Papierowa kobieta musi siedzieć prosto

Dzień miał się ku końcowi, a słońce krwawiło nad ceglastymi grzbietami kamienic. Przesypałem pieniądze z czarnego rondla do plastikowego woreczka i wsadziłem do kieszeni kurtki. Wystarczy na dwa czynsze. Rynek był prawie pusty, gdzieniegdzie przechadzały się pary zakochanych, grupki studentów i kilkoro matek, z dziećmi w wózkach. Podniosłem sztalugę, by zanieść ją do znajomego właściciela naleśnikarni. Moja kawalerka była trzy kilometry stąd, trudno mi było codziennie zabierać rzeczy ze sobą, zwłaszcza, że potrzebowałem jeszcze sporo papieru i ołówków. Dużą, czarną aktówkę i wszystkie potrzebne narzędzia trzymałem więc u Marka. Już miałem wejść po schodach, kiedy usłyszałem za sobą cichy głos:

— Namalujesz coś dla mnie? — zapytała mała czarnulka, z kręconymi włosami. Miała zieloną sukienkę w kwiaty i może sześć, siedem lat. Patrzyła na mnie wyczekująco, podczas gdy ja milczałem, nie przyzwyczajony do takiej bezpośredniości.

— Może być ołówkiem, ja sobie pokoloruję — dodała po chwili.

Oparłem się o sztalugę.

— Hm... na dziś już skończyłem — szepnąłem.

Jej niebieskie oczy zrobiły się wielkie jak księżyc w pełni. Spuściła głowę, wyjęła z kieszeni mały, różowy portfelik pokryty czymś błyszczącym i zaczęła liczyć monety. Kilka z nich wysypało się i potoczyło po drodze.

— Jutro będzie za późno — powiedziała. — To musi być dzisiaj, proszę. Mam dużo pieniędzy — Wskazała odliczoną kwotę. — I zegarek. Mama mi go kiedyś kupiła. Nie wiem, ile kosztował, ale może się przyda? — zapytała.

Patrzyłem na nią zakłopotany. Ręka bolała mnie od nadgarstka aż po opuszki palców. Lipiec był nadzwyczaj pracowitym miesiącem jeśli chodzi o szkice. Nie miałem już siły, z drugiej strony zaś każde pieniądze, w mojej sytuacji, były potrzebne. Zalegałem z rachunkami, a większość ołówków zużyła się już do tego stopnia, że zostały jedynie skrawki. Z zamyślenia wyrwał mnie jej głos:

— Nie musi być ładnie... — prawie łkała.

Podszedłem do niej niepewnie, kucnąłęm tak, że jej twarz znajdowała się mniej więcej na wysokości mojej i powiedziałem:

— Zatrzymaj zegarek. Mi się on nie przyda. Widzisz? — Wskazałem na dłoń. — Mam za dużą rękę.

Dziewczynka odetchnęła z ulgą. Wyjąłem z aktówki czystą kartkę i usiadłem na schodach, koło kamienicy. Zajęła miejsce obok, spojrzała w górę, a następnie skupiła wzrok na papierze. Na jej twarzy malował się spokój.

— Ołówek ci się kończy, mam kilka w domu, mogłam przynieść — Spojrzała na moją twarz.

Coś zakłuło mnie w sercu. W tych dziecięcych słowach było tyle naturalności i serdeczności, jakiej dawno nie zaznałem.

— Rodzice nie będą cię szukać? — zapytałem, ignorując jej słowa.

— Nie... często tędy chodzę, tata wie, że niedługo będę.

— A więc co malujemy?

— Chcę żeby miała sukienkę, taką jak ja, ale dłuższą — wskazała na kostki — dotąd. I długie włosy, związane w warkocz, i żeby się uśmiechała, i najlepiej to niech siedzi, ale prosto — wyrecytowała z przejęciem.

Niewiele rozumiałem z ostatnich słów, zawahałem się przez moment i zapytałem:

— Trochę mało szczegółów, nie masz zdjęcia, prawda?

— Tata wyrzucił.

Znów spuściła oczy i zaczęła bawić się rąbkiem sukienki. Wydawało mi się, jakby intensywnie nad czymś myślała.

— Jutro mam przedstawienie w szkole. Będą wszystkie mamy, oprócz mojej. Pomyślałam, że może jak ją narysuję i popatrzę na kartkę, to nie będzie mi tak przykro. — wyznała z rozbrajającą szczerością, wciąż patrząc w dół.

— Proszę narysuj ją piękną.

Zrobiło mi się dziwnie smutno. Nadal jednak nie wiedziałem jak mam naszkicować kobietę.

— Opowiedz mi coś więcej, jaka jest twoja mama? Chuda i wysoka? Grubsza? Ma kręcone włosy? Gdzie ma siedzieć, w parku, w domu?

Otworzyła buzię szeroko.

— Nie wiem.

— Nie pamiętasz, tak? A oczy? Może takie jak twoje, też duże? — uśmiechnąłem się, choć czułem już lekką irytację jej zdawkowymi odpowiedziami.

— Naprawdę nie wiem. Nie widziałam jej już długo.

— Posłuchaj...

— Renatka, mam na imię Renatka — powiedziała smutno.

Jej pełne nadziei oczy patrzyły na mnie wyczekująco. Rysowałem ze zdjęć, na żywo, z obrazków, ale rzadko na podstawie wyobrażenia i to tak nikłego. Widziałem jak ściska coraz mocniej różowy portfelik i ogląda się za siebie.

— Miała kręcone włosy, takie jak ja — szepnęła — ale to nieważne. Chcę tylko żebyś ją narysował. I żeby siedziała prosto.

— Nie rozumiem.

— Mama ciągle się chwiała, nawet na krześle.

— Była chora?

— Tata mówił, że tak. Kiedyś weszła do domu i chodziła raz w prawo, a raz w lewo. Taty nie było i nie miał jej kto trzymać. Ja nie dałam rady, mama wtedy upadła. Nabiła sobie guza. Na rysunku będzie siedzieć prosto, bo mój wierszyk jest długi. Nie chcę żeby koleżanki widziały jak się przewraca.

Powoli docierało do mnie o czym mówiła dziewczynka. Przypomniałem sobie jak dostałem pierwsze pieniądze za pejzaże. Poszedłem wtedy do nocnego i kupiłem trzy wina. Pierwsze wypiłem w drodze do kawalerki, drugie już na miejscu, a później świat zaczął dwoić się i troić, i kołysałem się zupełnie jak w jej opowieści. Czasem, kiedy uświadamiałem sobie, że w mieszkaniu jestem tylko ja i pełno martwych obrazów, miałem ochotę zapić się na śmierć. Ciągle, jednak, czekałem aż żona do mnie wróci. I czekam nadal.

— Dobrze, narysujemy ją prosto — powiedziałem drżącym głosem.

— I nie upadnie?

— Na pewno nie. To może niech siedzi na ławce, w parku.

Zastanawiała się przez chwilę, a później przytaknęła. Oparła twarz na łokciach i wpatrywała się z zainteresowaniem jak stawiam pierwsze kreski.

— Dlaczego mi się tak przyglądasz? — zapytała.

— Bo dużo mi to pomaga.

— Aha. — uśmiechnęła się szeroko.

Patrzyłem na nią kątem oka, wyobrażając sobie jak wygląda jej matka. Mimo bólu ręki starałem się dopracować każdy szczegół, tak, by patrząc jutro na obrazek było jej lepiej.

— Czy tata będzie cię oglądał?

— Nie wiem, on nie lubi wierszyków. A wczoraj był chory, upadł jak mama. Chyba to moja wina.

— Twoja?

— Tak, bo widział jak ją rysuję. Miałam już prawie wszystko, nawet sukienkę pokolorowałam na zielono, a on mi to porwał! — posmutniała. — I potem zachorował. Jeśli jutro będzie zdrowy, to przyjdzie. Może ty też byś chciał?

— Ja? Takich dziadków nie wpuszczają do szkoły — odparłem, nie przerywając rysowania. Zrobiło mi się ciepło na sercu, za to z jej twarzy uśmiech, nagle, zniknął.

— To może posłuchasz teraz? Chcesz?

Chciałem. Wstała, poprawiła niezgrabnie sukienkę, i zaczęła:

— "Dużo mamie mówić chciałam, ale biegnąc zapomniałam, więc mamusiu nadstaw uszka i zapytaj się serduszka niech ci powie jego bicie, że ja kocham... cię nad życie".*

Patrzyłem na to dziecko jak zaczarowany, nie wiedziałem czy rozumiała sens wypowiadanych słów, a nawet gdyby, to kto jeśli nie taka mała istotka, może kochać bezgranicznie? Nie wytrzymałem. Z oczu zaczęły kapać mi łzy. Ciężkie, okrągłe jak ziarna grochu.

— Brzydko?

— Renatko, wierszyk był śliczny. Na pewno spodoba się... mamie.

Dokończyłem rysunek, co chwilę pocierając oczy. Rysowałem tak, jakby to był najważniejszy obraz w moim życiu. Wiedziałem ile znaczy dla Renatki. Kobieta z papieru była uśmiechnięta, ubrana w długą sukienkę w słoneczniki. Siedziała oparta o ławkę. Włosy, zgodnie z życzeniem, miała splątane w luźny warkocz. Była lustrzanym odbiciem dziecka. Podałem kartkę dziewczynce.

— Jest piękna! Pokoloruję ją jak tylko wrócę do domu — uśmiechneła się szeroko i przytuliła obraz do siebie. Przez dłuższą chwilę trzymała go w ramionach i kołysała się na boki. Tak jakby postać z papieru miała dać jej trochę czułości. Tak bardzo pragnąłem przygarnąć dziecko do siebie i płakać za nas dwoje. Chciałem, całym sobą, żeby kobieta z papieru ożyła choć na moment i spojrzała na córkę, tulącą do siebie głupi skrawek brystolu. Łaknącą ciepła. Gdziekolwiek wtedy była — tego pragnąłem najbardziej.

— Idź już, naprawdę jest późno— rzekłem, czując w gardle powiększającą się gulę.

Otworzyła maleńki portfelik i wysypała mi na ręce wszystkie monety.

— Tam gdzieś potoczyły się jeszcze dwie, znajdziesz sobie sam? — zapytała wzruszona.

Popatrzyłem na garść pieniędzy i drżącymi rękami wsypałem je z powrotem do saszetki.

— Już mi zapłaciłaś.

— Tak? To dobrze, będę mieć na kredki. Też kiedyś zostanę malarką i będę rysować, tak jak ty.

Uśmiechnąłem się gorzko. Dziewczynka odeszła, trzymając pod pachą rulonik i srebrzącą się portmonetkę. W blasku zachodzącego słońca wydawało się jakby powietrze z przezroczystego zmieniło barwę. Było kolorowe, błyszczące. Ukryłem twarz w dłoniach i zaszlochałem. Nigdy więcej nie widziałem już dziewczynki z różowym portfelikiem.

 

*Wierszyk zapożyczony z internetu.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 8

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Justyska tydzień temu
    Piękna i bardzo wzruszająca historia. ładnie i zgrabnie opisana. Ja mam lekkiego matczynego fizia więc ze łzami w oczach. eh...

    A tu kilka wątpliwości

    " Pomyślałam, że może jak ją narysuje i popatrzę na kartkę, to nie będzie mi tak przykro. — wyznała z rozbrajającą szczerością, wciąż patrząc w dół." - "narysuję (ogonek uciekł) i bez kropki po "przykro"

    "— Na pewno nie. To może niech siedzi na ławce, w parku? Zastanawiała się przez chwilę, a później przytaknęła. Oparła twarz na łokciach i wpatrywała się z zainteresowaniem jak stawiam pierwsze kreski." tu od "zastanawiała trzeba by dać od akapitu, bo teraz wygląda jak kontynuacja wypowiedzi.

    "— To może posłuchasz teraz? Chcesz? Chciałem. Wstała, poprawiła niezgrabnie sukienkę, i zaczęła:" tu też od "chciałem" ad kakpitu, bo to już nie wypowiedź dziewczynki.

    No to tyle, obadaj sobie.
    Zostawiam 5, pozdrowienia i uciekam:)
  • jolka_ka tydzień temu
    Obadałam i masz rację ;) Dzięki z wyłapanie błędów, przyznam szczerze, że tekst nie odleżal swojego, pisany i sprawdzany na gorąco, także takich kwiatów może być więcej. Cieszę się, że wzbudził emocje :)
  • Keraj tydzień temu
    Urocza a zarazem smutna historia 5
  • jolka_ka tydzień temu
    Dziękuję za wizytę Keraj ;)
  • Ana23 tydzień temu
    Opowiadanie chwytające za serce...5
  • jolka_ka tydzień temu
    Dziękuje za przeczytanie ;)
  • Dekaos Dondi tydzień temu
    Bardzo ładny tekst!! Aż sobie wszystko wyobraziłem. Można by teledysk nakręcić, ze wstawkami tego co było. Pozdrawiam→5
  • jolka_ka tydzień temu
    Teledysk? O. To mnie zaskoczyłeś ;) Dziękuję i też pozdrawiam.
  • Bożena Joanna tydzień temu
    Wzruszające do łez, obraz tęsknoty i miłości. Fantastycznie! Pozdrowienia!
  • jolka_ka tydzień temu
    Dziękuje Bożeno i pozdrawiam też!;)
  • TrzeciaRano tydzień temu
    Taka trochę bajeczka dla dzieci, mocno ckliwe. Bez oceny, zupełnie nie moja wrażliwość.
  • jolka_ka tydzień temu
    Czy dla dzieci to nie wiem, bo szczęśliwego zakończenia tak naprawdę brakuje, ale dziękuję za opinię. Dobrze, że są różne gusta, inaczej świat byłby nudny... ;)
  • pasja tydzień temu
    Dzień dobry
    Wzruszyłam się. Alkoholizm w rodzinie jest najgorsza chorobą. Najbardziej cierpią dzieci. Jest jak śmierć, zabiera im rodziców i radość dzieciństwa. Różowy portfelik i ten beztroski dialog, chociaż gorzki jest całym clou opowiadania. Bardzo refleksyjne.
    Pozdrawiam ciepło
  • jolka_ka tydzień temu
    Witaj Pasjo. Masz rację, najbardziej cierpią dzieci. I w swojej naiwności kochają dalej :) Pozdrawiam również.
  • nimfetka tydzień temu
    Oczy mi się załasakotały. Mega wzruszający jednostrzałowiec. Dialogi przepyszne. I klimat, który zbudowałaś, pełen melancholii, zniszczonego dzieciństwa, potrzeby miłości.
    Okropny obraz wielu porzuconych dzieci, obdartych z troski, sprzedanych za alkohol. Truciznę, która rozbija rodziny i niszczy organizm. 5
    Pozdrawiaki.
  • jolka_ka tydzień temu
    Fajnie Cię u mnie widzieć ;) Starałam się żeby dialogi były w miarę naturalne, ale też niosły jakiś przekaz, więc tym bardziej mi miło, że jest ok.
    Pozdrawiam!
  • betti tydzień temu
    Wzruszające na maksa. Potrafisz malować słowami i wyciskać łzy... Pięknie smutna ta opowieść.
    Jestem u Ciebie pierwszy raz, ale już wiem, że nie ostatni.

    Pozdrawiam.
  • jolka_ka 6 dni temu
    Miło mi, że wywołało emocje. Zapraszam częściej ;)
    Pozdrawiam!
  • betti 6 dni temu
    jolka_ka wywołało emocje i zostanie w pamięci. Lubię takie pisanie. Już sam tytuł zachęca, bardzo dobry, a późniejsze obrazy rzucają na kolana. Tak trzymaj!
  • e make i ka pololi wczoraj o 18:36
    Poprawny, ladnie nakreslony, wzruszajacy tekst.
    Dziecko jako istota dobra i nieskalana jawi mi sie tutaj. Czyta sie bez przestojow i z zainteresowaniem, co bedzie dalej. Rozmowa malarza i dziewczynki wciaga w swoj wir umiejetnie.
    Pozdrawiam :).

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania