niespełnienia skutkują ckliwością, sentymentalizmem, liryczną kalką, bleh! Gdyby Pan je przeczytał, spaliłabym się ze wstydu. Dobrze, że nie dotarły do Pana - nigdy nie usłyszę:

- No co też pani?! Ja nic, ale to nic...

 

Może ten list cudem trafi w Pana przestrzeń życiową? Wątpię.

Jednak dobrze byłoby wiedzieć, czy jest Pan szczęśliwy. Ja... staram się być, tylko zapomnieć nie umiem, bo każdy papieros przypomina mi te wypalone w Pana towarzystwie. Rzucić palenia też nie chcę, bo wspomnienia kuszą i chcę je zachować.

 

Pora kończyć ten żałosny wywód, Panie Robercie, bo... bo czas na życie i może nawet na szczęście?

Gdyby Pan to przypadkiem przeczytał, proszę nie przejmować się. Ja tak sobie tylko... Tylko tak wypisuję się z miłości.

 

Zawsze pamiętająca

Gabriela

 

PS. Nie poznałby mnie Pan, gdybyśmy się spotkali. Od tamtego czasu nawet ja sama siebie nie poznaję.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • betti 3 miesiące temu
    Listy zawsze kojarzą mi się ze Słowackim, tyle w nich piękna... nigdy nie próbowałam, bo się bałam, że nie napiszę niczego, czego nie musiałabym się wstydzić. W nagrodę za odwagę masz ode mnie jeden z listów Juliusza Słowackiego do matki.




    Jezioro Leman, 20.07.1835


    Najukochańsza Matko!
    Mija kolejny dzień. Już blisko cztery lata upłynęło od mojego wyjazdu. To dużo czasu. Bardzo dużo... Większość dnia spędzam tu, nad jeziorem. Tylko w tym miejscu jestem w stanie myśleć o Was i nie ronić kolejnych łez. Gdy patrzę na jezioro, widzę Was, w odległej Ojczyźnie. Widzę Wasze smutki i radości. I wiem, że teraz płaczesz. Zaraz zaniesiesz się cichym szlochem. Wyjdziesz z domu i usiądziesz pod brzozą, którą zasadziliśmy wiele lat temu wspólnymi siłami. Zwilżysz tą kartkę łzami. Ach, znamy się tak dobrze - ta więź między nami... Nie umiem jej nazwać żadnym ze znanych mi słów! Jest tajemnicza, magiczna, jak nie z tego świata... I tylko drzewa znają jej imię, szumiąc je tu i w odległym Krzemieńcu.
    Patrzysz na dom. A tam pustka. I wiesz, że prędko tam nie zawitam. Ale już nie płacz. Odwiedzę Cię świtem - będę świergotać poszarzałymi piórami na parapecie Twojego okna. Rozpoznaj mnie, proszę. I utul mocno, ukołysz swym spokojem, a wtedy zobaczysz te wszystkie doliny, góry morza i jeziora, które dla Ciebie przemierzyłem. I przemierzać będę. Nie tylko listami myśli, słów gońcami. Widzę Cię już przecież. Jesteś tak blisko. Twe życzliwe myśli - wciąż nimi żyję...
    Widzę Cię. Przemierzasz aleje piaszczyste. Wpatrujesz się w lit. Wzrokiem pozdrawiasz drzewa ogrodu, całujesz oczami kwiaty. Szepczesz słowa modlitwy, bym wrócił do domu. Wracam. Co chwilę. Wciąż myślę o Krzemieńcu...
    Ach, gdyby można było gwiazdy z nieba zdejmować! Zdjąłbym je wszystkie, bukiet skomponował. Tak samo jak wiersze do Ciebie układam, karmiąc się nadzieją, że kiedyś Ci je osobiście pokażę, tuląc Twą osobę do siebie w synowskim uścisku.
    Tak, o tym marzę.
    Jest tak cicho. Wiatr pieści drzewa, niewidzialnymi palcami czesze ich liściaste włosy. Tak jak Ty kiedyś, za dziecięcych beztroskich czasów. Już wieczór. Mgła się podnosi. Odcina mnie od nieba, posrebrzonego księżycem. Nadchodzi fala. Jedna za drugą. Nie tylko wybrzeże, mnie też zalewają. Dziś pełnia. A przecież wtedy zagubieni wędrowcy powracają do domu. W półśnie, domowników śpiących pozdrawiają.
    Bądź tam, Matulu, zdrową. Nadzieję trzymaj, nie pozwól jej zabić. Jak Bóg da, jeszcze się spotkamy. A wtedy ta mgła oddalenia zniknie, przepadnie. I aby to się stało jak najszybciej, Matko.

    Kochający syn, Juliusz
  • TseCylia 3 miesiące temu
    Dziękuję, betti. Bardzo piękny prezent.
    Pozdrawiam. :->
  • Bez_rak 3 miesiące temu
    Przeczyta... Wierzę! :)
  • TseCylia 2 miesiące temu
    :-> Wiara czyni cuda podobno. :->
  • Wrotycz 2 miesiące temu
    Nie rozumiem czemu - list nie upoważnia - czuję wielki uśmiech Autorki włożony w te zdania. I to jest msz - największy walor utworu.
    Pozdrawiam:)
  • TseCylia 2 miesiące temu
    Jest uśmiech, Wrotycz. :-> Dziękuję.
  • Hypokryta 2 miesiące temu
    Epistologia zawsze była bliska memu jestestwu, pewnie dlatego, że myliłem epistolografia z epistemologią... Teraz już nikt nawet mejli nie pisze, tylko krótkie tekstowe wiadomości, emotki-niemotki i takie tam dyrdymałki - tym bardziej list - prawdziwy list - jest godzien podziwu... Zdecydowanie 5 / 5 - aż żal mi się zrobiło, że nie jestem jego adresatem.
  • TseCylia 2 miesiące temu
    Dziękuję, Hypokryto. Listy stały się rzadkością. Ae niektórzy je piszą.
    Pozdrawiam.
  • Canulas 2 miesiące temu
    W tak unerwionym tekście aż mi głupio wyjmować techniczną rzecz, ale natręctwo mogłoby mnie lekko sponiewierać, gdybym tego nie zrobić, więc:
    "- No co też pani?! Ja nic. ale to nic..." - ogonek do tej kropki dorób i będzie gites.

    No uff, najgorsze za mną. Ja, prosty cham, raczej niemiewający problemów w machaniu brudnym paluszniem, krzycząc: o tu, babol! - teraz czułem się dość niezręcznie.
    Intymność tego tekstu jest dużego kalibru. Prypomina prace Bożeny-Janiny lub Pasji.
    Jesteś w tej subtelności piękną enantiosemią. Wzajemnością wykluczeń. Niby wszystko jest dzisiejsze, ale uderza po strunach przeszłości do tego stopnia, że nie umiem na to spojrzeć jak na trywialną wiadomość mailową.
    Widzę pocztówkę, kopertę i znaczek.
    Pozdrox.
    Dziękuję.
  • TseCylia 2 miesiące temu
    Ja dziękuję, Can. Za opinię i za wskazanie tego przecinka. Nie czuj się niezręcznie, gdy coś u mnie poprawiasz - ja to bardzo sobie cenię.
    Pozdrowienia. :->
  • Dekaos Dondi 2 miesiące temu
    Przeczytałem list, choć nie jestem Robertem. Mogłem? Teraz listy są pisane rzadziej. prawie wcale. Och tak jak ongiś... piórkiem po białości poskrzypić słowa. Pozdrawiam→5:~)
    Gdybyś zechciała, to zerknij na mój ''list''
    http://www.opowi.pl/list-do-bogini-agni-a37936/ - ale nie musisz przecie:)
  • TseCylia 2 miesiące temu
    Przeczytałam Twój i dzięki za uśmiech. Akurat był potrzebny. :->

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania